SBB – „samoróbka”

To się zdarzyło na początku mojej fascynacji muzyką SBB. Zacząłem od szablonów Nirvany i AC/DC, a około roku 1998 przyszedł czas na muzyków ze Śląska. Choć tego na poniższym zdjęciu nie widać, farba była emulsyjna, a szablon – z tektury (chyba tył standardowego bloku rysunkowego). Efekt – zadowalający, ale… musiało powstać kilka szablonów, nakładana gąbką farba podciekała, a logo znalazło się w trochę innym miejscu, niż wcześniej planowałem. W związku z tym, że jej jakość pozostawiała wiele do życzenia, koszulka bardzo szybko powyciągała się na górze i zarazem pokurczyła na dole. Ale miałem SBB – w użyciu była kilka lat!
Dlaczego o tym piszę? Ciągle liczę na to, że doczekam dnia, kiedy będę mógł sobie kupić oficjalną, dobrej jakości – z nazwą zespołu (a może nawet czymś więcej).


Przystanek Woodstock, około roku 2000
Przystanek Woodstock, około roku 2000

Młodość w nurcie czarnej rzeki

CUDOWNY CZWARTEK POPIÓŁ
2016, WYDAWNICTWO WŁASNE
MARCIN SORDYL – ŚPIEW, ARTUR DUDA – AKORDEON, INSTRUMENTY KLAWISZOWE, WITOLD ŁOCHOWSKI – GITARA, DAWID JANCZAK – GITARA, SZYMON SŁAWIŃSKI – BAS, RYSZARD NOWAK – PERKUSJA
KONCERT W RADIU MERCURY: INTRO, MŁODOŚĆ, MIASTO, PUSTE NOCE, NOCNA EKSPEDYCJA, MIŁOŚĆ, MARNOŚĆ, TANIEC W STUDNI, PRZESILENIE, PIEŚŃ WĘGLARZA, PRZEŹROCZYSTY PTAK, WRONY, YESTERDAY IS HERE (BY TOM WAITS), COLD, COLD GROUND (BY TOM WAITS); MATERIAŁY STUDYJNE: WCZORAJ W POŁUDNIE, ŚMIERĆ, CZARNA RZEKA, NA WSCHÓD, TEN TANIEC, PAN PIES (BONUS TRACK)

I. Był sobie zespół. Ludzie młodzi, studenci. Akordeon, człowiek od poezji i jeszcze kilka innych osób. Koncerty, festiwale, informacje w prasie, telewizji. I tak dalej, i tak dalej. Znali się na tym, co robili, wychodziły im zapadające w pamięć kawałki – ludziom musiało się podobać. Co grali? Ktoś, kto dopiero po latach poznał ich twórczość, stwierdził że to piosenka poetycka / studencka. Po usłyszeniu kilku utworów zawyrokował też, że Raz Dwa Trzy i The Doors to będą dobre punkty orientacyjne dla niezorientowanych. I choć wraz z poznawaniem Popiołu te porównania stawały się coraz mniej oczywiste, nadal nie są bez pokrycia. Toć wystarczy na przykład posłuchać śpiewu Marcina Sordyla z 1999 roku – często przypomina Morrisona.
II. Przypuszczalnie bardziej bliższe prawdy będą porównania z artystą o nazwisku Tom Waits. Nie ma przypadku w tym, że zespół zagrał jego dwa utwory (Yesterday is here, Cold, cold ground). Jednak nie wszyscy piszący o albumie Popiół są w stanie to zweryfikować. Z jakże prozaicznego względu – nieznajomości twórczości Waitsa. Cóż, tak to często bywa, że domorośli recenzenci, którzy pozakładali sobie blogi silą się i pocą, żeby błysnąć, a nie mają żadnego rozeznania, słuchu i predyspozycji do tego, żeby pisać o muzyce.
III. W 1999 roku, w poznańskim Radiu Mercury został nagrany koncert Cudownego Czwartku, który najpierw – w drobnych fragmentach – ukazał się na ich pierwszej „pośmiertnej” płytce zatytułowanej po prostu Cudowny Czwartek, a teraz – w dużo większej dawce – na albumie Popiół. Bo pomimo upływającego czasu członkowie zespołu o swojej muzycznej przygodzie nie zapomnieli. Potwierdzeniem tego faktu jest też ciąg dalszy płyty – zbiór nagrań studyjnych zarejestrowanych na przełomie października i listopada 2009 roku.
IV. Podróż sentymentalna? Album dla tych, którzy – nie bójmy się tego powiedzieć – byli fanami Cudownego Czwartku? Nie tylko. Dzięki Popiołowi muzyka zespołu ma szansę dotrzeć do nowych odbiorców. O, fajne to. Nie znałem ich.
V. Dobrze jest podzielić sobie ten Popiół na dwie części. Choćby ze względu na czas – 79 minut (cecha charakterystyczna wszystkich składanek i zbiorów nagrań archiwalnych, która niejednego miłośnika muzyki może przerazić i zirytować jednocześnie). Bardziej istotne jest jednak coś innego – koncert oraz nagrania studyjne dzieli dziesięć lat. To szmat czasu, który nie mógł nie odcisnąć swojego piętna na ich muzyce. Można spróbować udowodniać, że jedna część jest lepsza od drugiej, ale czy to ma jakiś sens? Każdy ma swoje za uszami i różnie odbiera otaczający go świat. Szczególnie polubiłem nagrania ze studia – ten trochę zmęczony śpiew Marcina Sordyla, zdecydowanie mniej studencko-poetycki klimat i unoszący się gdzieś w tle duch… Strachów Na Lachy i – w jednym przypadku – Pidżamy Porno (Śmierć).
VI. Szkoda, że na płycie zabrakło jednego z najjaśniejszych punktów w twórczości Cudownego Czwartku – psychodeliczno-„doorsowskiego” Bluesa. Jednak ten brak z powodzeniem rekompensują inne perełki, których na Popiele nie brakuje. Kolejno: Młodość, Miasto, Miłość, Marność, Wrony, Wczoraj w południe, Śmierć, Czarna rzeka, Ten taniec.
VII. Czy Popiół może być powodem rozlewającego się po całym ciele żalu? Jeżeli 17 lat temu ktoś wiedział tylko tyle: Rycha Nowaka nie ma już w Strzelnie, teraz gra w Poznaniu, w takim dość znanym zespole, to dzisiaj żałuje, że nie było mu dane zobaczyć ich na żywo. Ale Popiół daje nadzieję, że to się może jeszcze zmienić. W oczekiwaniu na ten dzień, zainspirowany słowami Marcina Sordyla każdego ranka nucę sobie: Wszyscy jesteśmy tak bardzo młodzi / że aż ta młodość z nas wychodzi (Młodość).

SBB najwyższej próby

SBB HOFORS 1975
2016, GAD RECORDS
JÓZEF SKRZEK – VOC, KEYB (HAMMOND, WURLITZER PIANO, DAVOLISINT); APOSTOLIS ANTHIMOS – G; JERZY PIOTROWSKI – DR
WORKS IN IRON I, WORKS IN IRON II

„Niepoukładane” muzycznie pierwsze lata istnienia SBB to był wyjątkowo piękny okres w historii zespołu. A każdy utwór podpisany jako dzieło SBB to dla miłośników dłuższych, improwizowanych form gwarancja wyjątkowych wrażeń. Potwierdza to wydany kilka dni temu zapis jednego z koncertów w Szwecji (maj 1975 roku). Trochę tu brakuje tria Skrzek / Anthimos / Piotrowski z gitarą basową i bez instrumentów klawiszowych, ale nie umniejsza to wartości tego albumu – Hofors 1975 (tak jak Warszawa 1980 czy Koncerty w Trójce. SBB & Michał Urbaniak) przywraca wiarę w sens kupowania kolejnych „koncertówek” SBB.

Strzelno: rozmowa dwudziesta. Przemysław Witczak: „Żyliśmy razem”

Rozmowa dwudziesta – ostatnia w Złotej erze rocka w Strzelnie, czyli cyklu rozmów o rockowych latach dziewięćdziesiątych w tym mieście. Przez te trzy lata – Rozmowa pierwsza została opublikowana na blogu Nowy Horyzont w połowie 2013 roku – nie potrafiłem sobie jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, czy ten rock w Strzelnie był aż tak ważny, czy warto było poświęcić temu zagadnieniu aż tyle czasu? Jakie jest twoje zdanie?
Na pewno było warto. Przede wszystkim fajnie się to czyta, wspomnienia wracają. Także z tego względu, żeby ludzie, którzy czytają twojego bloga, może młodsi, zobaczyli co się działo kiedyś w Strzelnie. Uważam, że w Strzelnie działo się kiedyś bardzo dużo, miasto z rock’n’rolla było znane – ludzie przyjeżdżali, przyjeżdżały fajne kapele. Czytaj dalej Strzelno: rozmowa dwudziesta. Przemysław Witczak: „Żyliśmy razem”