„Złota era” na papierze

Już zapomnieliście o Złotej erze rocka w Strzelnie? Otwieraniu lodówki nie towarzyszy obawa, że zamiast smacznego posiłku, przyjdzie wam zmierzyć się z kolejną porcją wspomnień? O, nie, nie! Złota era ponownie puka do drzwi. Ale tym razem macie szczęście – nie będzie to kolejna rozmowa, dwadzieścia wystarczy.
Na dzisiaj zahasłowany nowyhoryzont.blog.pl niebawem zostanie unicestwiony. To dobry moment, żeby wrócić do pomysłu przelania Złotej ery na papier. Niezawodna, nieliczna i nieobliczalna Nieformalna Inicjatywa Prywatna NIE-SPOŁECZNICY poczyniła już pewne działania, mające na celu zrealizowanie tego pomysłu. Czyli jednak możecie spać spokojnie…
Czerwiec 2013: Kto się interesuje muzyką rockową i w latach dziewięćdziesiątych XX wieku chodził na koncerty organizowane przez strzeleński Miejsko-Gminny Ośrodek Kultury i Rekreacji, zgodzi się ze mną, że ostatnia dekada minionego stulecia to „złota era rocka w Strzelnie”.
Jacek Łuczak, Sławomir Sobczak, Piotr Barczak, Jacek Jackowski, Leszek Iwiński, Sławomir Tarczewski, Daniel Iwiński, Krzysztof Łuczak, Marcin Przybylski, Ryszard Nowak, Arkadiusz Kubiak, Marian Przybylski, Sławomir Antkowiak, Marcin Adamski, Grzegorz Swendrowski, Maciej Nowak, Krzysztof Sendłak i Maciej Michalak. Robert Wesołowski i Przemysław Witczak – już na stronie zapiskimuzyczne.pl.
W oczekiwaniu na słowo drukowane można też przeczytać rozmowę ze Sławomirem Antkowiakiem – jest na jego blogu (siants.wordpress.com/interview/).

Jarocin punkowo zmotywowany

Punk to postawa. Punk to nie muzyka, natapirowane włosy, irokez czy skórzana kurtka. To są klisze. Chcesz być punkiem, nie naśladuj tego, co wymyślono 20, 30 lat temu. Nie dawaj sobie wmówić, co masz robić i jak masz wyglądać. Bądź niezależny, szczery, oryginalny, a nie podrabiaj tego, co zrobili inni. Nie kopiuj wzorców, bo równie punkowa jak garażowy zespół może być orkiestra symfoniczna. Jeśli jesteś punkiem, bierzesz sprawy w swoje ręce i nie wciskasz kitu innym. Jesteś niezależny. Punk to dusza, serce, szczerość, oryginalność.

To John Lydon (Public Image Ltd./Sex Pistols. Jak meteoryt, Teraz Rock, 2013, nr 10, strona 65; rozmawiał Jacek Nizinkiewicz), człowiek, który został uhonorowany MOTYWEM tegorocznego Jarocin Festiwal (Rottenowi i jego twórczości będzie poświęcony każdy festiwalowy element – od kina, przez wystawy i spotkania, aż po książki i wystrój miasta. Wszystko to ma przybliżyć i uhonorować sylwetkę Johna Lydona na festiwalu, który w latach 80-tych XX wieku dał rodowód polskiemu punk rockowi). „Johnny Rotten” jest też AMBASADOREM, a jego grupa PiL zagra w Jarocinie.


Drugi AMBASADOR to Wojtek Mazolewski (Rola Ambasadora to także współkreacja festiwalowych projektów specjalnych, spotkania i panele tematyczne oraz aktywności pozamuzyczne). Na festiwalu nie tylko z projektem PunkFreud Army.
JF’18 odbędzie się w dniach 13-15 lipca, wzorem ubiegłego roku – w mieście. Do 20 lutego, do godziny 23:59 można zgłosić zespół do Jarocińskich Rytmów Młodych. Na stronie konkursu, w zakładce zespoły, można znaleźć między innymi AVE z Inowrocławia. O ich płycie, zatytułowanej Ave, Wiesław Weiss napisał: […] alternatywnie, chwilami jazzująco. Oryginalnie, intrygująco, niepokojąco (Teraz słucham, Teraz Rock, 2018, nr 2, strona 6).
Więcej informacji:
jarocinfestiwal.pl
rytmy.jarocinfestiwal.pl

***

Cytaty w nawiasach oraz logo MOTYW: ROTTEN – jarocinfestiwal.pl/media/materialy-prasowe

pARTyzant w Mogilnie

pARTyzant
10 lutego 2018 roku, Sala Widowiskowa Mogileńskiego Domu Kultury

Przemysław Iwo Gronkowski – ukulele, bodajże w dwóch utworach. Waldemar Krystkowiak (bas) i Maciej Krystkowiak (gitara) – goście na finał koncertu. Krzysztof „Partyzant” Toczko (gitary, wokal) i Mikołaj Toczko (perkusja, ołówki) – pARTyzant. Fragment ulotki, jaką otrzymałem po koncercie: Duet porusza się płynnie pomiędzy różnymi stylistykami, nie brakuje mocnych rockowych riffów, bluesowych smaczków, humoru i zabawy przeplatanej zadumą. Ważnym, nieodzownym elementem koncertów jest interakcja z publicznością oraz nieskrępowana improwizacja. Dokładnie tak było w Sali Widowiskowej Mogileńskiego Domu Kultury. 
Utwory z wydanej w ubiegłym roku płyty Kenopsja wymieszali z klasyką muzyki popularnej. Mikołaj Toczko, na przemian, pieścił perkusję, by po chwili walić w zestaw jak oszalały. A znany mi do wczoraj jedynie ze współpracy z grupą Dżem Krzysztof Toczko wywijał na gitarze, popisując się umiejętnością gry techniką tappingu.
Zaprezentowany repertuar autorski to granie z pogranicza rocka i bluesa, w którym nie brakowało charakterystycznego dla reggae bujania i punkowej zadziory; często w klimacie dokonań Voo Voo. Wypadło cholernie interesująco – własną Kenopsję już mam.
Z klasyki na pierwszy ogień – Smells Like Teen Spirit, później Layla, Always Look on the Bright Side of Life i jeszcze kilka innych kilerów. Wszystkie w wersjach instrumentalnych. Na ile było to tylko wykonanie cudzych kompozycji, a na ile potraktowanie ich jako punktu wyjścia do zrealizowania własnego pomysłu na muzykę? Brawo!
Inny fragment tej samej ulotki: Gitarzysta do perfekcji opanował trudną i widowiskową technikę tappingu oburęcznego, która umożliwia mu niezależne granie na dwóch gitarach jednocześnie. One z repertuaru grupy Metallica zagrane na gitarze dwugryfowej – niech żałują ci, którzy jeszcze tego nie widzieli.
A co z tymi ołówkami? Utwór Medad ha (z Kenopsji) panowie Toczko zagrali siedząc na krzesłach, z gitarą na kolanach – ojciec śmigał palcami po gryfie, a syn potraktował struny ołówkami. Kolejny przykład potwierdzający muzyczną kreatywność pARTyzanta.

PS Podziękowania dla Wiktora Mazurkiewicza – gdyby nie on, pewnie bym się nie dowiedział, że duet zagra w Mogilnie.
partyzant.eu (na dzisiaj: Witryna w przebudowie).

Vangelis „1492. Conquest of Paradise”

Nie potrafię fachowo pisać o rocku, a co dopiero o twórczości Vangelisa. Ale jak tu nie poświęcić choćby kilkunastu centymetrów bloga na tekst o jednej z dosłownie kilku płyt na bezludną wyspę, kolejną, którą nasiąkł nieśmiały, strachliwy, z kompleksami, a zarazem myślący o sobie jako o kimś wyjątkowym nastolatek?
To nie jest najwyżej oceniany album w bogatym dorobku Vangelisa. Zapewne nie jest to też jedna z najważniejszych na świecie ścieżek dźwiękowych do filmu. Jednak kiedy w jednej ze stacji radiowych usłyszałem utwór Conquest of Paradise, stało się jasne, że zadziało się coś wyjątkowego. I poszło. Setki godzin, najczęściej ze słuchawkami na uszach, niezapamiętanej marki, pożyczonymi, które wyposażone w króciutki kabel powodowały drętwienie ciała (fotela nie można było, a może nie chciało mi się przysuwać na odpowiednią odległość).
Dzisiaj warunki są już bardziej komfortowe, a brzmienie zdecydowanie lepsze. Ale to nie ma znaczenia. Elektronika Vangelisa. Mandolina. Hiszpańska gitara. Skrzypce. Flety. English Chamber Choir. Niepokój. Zwątpienie. Wiara. Niepewność. Marzenia. Upór. Radość. Rozgoryczenie. To wszystko tu jest. I to się czuje. Za każdym razem.
1492. Conquest of Paradise. Każdy może podbijać własne raje. Nie potrzeba filmu, choć warto go obejrzeć.

The Cranberries „No Need To Argue”

Pierwsza myśl: Może tym razem tak po prostu, normalnie?. Kolejne wieści i już wiadomo, że mogło być inaczej. Artyści…
Pozostała muzyka (nawiązując do prezydenckiego „ćwierkania” – też nie wiedziałem, że miała dzieci), a dokładnie jedna bardzo ważna płyta.
Lato roku 1995. Zombie atakowało non stop, z każdej strony. Ale pierwszy egzemplarz, wtedy jeszcze na kasecie, pożyczyłem od kogoś, kto chwilę wcześniej, wręcz z wyrzutem, zapytał: To ty nie znasz tej płyty?!. Mniej więcej tak to wyglądało. Chyba nawet tej kasety nie chciałem oddać. Fajne czasy – potężna potrzeba posiadania muzyki szła w parze z permanentnym brakiem gotówki.
Delikatna, nastrojowa, czarująca, na noc. Pisali i piszą, że związana z matecznikiem zespołu, czyli Irlandią. Ode To My Family, The Icicle MeltsDreaming My Dreams, Daffodil LamentNo Need To Argue… A śpiew Dolores O’Riordan? Grzesiek Kszczotek (Tylko Rock, 1995, nr 4, strona 70; recenzja): Śpiewa jak chyba jeszcze nikt dotąd. Delikatnym, spokojnym głosem, ale nie pozbawionym mocy, nie pozbawionym żaru […], czasem lekko rozmarzonym […], czasem unoszącym się gdzieś tam wysoko […]. Choć jest też i inna strona tego jej śpiewania. […] Jakby melizmatyczne zawodzenie […], jakby podminowane złością łkanie […].
Utonąłem. Nigdy później nie posłuchałem żadnej innej ich płyty. Obawa, że magia The Cranberries pryśnie? Nie było jej w utworach puszczanych przez stacje radiowe, więc – tak.
Od ubiegłego roku, po latach niesłuchania, mam reedycję – The Complete Sessions 1994-1995, z kilkoma dodatkowymi nagraniami. Po latach niesłuchania wyszło, że… No Need To Argue nadal jest piękne. Pomimo tego, że niektóre utwory wydają się już trochę mniej czarujące, wspomnianych bonusów mogłoby nie być, a wraz z wiekiem odeszła potrzeba zarywania nocy dla muzyki.

Lux Vera – kolędy i pastorałki w Wilczynie

Lux Vera
Koncert kolęd i pastorałek
28 stycznia 2018 roku, Gminny Ośrodek Kultury w Wilczynie

Iwona Jasińska (śpiew), Piotr Barczak (puzon, śpiew), Andrzej Kortas (klarnet, śpiew), Adam Szymański (klawisze), Leszek Iwiński (gitara basowa), Arkadiusz Kubiak (perkusja), Maciej Nowak (gitara akustyczna). Lux Vera. Konsekwentnie pielęgnują swoje pastorałkowe poletko, a robią to w sposób – jak dla mnie – trudny do zaszeregowania. Być może powinienem jeszcze sporo muzyki w życiu posłuchać, może jednak jest tak, że ich granie skutecznie wymknie się każdej próbie umieszczenia w tak zwanej muzycznej szufladce. Proponuję nie przegapić następnej okazji i wybrać się na koncert Lux Very, bo warto. Przedwczoraj w Wilczynie było niewiele ponad trzydzieści osób. Nie uważam, że to mało, ale nie można nie zwrócić uwagi na fakt, że zespół nie promował tego wydarzenia w Strzelnie (zakładam, że GOK skupił się na mieszkańcach Wilczyna i okolic).
Prawie sześćdziesiąt minut. Zaprezentowali utwory z wydanych w 2015 roku Pastorałek, w tym klimatyczny, najlepszy na płycie i zarazem chyba najbardziej mroczny fragment w twórczości grupy – Ach biada Herodowi. Piotr Barczak: Teraz doszliśmy do apogeum naszego koncertu, czyli nie będzie to ani pastorałka, ani kolęda. Tak prawdę mówiąc, nie wiadomo, co to będzie, bo będzie się krew tu lała. Ale – niestety – taka historia Bożego Narodzenia też jest, że mamy tego Heroda złego i on wysyła te wojska […].

Lux Vera Pastorałki
2015 (wydawnictwo własne)

Chciałoby się rzec: nareszcie! Po  trzech latach od dokonania  pierwszych nagrań u Zbyszka Florka w Inowrocławiu, opublikowania w Internecie i grania na koncertach, pastorałki strzelneńskiej Lux Very są dostępne na cd.
Dzięki Pastorałkom ten przedświąteczny czas (za trzy dni Boże Narodzenie 2015), upływa mi szczególnie sympatycznie. Po pierwsze dlatego, że muzykują tu moi znajomi (Iwona Jasińska – śpiew, Andrzej Kortas – klarnet i śpiew, Piotr Barczak – puzon i śpiew, Maciej Nowak – gitara, Leszek Iwiński – bas, Arkadiusz Kubiak – perkusja, gościnnie: Michał Witkowski – gitara), a w Strzelnie nieczęsto wydaje się płyty z dokonaniami rodzimych artystów. Po drugie dlatego, że nie muszę się silić, żeby przetrwać te siedem utworów, zaczerpniętych z wydanego krótko po drugiej wojnie światowej śpiewnika, ale – zarówno w warstwie tekstowej, jak i muzycznej – znacznie poprzerabianych. Bo propozycja Lux Very to muzyka świątecznie niesztampowa, dobra alternatywa do znanych, a często już ogranych piosenek bożonarodzeniowych (nie mam tu na myśli kolęd). Ze względów finansowych CD z prawie (tylko) półgodzinną zawartością (W Betlejem przy drodze, A to co ziemianie, Nuż my bracia pastuszkowie, Wszystek świat, Ach biada Herodowi, Cieszmy się, Pasterze paśli), zostało zapakowane w kopertę z równie niesztampową, co muzyka okładką – bez lampek, stroików, czy wnętrza świątecznie wystrojonego kościoła.

(Nowy Horyzont. Hałas niszczy zdrowie, jednodniówka pierwsza / 16.01.2016, strona 18)

Były też pastorałki, których próżno szukać na albumie. Żywiołowe Kaczka pstra oraz ta z wplecionym fragmentem z Igora Strawińskiego i innych kompozytorów (Piotr Barczak: Przeróbka przeróbki i przeróbki jeszcze),  nastrojowe Jezu, śliczny kwiecie i Śliczna panienka, trochę zepsuta przez – buczący przez cały koncert – bas (urok naszych sal koncertowych). Wypadły świetnie. Czas na Pastorałki II.
Grane przez Lux Verę utwory zostały zaczerpnięte z pewnego śpiewnika, o czym zespół przypomina przy każdej nadarzającej się okazji. Ale dopiero w Wilczynie dowiedziałem się, że… nieuczciwość Piotra uratowała tę książkę przed unicestwieniem. Piotr Barczak (cała konferansjerka – jak zawsze – pełna charakterystycznych „zacięć” i humoru): Ten zbiór jest bardzo stary, bo z 1946 roku. Pikanterii dodaje fakt, że on został uzyskany ze spalonej biblioteki. Proszę sobie wyobrazić, jak biblioteka płonie, płomienie sięgają już trzeciego piętra, a ja tam wchodzę i ten zbiór zabieram… Tylko że to wszystko jest nieprawda. Po prostu ja z tej biblioteki pożyczyłem tę książkę i trzy lata nie oddawałem. W drugim roku nieoddawania mojego, spłonęła ta biblioteka. A u mnie się szczęśliwie ta książka zachowała.
W programie koncertu były też kolędy. Trzy: Dzisiaj w Betlejem, Cicha noc, święta noc oraz zagrane w duchu dixielandowym Przybieżeli do Betlejem pasterze.

PS soundcloud.com/luxvera

Agnieszka Twardowska w „Skarbach regionu”

Strzelneński Oddział Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego idzie na całość. W minionym roku kilkudziesiąt różnych wydarzeń (między innymi rajdy rowerowe, wyjazdy autokarowe, prelekcje) dla ponad dwa i pół tysiąca osób! I nie ma to żadnego związku z przypadającymi na rok 2017 obchodami sześćdziesięciolecia Oddziału. Zbigniew Domański, prezes PTTK w Strzelnie (M. Lachowicz, 70 wydarzeń dla 2.500 uczestników, Pałuki i Ziemia Mogileńska, 2018, nr 2, strona 23): Pragnieniem naszym jest, aby we wszystkich, zaplanowanych na 2018 rok wydarzeniach brało udział jeszcze więcej mieszkańców miasta i okolicy, a szczególnie liczymy na młodzież. Brawo, brawo, brawo!
Ze strzelneńskim PTTK owocnie współpracuje znany nam wszystkim Damian Rybak, czego dowodem – skrupulatnie odnotowane w publikacji Skarby regionu. Strzelno, Mogilno, Inowrocław i okolice… – wydawnictwa Oddziału z ostatnich kilku lat.
Skarby regionu to najnowsza publikacja autorstwa Damiana, wydana przez strzelneńskie PTTK im. Antoniego Słowińskiego w Strzelnie oraz Muzeum – Romański Ośrodek Kultury im. Ottona i Bolesława (Bydgoszcz/Strzelno 2017). O ten bogato ilustrowany, przygotowany z okazji wspomnianego jubileuszu przewodnik turystyczno-krajoznawczy po Strzelnie i regionie, z historią Oddziału PTTK w Strzelnie i krótką Fotorelacją z wydarzeń organizowanych przez PTTK w jubileuszowym roku, można pytać w siedzibie PTTK przy pl. Św. Wojciecha w Strzelnie, we wtorki i piątki, godz. 10:00-11:00.
Przewodnik był też rozdawany przed ostatnią w 2017 roku sesją strzelneńskiej Rady Miejskiej (tak, tak, warto chodzić na sesje).
Jedną z pierwszych rzeczy, na które zwróciłem uwagę, to zestawienie znanych ludzi związanych ze Strzelnem. Nie przypominam sobie, żeby regułą było wychodzenie poza – nie ma co tu ukrywać – oklepany zbiór nazwisk. A Damian przybliżył sylwetki nie tylko tych z kanonu (między innymi Cieślewicz, Michelson, Dałkowski), ale również Jana Harasimowicza, abp. Stanisława Gądeckiego, o. Wojciecha Popielewskiego OMI, sportowców Arkadiusza Sobkowiaka i Radosława Hyżego oraz Agnieszki Twardowskiej. Tak trzymać!
Co o Agnieszce? Strona 14:  Agnieszka Twardowska (ur. 1993), wokalistka, od 6 roku życia występuje na scenie i śpiewa wygrywając wiele konkursów, obecnie jest stałym gościem wielu stacji telewizyjnych, była uczestniczką 5 edycji programu „Twoja twarz brzmi znajomo” oraz „The voice of Poland”, koncertuje ze swoim zespołem oraz solo po całej Polsce, w tym roku zadebiutowała na Festiwalu w Opolu.

Najlepsze z roku 2017

ALBUM:
Roger Waters Is This the Life We Really Want?
Trupa Trupa Jolly New Songs

KONCERT:
Ponad Chmurami, 9 lutego, Miejska Biblioteka Publiczna w Strzelnie

KSIĄŻKA:
Jarosław Sawic Budka Suflera. „Memu miastu na do widzenia”. Muzyka/miasto/ludzie

ODKRYCIE:
Trupa Trupa
SZA!

UTWÓR:
Ivo Partizan Sajgon (z repertuaru innej grupy z Mogilna – Bunkier)

ŻYCZENIE NA ROK 2018:
album z zapisem koncertu SBB w Filharmonii im. Mieczysława Karłowicza w Szczecinie

***

Zdarzyło się w roku 2016

„Budka Suflera. Memu miastu na do widzenia. Muzyka/miasto/ludzie”

Jarosław Sawic Budka Suflera. „Memu miastu na do widzenia”. Muzyka/miasto/ludzie (Prószyński i S-ka, Warszawa 2017)

Jarosław Sawic wykonał kawał (ponad 750 stron) dobrej roboty – w Memu miastu na do widzenia jest wszystko to, czego o Budce Suflera chciałem się dowiedzieć. A nawet więcej, bo Suflerów zupełnie nie kojarzyłem – na przykład – z Teatrem Wizji i Ruchu Jerzego Leszczyńskiego (współpraca z SBB przy Malczewskim).
Pełne zapału początki, różne oblicza rocka; przyjaźnie, sympatie, różnice zdań, rozstania i powroty; utwory, płyty, koncerty; podróż „budkowym” szlakiem po Lublinie; zakończenie działalności (okładka: Inspiracją dla książki był pożegnalny koncert Budki Suflera w Lublinie 18 września 2014 r.); artystyczne wzloty i muzyczna proza życia… Około strony siedemdziesiątej książkę postanowiłem czytać tematycznie, a nie „jak leci”, ponieważ wymieszanie ze sobą kolejnych części Muzyki, Miasta i Ludzi wydało mi się rozwiązaniem mało przejrzystym, tym bardziej, że Memu miastu na do widzenia to także fragmenty, które nie mieszczą się w zaakcentowanym w tytule książki układzie (przede wszystkim kolejne odsłony Bridge i Za miastem. Z dalekich wypraw). To była dobra decyzja, a jak się później okazało – zgodna z intencją Jarosława Sawica (strona 471: […] to ma być coś à la muzyczna „Gra w klasy”, czytać ją będzie można na różne sposoby… choćby alternatywnie…).

Pink Freud „PunkFreud Army”

Pink Freud PunkFreud Army (2017, Wydawnictwo Agora)

W 2017 roku nie planowałem już kolejnych płyt, ale w sklepie wzrok przykuła okładka – na białym tle para glanów i czerwono-czarny napis: PINKFREUD PUNKFREUD ARMY. Czytałem o tym wydawnictwie… Rzut oka na zawartość, między innymi: Spytaj milicjanta, To co czujesz to co wiesz, Centrala, Niewidzialna armia
Koncert zarejestrowany w październiku tego roku w Trójce. Jedenaście utworów, wśród feat. najczęściej Tomek Lipiński i Robert Brylewski, w trzech odsłonach – Robert Materna, w dwóch – Tomasz Budzyński.
Mam od wczoraj. Posłuchałem trzy razy. Już wiadomo, że „chwyciło”. Czy wytrzyma próbę czasu – się zobaczy.
Wydanej dziesięć lat temu PunkFreud – nie znam. PunkFreud Army: Muzyka artystów rodem z punk rocka spotkała nie-prostotę jazzu, do którego już się  chyba nigdy nie przekonam.  Dobrze, że to drugie nie przysłoniło pierwszego, choć muszę przyznać, że… punk jazz ma rację bytu!

After Blues „Proszę bardzo”

After Blues Proszę bardzo (2013, Jimmy Jazz Records)

Czy się to komuś podoba, czy nie – Agnieszka Twardowska chadza własnymi, popowymi ścieżkami. Ma do tego prawo. A publika – wybór.
Przyznaję, trudno mi przebrnąć przez jej nowe produkcje. Za to z niesłabnącą przyjemnością  słucham Proszę bardzo After Blues. To trzynasta płyta w dorobku zespołu, a druga z udziałem Agnieszki Twardowskiej (Strzelno. After Blues & Agnieszka Twardowska – Blues połączył pokolenia, nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 25 listopada 2013 roku).
Używając „terazrockowej” skali ocen – Proszę bardzo poznać trzeba. Jednak niech nikogo nie zmyli zaaplikowany na początek Od rana czuję bluesa – równie żywiołowo zagrane jest jeszcze tylko Dziękuję bardzo. Ostatni – jak dotąd – przejaw aktywności fonograficznej Leszka Piłata (śpiew, perkusja, bas) i Waldemara Baranowskiego (chórki, perkusja, gitary) to pozycja dla lubiących bardziej balladowe klimaty. Takie z pogranicza bluesa i rocka oraz rocka i muzyki pop (zapewne Chyba coś nie tak i Puste ręce powstały z myślą o wokalistce rodem z kujawskiego Strzelna, którą słychać w czterech utworach), zagrane i zaśpiewane w stylowy, zdecydowanie nierewolucyjny sposób. Całość przyozdobiona fajną okładką.
Najlepsze fragmenty? Należy szukać wśród tych „po bluesie”: Rewolucja moich dni, Ciche ulice, Zaniki pamięci. I gitary Waldemara Baranowskiego – potrafią „załkać” jak u Nalepy (na przykład Rewolucja moich dni), odpowiednio „przygrzać” (solo w Dziękuję bardzo) czy być dostojnie klasyczne (Puste ręce).

Komu jeszcze To tylko dom w zwrotkach skojarzył się z utworem grupy Hey – Moja i twoja nadzieja?

Yet Another / Angry Town. Koncerty

Propozycja na „Wielkoorkiestrowy” weekend 2018: Yet Another i Angry Town.
Grupy zagrają 12 stycznia w Mogilnie (Restauracja Stara Gorzelnia), a dwa dni później – w Inowrocławiu (Kropa Pub). Początek – godz. 20:00.


 Yet Another obecnie grają w składzie: Adam Patryk Dzikowski (gitara, wokal), Piotr Stefanowicz (gitara, wokal), Maciej Koźmiński (bas), Dominik Rogalski (bębny). O zespole więcej tutaj.
Angry Town to przede wszystkim covery klasyków brytyjskiego punk rocka oraz mod. Yet Another: […] połączyli style punk, mod, grunge i rock w spójną, wyjątkową całość, która nie przestaje pozytywnie zaskakiwać (fanpejdż Angry Town, wynotowane 19 grudnia 2017 roku). Trio tworzą: Sam Jones (wokal, gitara), Łukasz Panfilak (bas, wokal) i Jakub Zadorecki (perkusja). Na scenie zadebiutowali we wrześniu 2017 roku. Między innymi wystąpili w toruńskim Lizard King, czego dowodem program Muzyczny Kram 195 (67). Za kilka dni w Internecie zostanie opublikowany ich pierwszy singiel (na winylu ukaże się nakładem Camouflage Records), zawierający dwa utwory: New Rose i Under Glass.

„Światło, muzyka, słowa”

„Ciemna strona księżyca”. Światło, muzyka, słowa
Biblioteka Szkoły Podstawowej z Oddziałami Dwujęzycznymi w Strzelnie, 15 grudnia, od godz. 17 z minutami
Jacek Łuczak i Wiesław Woźnica (przy wsparciu Miejskiej Biblioteki Publicznej w Strzelnie i Szkoły Podstawowej z Oddziałami Dwujęzycznymi w Strzelnie)
Zainicjowane i przygotowane przez pasjonatów spotkanie osób, które się znają. Tak to właściwie trzeba nazwać. Żeby po raz kolejny w swoim życiu posłuchać jednej z najważniejszych płyt w historii rocka. Kameralnie, w przyjaznym miejscu, o odpowiedniej porze… a kiedy na początku On the run „zaatakowało” światło, stało się jasne, że tym razem w wyjątkowej oprawie (lasery i Moonflower – jakże to odpowiednia sceneria dla tej bardzo kosmicznej płyty!).
Nie zabrało tłumaczonych na język polski tekstów oraz słowa wstępnego. Wiesław Woźnica:
„Uśmiechy do rozdania i łzy do wypłakania, przedmioty, które można brać w dłonie, dotykać, obmacywać, łudząc się ich posiadaniem, no i to, co w zasięgu wzroku… Oto życie, nasze życie, w całym jego bogactwie.
Tak wiele obiecujemy sobie i światu, póki beztroska młodości pozwala nie zastanawiać się nad treścią i sensem istnienia. Tak wiele oczekujemy od życia. A potem stajemy do wyścigu, do morderczych zawodów o liche trofea. Albo wyciągamy ręce po te, których dosięgnąć nie będziemy w stanie. A czas płynie, płynie nieubłaganie i kres coraz bliżej. Ale my nie przyjmujemy myśli o śmierci do wiadomości. Łudzimy się, że nas ominie, oszczędzi, że dla nas zrobi wyjątek. Chociaż spostrzegamy, że każdy kolejny rok jest jakby krótszy niż poprzedni, że czasu coraz mniej. Chociaż wiemy już, że nie zdążymy powiedzieć tego, co powiedzieć chcieliśmy. W dalszym ciągu gromadzimy majątek, którym cieszyć się będziemy nie dłużej, niż przewiduje to księga losu. Nadal gotowi jesteśmy posunąć się do zdrady – może do zbrodni – aby tylko powiększyć stan posiadania.
Jakże ochoczo zgłaszamy swój udział w grze, w walce o władzę, o panowanie nad innymi, w grze która w obliczu wieczności nie ma kompletnie znaczenia. Wdajemy się w rozgrywki polityków i w spory ideologów – służymy bożkom, a nie Bogom. W końcu jednak gubimy się w tych potyczkach o błyskotki, namiastki i złudne zaszczyty. Tracimy wiarę w sens wszelkich poczynań. Próbujemy jeszcze dostrzec jakiś punkt, do którego warto by zmierzać, ale mgła wokół gęstnieje.
Nie umiemy żyć. Poruszamy się po omacku nie widząc celu, nie znając i nie mając powołania. Chociaż wszystko, co pod Słońcem, współistnieje w doskonałej harmonii, my – wpatrzeni w blade oblicze księżyca – nie jesteśmy w stanie dostrzec Słońca…”.
„Dark side of the moon”. Ciemna strona księżyca. Gorzki to utwór i ponury. Rogera Watersa zainspirowała powieść Johna Updike’a „Uciekaj króliku”. Taką sugestię zawiera fragment utworu zatytułowany „Breathe” (Oddech).
Updike pozostawiał czytelnikowi jednak nadzieję. Zachęcał do ucieczki przed egzystencją jałową, nijaką. Autor tekstu „Ciemnej strony księżyca”, Roger Waters, dał w nim wyraz przeświadczenia o daremności wszelkich prób nadania życiu głębszej treści.
Jakim więc sposobem utwór tak rozpaczliwie pesymistyczny stał się przebojem? Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. I chyba nikt inny również.

Było za głośno, to fakt. I momentami zdecydowanie za dużo dymu wypełniało salę (tak, tak – dymu). Ale z niecierpliwością czekam na sygnał, że będzie ciąg dalszy.

***

Ilustracja: fot. Paweł Lachowicz, obróbka – erbe

Kapela Ze Wsi Warszawa „Wiosna ludu”

Kapela Ze Wsi Warszawa Wiosna ludu (2001, Orange World)

Co łączy muzykę ludową z takich regionów, jak: lubelskie, suwalskie, radomskie, chełmskie, Kurpie i Mazowsze? Zapewne niejedno, jednak najważniejsze to Wiosna ludu Kapeli Ze Wsi Warszawa. Grupa wzięła na warsztat muzykę i teksty ze wspomnianych regionów Polski i przyrządziła z nich coś tak wyjątkowego, że przez kolejnych kilkanaście lat nie odważyłem się poznać nic, co swą nazwą firmuje KZWW.
Krótko: muzyka ludowa + energia i surowość dokonań Sex Pistols czy The Stooges + rytm = Wiosna ludu.

PS Na początek przyszłego roku zapowiedziano wydanie re:akcji mazowieckiej. Na płycie zagrają wspólnie członkowie KZWW i – jak można przeczytać na stronie zespołu (warsawvillageband.net, wynotowane 14 grudnia 2017 roku) – jedni z ostatnich prawdziwych wiejskich muzykantów z terenu Mazowsza. Brzmi zachęcająco.

Artur Rojek „Koncert w NOSPR”

Artur Rojek Koncert w NOSPR (2017, Wydawnictwo Agora)

Dwudziesty dziewiąty dzień listopada roku 2015, siedziba Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia w Katowicach. Artur Rojek (Inny charakter, Teraz Rock, 2017, nr 12, strona 24; rozmawiał Robert Filipowski): Wiedziałem, że to będzie wyjątkowe wydarzenie, koncert odbywał się w mieście, z którym dużo mnie łączy. To moje miejsce pracy, realizacji OFF Festivalu, a koncert zamykał trasę, promującą moją pierwszą solową płytę po prawie 20 latach w zespole Myslovitz. Jedyny raz na trasie śpiewałem z orkiestrą. Cały repertuar musiał być też przygotowany pod kątem specyfikacji sali.
Koncert w NOSPR. Nie trzeba kochać Myslovitz, Lenny Valentino czy Artura Rojka solo – wystarczą słabość do łączenia muzyki popularnej z symfonikami, skłonność do popadania w melancholię oraz potrzeba koncertów w odpowiednio przygotowanych do tego miejscach.

Nirvana „Incesticide”

Nirvana Incesticide (1992, DGC)

Zbiór nagrań niepublikowanych. Wydany z dwóch powodów: 1) w 1992 roku nie było widoków na nowe wydawnictwo studyjne Nirvany, 2) po oszałamiającym sukcesie Nevermind, zespół postanowił niejako zweryfikować fanów swojej twórczości (Nirvana. Historia prawdziwa, strona 419). Jak to ujął Igor Stefanowicz (Tylko Rock, 1993, nr 12, strona 32): […]  jakby takie „przepraszam” w kierunku zagorzałych fanów nieco zawiedzionych ugrzecznionymi produkcjami z „Nevermind”.
Piętnaście utworów z lat 1988-1992. W większości proste, melodyjne „garaże” oraz „punkroki”, z jakich do dzisiaj słynie stan Kalifornia. Sliver, Stain, Been a son, (New wave) Polly, Aneurysm czy kowery Turnaround, Molly’s lips i Son of a gun rozruszają nawet najbardziej niemrawych miłośników rocka, lubujących się w punku i alternatywie. Gorzej Beeswax, Mexican seafood, Hairspray queen, Areo zeppelin, Big long now i Downer. Wyłączając ostatni z wymienionych utworów – mniej udana próba grania znanego z albumu Bleach.
Incesticide nigdy nie zdobędzie uznania, jakim cieszą się pozostałe albumy Nirvany, wydane za życia zespołu. Ale „zapchajdziurą” na pewno nie jest.

Trupa Trupa „Jolly New Songs”

Trupa Trupa Jolly New Songs (2017, Blue Tapes/X-Ray Records i Ici d’ailleurs)

Bez cienia wątpliwości – moje muzyczne odkrycie roku 2017.
Są z Polski, z Gdańska, zna i ceni ich świat.
Od kilku dni też jestem po stronie mocy Trupa Trupa. Nie może być inaczej, skoro na wydanej niedawno Jolly New Songs odnalazłem klimat muzycznych dokonań Pink Floyd z okresu ich debiutu płytowego, psychodeliczno-dojrzałych The Beatles, nieobliczalnych Gong, surowych The Velvet Underground oraz post rockową melancholię. A całość nie zalatuje tak zwaną sceną vintage.

PS trupatrupa.com

AlterBiba 2017

AlterBiba 2017 w inowrocławskim Kropa Pub za nami. Może łokciami w tłumie nie trzeba było się rozpychać, a start ileśtamminut po godz. 18:00, kazał spoglądać na zegarek i liczyć, o której się to wszystko skończy, bo w poniedziałek do pracy, ale organizatorzy włosów z głowy rwać nie muszą – wczorajsze spotkanie z muzyką alternatywną z kujawsko-pomorskiego kawałka Polski należy uznać za udane:
MegaraŻ (Grudziądz). Transowy rock z odpowiednią ilością chłodu i monotonii. Interesujące i wciągające, jednak na dłuższą metę – nużące.
Corr (Inowrocław), pomysłodawcy AlterBiby. Mają rękę do melodyjnego grania. I potrafią nieźle przyłoić – odniosłem wrażenie, że coraz bardziej się „metalizują”.
Ivo Partizan (Mogilno). Obecny od jakiegoś czasu saksofon w składzie, nie zatarł różnic pomiędzy gitarowym Ivo Partizan z Leszkiem Duszyńskim jako wokalistą, a klimatycznym, zimnofalowym Ivo Partizan, najczęściej z Maciejem Adamskim przy mikrofonie. Nigdy nie ukrywałem, że – przyparty do muru – wybrałbym to drugie oblicze Partizana.
AlterBiba 2018?

The Ukrainians „A History of Rock Music in Ukrainian”

Jeżeli można rozpoznać pierwowzór i jednocześnie nacieszyć się pomysłową interpretacją, to znaczy, że właśnie posłuchaliśmy dobrze zrobionego utworu zwanego cover. Z drugiej strony, albumy wypełnione coverami z reguły są uznawane (w najlepszym przypadku – wzbudzają takie podejrzenie) za oznakę niemocy twórczej.
The Ukrainians się obronili.
Bo nawet jeżeli ktoś uzna, że ten działający od początku lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku zespół, dopadło „zmęczenie materiału”, to musi wiedzieć, że The Ukrainians (Anglicy, częściowo z ukraińskimi korzeniami), utwory innych na własną modłę przerabiali właściwie od zawsze. W związku z powyższym A History of Rock Music in Ukrainian ściemą mi nie zapachniała. Ba, zaproponowanej przez zespół w 2015 roku historii rocka, ciągle słucham z rozdziawioną gębą. Dlaczego? Wybór udany (Back in the USSR, Ace of Spades, Smells Like Teen Spirit, The One I Love, Good Vibrations, Immigrant Song, Children of the Revolution, Holidays in the Sun, Hound Dog, I Predict a Riot, California Dreaming / She’s Lost Control, Psycho Killer, The Queen is Dead, The Model, American Idiot, Venus In Furs), a całość w stylu The Ukrainians: rock / punk zagrany na ludową, ukraińską nutę i zaśpiewany w języku naszych południowo-wschodnich sąsiadów.

„Londyn 1967”

Piotr Szarota Londyn 1967 (Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2016)

We Wstępie prof. dr hab. Wojciech Józef Burszta określił tę książkę mianem swoisty bedeker (strona 7). Zaczynają The Jimi Hendrix Experience, kończy człowiek o nazwisku Stanley Kubrick i jego film 2001: Odyseja kosmiczna. A w środku rzesza pisarzy, filmowców, muzyków oraz innych znanych / uznanych osób, które miały związek z kulturalno-artystyczno-obyczajowym Londynem w barwnym roku 1967. Dla przykładu: Kwiecień to między innymi The 14 Hour Technicolor Dream, Yoko Ono, Paul McCartney i William S. Burroughs; Październik – Anaïs Nin, Dora Russell, Sheila Rawbotham, Germaine Greer i Theodore Faithfull; Czerwiec w znacznej części został poświęcony modzie (na przykład butik Barbary Hulanicki), natomiast Sierpień – praktykom sadomasochistycznym.
Treść została podzielona na miesiące, jednak Londyn 1967 to nie kalendarium – umiejscowienie w czasie stanowi punkt wyjścia do przybliżenia czytelnikowi danej postaci, dzieła czy wydarzenia. Koncept to już znany, ciągle atrakcyjny, a w przypadku książki Piotra Szaroty dodatkowo przyprawiający o lekki ból głowy, ponieważ potrzeba było aż czterystu stron, żeby – nie rozpisując się za bardzo – przedstawić to, co było warte odnotowania.

PS A gdyby tak napisać Strzelno 2001?