Strzelno: rozmowa dwudziesta. Przemysław Witczak: „Żyliśmy razem”

Rozmowa dwudziesta – ostatnia w Złotej erze rocka w Strzelnie, czyli cyklu rozmów o rockowych latach dziewięćdziesiątych w tym mieście. Przez te trzy lata – Rozmowa pierwsza została opublikowana na blogu Nowy Horyzont w połowie 2013 roku – nie potrafiłem sobie jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, czy ten rock w Strzelnie był aż tak ważny, czy warto było poświęcić temu zagadnieniu aż tyle czasu? Jakie jest twoje zdanie?
Na pewno było warto. Przede wszystkim fajnie się to czyta, wspomnienia wracają. Także z tego względu, żeby ludzie, którzy czytają twojego bloga, może młodsi, zobaczyli co się działo kiedyś w Strzelnie. Uważam, że w Strzelnie działo się kiedyś bardzo dużo, miasto z rock’n’rolla było znane – ludzie przyjeżdżali, przyjeżdżały fajne kapele.

A że się działo, widać chociażby na zdjęciach z koncertów w Kinie Kujawianka, które niedawno umieściłem na blogu [nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 24 III 2016 roku]. Sporo ludzi te zdjęcia obejrzało.
One są niesamowite. Zobaczyć ludzi jak wyglądali… Jedno z tych zdjęć, gdzie ja stoję ze „Starym Michem”, za nim „Robin”, gdzieś tam „Sobol” z Kretek Szamana… Nie, nie, naprawdę rewelacja.

Pamiętam, że w tamtych czasach też grałeś.
W Płodach Cywilizacji na perkusji.

Czy zacząłbyś grać na perkusji gdyby nie było tych koncertów w Kinie?
My już zaczęliśmy próbować, ale nie graliśmy koncertów. I to były początki. Zanim zaczęły się próby w Kinie to robiliśmy próby w Szkole Zawodowej [wówczas Zespół Szkół Zawodowych przy ul. Kościuszki w Strzelnie – przy. RB]. Tak że to już się działo i… [chwila zastanowienia] Tak, zacząłbym.

Ja byłem przekonany, że was – młodych, motywowały do zakładania własnych zespołów właśnie koncerty w Kinie. Okazuje się jednak, że nie wszyscy się z tą moją tezą zgodzili – wasze granie już się gdzieś „tliło” w garażach. To chyba dlatego, że w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych rock był bardzo popularny.
Zawsze też uważałem, że ta ówczesna scena rockowa w Strzelnie nie była wyjątkowa, że podobnie było w innych miejscowościach. Zgodzisz się ze mną?
Nie do końca bym się z tobą zgodził, że ta scena strzeleńska nie była wyjątkowa. Inowrocław – wiadomo – większe miasto, tam się dużo działo, ale biorąc pod uwagę inne pobliskie miejscowości, to w Strzelnie było najwięcej tych kapel. W Kruszwicy – Come & Go, w Mogilnie – Herberga, z Janikowa nic nie kojarzę. Ja trzymam się tej sceny naszej punkowej: Zenon Krater, potem Kretki Szamana, my, Adam Woziński z kapelą The Cage. Oni już nie grali takiego sticte punka, grali mocno rock’n’rollowo – Adam lubił hard core. Było oczywiście sporo innych kapel, które też nie grały punka. Pamiętam, że krótko, ale fajnie grała kapela z Askaniusza Sobczaka bratem w składzie – Sławkiem, i Krystianem Wikaryczakiem To wszystko się zmieniało, ludzie przechodzili z zespołu do zespołu, jeden człowiek grał w kilku. Z Kretek Szamana Forrest Gump przecież powstał, z Pawłem, z Bartkiem Michalskim, z „Sobolem”.

Jakie wspomnienia przywołuje hasło: nasza scena punkowa?
Generalnie w Strzelnie stworzyła się ekipa mocna, można powiedzieć punkowo-metalowa, ale większość punkowców. My byliśmy młodzi, ale w tej subkulturze punkowej byliśmy naprawdę mocno „usadowieni”. Żyliśmy razem, chodziliśmy na koncerty, nie tylko w Strzelnie. Gdzieś razem zawsze się „bujaliśmy” po różnych miastach. Przyjeżdżali do nas ludzie z Mogilna, z Trzemeszna. To było fajne życie rock’n’rollowe. Od koncertu do festiwalu, od wyjazdu do wyjazdu.


Wejście do Kina Kujawianka, rok 1994 (fot. ze zbiorów Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i Rekreacji w Strzelnie)
Wejście do Kina Kujawianka, rok 1994 (fot. ze zbiorów Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i Rekreacji w Strzelnie)
Kino Kujawianka, sala główna, około roku 1995? Część ekipy punkowo-metalowej (od góry): Przemysław Witczak, Emilia Marciniak, Krzysztof Sendłak (fot. ze zbiorów Przemysława Witczaka)
Kino Kujawianka, sala główna, około roku 1995? Część ekipy punkowo-metalowej (od góry): Przemysław Witczak, Emilia Marciniak, Krzysztof Sendłak (fot. ze zbiorów Przemysława Witczaka)

W Płodach Cywilizacji byłeś od początku istnienia tej grupy?
W Płodach Cywilizacji zaczęło się tak: był „Ksywa” – Krzychu Sendłak, Askaniusz Sobczak i ja. Na początku spotkaliśmy się gdzieś tam, już nie pamiętam gdzie: Fajnie się dzieje, może byśmy pograli. „Hana”, czyli Askaniusz miał jakąś gitarkę, Krzychu zawsze miał głowę do pisania tekstów. Najpierw w domu coś tam zaczęliśmy układać, pukać – garnek, poduszka, jakaś gitara elektryczna niepodłączona, bo nie było do czego podłączyć [śmiech]. Coś tam robiliśmy i pewnego dnia, już nie pamiętam kiedy to było, bo to było naprawdę dawno… [chwila zastanowienia] Powiedziałem ci na początku, że w Szkole Zawodowej, aczkolwiek nie wiem czy to było na pewno tam, czy jednak my poszliśmy do Kina. Tam był Piotr Lewandowski, mówi: Dobra chłopaki, to wchodźcie, pokażcie co wy tam gracie. Oczywiście od czegoś najprostszego zaczęliśmy, zagraliśmy mu Dom wschodzącego słońca Animalsów. Mówi: Dobra.

Mało punkowy to utwór.
Mało punkowy, ale prosty dla nas do wykonania [śmiech]. Żeby tylko dostać się, żeby mieć dostęp do sprzętu. Przede wszystkim do perkusji, bo ja miałem tylko pałeczki plus prywatna stopa, stara jakaś. I tak się zaczęło. Nie pamiętam, dlaczego potem my przyszliśmy do Szkoły Zawodowej. Czy to po prostu nie było tak, że chcieliśmy więcej próbować. Trzeba też dodać, że po czasie doszedł do nas na bas Karol Nowak i dwa koncerty chyba z nami zagrał.

Krzysztof Sendłak [nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 11 X 2015 roku] wspominał, że mieliście próby też w Zespole Szkół Zawodowych.
Chyba tak mogło być. Wydaję mi się, że traktowaliśmy to jako dodatkowe próby, oprócz Kina.
Nasz pierwszy koncert – to jakoś tak się zdarzyło, że zaczęliśmy próbować i zbliżała chyba się Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Rok 1994, 1995? Wtedy zagraliśmy i było spoko. Potem, ze mną w składzie, zagraliśmy jeszcze kilka fajnych koncertów właśnie w Kinie.
Była też możliwość zagrania w Kruszwicy z Dezerterem. Pamiętam to dobrze [śmiech]. Pojechaliśmy do Kruszwicy, do chłopaków z Come & Go. Kowalski Marcin robił nam przesłuchanie. I wypadło wszystko całkiem nieźle, ale przegięliśmy troszeczkę z repertuarem [śmiech]. My zagraliśmy kower chyba Ulicznego Opryszka z tekstem takim dosyć ostrym i chyba to się nie spodobało chłopakom. Oczywiście nie jestem pewien, czy to tak do końca zaważyło, ale moim zdaniem tak mogło być. Tym bardziej, że Dezerter w swoich tekstach porusza rzeczy raczej poważne, a my na przesłuchaniu żeśmy zagrali tego Ulicznego Opryszka i… [śmiech]

Koncepcja koncertu z Dezerterem upadła [śmiech].
Plus był taki, że weszliśmy za darmochę na koncert [śmiech]. Tam do końca była akcja, że: Słuchajcie chłopaki, gracie. My pojechaliśmy do Kruszwicy „posrani w majty” i dowiedzieliśmy się przed koncertem: Chłopaki, niestety, ale coś tam. To była masakra.

Tyle Kruszwica. A koncerty w Strzelnie?
To była rewelacja. W pewnym momencie ludzie byli tak „zajarani”, nie tylko nami, ale wszystkimi kapelami ze Strzelna. Schodziłeś ze sceny… Kojarzysz to przejście boczne na scenę?

Z głównego holu, tam teraz jest męska ubikacja.
Wiara tam się ustawiała po jakiś „autografik”, podpis. Dla nas – my mieliśmy wtedy po piętnaście, po szesnaście lat – to był szok. Pamiętam, że wszyscy chcieli przebywać w kanciapach przeznaczonych dla kapel, a tam się też troszkę działo… [śmiech]

Powiedziałeś, że pierwszy raz zagraliście chyba na koncercie zorganizowanym w ramach Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Prawdopodobnie gdyby nie ta ogólnopolska akcja to ta strzeleńska scena rockowa by się tak nie rozwinęła. 
W Strzelnie głównie przez to ruszyło. Bez Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy wiele koncertów by się nie odbyło.

Płody Cywilizacji z tobą w składzie koncertowały tylko w Strzelnie? 
Chyba graliśmy tylko w Strzelnie. Nie wiem, czy nie graliśmy – kojarzy mi się coś, ale to nie jest na sto procent – w Mogilnie, w muszli.

W parku.
W parku. Ale nie chcę „kolorować”, nie jestem pewien.

Członkiem zespołu byłeś do końca jego istnienia?
Nie, nie do końca. Załapałem się jeszcze na poszerzony skład, z Danielem – „Siwy” (gitara) i Tomkiem – „Cielok” (bas). Zagraliśmy razem koncert lub dwa.
Płody Cywilizacji istniały dosyć długo. Chłopaki zagrali w Skulsku na Nadgoplańskim Festiwalu Muzycznym. Tam im super poszło. Ja już tam nie grałem… [chwila zastanowienia] Z dwa i pół roku – trzy lata pewnie z nimi grałem. Jak „łupaliśmy” punka to grałem z chłopakami, a potem to jakoś tak się rozbiegło. Ale cały czas była ta ekipa.

Wiesz o tym, że historia zatoczyła koło – Arek Kubiak pracuje w strzeleńskim Domu Kultury?
A to nie wiedziałem, że pracuje.

Pracuje. I są dzieciaki, które uczą się grać.
Ja pamiętam Kubiaka, taki „rajtek” mały, jeszcze z Łukaszem Pankowskim. Chłopaki grali, mieli swoją młodą punkową ekipę, z moim bratem, naszym basistą Karolem Nowakiem. Arek wykorzystał swój talent, jest wyuczonym muzykiem teraz.

Gra na perkusji w Ivo Partizan na przykład.
No to wszystko jasne. Odpowiedni człowiek na odpowiednim miejscu. Niech do niego przychodzi jak najwięcej dzieciaków, niech uczy, pokazuje. Bo to jest fajna przygoda. Tak jak my teraz mamy co wspominać.
Szkoda, szkoda, jeszcze raz szkoda tych czasów w sensie takim, że może jakby było więcej zaparcia… Chociaż my już wtedy dorastaliśmy, człowiek wyjeżdżał do szkoły…

O tym strzeleńskim muzykowaniu, choć ważnym, bardziej chyba jako o zabawie i sposobie na młodość należy mówić.
Tak, ale niektóre zespoły ze Strzelna grały naprawdę całkiem nieźle. Mogłyby na tamten czas spokojnie wybić się, nie mówię na skalę polską – oczywiście nikomu niczego nie odbieram – ale na taką regionalną.

Ten temat też często powracał w rozmowach. Dlaczego tak się działo, że nie podjęliście działań, żeby szerzej zaistnieć, nie spróbowaliście profesjonalnie zarejestrować swojej muzyki?
No, faktycznie. Wydaje mi się, że chodziło o ten sprzęt. Sprzęt, miejscówka… My trzymaliśmy się tego Kina, tam robiliśmy te próby.
Prawda też jest taka, że my młodzi byliśmy, nikt nami nie pokierował, nie powiedział, że może coś nagrać, poprawić. Myślę, że wraz z upływem czasu zaczęło się też kombinowanie w naszym graniu (mówię tu o wszystkich kapelach), mieszanie stylów i tym podobne. Chyba to było niepotrzebne. Trzeba było grać to z czego człowiek się wywodził i rozwijać umiejętności. Dodatkowo Dom Kultury się już pomału „kończył”. Zaczęły się jakieś blokady dla niektórych na jakieś próbowania w Kinie. I to się pomalutku jakoś tam zakończyło. Pewnie też nie było takiego parcia. Aczkolwiek pewne kwestie, jeżeli chodzi o kapele, się kończyły, ale jednak ta nasza ekipa się trzymała. Po zakończeniu tych – w cudzysłowie – karier muzycznych [śmiech], my non stop jeździliśmy po koncertach, non stop gdzieś się spotykaliśmy.

Była Kolorowa przy ul. Michelsona.
Chłopaki grali w Kolorowej przecież. Kolorowa jak była, tak była – tam były super imprezy. A my jeszcze mieliśmy takie swoje ścieżki wyrobione i krążyliśmy: przystanek [PKS Strzelno przy ul. Kolejowej – przyp. RB]  – „Jordanek” [kiedyś plac zabaw z basenem, dzisiaj pusty plac niedaleko Stadionu Miejskiego – przyp. RB] – mała scena (tak się nazywał w naszej nomenklaturze Amfiteatr [w Parku 750-lecia – przyp. RB]).

Z owego przystanku was pamiętam. Między innymi „Ksywę”, Magdę, dzisiaj Buczkowską.
O dziewczynach trzeba też wspomnieć. Teraz ludzie by się nie spodziewali, kto z nami tam się „bujał”. Emila Marciniak, Magda Pluskota, Karolina Białęcka, Marzena Wiśniewska, Kasia Pilarska. Ta ekipa była szeroka. Trzymaliśmy się dosyć długo. Do tej pory utrzymuję jakiś tam kontakt z większością – jest o czym gadać jak się spotkamy.

Grałeś tylko w Płodach Cywilizacji?
Tak. Były też takie jamowe „pogrywki”, jeszcze do tej pory z chłopakami z Poznania [Przemek od dawna nie mieszka już w Strzelnie – przyp. RB] sobie grywamy przy ogniskach. Ale to jest wszystko tak na luzie, bez żadnej „spinki”.

Bo z miłości do rocka się nie wyrasta [śmiech].
To z człowieka nie wyjdzie – albo byłeś i jesteś, albo nigdy nie traktowałeś tego na poważnie. I im jestem starszy, tym bardziej szanuję tego rock’n’rolla. Może człowiek nie nosi już glanów, długich włosów, irokezów…

Glany nie tak dawno temu sobie kupiłem [śmiech].
[śmiech] Glany zawsze się przydadzą, to fakt. Ja mam swoje stare w szafie schowane i co roku staram się pojechać na jeden większy festiwal. W tamtym roku był Jarocin, w tym roku pewnie pojadę na Woodstock. I pomniejsze koncerty – też kilka razy w roku staram się gdzieś tam „uderzyć”.

Duch w narodzie nie ginie.
Oby nie zginął.

I niech to będzie najlepsza puenta cyklu Złota era rocka w Strzelnie [śmiech].
[śmiech] Super.

(marzec 2016)

***

Właściwie to nie koniec Złotej ery rocka w Strzelnie. Na pewno w prywatnych zbiorach znajdują się jeszcze jakieś zdjęcia, plakaty czy inne pamiątki, nie tylko z tamtych rockowych czasów. Zapiski Muzyczne czekają!
Nie koniec także dlatego, że teraz czas  wszystkie rozmowy zebrać i wydać na papierze. Trzeba tylko znaleźć źródło, z którego będzie można dofinansować ten pomysł.