„9. Polski Top Wszech Czasów”

RADIOWA TRÓJKA, 3 MAJA 2016 ROKU.
GŁOSOWAĆ (MAKSYMALNIE 33 UTWORY) MOŻNA DO 29 KWIETNIA (DO GODZ. 12.00).


ARMIA NIEZWYCIĘŻONY
BREAKOUT NA DRUGIM BRZEGU TĘCZY
BUDKA SUFLERA NOC KOMETY
CZESŁAW NIEMEN BEMA PAMIĘCI ŻAŁOBNY RAPSOD
DE PRESS BO JO CIE KOCHOM
DŻEM SKAZANY NA BLUESA
HAPPYSAD ZANIM PÓJDĘ
HEY MIMO WSZYSTKO
HURT ZAŁOGA G
KLAN AUTOMATY
KULT PARADA WSPOMNIEŃ
LADY PANK SZTUKA LATANIA
LAO CHE STARE MIASTO
MAANAM RAZ-DWA-RAZ-DWA
MALARZE I ŻOŁNIERZE PO PROSTU PASTELOWE
MAREK GRECHUTA ŚWIECIE NASZ
MARIA PESZEK SORRY POLSKO
MARTYNA JAKUBOWICZ KOŁYSANKA DLA MISIAKÓW
MYSLOVITZ CHŁOPCY
PAKTOFONIKA JESTEM BOGIEM
PERFECT CHCEMY BYĆ SOBĄ
PIDŻAMA PORNO TWOJA GENERACJA
PUSTKI TCHU MI BRAK
SBB Z KTÓRYCH KRWI KREW MOJA
SIEKIERA MISIOWIE PUSZYŚCI
SKALDOWIE I ŁUCJA PRUS W ŻÓŁTYCH PŁOMIENIACH LIŚCI
STARE DOBRE MAŁŻEŃSTWO BIESZCZADZKIE ANIOŁY
STRACHY NA LACHY ŻYJĘ W KRAJU
T.LOVE LUCY PHERE
TILT TAK JAK JA KOCHAM CIĘ
URSZULA DMUCHAWCE, LATAWCE, WIATR
VOO VOO FLOTA ZJEDNOCZONYCH SIŁ
ZBIGNIEW ZAMACHOWSKI I GRUPA MOCARTA KOBIETY JAK TE KWIATY

„Złota era rocka w Strzelnie” ilustrowana: Blues Band

Początki grupy Blues Band sięgają roku 1990. Panowie Leszek Iwiński (bas), Piotr Lewandowski (gitara, wokal) i Krzysztof Łuczak (gitara, wokal) stali się właścicielami zrobionych na zamówienie gitar. Dołączył do nich perkusista Jacek Łuczak. Rok później grupa „zacumowała” w strzeleńskim Domu Kultury i rozwinęła działalność. W czerwcu 1992 roku szeregi Blues Bandu opuścił Leszek Iwiński, a jego miejsce zajął Bogdan Ornatek (bas).
W repertuarze – blues i pochodne, kowery. Koncerty w Strzelnie, Pakości, Mogilnie, Zaduszki bluesowe w Janikowie, a w ramach współpracy Strzelna z Pińskiem – wyjazd na Białoruś.
Blues Band istniał do 1995 roku. Krótko przed rozwiązaniem do grupy dołączył Marcin Kwiatkowski (klawisze). Ostatni koncert zagrali 27 maja 1995 roku na Rynku, w ramach Dni Strzelna. Gościnnie zaśpiewała wówczas Aneta Kawka z prowadzonego przez Krzysztofa Łuczaka w nieistniejącej już Szkole Podstawowej nr 1 szkolnego zespołu muzycznego (w historii Blues Bandu podobnych występów gościnnych było więcej).

***

Poniżej zdjęcia, a raczej sesja zdjęciowa grupy Blues Band w budynku Kina Kujawianka, dzisiaj siedziby strzeleńskiego Domu Kultury. Któryś dzień września 1993 roku (fot. ze zbiorów Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i Rekreacji w Strzelnie).


Krzysztof Łuczak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 26 IX 2013 roku): „Wiadomo, że w tych latach – początek lat dziewięćdziesiątych – były straszne kłopoty ze sprzętem. Nie było tak jak teraz, że można pójść do sklepu i kupić praktycznie co się chce – nie było sprzętu nagłaśniającego, nie było dobrych instrumentów. Pamiętam, że z Piotrkiem Lewandowskim i Leszkiem Iwińskim zamówiliśmy sobie gitary w Gniewkowie, w takiej nowo powstającej firmie Romana Koca. Teraz to jest licząca się w Polsce marka GMR Custom Guitars, chyba zajmuje się głównie gitarami basowymi, ale na początku wykonywali, tak rzemieślniczo, gitary, zarówno sześciostrunowe, jak i basy. My tak sobie myśleliśmy o założeniu jakiegoś zespołu i jak zamówiliśmy te gitarki – one nas trochę kosztowały, bo to był wydatek wtedy – to nas zmobilizowało do tego, żeby założyć jakiś zespół niezarobkowy. Trzeba wspomnieć (śmiech), że tak jak chyba wszyscy z tego naszego lokalnego środowiska, mniej lub bardziej udzielaliśmy się również w zespołach, jak to się mówi – zarobkowych”.Od lewej: Jacek Łuczak, Bogdan Ornatek, Krzysztof Łuczak, Piotr Lewandowski
Krzysztof Łuczak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 26 IX 2013 roku): „Wiadomo, że w tych latach – początek lat dziewięćdziesiątych – były straszne kłopoty ze sprzętem. Nie było tak jak teraz, że można pójść do sklepu i kupić praktycznie co się chce – nie było sprzętu nagłaśniającego, nie było dobrych instrumentów. Pamiętam, że z Piotrkiem Lewandowskim i Leszkiem Iwińskim zamówiliśmy sobie gitary w Gniewkowie, w takiej nowo powstającej firmie Romana Koca. Teraz to jest licząca się w Polsce marka GMR Custom Guitars, chyba zajmuje się głównie gitarami basowymi, ale na początku wykonywali, tak rzemieślniczo, gitary, zarówno sześciostrunowe, jak i basy. My tak sobie myśleliśmy o założeniu jakiegoś zespołu i jak zamówiliśmy te gitarki – one nas trochę kosztowały, bo to był wydatek wtedy – to nas zmobilizowało do tego, żeby założyć jakiś zespół niezarobkowy. Trzeba wspomnieć (śmiech), że tak jak chyba wszyscy z tego naszego lokalnego środowiska, mniej lub bardziej udzielaliśmy się również w zespołach, jak to się mówi – zarobkowych”. Od lewej: Jacek Łuczak, Bogdan Ornatek, Krzysztof Łuczak, Piotr Lewandowski

 

Jacek Łuczak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 4 VI 2013 roku): „Swoich utworów nie mieliśmy, zawsze jakieś covery tak zwane. Krzychu szykował repertuar. Graliśmy klasykę bluesową, choć na początku niekoniecznie samą bluesową, na przykład Claptona, który ma też takie bardziej popowe utworki”. Krzysztof Łuczak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 26 IX 2013 roku): „Chyba ja miałem główny wpływ na repertuar – po prostu lubię muzykę bluesową, więc wyszukiwałem takie różne standardziki. […] Utwory Stevie Ray Vaughan’a na przykład. To jest mój ulubiony gitarzysta, chyba jedyny biały, który tak tego bluesa czuł prawie jak czarni wykonawcy. Roberta Cray’a, Buddy Guy’a też. Nie pamiętam dokładnie. To były takie standardy bluesowe, grane głównie przez amerykańskich, czarnych bluesmanów, bo ja uważam, że ten prawdziwy blues to jest taki amerykański, czarny…”
Jacek Łuczak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 4 VI 2013 roku): „Swoich utworów nie mieliśmy, zawsze jakieś covery tak zwane. Krzychu szykował repertuar. Graliśmy klasykę bluesową, choć na początku niekoniecznie samą bluesową, na przykład Claptona, który ma też takie bardziej popowe utworki”. Krzysztof Łuczak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 26 IX 2013 roku): „Chyba ja miałem główny wpływ na repertuar – po prostu lubię muzykę bluesową, więc wyszukiwałem takie różne standardziki. […] Utwory Stevie Ray Vaughan’a na przykład. To jest mój ulubiony gitarzysta, chyba jedyny biały, który tak tego bluesa czuł prawie jak czarni wykonawcy. Roberta Cray’a, Buddy Guy’a też. Nie pamiętam dokładnie. To były takie standardy bluesowe, grane głównie przez amerykańskich, czarnych bluesmanów, bo ja uważam, że ten prawdziwy blues to jest taki amerykański, czarny…”

 

Gazeta Pomorska, nr z 30 VI 1994 roku: „Grupa otrzymała wiele nagród i wyróżnień podczas licznych imprez i koncertów ogólnopolskich oraz regionalnych. Repertuar zespołu to standardy bluesowe. Tegoroczne plany Blues Bandu koncentrują się na występie podczas największego polskiego festiwalu bluesowego »Rawa Blues«”. Jacek Łuczak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 4 VI 2013 roku): „Z perspektywy czasu patrząc to był taki trochę ambicjonalny rozgłos (śmiech). Aż takiego poziomu nie reprezentowaliśmy, chociaż nie wiem, czy jakieś nagrania, takie demo, na coś tam nie były wysłane. Kiedyś się zebraliśmy i w Kinie zrobiliśmy taką niby sesję nagraniową, 5-6 utworów przez mikserek, lepsza jakość dźwięku – Irek Jackowski reżyserem dźwięku był (śmiech). Mam gdzieś tę kasetę. Ale czy na Rawę? Na pewno nie i na pewno nigdzie się nie dostaliśmy”
Gazeta Pomorska, nr z 30 VI 1994 roku: „Grupa otrzymała wiele nagród i wyróżnień podczas licznych imprez i koncertów ogólnopolskich oraz regionalnych. Repertuar zespołu to standardy bluesowe. Tegoroczne plany Blues Bandu koncentrują się na występie podczas największego polskiego festiwalu bluesowego »Rawa Blues«”. Jacek Łuczak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 4 VI 2013 roku): „Z perspektywy czasu patrząc to był taki trochę ambicjonalny rozgłos (śmiech). Aż takiego poziomu nie reprezentowaliśmy, chociaż nie wiem, czy jakieś nagrania, takie demo, na coś tam nie były wysłane. Kiedyś się zebraliśmy i w Kinie zrobiliśmy taką niby sesję nagraniową, 5-6 utworów przez mikserek, lepsza jakość dźwięku – Irek Jackowski reżyserem dźwięku był (śmiech). Mam gdzieś tę kasetę. Ale czy na Rawę? Na pewno nie i na pewno nigdzie się nie dostaliśmy”

 

Jacek Łuczak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 4 VI 2013 roku): [o Bogdanie Ornatku:] „[…] taki kapelusik, okularki okrągłe, zarost. On był klasykiem rocka, lata siedemdziesiąte, wychowany na tej muzyce. Deep Purple, Led Zeppelin – to były jego zespoły. Dobrze się z nim współpracowało, tylko że on miał takie sztywne ramy, że był w swoim gatunku muzycznym, a już takie Do Widzenia mu nie bardzo odpowiadało – nie przepadał za bardziej nowoczesnymi stylami. To był bardzo dobry, sympatyczny człowiek, napalony na tę grę. Zawsze chętny na próbę, pilnował, żeby nikt nie opuszczał i nie migał się od tego”
Jacek Łuczak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 4 VI 2013 roku): [o Bogdanie Ornatku:] „[…] taki kapelusik, okularki okrągłe, zarost. On był klasykiem rocka, lata siedemdziesiąte, wychowany na tej muzyce. Deep Purple, Led Zeppelin – to były jego zespoły. Dobrze się z nim współpracowało, tylko że on miał takie sztywne ramy, że był w swoim gatunku muzycznym, a już takie Do Widzenia mu nie bardzo odpowiadało – nie przepadał za bardziej nowoczesnymi stylami. To był bardzo dobry, sympatyczny człowiek, napalony na tę grę. Zawsze chętny na próbę, pilnował, żeby nikt nie opuszczał i nie migał się od tego”

 

Jacek Łuczak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 4 VI 2013 roku): [W Strzelnie] „Były organizowane lokalne przeglądy, jeszcze istniał Amfiteatr – przecież graliśmy w Amfiteatrze w ostatnich latach jego świetności. Tam był przegląd zespołów muzycznych – 3-4 zespoły, śp. Zbyszek Nosek zapowiadał. To na pewno jest zarejestrowane na kasecie video. Nie było jakiejś dużej konkurencji, wygraliśmy pierwszą nagrodę – kamerę pogłosową (śmiech). Jeszcze Marcin Kwiatkowski z nami wtedy grał na klawiszach. W ogóle przez moment śpiewała z nami Paulina Janik, bo pierwotna wersja była taka, że w zespole miała być wokalistka. Ona nigdy nigdzie nie wystąpiła, śpiewała tylko na próbach”
Jacek Łuczak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 4 VI 2013 roku): [W Strzelnie] „Były organizowane lokalne przeglądy, jeszcze istniał Amfiteatr – przecież graliśmy w Amfiteatrze w ostatnich latach jego świetności. Tam był przegląd zespołów muzycznych – 3-4 zespoły, śp. Zbyszek Nosek zapowiadał. To na pewno jest zarejestrowane na kasecie video. Nie było jakiejś dużej konkurencji, wygraliśmy pierwszą nagrodę – kamerę pogłosową (śmiech). Jeszcze Marcin Kwiatkowski z nami wtedy grał na klawiszach. W ogóle przez moment śpiewała z nami Paulina Janik, bo pierwotna wersja była taka, że w zespole miała być wokalistka. Ona nigdy nigdzie nie wystąpiła, śpiewała tylko na próbach”

 

Krzysztof Łuczak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 26 IX 2013 roku): „Przed panią Przychocką [Ilona Przychocka, szefowa Domu Kultury w Strzelnie w latach 1991-1994 – przyp. RB] dostęp do Domu Kultury był ciężki – tak to delikatnie nazwę. Tak to było wszystko jakoś po staremu poukładane, że takim wtedy w miarę młodym jeszcze ludziom (śmiech) trudno było się tam dostać. A to było jedyne miejsce, gdzie był jako taki sprzęt nagłaśniający. Pamiętam, że na Rynku był dom, w jakiś sposób powiązany z Pauliną Janik – ona chyba chodziła z bratem (Jackiem Łuczakiem – przyp. erbe) do klasy, my ją namówiliśmy, żeby pośpiewała trochę z nami. Ja teraz nie kojarzę, w którym to było domu, ale tam przez jakiś czas mieliśmy próby. To długo nie trwało, bo sąsiedzi nas przepędzili (śmiech). I tak cały 1991 rok minął właściwie na tych poszukiwaniach”
Krzysztof Łuczak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 26 IX 2013 roku): „Przed panią Przychocką [Ilona Przychocka, szefowa Domu Kultury w Strzelnie w latach 1991-1994 – przyp. RB] dostęp do Domu Kultury był ciężki – tak to delikatnie nazwę. Tak to było wszystko jakoś po staremu poukładane, że takim wtedy w miarę młodym jeszcze ludziom (śmiech) trudno było się tam dostać. A to było jedyne miejsce, gdzie był jako taki sprzęt nagłaśniający. Pamiętam, że na Rynku był dom, w jakiś sposób powiązany z Pauliną Janik – ona chyba chodziła z bratem (Jackiem Łuczakiem – przyp. erbe) do klasy, my ją namówiliśmy, żeby pośpiewała trochę z nami. Ja teraz nie kojarzę, w którym to było domu, ale tam przez jakiś czas mieliśmy próby. To długo nie trwało, bo sąsiedzi nas przepędzili (śmiech). I tak cały 1991 rok minął właściwie na tych poszukiwaniach”

 

Jacek Łuczak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 4 VI 2013 roku): [o Bogdanie Ornatku:] „[…] taki kapelusik, okularki okrągłe, zarost. On był klasykiem rocka, lata siedemdziesiąte, wychowany na tej muzyce. Deep Purple, Led Zeppelin – to były jego zespoły. Dobrze się z nim współpracowało, tylko że on miał takie sztywne ramy, że był w swoim gatunku muzycznym, a już takie Do Widzenia mu nie bardzo odpowiadało – nie przepadał za bardziej nowoczesnymi stylami. To był bardzo dobry, sympatyczny człowiek, napalony na tę grę. Zawsze chętny na próbę, pilnował, żeby nikt nie opuszczał i nie migał się od tego”
Jacek Łuczak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 4 VI 2013 roku): [o Bogdanie Ornatku:] „[…] taki kapelusik, okularki okrągłe, zarost. On był klasykiem rocka, lata siedemdziesiąte, wychowany na tej muzyce. Deep Purple, Led Zeppelin – to były jego zespoły. Dobrze się z nim współpracowało, tylko że on miał takie sztywne ramy, że był w swoim gatunku muzycznym, a już takie Do Widzenia mu nie bardzo odpowiadało – nie przepadał za bardziej nowoczesnymi stylami. To był bardzo dobry, sympatyczny człowiek, napalony na tę grę. Zawsze chętny na próbę, pilnował, żeby nikt nie opuszczał i nie migał się od tego”

 

Krzysztof Łuczak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 26 IX 2013 roku): [o koncertach w Pińsku:] „Ja zapamiętałem przede wszystkim samą podróż. Jak minęliśmy granicę i potem jechaliśmy do samego Pińska to właściwie poza drogą nic nie było naokoło (śmiech). Kompletnie nic! Droga i tam gdzieś, czasami, het het w oddali, jakieś światełko mignęło i nic poza tym, a to było kilkaset kilometrów. To było takie dziwne trochę. A same koncerty? Nie było jakiejś rewelacji w tym sensie, że one się czymś bardzo różniły od koncertów w Strzelnie czy w okolicy. Zagraliśmy, ludzi było sporo – miło byliśmy odebrani”
Krzysztof Łuczak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 26 IX 2013 roku): [o koncertach w Pińsku:] „Ja zapamiętałem przede wszystkim samą podróż. Jak minęliśmy granicę i potem jechaliśmy do samego Pińska to właściwie poza drogą nic nie było naokoło (śmiech). Kompletnie nic! Droga i tam gdzieś, czasami, het het w oddali, jakieś światełko mignęło i nic poza tym, a to było kilkaset kilometrów. To było takie dziwne trochę. A same koncerty? Nie było jakiejś rewelacji w tym sensie, że one się czymś bardzo różniły od koncertów w Strzelnie czy w okolicy. Zagraliśmy, ludzi było sporo – miło byliśmy odebrani”

 

Krzysztof Łuczak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 26 IX 2013 roku): „[…] w którymś momencie dołączył do nas Marcin Kwiatkowski. I to chyba był początek końca. Pamiętam, że wtedy pojawiła się scena na Rynku, ten kwadracik. Dużo imprez było tam organizowanych, na zasadzie chyba – skoro się to zrobiło, to żeby coś się działo (śmiech). W sumie to dobrze. Blues to jest muzyka niedocierająca do wszystkich i w Domu Kultury zaczęły się takie – wtedy chyba pojawił się już pan Przybylski – tendencje, żebyśmy grali utwory nie bluesowe, tylko takie, żeby ludzie się pobawili i tak dalej…. Wydaje mi się, że to była taka przyczyna. Ja uczciwie się przyznaje, że chciałem to skończyć, bo nie miałem ochoty grać takiej muzyki. Cały czas, równolegle, szedł swoją drogą ten zarobkowy nurt, więc ja miałem dosyć takiego grania – w Blues Bandzie chciałem grać po prostu to, co lubię. Myślę, że Piotrek Lewandowski chyba też”

Strzelno: rozmowa dziewiętnasta. Robert Wesołowski: „Dawaliśmy tego czadu”

Rozmowa dziewiętnasta o Złotej erze rocka w Strzelnie, ciąg dalszy cyklu ze strony nowyhoryzont.blog.pl.
Tym razem Robert Wesołowski.

***

Pochodzisz z Mogilna?
Tak, pochodzę z Mogilna.

Do Strzelna przeprowadziłeś się w roku…
1989.

Zanim zamieszkałeś w Strzelnie grałeś w jakimś zespole?
Grałem. W Mogilnie założyłem zespół w Domu Kultury. I graliśmy w szkole. Zespół nazywał się Małolaci, bo wtedy mieliśmy po piętnaście lat, chłopaki młode. Graliśmy w Szkole Podstawowej nr 3, uczyliśmy się w Domu Kultury u pana… jak on się nazywał?… o, Wiechu Mrzygłów – to on nas uczył grać. To był rok 1989, 1990, 1991, te lata.


Fot. Nina Sobczak
Fot. Nina Sobczak

Czytaj dalej Strzelno: rozmowa dziewiętnasta. Robert Wesołowski: „Dawaliśmy tego czadu”

Do literata przyszedł blues

Bogdan Loebl: Słucham głosu serca. Rozmawia Jarosław Sawic (Grupa M-D-M, Warszawa 2015)

Z tym bluesem było tak. Pewien młody człowiek zaczął pisać. Pierwszy wiersz był pracą domową zadaną przez nauczyciela języka polskiego. Ale nie można winić szkoły, każdy z nas ma w sobie jakiegoś demona, czasami demona – literata. Młody poeta w roku 1955 zadebiutował wierszami Kosiarze, Nocą i Chciałbym. Kolejne lata to kolejne prace, autorskie tomiki. A wraz z twórczością – „wsiąkanie” w środowisko skupiające jemu podobnych ludzi, Związek Literatów Polskich, od 1964 roku prowadzenie Klubu Literackiego w Rzeszowie. Pisanie stało się sposobem na życie.
Rzeszów to ważny punkt w życiorysie naszego bohatera. To tam pojawiły się piosenki. Zawinił Stanisław Guzek (dzisiaj bardziej znany jako Stan Borys), który poprosił o napisanie czegoś dla grupy Blackout. Lawina ruszyła. Przyszedł do mnie blues Niebiesko-Czarnych, Dla kogo Perfectu, Blues nocy bieszczadzkiej Starego Dobrego Małżeństwa, To będzie syn Tadeusza Woźniaka i wiele, wiele innych. W Słucham głosu serca odnotowano ponad 250 tekstów. Znaczna część tego zbioru to współpraca z Tadeuszem Nalepą, Mirą Kubasińską i grupą Breakout. Pan Bogdan „ubrał” w słowa między innymi albumy Blues, Karate i Ogień. Efekt? Bogdan Loebl: Ja od bardzo dawna nie napisałem żadnego wiersza… Wydaje mi się, że teksty bluesów mnie zjadły. […] że po prostu mnie wyeksploatowały – pochłonęły pomysły na metafory, porównania, pointy… Zapewne dlatego, że zarówno wiersze, jak i teksty bluesów są kroniką mojego życia (s. 217).
I na tym koniec? Absolutnie, jest jeszcze proza. Tak jak wiersze będąca czymś w rodzaju kroniki jego życia. Bogdan Loebl: Mnie wymyślanie fikcji przychodzi z trudem, praktycznie cała moja proza jest autobiograficzna (s. 23). W 1960 roku w Odrze ukazał się utwór Powrót, zestawienie zamykają Śpiąca Jasnowłosa (2012) oraz Rzeka dzieciństwa i Kres moich kresów (2013). Mnie szczególnie zainteresowała wydana w 1966 roku powieść Katarakta – o literatach, którzy… nie piszą, tylko zajmują się bajaniem o swoim pisaniu.
Książka interesująca. I ważna, ponieważ obala zasiedziały w mojej głowie mit, że Bogdan Loebl pisał bluesy, a poezja i proza przyszły później. A przecież było zupełnie inaczej…

Od zainteresowania do…

Andrzej Kaczkowski, Bolesław Traczewski: Ja, hipis – Narkoman. Od fascynacji do degrengolady (Trzecia strona, Warszawa 2015)

Strona 82 z ponad czterystu. Dalej postanowiłem nie czytać. Czuję się oszukany, nie tego się spodziewałem. We wstępie Andrzej „Kaczor” Kaczkowski – człowiek, którego można spotkać na różnych festiwalach rockowych, postanowił opisać dwadzieścia lat ze swojego życia (1978-1998), kiedy to był czynnym narkomanem. Zrobił to w formie dziennika, ale stworzonym dopiero w latach 2012-2014. We wstępie zaznaczył, że wszystkie przedstawione w książce zdarzenia są prawdziwe, a odtworzył je z pamięci.
Pierwszy wpis w owym „dzienniku” pochodzi z 5 maja 1978 roku – w swoje trzynaste urodziny „Kaczor” „posmakował” budaprenu. Ciąg dalszy to kontakty ze środowiskiem hipisów, fascynacja kolejnymi środkami uzależniającymi, inicjacja seksualna podczas wakacji w górach, wyjazd na Jarocin ‘80 i zlot hipisów w Częstochowie w tym samym roku. Wszystko przedstawione z detalami, pieczołowicie odtworzonymi dialogami.
Co dalej – nie wiem, ponieważ książkę odłożyłem na półkę. Co tu jest faktem, a co fikcją literacką? Tego też nie wiem. Nie wierzę, że Andrzej Kaczkowski, człowiek z dwudziestoletnim „stażem” narkotykowym, piszący swój „dziennik” po latach, był w stanie tak szczegółowo zapamiętać to, co zdarzyło się  ponad trzydzieści lat temu. To niemożliwe.
Być może do książki kiedyś wrócę. Ale z nastawieniem, że chcę przeczytać powieść biograficzną.

„Złota era rocka w Strzelnie” ilustrowana: koncerty

Na początku lat dziewięćdziesiątych muzyka rockowa po raz kolejny w dziejach nabrała świeżości, dostała ożywczych rumieńców. Do tego w Polsce Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. To właśnie dzięki akcji Jurka Owsiaka zaczęły powstawać bardzo aktywne lokalne sceny muzyczne, takie jak na przykład ta w Strzelnie. Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy – od początku nierozerwalnie związana z rockiem – była bodźcem do organizowania koncertów, a dobry, muzyczny klimat już był – przecież na początku ostatniej dekady XX wieku powszechna była opinia, że  Nirvana do zamkniętej puszki z muzyką rockową wpuściła świeżego powietrza.
Piotr Lewandowski z Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i Rekreacji w Strzelnie, który – nad czym ubolewam – nie dał się namówić na dłuższą rozmowę na temat owej Złotej ery rocka w Strzelnie, powiedział mi kiedyś, że najlepsze koncerty w Kinie Kujawianka były w latach 1993-1994. Ja zapamiętałem, że w kolejnych latach też było dobrze, choć te pierwsze lata chyba rzeczywiście miały wyjątkowy klimat.
Jakoś tak w końcu lat dziewięćdziesiątych koncerty zaczęto organizować w Kawiarni Kolorowa. Sala Kujawianki nie nadawała się do użytku. Dzisiaj cały budynek Kina jest po generalnym remoncie, a swoją siedzibę ma tam Miejsko-Gminny Ośrodek Kultury i Rekreacji. Sala zmieniła się zupełnie. Nie ma już drewnianej, „zjeżdżającej” w stronę sceny podłogi, ściany już nie są wyłożone drewnem i materiałem, ulotnił się ten specyficzny zapach sali kinowej…

***

Wszystkie zaprezentowane poniżej zdjęcia zostały zrobione w sali Kina Kujawianka. Daty zostały zaczerpnięte z kroniki Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i Rekreacji albo ustalone na podstawie wystroju sali oraz relacji uczestników tamtych wydarzeń (ze znakiem zapytania w nawiasie).


16 listopada 1993 roku, koncert grup: Air Force One, Do Widzenia, Zenon Krater, Splin (fot ze zbiorów Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i Rekreacji w Strzelnie)
16 listopada 1993 roku, koncert grup: Air Force One, Do Widzenia, Zenon Krater, Splin (fot ze zbiorów Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i Rekreacji w Strzelnie)
16 listopada 1993 roku. Arkadiusz Kubiak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 26 I 2014 roku): „Kiedyś to się działo… Młyn… Otwierają, kasa, bilety… Wchodziłeś na salę i od razu dreszcze – ciemność, kurtyna zasłonięta i nagle słychać pierwsze dźwięki…” (fot. ze zbiorów Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i Rekreacji w Strzelnie)
16 listopada 1993 roku. Arkadiusz Kubiak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 26 I 2014 roku): „Kiedyś to się działo… Młyn… Otwierają, kasa, bilety… Wchodziłeś na salę i od razu dreszcze – ciemność, kurtyna zasłonięta i nagle słychać pierwsze dźwięki…” (fot. ze zbiorów Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i Rekreacji w Strzelnie)
Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy 1994 (fot. ze zbiorów Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i Rekreacji w Strzelnie)
Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy 1994, od lewej: Krzysztof Łuczak i Jacek Łuczak z grupy Blues Band. Krzysztof Łuczak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 26 IX 2013 roku): Nie graliśmy takich typowych bluesów z Delty na jednym akordzie i na gitarze akustycznej, bo wtedy to by nas na pewno od razu spławiono (śmiech). My graliśmy Rolling Stonesów, Claptona, Gary Moore’a. To nie był taki stricte, w stu procentach blues. Może parę klasyków było przemyconych – wykonywaliśmy na przykład "Before You Accuse Me" Bo Diddley’a i "Think Twice Before You Go" Johna Lee Hooker’a, ale na przykład Rolling Stones to nie jest klasyczny blues – Rolling Stones to po prostu Rolling Stones" (fot. ze zbiorów Krzysztofa Łuczaka)
Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy 1994, od lewej: Krzysztof Łuczak i Jacek Łuczak z grupy Blues Band. Krzysztof Łuczak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 26 IX 2013 roku): Nie graliśmy takich typowych bluesów z Delty na jednym akordzie i na gitarze akustycznej, bo wtedy to by nas na pewno od razu spławiono (śmiech). My graliśmy Rolling Stonesów, Claptona, Gary Moore’a. To nie był taki stricte, w stu procentach blues. Może parę klasyków było przemyconych – wykonywaliśmy na przykład „Before You Accuse Me” Bo Diddley’a i „Think Twice Before You Go” Johna Lee Hooker’a, ale na przykład Rolling Stones to nie jest klasyczny blues – Rolling Stones to po prostu Rolling Stones” (fot. ze zbiorów Krzysztofa Łuczaka)
Rok 1994? (fot. ze zbiorów Leszka Iwińskiego)
Rok 1994? (fot. ze zbiorów Leszka Iwińskiego)
Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy 1995, Sławomir Tarczewski z grupy Mojra. Krzysztof Sendłak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 11 X 2015 roku): "Fajny też był zespół Mojra ze Sławkiem Tarczewskim. To tak blisko było The Doors, blisko mnie" (fot. ze zbiorów Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i Rekreacji w Strzelnie)
Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy 1995, Sławomir Tarczewski z grupy Mojra. Krzysztof Sendłak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 11 X 2015 roku): „Fajny też był zespół Mojra ze Sławkiem Tarczewskim. To tak blisko było The Doors, blisko mnie” (fot. ze zbiorów Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i Rekreacji w Strzelnie)
Rok 1994, 1995? Grupa Kretki Szamana, próba. Przy mikrofonie: Sławomir Sobczak (fot. ze zbiorów Sławomira Sobczaka)
Rok 1994, 1995? Grupa Kretki Szamana, próba. Przy mikrofonie: Sławomir Sobczak (fot. ze zbiorów Sławomira Sobczaka)
8 marca 1995 roku, na scenie grupa Blues Band (od lewej): Marcin Kwiatkowski, Krzysztof Łuczak, Bogdan Ornatek, Jacek Łuczak, Piot Lewandowski. Jacek Łuczak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 4 VI 2013 roku): "Wtedy się wszystko przyjmowało, nie było tak, że jedni są wygwizdani, a drudzy jako gwiazda – ludzie przy każdej muzyce się bawili" (fot. ze zbiorów Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i Rekreacji w Strzelnie)
8 marca 1995 roku, na scenie grupa Blues Band (od lewej): Marcin Kwiatkowski, Krzysztof Łuczak, Bogdan Ornatek, Jacek Łuczak, Piot Lewandowski. Jacek Łuczak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 4 VI 2013 roku): „Wtedy się wszystko przyjmowało, nie było tak, że jedni są wygwizdani, a drudzy jako gwiazda – ludzie przy każdej muzyce się bawili” (fot. ze zbiorów Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i Rekreacji w Strzelnie)
Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy 1996, Jacek Łuczak i Krzysztof Łuczak z grupy Blues Walkers (fot. ze zbiorów Krzysztofa Łuczaka)
Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy 1996. Sławomir Sobczak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 4 VI 2013 roku): Jako widz i jako osoba stojąca na scenie mogę powiedzieć, że fajny był klimat koncertów w Strzelnie. Sporo ludzi, młodych i starszych, słuchało rocka czy punka, a te koncerty jakby jednoczyły. Trochę ekipy tu przyjeżdżało, załoganci z Inowrocławia, z Mogilna, klimat był bardziej pokojowy (śmiech) – wszyscy się znali, wszyscy się dobrze bawili. Jeden z pierwszych koncertów nie odbywał się w Kinie. Mogę się mylić, ale to był chyba II Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i to było w Liceum, w naszym „Ogólniaku”. Na pewno grał Rychu Nowak, pamiętam, że grali jakieś kawałki Zielonych Żabek. W sumie od tego czasu zainteresowałem się punkowym graniem" (fot. ze zbiorów Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i Rekreacji w Strzelnie)
Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy 1996. Sławomir Sobczak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 4 VI 2013 roku): Jako widz i jako osoba stojąca na scenie mogę powiedzieć, że fajny był klimat koncertów w Strzelnie. Sporo ludzi, młodych i starszych, słuchało rocka czy punka, a te koncerty jakby jednoczyły. Trochę ekipy tu przyjeżdżało, załoganci z Inowrocławia, z Mogilna, klimat był bardziej pokojowy (śmiech) – wszyscy się znali, wszyscy się dobrze bawili. Jeden z pierwszych koncertów nie odbywał się w Kinie. Mogę się mylić, ale to był chyba II Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i to było w Liceum, w naszym „Ogólniaku”. Na pewno grał Rychu Nowak, pamiętam, że grali jakieś kawałki Zielonych Żabek. W sumie od tego czasu zainteresowałem się punkowym graniem” (fot. ze zbiorów Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i Rekreacji w Strzelnie)
Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy 1996 (fot. ze zbiorów Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i Rekreacji w Strzelnie)
Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy 1996 (fot. ze zbiorów Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i Rekreacji w Strzelnie)
Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy 1997, od lewej: Daniel Iwiński i Arkadiusz Kubiak z grupy The Cage. Ryszard Nowak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 10 I 2014 roku): "Piękny to był czas… Czuć było jakąś pozytywną energię, chęć robienia czegoś, popychania do przodu, zmiany na lepsze. Mimo marazmu, zawiści i wielokrotnej beznadziei, która czaiła się wszędzie po kątach strzeleńskich, wydawało się, iż "jeszcze będzie przepięknie", a "ludzi dobrej woli jest więcej" i dadzą radę! Tak to pamiętam" (fot. ze zbiorów Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i Rekreacji w Strzelnie)
Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy 1997, od lewej: Daniel Iwiński i Arkadiusz Kubiak z grupy The Cage. Ryszard Nowak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 10 I 2014 roku): „Piękny to był czas… Czuć było jakąś pozytywną energię, chęć robienia czegoś, popychania do przodu, zmiany na lepsze. Mimo marazmu, zawiści i wielokrotnej beznadziei, która czaiła się wszędzie po kątach strzeleńskich, wydawało się, iż „jeszcze będzie przepięknie”, a „ludzi dobrej woli jest więcej” i dadzą radę! Tak to pamiętam” (fot. ze zbiorów Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i Rekreacji w Strzelnie)
Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy 1997 (fot. ze zbiorów Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i Rekreacji w Strzelnie)
Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy 1997 (fot. ze zbiorów Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i Rekreacji w Strzelnie)
Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy w Strzelnie 1997, od lewej: Marcin Adamski, Tomasz Pieszak i Grzegorz Swendrowski z grupy King Lear. Grzegorz Swendrowski (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 21 VII 2015 roku): Kino to był absolutny "top" kultury w mieście. Życzę sobie wszędzie takich ośrodków, jak wtedy tam. Działo się dużo, a my – jako młodzi i rozrabiający :-) – mieliśmy odskocznię i okazję na wylanie pozytywnych emocji nie na zabawie, w której rolę grały sztachety, ale na muzyce, która w nas grała. Z koncertów King Lear najbardziej pamiętam występ z okazji WOŚP (w 1997 roku – przyp. erbe). Chyba dlatego, że ustawiał na wtedy Irek Jackowski na mikserze. On miał do tego rękę – dość fajnie to wyszło. Później bywało różnie – zawsze brakowało dobrego akustyka, mimo, że sprzęt nie był zły. Irek to czuł – dzięki temu granie było o wiele przyjemniejsze" (fot. ze zbiorów Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i Rekreacji w Strzelnie)
Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy w Strzelnie 1997, od lewej: Marcin Adamski, Tomasz Pieszak i Grzegorz Swendrowski z grupy King Lear. Grzegorz Swendrowski (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 21 VII 2015 roku): Kino to był absolutny „top” kultury w mieście. Życzę sobie wszędzie takich ośrodków, jak wtedy tam. Działo się dużo, a my – jako młodzi i rozrabiający :-) – mieliśmy odskocznię i okazję na wylanie pozytywnych emocji nie na zabawie, w której rolę grały sztachety, ale na muzyce, która w nas grała. Z koncertów King Lear najbardziej pamiętam występ z okazji WOŚP (w 1997 roku – przyp. erbe). Chyba dlatego, że ustawiał na wtedy Irek Jackowski na mikserze. On miał do tego rękę – dość fajnie to wyszło. Później bywało różnie – zawsze brakowało dobrego akustyka, mimo, że sprzęt nie był zły. Irek to czuł – dzięki temu granie było o wiele przyjemniejsze” (fot. ze zbiorów Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i Rekreacji w Strzelnie)
Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy 1997. Wyjątkowe zdjęcie, wśród publiczności nie ma nikogo w koszuli w kratę (fot. ze zbiorów Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i Rekreacji w Strzelnie)
Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy 1997. Wyjątkowe zdjęcie, wśród publiczności nie ma nikogo w koszuli w kratę (fot. ze zbiorów Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i Rekreacji w Strzelnie)
15 maja 1997 roku. Jacek Jackowski (wpis z 20 VI 2013): Właściwie te wszystkie nasze występy teraz zlewają mi się w jeden. Pamiętam, że w Kinie coś się działo, pamiętam nasz utwór "Ameryka" i to, że raz wystąpiłem w jakiejś kraciastej koszuli. Pamiętam te „młyny”, które gdzieś tam „kręciły” się u dołu, pod sceną. Jak graliśmy to ludzie przychodzili i krzyczeli "Do Widzenia" - to była dla nas ogromna frajda i właściwie czuliśmy się jak gwiazdy, w cudzysłowie oczywiście (śmiech). Się działo, aczkolwiek ja byłem chyba bardziej pochłonięty tym, żeby dobrze wszystko zagrać, więc nie zawsze przeżywałem tę reakcję publiczności" (fot. ze zbiorów Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i Rekreacji w Strzelnie)
15 maja 1997 roku. Jacek Jackowski (wpis z 20 VI 2013): Właściwie te wszystkie nasze występy teraz zlewają mi się w jeden. Pamiętam, że w Kinie coś się działo, pamiętam nasz utwór „Ameryka” i to, że raz wystąpiłem w jakiejś kraciastej koszuli. Pamiętam te „młyny”, które gdzieś tam „kręciły” się u dołu, pod sceną. Jak graliśmy to ludzie przychodzili i krzyczeli „Do Widzenia” – to była dla nas ogromna frajda i właściwie czuliśmy się jak gwiazdy, w cudzysłowie oczywiście (śmiech). Się działo, aczkolwiek ja byłem chyba bardziej pochłonięty tym, żeby dobrze wszystko zagrać, więc nie zawsze przeżywałem tę reakcję publiczności” (fot. ze zbiorów Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i Rekreacji w Strzelnie)

„Tylko Rock” – „Złota dziesiątka”

Tylko Rock, numer ze stycznia 1996 roku. Nie pamiętam, co skłoniło mnie do udziału w konkursie Złota dziesiątka. Pewnie pędząca wówczas z niewyobrażalną prędkością chęć bycia wyjątkowym i najważniejszym. Na pewno znaczenie miało też to, że nagrodą była płyta CD. A w 1996 roku dzień, w którym kupowałem płytę to było święto (i pusta kieszeń)!
Zgodnie z tytułem należało wskazać dziesięć najważniejszych płyt. Nie ma cienia nieprawdy w zdaniu: Było w tym też trochę wyrachowania – śledziłem kolejne konkursowe zestawienia i wiedziałem, że nikt dotąd nie postawił na jeden zespół (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 10 XII 2012 roku). Nie ulega jednak wątpliwości, że rok 1995 to był jeszcze czas fascynacji twórczością Nirvany, więc w tym moim zestawie przekłamania nie było. To był chyba też czas, w którym szczególną sympatią darzyłem grupę AC/DC. Do dzisiaj tak jest, The Razor’s Edge kupiłem niedawno w wersji zremasterowanej, bo to genialny album. Natomiast If You Want… absolutnie już nie jest moją płytą koncertową.
Nirvana? Unplugged… to niezmiennie jeden z kilku moich ulubionych albumów, Incesticide – tylko pierwsza, punkowa część. A Nevermind i In Utero kupiłem ponownie w ubiegłym roku, tak dla przypomnienia i skonfrontowania z tym, co zapamiętałem.
The Beatles, Dezerter, Joy Division?
Płyta, która pomogła mi w pewnym okresie życia. Podtrzymuję.
Dezerter Historia. Lubię nadal.
The Beatles. Dzisiaj interesuje mnie tylko to, co nagrali od albumu Revolver, przez A Hard Day’s Night już bym chyba nie przebrnął, nawet nie chcę próbować.
Tak to się pozmieniało…


"To, co zdarzyło się 8 kwietnia, nie musiało się zdarzyć". Pomyłka, tego dnia to ja się dowiedziałem, że Cobain nie żyje
„To, co zdarzyło się 8 kwietnia, nie musiało się zdarzyć”. Pomyłka, tego dnia to ja się dowiedziałem, że Cobain nie żyje

Strzelno, koncert w kościele. Od chorałów gregoriańskich do Galla Anonima

Bardzo interesująca różnorodność. Tak najkrócej można podsumować zorganizowany w ramach obchodów Jubileuszu 1050-lecia chrztu Polski niedzielny (10 kwietnia) koncert w strzeleńskiej bazylice. Chorały gregoriańskie tematycznie związane ze świętami wielkanocnymi w wykonaniu Męskiego Zespołu Wokalnego Tempus Clausum, który z towarzyszeniem trzech puzonów wykonał też fragment mszy przeznaczonej dla Zakonu św. Łazarza, twórczość Wacława z Szamotuł, Mikołaja Gomółki i Feliksa Nowowiejskiego zaprezentowana przez Chór Harmonia, pierwsza część Symfonii Organowej nr 2 Feliksa Nowowiejskiego w interpretacji Tomasza Nowaka oraz Gall Anonim i poezja o. Kazimierza Łabińskiego w utworach grupy Lux Vera… A wszystko to w ciągu kilkudziesięciu minut. Nie było czasu na nudę.
Tempus Clausum z Inowrocławia (Tomasz Nowak, Tomasz Kucharski, Piotr Sobczak, Andrzej Kortas, Piotr Barczak). Jak sięgam pamięcią to już moje trzecie spotkanie z chorałami gregoriańskimi w strzeleńskim kościele. Robią na mnie coraz większe wrażenie i… coraz bardziej kojarzą się z twórczością grupy Dead Can Dance.
Tempus Clausum plus trzy puzony, na których zagrali: Krzysztof Kucharski, Przemysław Ciesielski, Łukasz Kalaczyński. Męski Zespół Wokalny i puzony – dla mnie niespotykane połączenie. Co do efektu – trudno mi się jednoznacznie zdeklarować.
Chór Harmonia ze Strzelna pod dyrekcją Eweliny Boesche-Kopczyńskiej (soprany: Edyta Modrzejewska, Lidia Jackowska, Karolina Kubiak, Maria Dobrzyńska, Renata Lessnau, Małgorzata Farynowska; alty: Jolanta Jackowska, Arleta Kluczyńska, Mirosława Walkiewicz, Krystyna Witulla, Ilona Stręk, Hanna Wróblewska; tenory: Mieczysława Staśkowiak, Michał Staśkowiak; basy: Mariusz Jackowski, Ireneusz Jackowski, Jacek Jackowski, Piotr Jackowski). Jak zawsze profesjonalnie, zarówno pod względem wykonawczym, jak i wizualnym. Ja jednak do występu jakiegokolwiek chóru bez udziału instrumentów nie mogę się przekonać.
Tomasz Nowak. Z pochodzenia strzelnianin, którego zapamiętałem jako pasjonata historii regionalnej. Nie sądziłem, że kiedykolwiek ten młody człowiek zaskoczy mnie swoją grą na organach. Te kościelne tego dnia zabrzmiały szczególnie potężnie, z pasją. Brawo! Skojarzenia? Emerson, Lake and Palmer.
Strzeleńsko-inowrocławska Lux Vera (Iwona Jasińska, Arkadiusz Kubiak, Leszek Iwiński, Maciej Nowak, Piotr Barczak, Andrzej Kortas, Waldemar Krystkowiak). Szczególnie spodobał mi się drugi z zaprezentowanych utworów, ze słowami Galla Anonima o chrzcie Mieszka I i udziałem Chóru Harmonia – kolejny dowód na to, że Lux Vera zaczyna gustować w coraz bardziej rozbudowanych formach.
Parafia p.w. św. Trójcy w Strzelnie planuje kolejne koncerty w ramach obchodów wspomnianego Jubileuszu 1050-lecia chrztu Polski, co cieszy niezmiernie. Mam też nadzieję, że następnym razem organizatorzy postarają się o stworzenie lepszego klimatu do obcowania z muzyką (proponuję zacząć od przygaszenia większości świateł w kościele) i postarają się o to, żeby wszyscy wykonawcy byli bliżej publiczności, a nie kryli się przy głównym ołtarzu.

„Złota era rocka w Strzelnie” ilustrowana: Do Widzenia

Piotr Lewandowski (gitara), Leszek Iwiński (bas), Piotr Barczak (puzon i wokal), Jacek Jackowski (trąbka, organy i wokal) i Jacek Łuczak (perkusja). Grupa istniała krótko (listopad 1993 – listopad 1994), reaktywowała się kilka lat później, żeby spróbować sił w Konkursie Muzyki Folkowej Nowa Tradycja ’98 w składzie między innymi z Waldemarem Krystowiakiem (klawisze) i Arkadiuszem Kubiakiem (perkusja). Z zespołem grali też Krzysztof Krąkowski i Maciej Wróblewski.
W sposób nowatorski (pierwsza połowa lat dziewięćdziesiątych) łączyli rock z folklorem, grali z „wykopem”, momentami wręcz punkowo. Wykonywali kompozycje własne, na przykład Leży zapruty, Bizony, Słuchaj Darek, Ameryka, a także opracowania utworów ludowych (Nie wygoniej owczaryszku w dwóch wersjach, Z góry woda ciecze, Czymu druhny nie śpiwota?, fragment Harnasi Karola Szymanowskiego – Jo za wodą, ty za wodą).
Sukcesy? Inowrocławskie Spotkania Artystyczne ’93, dwa koncerty ze znanym wówczas w kraju dzięki Wojnie z trzema schodami zespołem Air Force One i przede wszystkim elektryzujące koncerty w Strzelnie.
Niestety nie zachowały się żadne ich nagrania poza fatalnej jakości zapisem koncertu w sali strzeleńskiego Kina Kujawianka.
Do Widzenia.


Marcin Przybylski (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 4 XI 2013 roku): "Piotr Barczak ze swoją ekipą – Do Widzenia, robił niezły zamęt. To, co oni grali, wtedy bardzo mi się kojarzyło z De Press, z działalnością Andrzeja Dziubka. Może niekoniecznie to było w ten sam takt, ale muzyka skoczna, przyjemna, dosyć ciekawe teksty. Na każdym koncercie robili niesamowitą zadymę". Strzelno, Kino Kujawianka, Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy '94 (fot. ze zbiorów Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i Rekreacji w Strzelnie)
Marcin Przybylski (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 4 XI 2013 roku): „Piotr Barczak ze swoją ekipą – Do Widzenia, robił niezły zamęt. To, co oni grali, wtedy bardzo mi się kojarzyło z De Press, z działalnością Andrzeja Dziubka. Może niekoniecznie to było w ten sam takt, ale muzyka skoczna, przyjemna, dosyć ciekawe teksty. Na każdym koncercie robili niesamowitą zadymę”. Strzelno, Kino Kujawianka, Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy ’94 (fot. ze zbiorów Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i Rekreacji w Strzelnie)

 

Leszek Iwiński (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 5 VII 2013 roku): "Jak po raz pierwszy usłyszałem zespół Brathanki, nie wiem co to była za piosenka, to pamiętam, że dzwoniłem do „Bolka” – Piotra Barczaka i spytałem go, czy słyszał? On też tego w tamtym czasie słuchał, bo dosyć intensywnie ich puszczali w radio. My to robiliśmy już dawniej, a teraz takich zespołów, które łączą elementy góralskie, jakieś etniczne z rockiem jest coraz więcej – niektóre pomysły są naprawdę bardzo fajne. Ja zawsze miałem taki niedosyt, bo ciągle namawiałem chłopaków, żeby zająć się tym poważnie, usiąść, bo niestety, to tego wymaga – żeby coś zrobić dobrze, to trzeba nad tym usiąść, poświęcić ileś tam godzin, dobrze opracować, dobrze nagrać, ale każdy z nas miał tysiące innych rzeczy w sensie nie tylko zawodowym, każdy czymś innym się zajmował i nigdy tak się nie stało. Tak właściwie próby robiliśmy intensywnie tylko wtedy jak było trzeba gdzieś zagrać. Zawsze mnie to denerwowało i do „Bolka” czy do chłopaków mówiłem, żeby iść za ciosem i coś nagrać". Strzelno, Kino Kujawianka, prawdopodobnie rok 1994 (fot. ze zbiorów Leszka Iwińskiego)
Leszek Iwiński (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 5 VII 2013 roku): „Jak po raz pierwszy usłyszałem zespół Brathanki, nie wiem co to była za piosenka, to pamiętam, że dzwoniłem do „Bolka” – Piotra Barczaka i spytałem go, czy słyszał? On też tego w tamtym czasie słuchał, bo dosyć intensywnie ich puszczali w radio. My to robiliśmy już dawniej, a teraz takich zespołów, które łączą elementy góralskie, jakieś etniczne z rockiem jest coraz więcej – niektóre pomysły są naprawdę bardzo fajne. Ja zawsze miałem taki niedosyt, bo ciągle namawiałem chłopaków, żeby zająć się tym poważnie, usiąść, bo niestety, to tego wymaga – żeby coś zrobić dobrze, to trzeba nad tym usiąść, poświęcić ileś tam godzin, dobrze opracować, dobrze nagrać, ale każdy z nas miał tysiące innych rzeczy w sensie nie tylko zawodowym, każdy czymś innym się zajmował i nigdy tak się nie stało. Tak właściwie próby robiliśmy intensywnie tylko wtedy jak było trzeba gdzieś zagrać. Zawsze mnie to denerwowało i do „Bolka” czy do chłopaków mówiłem, żeby iść za ciosem i coś nagrać”. Strzelno, Kino Kujawianka, prawdopodobnie rok 1994 (fot. ze zbiorów Leszka Iwińskiego)

 

Piotr Barczak („Muzyka poważna, teatralna, rozrywkowa – działalność kompozytorska Piotra Barczaka”, [w:] „Czasy, muzyka, twórcy na Pomorzu i Kujawach”, red. M. Zieliński, Bydgoszcz 2014, s. 417): "Ci, co słuchali i na tej muzyce się znali, podkreślali oryginalność przedsięwzięcia. W repertuarze były moje utwory, na przykład "Leży zapruty", "Ameryka". Muzyka była do zaakceptowania, ale teksty (też moje) z perspektywy lat wydają się bardzo naiwne. Melodie ludowe, jakich używaliśmy, nieraz były bardzo poprzerabiane i dostosowane do brzmienia kapeli". Strzelno, Kino Kujawianka, prawdopodobnie rok 1994 (fot. ze zbiorów Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i Rekreacji w Strzelnie)
Piotr Barczak („Muzyka poważna, teatralna, rozrywkowa – działalność kompozytorska Piotra Barczaka”, [w:] „Czasy, muzyka, twórcy na Pomorzu i Kujawach”, red. M. Zieliński, Bydgoszcz 2014, s. 417): „Ci, co słuchali i na tej muzyce się znali, podkreślali oryginalność przedsięwzięcia. W repertuarze były moje utwory, na przykład „Leży zapruty”, „Ameryka”. Muzyka była do zaakceptowania, ale teksty (też moje) z perspektywy lat wydają się bardzo naiwne. Melodie ludowe, jakich używaliśmy, nieraz były bardzo poprzerabiane i dostosowane do brzmienia kapeli”. Strzelno, Kino Kujawianka, prawdopodobnie rok 1994 (fot. ze zbiorów Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i Rekreacji w Strzelnie)

 

Jacek Jackowski (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 20 VI 2013 roku): "Ideę [pomysł na utwór - przyp. RB] Piotr przynosił i mówił – Chłopaki, mamy taki temat. Oczywiście najczęściej była to gdzieś zasłyszana, wyszukana czy przygotowana „ludowizna”. Zabieraliśmy się do tego w ten sposób, że melodia zawsze była od Piotra, a później każdy coś tam dokładał – Leszek Iwiński, wiadomo, z basem „wchodził”, Jacek Łuczak na perkusji – na początku w zespole na perkusji grał Jacek. Tak to próbowaliśmy budować, dorabiać chwyty. Czasem miało być spokojnie, a wyszło twardo, ostro – nie baliśmy się pograć ostro". Strzelno, Kino Kujawianka, od lewej: Jacek Jackowski, Leszek Iwiński, Piotr Barczak. Prawdopodobnie rok 1994 (ze zbiorów Leszka Iwińskiego)
Jacek Jackowski (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 20 VI 2013 roku): „Ideę [pomysł na utwór – przyp. RB] Piotr przynosił i mówił – Chłopaki, mamy taki temat. Oczywiście najczęściej była to gdzieś zasłyszana, wyszukana czy przygotowana „ludowizna”. Zabieraliśmy się do tego w ten sposób, że melodia zawsze była od Piotra, a później każdy coś tam dokładał – Leszek Iwiński, wiadomo, z basem „wchodził”, Jacek Łuczak na perkusji – na początku w zespole na perkusji grał Jacek. Tak to próbowaliśmy budować, dorabiać chwyty. Czasem miało być spokojnie, a wyszło twardo, ostro – nie baliśmy się pograć ostro”. Strzelno, Kino Kujawianka, od lewej: Jacek Jackowski, Leszek Iwiński, Piotr Barczak. Prawdopodobnie rok 1994 (ze zbiorów Leszka Iwińskiego)

 

Jacek Łuczak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 4 VI 2013 roku): "Taki fajniejszy koncert – lepiej to zabrzmiało, bo na ich sprzęcie, nagłośnieniu. Ja grałem na perkusji perkusisty tego zespołu – to już w ogóle był odlot. Nam się podobało, chociaż to też był taki koncercik, w jakimś kinie czy tego typu sali, nie jakiś tam plener – takich rzeczy to praktycznie wcale się wtedy nie grało". Do Widzenia w Koronowie. W materiałach zachowanych w strzeleńskim Domu Kultury informacja, że koncert odbył się 20 IX 1995 roku. A nie 20 IX 1994 roku? (fot. ze zbiorów Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i Rekreacji w Strzelnie)
Jacek Łuczak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 4 VI 2013 roku): „Taki fajniejszy koncert – lepiej to zabrzmiało, bo na ich sprzęcie, nagłośnieniu. Ja grałem na perkusji perkusisty tego zespołu – to już w ogóle był odlot. Nam się podobało, chociaż to też był taki koncercik, w jakimś kinie czy tego typu sali, nie jakiś tam plener – takich rzeczy to praktycznie wcale się wtedy nie grało”. Do Widzenia w Koronowie. W materiałach zachowanych w strzeleńskim Domu Kultury informacja, że koncert odbył się 20 IX 1995 roku. A nie 20 IX 1994 roku? (fot. ze zbiorów Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i Rekreacji w Strzelnie)

 

Jacek Jackowski (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 20 VI 2013): "To chyba moja zasługa, ponieważ w czasie studiów mieszkałem z Robertem Jagodzińskim z Air Force One. To był chłopak z Warszawy, chyba do dzisiaj w branży muzycznej – pracował w EMI, teraz też w jakiejś wytwórni muzycznej jest dyrektorem. W Air Force One grywał z Maciejem Świtońskim – lekarz, „chirurg miękki” z Bydgoszczy, Tomek Pacanowski chyba tam był… Dzięki Robertowi spotykaliśmy się gdzieś na próbach – ja byłem parę razy u nich, Air Force One było u nas w Strzelnie, wtedy z nimi graliśmy. On usłyszał jak gramy i mówi – "Fajnie, fajnie, to może byśmy kiedyś tam się spotkali?". Tak od słowa do słowa i drugi raz wspólnie zagraliśmy w Koronowie". Do Widzenia w Koronowie (fot. ze zbiorów Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i Rekreacji w Strzelnie)
Jacek Jackowski (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 20 VI 2013): „To chyba moja zasługa, ponieważ w czasie studiów mieszkałem z Robertem Jagodzińskim z Air Force One. To był chłopak z Warszawy, chyba do dzisiaj w branży muzycznej – pracował w EMI, teraz też w jakiejś wytwórni muzycznej jest dyrektorem. W Air Force One grywał z Maciejem Świtońskim – lekarz, „chirurg miękki” z Bydgoszczy, Tomek Pacanowski chyba tam był… Dzięki Robertowi spotykaliśmy się gdzieś na próbach – ja byłem parę razy u nich, Air Force One było u nas w Strzelnie, wtedy z nimi graliśmy. On usłyszał jak gramy i mówi – „Fajnie, fajnie, to może byśmy kiedyś tam się spotkali?”. Tak od słowa do słowa i drugi raz wspólnie zagraliśmy w Koronowie”. Do Widzenia w Koronowie (fot. ze zbiorów Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i Rekreacji w Strzelnie)

 

„Gazeta Pomorska” z 30 VI 1994 roku: "Dwie dobrze się zapowiadające kapele działają przy Miejsko-Gminnym Ośrodku Kultury i Rekreacji w Strzelnie. Pierwsza z nich to folk-rockowe Do Widzenia. […] Wszystkie kompozycje i teksty tworzą członkowie zespołu. Do Widzenia cieszy się sporym rozgłosem w woj. bydgoskim, m.in. koncertowało z Air Force One. Na ubiegłorocznych Inowrocławskich Spotkaniach Artystycznych zespół otrzymał wyróżnienie za oryginalność. Kapela ma w planach nagranie płyty oraz występ na tegorocznym Festiwalu Muzyków Rockowych w Jarocinie". Piotr Barczak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 5 VI 2013 roku): " Ja nie pamiętam, żebyśmy chcieli jechać do "Jarocina". Nigdy nie było takich rozmów, może ktoś inny z zespołu się starał". Do Widzenia w Koronowie (fot. ze zbiorów Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i Rekreacji w Strzelnie)
„Gazeta Pomorska” z 30 VI 1994 roku: „Dwie dobrze się zapowiadające kapele działają przy Miejsko-Gminnym Ośrodku Kultury i Rekreacji w Strzelnie. Pierwsza z nich to folk-rockowe Do Widzenia. […] Wszystkie kompozycje i teksty tworzą członkowie zespołu. Do Widzenia cieszy się sporym rozgłosem w woj. bydgoskim, m.in. koncertowało z Air Force One. Na ubiegłorocznych Inowrocławskich Spotkaniach Artystycznych zespół otrzymał wyróżnienie za oryginalność. Kapela ma w planach nagranie płyty oraz występ na tegorocznym Festiwalu Muzyków Rockowych w Jarocinie”. Piotr Barczak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 5 VI 2013 roku): ” Ja nie pamiętam, żebyśmy chcieli jechać do „Jarocina”. Nigdy nie było takich rozmów, może ktoś inny z zespołu się starał”. Do Widzenia w Koronowie (fot. ze zbiorów Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i Rekreacji w Strzelnie)

 

Piotr Barczak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 5 VI 2013 roku): "Specjalnie były zrobione wersje utworów na ten koncert. Dołączyła do nas Ewelina Boesche, która śpiewała i Andrzej Kortas na klarnecie. Może ktoś jeszcze dołączył, ale już nie pamiętam. Na tym pożegnaniu było parę zespołów, ale też już nie pamiętam kto zagrał – wiem, że był Blues Band. Na końcu wszystkie grupy weszły na scenę – my graliśmy, a oni wszyscy przyszli i po prostu nas pożegnali. To było miłe. Specjalnie na ten koncert, w tym samym dniu, przez Zbyszka Noska był robiony i nagrany na szpulowy magnetofon wywiad. Może ta taśma jeszcze się zachowała. Jakość była wiadomo jaka, ale w czasie koncertu, między wejściami zespołów, były puszczane fragmenty" (ze zbiorów Sławomira Sobczaka)
Piotr Barczak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 5 VI 2013 roku): „Specjalnie były zrobione wersje utworów na ten koncert. Dołączyła do nas Ewelina Boesche, która śpiewała i Andrzej Kortas na klarnecie. Może ktoś jeszcze dołączył, ale już nie pamiętam. Na tym pożegnaniu było parę zespołów, ale też już nie pamiętam kto zagrał – wiem, że był Blues Band. Na końcu wszystkie grupy weszły na scenę – my graliśmy, a oni wszyscy przyszli i po prostu nas pożegnali. To było miłe. Specjalnie na ten koncert, w tym samym dniu, przez Zbyszka Noska był robiony i nagrany na szpulowy magnetofon wywiad. Może ta taśma jeszcze się zachowała. Jakość była wiadomo jaka, ale w czasie koncertu, między wejściami zespołów, były puszczane fragmenty” (ze zbiorów Sławomira Sobczaka)

 

Leszek Iwiński (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 5 VII 2013 roku): "Prawda jest taka, że Do Widzenia tak daleko nie wyszło poza obręb naszego miasta. To niestety źle (śmiech). Większość tych koncertów to były koncerty konkretnie związane z jakimiś tam okazjami w Strzelnie, w Kinie się dziejącymi. Czasami były jakieś wyjazdy, na przykład do Mogilna, do Trzemeszna – jak oni coś robili to nas zapraszali, Piotrek Lewandowski już wtedy chyba pracował w Domu Kultury i jak organizował jakiś koncert dla młodzieży to też zapraszał" (ze zbiorów Sławomira Sobczaka)
Leszek Iwiński (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 5 VII 2013 roku): „Prawda jest taka, że Do Widzenia tak daleko nie wyszło poza obręb naszego miasta. To niestety źle (śmiech). Większość tych koncertów to były koncerty konkretnie związane z jakimiś tam okazjami w Strzelnie, w Kinie się dziejącymi. Czasami były jakieś wyjazdy, na przykład do Mogilna, do Trzemeszna – jak oni coś robili to nas zapraszali, Piotrek Lewandowski już wtedy chyba pracował w Domu Kultury i jak organizował jakiś koncert dla młodzieży to też zapraszał” (ze zbiorów Sławomira Sobczaka)

„Złota era rocka w Strzelnie” ilustrowana: nie tylko Extermination, Synaj i Noł

Osoby, które zaglądały na stronę nowyhoryzont.blog.pl wiedzą o co chodzi, ale zdarzyć się może, że czytelnicy Zapisków Muzycznych, Nowego Horyzontu nie znają. W związku z tym należy wyjaśnić co to takiego ta Złota era rocka w Strzelnie.
Jestem z pokolenia, które w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku świetnie bawiło się na koncertach organizowanych w budynku Kina Kujawianka przy dzisiejszej ulicy Gimnazjalnej w Strzelnie. Kiedy jeszcze jako autor bloga Follow My Dream pisałem artykuł między innymi właśnie o tym, co działo się wówczas w Kujawiance, okazało się, że nie zachowało się zbyt wiele pamiątek, zdjęć czy plakatów z tamtego, muzycznie bardzo płodnego okresu. Kiedy zacząłem czytać pierwsze tomy książki Grunt to bunt. Rozmowy o Jarocinie autorstwa Grzegorza K. Witkowskiego, postanowiłem w ten sam sposób przypomnieć ową Złotą erę rocka w Strzelnie. Pierwsza rozmowa została opublikowana na początku czerwca 2013 roku, do marca 2016 roku zebrało się ich osiemnaście, nie wszystkie tylko i wyłącznie o muzycznych latach dziewięćdziesiątych w Strzelnie. Jacek Łuczak, Sławomir Sobczak, Piotr Barczak, Jacek Jackowski, Leszek Iwiński, Sławomir Tarczewski, Daniel Iwiński, Krzysztof Łuczak, Marcin Przybylski, Ryszard Nowak, Arkadiusz Kubiak, Marian Przybylski, Sławomir Antkowiak, Marcin Adamski, Grzegorz Swendrowski, Maciej Nowak, Krzysztof Sendłak, Maciej Michalak, a na Zapiskach Muzycznych będzie można przeczytać rozmowę z Robertem Wesołowskim i Przemysławem Witczakiem. Się działo!
Większość tego, co ukaże się w „Złotej erze rocka w Strzelnie” ilustrowanej jest znana czytelnikom Nowego Horyzontu.


Leszek Iwiński (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 5 VII 2013 roku): „Nie wiem czy dzisiaj jest jeszcze taka tradycja, ale na połowę liceum też się robiło zabawę, taką mniejszą gatunkowo niż studniówka. I to były moje połowinki, a ponieważ nikt wtedy nie chciał, taka była moda, żeby grała muzyka mechaniczna tylko na żywo, więc szybko zrobiliśmy taki skład – Piotrek Barczak na puzonie, ja na basie, Piotrek Lewandowski na gitarze, Irek Jackowski na klawiszach i Wiesiu Nowak na perkusji. Zamiast się bawić to grałem i śpiewałem na własnych połowinkach” (fot. ze zbiorów Leszka Iwińskiego)
Leszek Iwiński (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 5 VII 2013 roku): „Nie wiem czy dzisiaj jest jeszcze taka tradycja, ale na połowę liceum też się robiło zabawę, taką mniejszą gatunkowo niż studniówka. I to były moje połowinki, a ponieważ nikt wtedy nie chciał, taka była moda, żeby grała muzyka mechaniczna tylko na żywo, więc szybko zrobiliśmy taki skład – Piotrek Barczak na puzonie, ja na basie, Piotrek Lewandowski na gitarze, Irek Jackowski na klawiszach i Wiesiu Nowak na perkusji. Zamiast się bawić to grałem i śpiewałem na własnych połowinkach” (fot. ze zbiorów Leszka Iwińskiego)

 

Na edycji festiwalu Maria Carmen ’92 w Górce Klasztornej grupa Synaj wykonała między innymi utwór skomponowany przez Leszka Iwińskiego pod tytułem „Przydrożna Madonna”. Leszek Iwiński (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 5 VII 2013 roku): "Były 2 dni przesłuchań – piątek i sobota, a w niedzielę był koncert galowy. Po zakończeniu przesłuchań zespoły spotykały się z jury – oni mówili co im się podobało, co się nie podobało, co w utworach by trzeba było dorobić, a co w ogóle uważali za bezsensowne. My też poszliśmy na to omówienie, że tak powiem. Nie ma się czym chwalić, na festiwalu nic nie zdobyliśmy, ale pamiętam, że jeden z członków jury, to była pani, chyba z jakieś opery czy z radia, powiedziała, że bardzo fajna piosenka i bardzo jej się podobało, tylko że my ją słabo zagraliśmy, w sensie technicznym, że nie było równo” (fot. ze zbiorów Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i Rekreacji w Strzelnie)
Na edycji festiwalu Maria Carmen ’92 w Górce Klasztornej grupa Synaj wykonała między innymi utwór skomponowany przez Leszka Iwińskiego pod tytułem „Przydrożna Madonna”. Leszek Iwiński (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 5 VII 2013 roku): „Były 2 dni przesłuchań – piątek i sobota, a w niedzielę był koncert galowy. Po zakończeniu przesłuchań zespoły spotykały się z jury – oni mówili co im się podobało, co się nie podobało, co w utworach by trzeba było dorobić, a co w ogóle uważali za bezsensowne. My też poszliśmy na to omówienie, że tak powiem. Nie ma się czym chwalić, na festiwalu nic nie zdobyliśmy, ale pamiętam, że jeden z członków jury, to była pani, chyba z jakieś opery czy z radia, powiedziała, że bardzo fajna piosenka i bardzo jej się podobało, tylko że my ją słabo zagraliśmy, w sensie technicznym, że nie było równo” (fot. ze zbiorów Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i Rekreacji w Strzelnie)

 

„Kicha Zine Unitive”, marzec 1991: coś na temat grupy Extermination. Sławomir Tarczewski (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 29 VIII 2013 roku): „Nawet w paru fanzinach informacje są – mam gdzieś te wszystkie artykuły. W Liceum, w takiej sali na górze, nagraliśmy tak zwane "Official Rehearsal", czyli "Oficjalna taśma demo z próby". To były 4 utwory, okładka z Baphometem – obraz Francesko Goi ‘Sabat czarownic’” (ze zbiorów Sławomira Tarczewskiego)
„Kicha Zine Unitive”, marzec 1991: coś na temat grupy Extermination. Sławomir Tarczewski (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 29 VIII 2013 roku): „Nawet w paru fanzinach informacje są – mam gdzieś te wszystkie artykuły. W Liceum, w takiej sali na górze, nagraliśmy tak zwane „Official Rehearsal”, czyli „Oficjalna taśma demo z próby”. To były 4 utwory, okładka z Baphometem – obraz Francesko Goi ‘Sabat czarownic’” (ze zbiorów Sławomira Tarczewskiego)

 

Jacek Łuczak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 4 VI 2013): „[…] ze Sławkiem Tarczewskim założyliśmy zespół – Sławek na wokalu, ja na perkusji, Robert Szczepaniak na gitarze i jeszcze jeden chłopak, Piechocki chyba się nazywał, mieszkał koło Kina, taki długowłosy, metalowiec klasyczny – on na basie grał. Nazwaliśmy się, to chyba Sławek Tarczewski wymyślił – Extermination, Zagłada czy coś takiego. To był taki epizod – końcówka Liceum, klasa maturalna, graliśmy może z pół roku. Też mieliśmy próby, w Kinie były jakieś koncerty. Pamiętam, że w Amfiteatrze był taki dzień punkowy czy coś takiego, poprzyjeżdżały zespoły punkowe z Mogilna, z Inowrocławia i my też wystąpiliśmy”. Na zdjęciu: Sławomir Tarczewski w czasach Extermination (fot. ze zbiorów Sławomira Tarczewskiego)

 

Maciej Nowak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 1 X 2015 roku): To chyba „Gzeniu” wpadł na pomysł, żebyśmy wystąpili na festiwalu w Skulsku. Tam były dwa zespoły, w których zagrał Arek – wystąpił ze swoim zespołem z Inowrocławia i z nami. My mieliśmy wyróżnienie, a ten zespół z Inowrocławia – pierwsze miejsce. Na podium byliśmy – drugie miejsce zajął ktoś, kto miał solowy występ”. Rok 2001, zespół Noł na VIII Nadgoplańskim Festiwalu Muzycznym w Skulsku. Na scenie stoją (od lewej): pierwszy - Grzegorz „Gzeniu” Swendrowski, drugi - Łukasz Ślesiński, czwarta – Małgorzata Słowińska, szósty - Maciej Nowak (fot. ze zbiorów Macieja Nowaka)
Maciej Nowak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 1 X 2015 roku): To chyba „Gzeniu” wpadł na pomysł, żebyśmy wystąpili na festiwalu w Skulsku. Tam były dwa zespoły, w których zagrał Arek – wystąpił ze swoim zespołem z Inowrocławia i z nami. My mieliśmy wyróżnienie, a ten zespół z Inowrocławia – pierwsze miejsce. Na podium byliśmy – drugie miejsce zajął ktoś, kto miał solowy występ”. Rok 2001, zespół Noł na VIII Nadgoplańskim Festiwalu Muzycznym w Skulsku. Na scenie stoją (od lewej): pierwszy – Grzegorz „Gzeniu” Swendrowski, drugi – Łukasz Ślesiński, czwarta – Małgorzata Słowińska, szósty – Maciej Nowak (fot. ze zbiorów Macieja Nowaka)

 

Strzeleński akcent na festiwalu w Skulsku to nie tylko Noł. Krzysztof Sendłak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 11 XI 2015 roku): „To trwało cały dzień. Wtedy gwiazdą były Żuki. My, jak wygraliśmy tą część konkursową, to mieliśmy zaszczyt zagrać przed nimi jeszcze raz, już wieczorem. Rok później też wygraliśmy… Nie, dwa lata pod rząd wygraliśmy nagrodę publiczności. Możliwe, że mylę jakieś daty, ale w Skulsku graliśmy jakoś tak w latach ’98-2000. Nie tylko jako Płody Cywilizacji” (ze zbiorów Sławomira Sobczaka)
Strzeleński akcent na festiwalu w Skulsku to nie tylko Noł. Krzysztof Sendłak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 11 XI 2015 roku): „To trwało cały dzień. Wtedy gwiazdą były Żuki. My, jak wygraliśmy tą część konkursową, to mieliśmy zaszczyt zagrać przed nimi jeszcze raz, już wieczorem. Rok później też wygraliśmy… Nie, dwa lata pod rząd wygraliśmy nagrodę publiczności. Możliwe, że mylę jakieś daty, ale w Skulsku graliśmy jakoś tak w latach ’98-2000. Nie tylko jako Płody Cywilizacji” (ze zbiorów Sławomira Sobczaka)