„Strange Days”

Gdybym miał wskazać album, który najlepiej oddaje ducha ery dzieci zwanych „kwiatami”, to byłby to Strange Days. Każda z jego części składowych – począwszy od tytułu, poprzez okładkę i teksty, a na muzyce kończąc – wręcz idealnie wpasowuje się w ramy określające obszar psychodelii. Co prawda, muzycznie druga odsłona dyskografii The Doors początkowo może sprawiać wrażenie dzieła mającego niewiele wspólnego z twórczością napędzaną narkotykami, to jednak wraz z upływem czasu okaże się, że Strange Days jest piękną ilustracją zwariowanego świata drugiej połowy lat sześćdziesiątych dwudziestego wieku.