Inne oblicze hip-hopu

Robert „Żaba” Żuchowski. Strzelneński artysta, znany z duetu PJWNR oraz bliskich rockowi FonoFuzji oraz All Not Done, wydał swoją drugą płytę solową, a pierwszą – tak jak zapowiedział dwa lata temu (Strzelno. „Świetnie spędzony czas” – rozmowa z Robertem Żuchowskim, nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 23 sierpnia 2014 roku) – w tak zwanej formie fizycznej, czyli płyta kompaktowa, opakowanie a dodatkowo również materiały promocyjne. „Żaba”: Plakat i dwie naklejki. Stwierdziłem, że jednak fajnie jest dać coś więcej od siebie niż tylko płytę.


Czytaj dalej Inne oblicze hip-hopu

Jest dobrze, jest dobrze!

IVO PARTIZAN ZABIJ TEN CZAS
2016
MACIEJ „MEC” ADAMSKI – WOKAL, LESZEK DUSZYŃSKI – WOKAL, GITARA, MELODYKA; SŁAWEK RUCIŃSKI – GITARA, KAROL WALKOWSKI – GITARA BASOWA, AREK KUBIAK – PERKUSJA (UTWORY CIĄGLE CZEKAM I KOBIETA ŻUL NAGRANO W SKŁADZIE: LESZEK DUSZYŃSKI – WOKAL, GITARA; SŁAWEK RUCIŃSKI – GITARA, KAROL WALKOWSKI – GITARA BASOWA, MARIUSZ TWARUŻEK – PERKUSJA)
ZABIJ TEN CZAS, TAK WIELU BYŁO NAS, MENGELE, WALC NR 1, PRZEZ MOMENT PRZEZ CHWILĘ, WIERSZ DLA NIEZNAJOMEGO PRZYJACIELA NAPISANY, CIĄGLE CZEKAM, KOBIETA ŻUL, NAŁOGOWY ODWYK, ODEZWIJ SIĘ, JUŻ NIE MYŚLĘ, SZUKAMY

Soczyste i przestrzenne. Nareszcie znane mi utwory Ivo Partizan z lat osiemdziesiątych (Zabij ten czas, Mengele, Walc nr 1) z płyty brzmią tak jak zawsze chciałem, żeby zabrzmiały.
Plus kolejny – na płycie jest Tak wielu było nas. Zaprezentowane w czasie ubiegłorocznego koncertu w Mogilnie wręcz poraziło. Nie tylko dlatego, że po wielu, wielu latach przy mikrofonie stanął pierwszy wokalista grupy – Maciej „Mec” Adamski.
Jest też Szukamy. Piękne zakończenie, w klimacie dawnego Ivo Partizan i zarazem trzeci fragment Zabij Ten Czas z udziałem Macieja Adamskiego. Zgaduję, że to – podobnie jak Tak wielu był nas – jedno z odnalezionych w ubiegłym roku przez Sławka Rucińskiego archiwalnych nagrań zespołu. Tylko zgaduję, bo płyta została wydana w wersji „mniej niż standard”. Kojarzone z gazetowymi dodatkami tekturowe pudełeczko na płytę kompaktową to zdecydowanie za mało jak na tak długo wyczekiwany album!
Zabij Ten Czas potwierdza fakt, że już chyba zawsze będzie podział na twórczość Ivo Partizan sprzed lat trzydziestu – wypełnione smutkiem zimnofalowe granie i to, co muzycy mają do zaproponowania dzisiaj, czyli zadziornie gitarową alternatywę w zdecydowanie bardziej optymistycznych barwach. Bardzo interesującą alternatywę (tylko do utworów Przez moment przez chwilę i Kobieta żul – nie wiadomo dlaczego – zapałałem mniejszą sympatią). Ale przecież panowie już na koncertach udowodnili, że mają do zaproponowania coś więcej niż: To my, graliśmy na „Jarocinie ’85” i „’86”!. Tak, tak, nie pozostało nic innego jak przestać kojarzyć zespół tylko z dołującą muzyką i zacząć unikać schematycznego myślenia: Niemożliwe, okładka płyty Ivo Partizan nie może nie być czarno-biała!.

PS. Czekam na ciebie i Kobieta żul to nagrania, które są już znane z epki RiD (dzisiaj ten zespół można nazwać wstępem do działalności reaktywowanego Ivo Partizan) Edycja Limitowana z 2014 roku. Sympatyczne zaakcentowanie, że perkusistą zespołu jest też Mariusz Twarużek, który obecnie nie może grać ze względów zdrowotnych.

Joy Division. Najlepsze przyjemności?

I.
Zaczęło się prawie ćwierć wieku temu. Przykuwające uwagę, wypełnione czernią strony czasopisma z historią Joy Division wpisały się w czas wypełniony poczuciem beznadziei. Ktoś napisał, że Closer to najsmutniejsze czterdzieści minut w rocku, że ponure i lodowate… Nagła, paląca i niecierpiąca zwłoki potrzeba posiadania tego albumu zmaterializowała się w postaci kasety.
Początkowo mogło się wydawać, że zbyt intensywne aplikowanie sobie jej zawartości nie jest dobrym pomysłem. A jednak było potrzebne. Jak wentyl, którym uchodzi niebezpieczny nadmiar czegoś, co może rozsadzić od środka, poprowadzić w niewłaściwym kierunku. Nie rozsadziło. Dzisiaj już nie trzeba niczego uwalniać. „Niekolorowe” widzenie świata chyba od zawsze było częścią kodu DNA, nie męczy oczu i nie drażni zmysłów.

II.
Minęło prawie ćwierć wieku. Joy Division to jeden z nielicznych Najważniejszych Zespołów Świata. A Iana Curtisa, który 36 lat temu postanowił dalej już nie żyć, odbrązowiły przeczytane książki i obejrzane filmy. Pozostała moc muzycznego przekazu. Moc, którą trudno opisać słowami. Bez znaczenia czy z głośników atakuje punk, czy też koi podróż po skutej lodem krainie.

III.
Od prawie ćwierć wieku zaczerpnięte z Unknown Pleasures białe na czarnym jest podstawowym i jedynym w pełni akceptowanym połączeniem kolorów. Jest znakiem rozpoznawczym. I choć na okładce zamieszczona została ilustracja zapisu pierwszego odkrytego pulsara, a nie krzyku umierającej gwiazdy, to przód koperty owych Nieznanych Przyjemności niezmiennie pobudza wyobraźnię…
Inaczej było z muzyką. Album zawsze trochę odstawał od Closer. Na minus. Ale kiedy w ubiegłym roku rozpoczął się mozolny proces typowania dziesięciu najlepszych utworów zespołu, okazało się, że trudno z Unknown Pleasures „wyłuskać” coś szczególnie pięknego. Bo to – niezaprzeczalnie – dzieło genialne. I niesłusznie dotąd w pełni niedoceniane.

IV.
To już prawie ćwierć wieku, a żar nie przygasł. Closer, Unknown Pleasures, a potem także Still i Substance. Wybrać te dziesięć najlepszych utworów? Nie-mo-żli-we! Pięć było trudno. Decades, Ice age, Heart and soul, The sound of music? Disorder, Failures, Insight? A może Sister Ray z repertuaru także ulubionego The Velvet Underground? New dawn fades? Ale przecież zamieszczona na albumie Warszawa. Tribute to Joy Division wersja Jolanty Kossakowskiej robi jeszcze większe wrażenie…

V.
1. The Eternal
2. Atmosphere
3. Transmission
4. She’s lost control
5. Love will tear us apart.
Więcej podejść nie będzie. Amen.

***

Artykuł został opublikowany w jednodniówce Nowy Horyzont. Hałas niszczy zdrowie z 16 czerwca 2016 roku (strona 55).

Kolberg, Kujawy, Anonim tak zwany Gall i… raper Tau

Obecność na zorganizowanym w sobotę 11 czerwca (w ramach kolejnej edycji Norbertańskich Dni Młodych) koncercie inowrocławsko-strzelneńskiej Poturby oraz zespołu ludowego Kruszowianki z Kruszy Duchownej – obowiązkowa. Między innymi ze względu na miejsce.
W rotundzie św. Prokopa muzyka i śpiew zawsze brzmiały szczególnie przyjaźnie dla ucha, ale po niedawnym odrestaurowaniu wnętrza tego kościoła po prostu nie można nie chodzić na organizowane tam koncerty. Damian Rybak (przewodnik i człowiek zaangażowany w przygotowanie Norbertańskich Dni Młodych): Akustyka tej świątyni (nie wiem, czy mieliście okazję wcześniej tutaj coś chociażby zanucić, bo kolega Piotr [Barczak] to wielokrotnie) po odrestaurowaniu tych ścian, uzupełnieniu braków w fugach – to wszystko poprawiło się jeszcze bardziej, wiec ta akustyka w średniowieczu musiała być tutaj jeszcze bardziej rewelacyjna […]. Wielu muzyków – artystów, szczególnie jeśli chodzi o muzykę dawną, którzy tutaj docierają, zwiedzając te strzeleńskie świątynie, mówi że jest tak niesamowicie, że akustyka jest lepsza niż w niejednym studiu nagraniowym.
Zachęcam wszystkich do tego, żeby następnym razem nie zmarnowali okazji!
Sobotni koncert miał trzy odsłony: Poturba solo, Kruszowianki solo, a w części drugiej połączone siły tria i pań w strojach ludowych. Większość zaprezentowanego tego dnia repertuaru została zaczerpnięta z części dzieła Kolberga poświęconego Kujawom (na przykład Legenda i Całkiem w moim życiu). Świetnie wypadły też „niekolbergowskie” Pytom ci się kalineczko (utwór zarejestrowany przez jednego z polskich badaczy folkloru kujawskiego na początku lat pięćdziesiątych XX wieku), wykonywane przez Piotra Barczaka już ponad 20 lat temu wraz z folk-rockowym strzelneńskim Do Widzenia Nie wygoniej owczaryszku (Piotr Barczak: Pieśń, która jest znana na całych Kujawach, a my tu zaprezentujemy wersję z niedalekiego Rzadkwina. Oczywiście poprzerabianą […]), a także napisana specjalnie dla obu zespołów (z okazji przypadającej w tym roku rocznicy przyjęcia przez Mieszka I chrztu) Pieśń Galla Anonima do słów tytułowego Anonima tak zwanego Galla.
Warto się zainteresować tym, co mają do zaproponowania słuchaczom Poturba (w sobotę w składzie: Mirosław Marczyński – kontrabas, Andrzej Kortas – klarnet i śpiew, Piotr Barczak – puzon, klawisze i śpiew) wraz z Kruszowiankami. Bo to niebanalne połączenie grupy grającej folk i zespołu ludowego z piętnastoletnim stażem scenicznym mające wspólny mianownik – Oskar Kolberg i Kujawy. I proszę tego mianownika nie kojarzyć wyłącznie z muzyką łatwą, skoczną i wesołą. I jeszcze jedno. Współpraca Poturby i Kruszowianek od początku przynosiła bardzo dobre efekty – w sobotę udowodnili, że może być jeszcze lepiej. Brawo!


Piotr Barczak: „Musi teraz – niestety - nastąpić ingerencja instrumentalna w te piękne śpiewy”
Piotr Barczak: „Musi teraz – niestety – nastąpić ingerencja instrumentalna w te piękne śpiewy”

 

Piotr Barczak: „Jak państwo widzą występujemy tu kompletnie bez wspomożenia żadnego z instrumentów elektronicznych czy w ogóle przekaźników dźwięku, mikrofonów czy czegoś takiego. Jedynym, co nas łączy z cywilizacją XX wieku czy XXI jest ten kabel”

 

Piotr Barczak (o utworze „Pieśń Galla Anonima”): „Do ostatniej chwili trwały próby. Pewne rzeczy musimy jeszcze tutaj dograć”
Piotr Barczak (o utworze „Pieśń Galla Anonima”): „Do ostatniej chwili trwały próby. Pewne rzeczy musimy jeszcze tutaj dograć”

 

PS. Na koncercie Tau nie planowałem być. Stało się inaczej za sprawą osób, które w tym czasie znajdowały się pod moją opieką. Nie wiem, co było gorsze – Dni Strzelna 2008 z koncertem Formacji Nieżywych Schabuff, który z powodu trudności technicznych został odwołany na chwilę przed planowanym rozpoczęciem, czy też bycie świadkiem tego, co na zakończenie tegorocznych Norbertańskich Dni Młodych działo się na placu św. Wojciecha. Występ Tau okazał się czymś w rodzaju rekolekcji dla młodzieży – czas wypełnił nudnawy monolog, przerywany krótkimi wypowiedziami towarzyszących raperowi dwóch młodych ludzi oraz spoglądaniem Gwiazdy wieczoru na zegarek (nie podejmuję się odpowiedzi na pytanie: w jakim celu?). Zastrzegam, że przed wejściem na Wzgórze św. Wojciecha, które w tym roku „robiło” za scenę, dotarłem o godzinie 21.00 – być może wcześniej działo się tam coś zupełnie innego.

Daleka podróż w nieznane…

Lata mijają, a potrzeba dalekiej podróży w nieznane niezmiennie przychodzi wraz z ciepłym, późnym wieczorem i świerszczem, który gdzieś w trawie po drugiej stronie ulicy wysyła światu komunikat: Jestem, żyję!. Przez otwarte okno patrzysz na zasypiający świat. Na niebie żółta tarcza księżyca – niby oklepany motyw, a jednak robi wrażenie. W oddali samochody pojedynczo spieszą gdzieś w świat. Słyszysz też nadjeżdżający pociąg. Jego stuk-stuk, stuk-stuk, stuk-stuk… – jak powtarzane w kółko Hare Kryszna Hare Kryszna / Hare Kryszna Hare Hare albo kolejne dziesiątki „Zdrowasiek” – wprawia cię w ten niepowtarzalny, błogi stan. Nie, nie, nic z tych rzeczy – trzeźwy umysł to podstawa, jesteś tylko trochę zmęczony. Ale gotowy! Jeszcze tylko muzyka…
Nie samochód i nie motor – wsiadasz do pociągu. Nie wiadomo dlaczego w tę podróż zawsze wybierasz się pociągiem. Wysłużonym, niepachnącym, z miniaturowymi, najczęściej uszkodzonymi koszami na śmieci pod oknem i tymi małymi świetlówkami, które w czasach permanentnie pustych półek sklepowych stanowiły smakowity kąsek dla hodowców rybek akwariowych, którzy sami budowali sobie oświetlenie swoich pokojowych zbiorników wodnych.
Stuk-stuk, stuk-stuk… Hare Hare, Hare Hare… W oknie, którego nie można otworzyć, bo nie masz siły odblokować tego cholernego zatrzasku najczęściej widzisz swoje odbicie. Wyjątek stanowią najpierw majaczące gdzieś w oddali, a później wypełniające widok, światła nieznanych ci miast albo przybrudzone okna zapyziałych prowincjonalnych dworców kolejowych, które lata świetności dawno mają już za sobą.
Stuk-stuk, stuk-stuk… Zdrowaś Maryjo, łaski pełnałaski pełnaPan z TobąPan z Tobą…. Za tobą kolejne kilometry. Gasisz światło – widzisz noc. Każda minuta pieści twoje wnętrzności, dusza tapla się w bezgranicznym oceanie… Właściwie czego? Wolności? Spokoju? A może mroku skrywającego wszystko to, czego widzieć byś nie chciał albo o czym chciałbyś zapomnieć? Tak, rzeczywistość poukładana według twoich reguł… Zaraz, zaraz! Kto idzie?! Dlaczego chłód poranka wdziera się do płuc?!
Otwierasz oczy – wszystko jasne! Ludzie maszerują do sklepu. Kiedyś w koszyku dzwoniły butelki po mleku, dzisiaj to najczęściej szelest miętolonej w ręku reklamówki. Jest godzina 6 rano. Dzięki funkcji repeat odtwarzacz nadal katuje płytę kompaktową. Na stoliku – pudełko. Tym razem Vangelis i jego 1492 – Conquest Of Paradise. Ale to mógłby też być Roger Waters i jego Amused To Death, SBB ze swoją Pamięcią… I tak dalej, i tak dalej. Bo każdy z nas ma choćby jedną taką płytę – swoją daleką podróż w nieznane…