Najarany, zmiażdżony i wniebowzięty

NIRVANA LIVE AT READING (2009, GEFFEN RECORDS)

Najarany. Po Prawdziwej historii czuję się jak ten nastolatek, co to paradował dumnie w koszulce z okładką Nevermind na przedzie.
Zmiażdżony. Zapamiętałem, że album From the Muddy Banks of the Wishkah nie był porywający. Ale dzisiaj ELEKTRYCZNYCH KONCERTÓW NIRVANY – UNIKAĆ! to już nieprawda. Usiąść wygodnie w fotelu? [w rękopisie – kilka niecenzuralnych słów].
Wniebowzięty. Po prostu wniebowzięty. Ponad 78 najkrótszych na świecie minut, Complete set-list, 30 sierpnia 1992 roku. Panowie dziennikarze, mieliście rację – tego dnia byli w kapitalnej formie!

„Nirvana. Prawdziwa historia”

Everett True: Nirvana. Prawdziwa historia (In Rock, Czerwonak 2014)

Everett True (dziennikarz muzyczny) nie pozwala czytelnikowi zapomnieć o fakcie, że był jedną z osób z bliskiego otoczenia Nirvany, w szczególności Courtney Love i Kurta Cobaina, a zamieszczone w książce wątki autobiograficzne i przedstawianie siebie jako dorównującego topowym muzykom rockowym „załoganta”, po prostu wkurzały. Do strony 539: Kurt był akurat najsłynniejszym z moich przyjaciół-samobójców. Najtrudniej było go opłakiwać. […] Dodatkowo dręczyła mnie dwuznaczność mojej roli, jako przedstawiciela podglądackiej prasy rockowej. Czy w jakiś sposób przyłożyłem rękę do śmierci Kurta? Może przyjaźniłem się z nim tylko po to, by móc świecić jego odbitym blaskiem i zdobyć choć namiastkę sławy, o której zawsze marzyłem. W tym momencie autor Nirvana The True Story (tytuł oryginału) zyskał moją sympatię, a jedyny minus tej biografii stracił na znaczeniu.
Prawdziwa historia albo The True Story. Nieważne. Książka uświadomiła mi, że żarliwe uczucie, jakim obdarzyłem Nirvanę ponad ćwierć wieku temu – nie osłabło. A może osłabło, a ta książka rozpaliła je na nowo? To też nie ma znaczenia. Po latach znowu zacząłem odkrywać piękno ich muzyki, znowu zaczęły się liczyć nie tylko Unplugged in New York oraz punkowa części Incesticide.
W całej tej historii wkurza mnie jeszcze jedno – dzieło Everetta True kupiłem ze dwa lata temu, a przeczytałem dopiero teraz…

„Różni w swoich wyborach”

Rozmowa z Wojciechem „Pająkiem” Krzyżanowskim, basistą inowrocławskiego zespołu CORR.

***

W styczniu 2015 roku na stronie nowyhoryzont.blog.pl (Inowrocław. Wojciech „Pająk” Krzyżanowski o zespołach Defekacja i Betsaida, wpis z 25 stycznia 2015 roku) opublikowałem twoje wspomnienia na temat zespołów Defekacja i Betsaida, które zakończyłeś słowami: Wilka zawsze ciągnie do lasu, jaki on by nie był, ten las. Tak, powróciliśmy do grania, to znaczy z bratem Maciejem i kolegą „Ignatz’em” pogrywamy sobie w trójkę. W chwili obecnej szukamy osoby do śpiewania. To był początek grupy CORR?
Dokładnie tak. To był początek grupy CORR. Krzysztof „Ignatz” Ignaczak, Maciej „Yoga” Krzyżanowski [kolejno: perkusja, gitara – przyp. RB] i ja. Czytaj dalej „Różni w swoich wyborach”

Zespół

Są związani z Miejsko-Gminnym Ośrodkiem Kultury i Rekreacji w Strzelnie. Jeszcze się nie nazwali, choć na próbie spotkali się już na początku ubiegłego roku, a intensywnie zaczęli grać przed swoim jedynym jak dotąd koncertem (Dni Strzelna).
W repertuarze utwory Dżemu, Erica Claptona, Kings of Leon, Power of Trinity oraz Dorosłe dzieci Turbo, od którego zaczęli wspólne granie. Arek: Adaś przyszedł na pierwszą próbę, szukaliśmy numerów. W biurze osłuchałem Turbo i mówię: „O, to jest numer dla Adasia”. On fajnie śpiewa, ma fajną barwę głosu.
Kompozycje własne? Adam: Na pewno będę coś robił w tym kierunku.
A zaczęło się tak:
Adam: Pewnego dnia przyszedłem do Arka [do Domu Kultury, miejsca pracy gitarzysty – przyp. RB]. I tak powstał zespół.
Bartek: Właściwie zespół już był [śmiech].
Arek: Przyszedłeś i powiedziałeś, że grasz na klawiszach i chcesz pograć muzykę bluesową. Mówię, że mam basistę, mam bębniarza, ja też mogę pograć na gitarze. No i umówiliśmy się na pierwszą próbę.
Po pewnym czasie zawiesili działalność z powodu wyjazdu basisty. Bartek: Teraz próbujemy ruszyć od nowa. Na ósmy dzień lutego 2017 roku w składzie: Adam Szymański (śpiew), Arkadiusz Kubiak (gitara), Bartłomiej Kubiak (bas), Krzysztof Wrzesiński (perkusja).


Od lewej: Arkadiusz Kubiak, Adam Szymański, Bartłomiej Kubiak. Tego dnia z Krzysztofem Wrzesińskim nie było mi dane się spotkać

„W splątanym gaju rąk i nóg”

Katarzyna Jacuk (śpiew) i Nikodem Jacuk (gitara akustyczna). Ponad Chmurami. Nazwa duetu, który wystąpił dzisiaj w czytelni strzelneńskiej Miejskiej Biblioteki Publicznej i zarazem miejsce, do którego (zapewne) większość z kilkudziesięcioosobowej publiczności „zaprowadziły” pieśni o – jak je od pewnego momentu zaczął żartobliwie określać Nikodem Jacuk – „niespełnionej miłości”.



Kompozycje własne oraz utwory z repertuaru Bułata Okudżawy, Leonarda Cohena („Taniec” i „Alleluja”), Seweryna Krajewskiego (Kołysanka dla okruszka) i duetu Maryla Rodowicz / Marek Grechuta (Gaj). Wszystko, na zgrabnie zaiprowizowanej i oświetlonej scenie (zasługa Jacka Łuczaka), trwało tyle, ile trwać powinno – dłuższe granie mogłoby zacząć nużyć swą nastrojową monotonią.



A w związku z tym, że dzisiejszego popołudnia w czytelni było ciasno…

***

Kiedy przechodzę obok siedziby Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego w Strzelnie to spoglądam w stronę budynku z szaletem miejskim w części piwnicznej i zastanawiam się, czy dałoby radę przebudować go na potrzeby tak zwanej „Kultury”? Kiedyś pojawiła się koncepcja stworzenia w tym miejscu muzeum poświęconego Michelsonowi. Nic z tego nie wyszło, co nie znaczy, że miejsce przestało mnie kusić. Skoro czytelnia Miejskiej Biblioteki Publicznej przestaje mieścić uczestników różnych spotkań, organizowanych wspólnie przez PTTK i wspomnianą Bibliotekę, a nie-kameralność dawnej sali kinowej w Domu Kultury odbiera urok podobnym przedsięwzięciom, to może warto stworzyć coś pośredniego?
Taras, który dzisiaj służy tylko młodzieży czekającej na zakończenie mszy świętej albo przesiadującej tam późnymi wieczorami – do likwidacji. W środku dwa pomieszczenia – główne plus małe zaplecze (łącznie około 100 m²). Całość dostosowana do użytku zgodnie z odpowiednimi standardami (co nie znaczy – na bogato). W zarządzie Miejskiej Biblioteki Publicznej, Domu Kultury lub – na przykład – organizacji pozarządowych jako Dom stowarzyszeń?