„Różni w swoich wyborach”

Rozmowa z Wojciechem „Pająkiem” Krzyżanowskim, basistą inowrocławskiego zespołu CORR.

***

W styczniu 2015 roku na stronie nowyhoryzont.blog.pl (Inowrocław. Wojciech „Pająk” Krzyżanowski o zespołach Defekacja i Betsaida, wpis z 25 stycznia 2015 roku) opublikowałem twoje wspomnienia na temat zespołów Defekacja i Betsaida, które zakończyłeś słowami: Wilka zawsze ciągnie do lasu, jaki on by nie był, ten las. Tak, powróciliśmy do grania, to znaczy z bratem Maciejem i kolegą „Ignatz’em” pogrywamy sobie w trójkę. W chwili obecnej szukamy osoby do śpiewania. To był początek grupy CORR?
Dokładnie tak. To był początek grupy CORR. Krzysztof „Ignatz” Ignaczak, Maciej „Yoga” Krzyżanowski [kolejno: perkusja, gitara – przyp. RB] i ja.

Jak trafiliście na wokalistkę, Kasię Osuch?
Pewnego razu szedłem sobie deptakiem w centrum miasta i zobaczyłem taką bidulkę stojącą w kącie kamienicy z napisem na transparencie: wokalistka podejmie współpracę z zespołem, no to zabrałem to zmarznięte dziewczę i się zaczęło.
Oczywiście to żart. Kasia to znana i utalentowana wokalistka. Nie było łatwo ją namówić do współpracy, ale udało się. Duża w tym zasługa moich znajomych: Agnieszki Hejenkowskiej-Marek i Romana Kieszkowskiego.
Nawiązałem kontakt z Kasią poprzez Facebooka, zaproponowałem jej, aby spotkała się z nami i obdarzyła nas swoim talentem. Spróbowała, zaiskrzyło, no i jest! Super, że tak się stało.

Do składu dołączył też drugi gitarzysta. Dzisiaj jest to Kuba Wilento-Pióro. Wcześniej grał z wami jednak ktoś inny.
Tak. Przez pewien czas mieliśmy zaszczyt gościć w naszych szeregach super gitarzystę, super człowieka i super kumpla w jednym – Sławka „Superka” Superczyńskiego. Wniósł on nam wiele nowej energii, kunsztu i humoru.
Kuba jest młodszy od Sławka o ponad 20 lat. Różnica spora, jeśli chodzi o wiek, natomiast muszę to otwarcie powiedzieć, że rośnie nam kolejny, wybitny gitarzysta. Diament, który trzeba jeszcze oszlifować, ale to tylko kwestia czasu, kiedy zobaczymy na naszej scenie wirtuoza gitary. Jeśli będzie cały czas poświęcał się grze na tym instrumencie tak jak teraz, i będzie tak pracowity jak do tej pory – to jest to pewne.
Kuba ma dopiero 16 lat, i gra na gitarze jakby się z nią od kołyski bawił. Wlewa w nas swój optymizm, zmusza do działania. Dobrze, że z nami jest – jego energia, młodość, na nas przyprószonych już panów, działa jak suplement diety – wspomaga!

CORR. Nazwa przywołuje skojarzenia z muzyką metalową. A tu niespodzianka – w waszym graniu słychać też zimną falę, punk rock, reggae…
Geneza nazwy wywodzi się z języka łacińskiego – „COR” to znaczy serce. Serce, które chcielibyśmy dać innym, słuchającym nas przede wszystkim.
Bardzo długo zastanawialiśmy się nad nazwą zespołu. Padały różne propozycje. Lepsze, gorsze, ale żadne nie mogły pogodzić wszystkich pięciorga członków (w tym jedna kobieta!). Pewnego dnia, jakby olśnienie spadło na umysły nasze i padło na COR. Świetnie! W końcu wszyscy zaakceptowali!
W dzisiejszych czasach, kiedy mamy do dyspozycji globalną sieć i szukamy, sprawdzamy, porównujemy, nie jest łatwo wymyślić oryginalną nazwę dla zespołu, która nie jest w obiegu. Okazuje się, że nawet banalne, nikomu nieznane nazwy już są. W naszym przypadku było podobnie. Nie wiedzieć czemu, „wyguglowany” COR nie pojawił się. Kiedy już zaakceptowaliśmy tę nazwę, zarejestrowaliśmy, to okazało się, że już istnieje zespół o takiej nazwie. Dołożyliśmy zatem jedno „R”, które podkreśla słowo COR, nadaje mu większego wyrazu, większej siły.
Logo (serce) zostało, ale teraz przynajmniej możemy nazwę tę interpretować na wiele sposobów, nazwa zyskała wiele znaczeń. CORR w różnych językach znaczy, na przykład: hej!, trend, umowa, nieparzysty, więcej, rdzeń. Jeśli zatem złączymy to razem, możemy uzyskać poważy przekaz.

Skąd ten eklektyzm w waszej twórczości?
Super! Zadając to pytanie zauważyłeś, że można doszukać się w naszej muzyce kilku gatunków muzycznych. To dobrze. O to nam tak naprawdę chodziło od samego początku, aby nie zamykać się w jednej szufladzie. Każdy z nas słucha innej muzyki, inne ma preferencje i to słychać. Jest mocne, hard/corowe uderzenie, jest psychodeliczna nuta, punkowo-nowofalowe melodie, reggae’owe wibracje, bo tacy jesteśmy. Różni w swoich wyborach.

Różni w swoich wyborach, a całość spina Kasia wokalem, przywołującym skojarzenia z Anją Orthodox.
Bardzo dziękuję za to skojarzenie. Schlebia mi to bardzo. Słyszałem to już wcześniej, czyli pewnie tak jest. Zresztą Anja Orthodox na ostatnim koncercie we Włocławku sama to powiedziała (wskazując na Kasię), że rośnie jej konkurencja.
To dobrze. Gdzieś musimy wypośrodkować te swoje emocje. W głowach mamy niezły koktajl. I jeśli wychodzi z tego muzyka, która może być porównywana z najlepszym zespołem w Polsce z gatunku Gothic Rock, to super! Mówi się, że już wszystko zostało w muzyce zagrane, zrobione i ciężko dzisiaj nie zostać porównanym z jakimś bandem, który wcześniej powstał. Zwłaszcza dotyczy to młodych kapel, które są na początku swoich dróg i cały czas szukają swojego oryginalnego brzmienia.
Tak, Kasia jest bezapelacyjnie tym brylantem, który jak mówisz spina to wszystko na samym końcu swoim subtelnym głosem.

Waszą muzykę doceniła już publiczność na X Chełmińskim Przeglądzie Kapel Rockowych Amatorock 2016 oraz słuchacze Studenckiej Rozgłośni Radiowej Radio Sygnały. A Kasia została wyróżniona na V Brodnickim Przeglądzie Zespołów Muzycznych Open Music 2016. Takie sukcesy zapewne cieszą i motywują do działania.
Oczywiście, bardzo nas to cieszy i daje potężnego kopa do dalszego działania. Do tego, aby spotkać się po raz kolejny na próbie i dać z siebie wszystko, aby wyszło jak najlepiej, żeby podczas kolejnego występu nie zawieść publiczności. W Brodnicy nasza Kasia została najlepszym wokalistą przeglądu.

Na stronie corr.muzzo.pl można znaleźć pięć waszych kompozycji. Kiedy kolejne efekty muzycznej aktywności grupy CORR? I czy planujecie wydać płytę?
W chwili obecnej realizujemy nagrania naszych trzech kolejnych utworów. Są to nowsze wersje kawałków znanych już z koncertów.
Te wcześniejsze, nagrane jeszcze ze Sławkiem z przyczyn technicznych nie są najlepszej jakości. I oczywiście w związku z tym myślimy o nagraniu materiału na płytę. Wszystko w miarę możliwości. Niebawem będziemy mogli usłyszeć kolejne odsłony zespołu CORR, na przykład na wspomnianym muzzo.pl.

Spytałem o płytę, ponieważ wasza muzyka w wydaniu studyjnym jest bardziej klimatyczna, co bardzo mi się podoba. Koncertowo częściej jesteście bliżej metalu (oceniam po materiałach zamieszczonych w Internecie – osobiście nie byłem na żadnym z waszych koncertów).
Tak, masz rację. Na koncertach jest ta energia uwydatniona ze zdwojoną siłą. W większości to pewnie zasługa naszego perkusisty „Ignatz’a”, który wali w bębny jak mało kto i ciągnie nas w otchłań swoich metalowych czeluści. Są emocje, jest moc! W studio natomiast jesteśmy bardziej wyciszeni. Klimat, o którym wspominasz, udziela się wtedy nam wszystkim. Jeśli podoba ci się zaproponowany przez nas nastrój, zapraszam cię (już wkrótce) do zapoznania się z naszymi nowymi nagraniami. Polecam w szczególności utwór Amanda.

Proces twórczy. W tym względzie panuje u was demokracja czy jest ktoś, kto przynosi na próbę więcej materiału niż pozostali?
Jeśli chodzi o muzykę, to są to w szczególności zamysły, projekty braci. Wymieniamy się z „Yogą”, ja zaproponuję coś bardziej mocniejszego, „na ostro” (Punks Not Dead), on z kolei coś klimatycznego, bardziej subtelnego. Czasami połączymy te dwie ścieżki i wyjdziemy na szeroką drogę, jak na przykład w utworach Kłamca czy Pragnę. Ale efekt końcowy zawsze ustala cały zespół, jest to praca wspólna, każdy jest zaangażowany w tworzenie utworu. Teksty natomiast są wyłącznie twórczością Kasi.

Za wami wspomniane koncerty w Chełmnie i Brodnicy, graliście także w Inowrocławiu i Łabiszynie. A co przed wami?
Już dzisiaj mogę oficjalnie zaprosić wszystkich na dużą, plenerową imprezę w Inowrocławiu, na której zagramy. Wystąpimy 1 lipca w ramach XIII edycji Zlotu Motocyklowego Na Soli. Dalsze rozmowy dotyczące kolejnych koncertów plenerowych są w trakcie. Myślę, że z początkiem lata odpalimy lont, wystrzelimy z tej armaty i niejedną kulą przeszyjemy serca naszych hardCORRowych fanów.
Jeśli chodzi o mniejsze, kameralne imprezy, będziemy informować na bieżąco.

Kiedyś wspomniałeś mi, że chciałbyś zrobić festiwal. Możesz zdradzić coś więcej na ten temat?
Ech, załadowałeś ostrą amunicję. Jest to bardzo trudny temat. Owszem, taki pomysł cały czas chodzi nie tylko mi po głowie. Są bowiem ludzie w naszym mieście, którzy chcieliby robić tego typu przedsięwzięcia, zmieniać, ingerować, działać. Pozwolę sobie w tym momencie wymienić kilka nazwisk (i przy okazji tym ludziom podziękować): Krzysztof Loks, Jarek Hejenkowski, Krystian Szczepański, Filip „Osa” Ossowski, Krzysztof „Dracula” Pałasz.
Słowo „festiwal” kojarzy się z wielką imprezą. A ja mam na myśli zorganizowanie czegoś w rodzaju cyklicznych przeglądów amatorskich zespołów rockowych, grających często dla swoich kolegów i znajomych. Szkoda, że takie miasto jak Inowrocław nie posiada żadnego klubu, miejsca, które bez problemów zorganizowałoby tego typu imprezę. Niestety, po likwidacji inowrocławskiego Baru PRL jeszcze bardziej zwiększył się problem możliwości występu młodych, niezależnych zespołów w naszym regionie. Wielka szkoda!

Brak zaplecza, o którym mówisz, to problem nie tylko Inowrocławia.
Na koniec ponownie Defekacja i Betsaida. Te zespoły istniały w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych. Teraz jest rok 2017, a ty jesteś członkiem grupy CORR. Co się zmieniło w – nazwijmy to – „uprawianiu rocka” na przestrzeni ostatniego ćwierćwiecza?
Zmieniło się dużo. Przede wszystkim mam na myśli stronę techniczną, pomijam tu fakt jakości sprzętu i jego dostępności, bo to jest przepaść. Dzisiaj każdy koncert możesz jako powtórkę obejrzeć sobie na Youtube, i spróbuj zagrać źle, nierówno, nic tobie nie wybaczą.
Widzę, że tendencja zmienia się i coraz więcej ludzi zaczyna grać, robić coś, bawić się w zespół. Możliwości są bez porównania większe niż kiedyś. Często wracają do grania starzy załoganci, którzy mieli chwilę przerwy na pracę, karierę, dzieci.
Natomiast, jeśli chodzi o granie koncertów, to jest już problem – tutaj odwróciły się bieguny. Kiedyś sale klubów wypełnione były po brzegi, dzisiaj jest różnie. Mniej osób chodzi na koncerty, młodzi ludzie i tak obejrzą to na Youtube. A gramy przecież dla ludzi (dobra, dla siebie też trochę, ale przede wszystkim dla publiczności). Dobrze zagranego koncertu nie można prawie z niczym porównać. Niektórzy muzycy twierdzą, że dobry seks przy tym to jak ratlerek przy pit bullu. Zatem, jeśli pytasz o „uprawianie rocka”, to jest kilka spraw, które zmieniły się, ale nie wiem czy na dobre. Ze względu na zaawansowaną technikę, na coraz bardziej wybredne gusta odbiorcy, na ogromną możliwość dotarcia do słuchacza, na ograniczoną możliwość występu dla niego. Dzisiaj odbiorca jest bardziej wyrafinowany, więcej słucha, więcej wymaga. Musisz zatem jako wykonawca dać z siebie o wiele więcej, sięgnąć głęboko do pokładów swoich możliwości. Jednak cały czas, bez względu na minione lata, muzyk, który wychodzi na scenę czuje to samo – satysfakcję, podniecenie, entuzjazm. A basmani furgające nogawki od spodni. I to jest piękne. To uczucie, które przelewasz na instrument, a dalej wprost do ucha stojącego obok sceny widza.

(luty 2017)