AC/DC „The Razors Edge”

Jakiś czas temu kupowałem albumy, które kształtowały mnie muzycznie, a których „wieki” nie słuchałem. Niestety, nie wszystkie lśnią tym samym blaskiem co przed laty. The Razors Edge to nie dotyczy.
Jeżeli mnie pamięć nie myli, to tę wydaną w 1990 roku płytę nabyłem „w ciemno”, ponieważ chciałem posłuchać metalu. W zamian dostałem porcję soczystego, „ejsidisowskiego” ciężkiego rocka (o czym dowiedziałem się trochę później) z takimi „kilerami”, jak Thunderstruck (uwielbiam te pierwsze sekundy z gitarą samotnie świdrującą narząd słuchu), „świątecznym” Mistress for Christmas czy stadionowym Are You Ready.
The Razors Edge to najjaśniejszy punkt w dorobku AC/DC z wokalistą o nazwisku Brian Johnson w składzie – nie nagrali nic lepszego, nie wyłączając Back in Black.
Powyższy pean nie zmienia jednego – wybieram AC/DC z czasów, kiedy przy mikrofonie stał Bon Scott.

Nirvana „Bleach”

Bleach odstaje od reszty. Na minus. Bo choć debiutancka płyta Nirvany najczęściej miała dobre recenzje, a wraz z upływem czasu zbiera jeszcze wyższe noty, to dla mnie od zawsze była najsłabszym ogniwem w studyjnej części dyskografii zespołu. Brak jej tej popowo-punkowej lekkości artystyczno-kasowego przeboju Nevermind oraz kolejnych albumów. A właśnie tym zespół mnie urzekł w roku 1991.
Będę niekonsekwentny. Bleach jest OK. Bo choć to twór wolno i ciężko zagrany, to jednak swoją wartość ma – utwory nie nużą (w szczególności Blew, Floyd the barber, About a girl, Negative creep i Downer), mocarna gra perkusji robi wrażenie, a posmak garażowego (można zastąpić słowami: alternatywa, underground) grania przyjemnie łechce moje poczucie bycia niezależnym.

„10. Polski Top Wszech Czasów”

Głosować można do 28 kwietnia, wyniki – 2 maja w Trójce (szczegóły: lp3.polskieradio.pl).

Oto moje tegoroczne typy:
Armia NIEZWYCIĘŻONY, Big Cyc BALLADA O SMUTNYM SKINIE, Breakout WIELKI OGIEŃ, Brygada Kryzys TO CO CZUJESZ, Chłopcy z Placu Broni KOCHAM WOLNOŚĆ, Daab W MOIM OGRODZIE, De Press BO JO CIE KOCHOM, Dżem SKAZANY NA BLUESA, Happysad ZANIM PÓJDĘ, Hey MIMO WSZYSTKO, Houk TRANSMISSION INTO YOUR HEART, Hurt ZAŁOGA G, Izabela Trojanowska WSZYSTKO CZEGO DZIŚ CHCĘ, Jacek Kleyff HUŚTAWKI, Kult PARADA WSPOMNIEŃ, Lady Pank SZTUKA LATANIA, Lao Che STARE MIASTO, Maanam SZAŁ NIEBIESKICH CIAŁ, Malarze i Żołnierze PO PROSTU PASTELOWE, Marek Grechuta ŚWIECIE NASZ, Maria Peszek SORRY POLSKO, Martyna Jakubowicz KOŁYSANKA DLA MISIAKÓW, Myslovitz TO NIE BYŁ FILM, Paktofonika JESTEM BOGIEM, Pidżama Porno TWOJA GENERACJA, Pustki TCHU MI BRAK, Siekiera MISIOWIE PUSZYŚCI, Skaldowie i Łucja Prus W ŻÓŁTYCH PŁOMIENIACH LIŚCI, Stanisław Soyka TOLERANCJA (NA MIŁY BÓG), Stare Dobre Małżeństwo BIESZCZADZKIE ANIOŁY, T.Love LUCY PHERE, Urszula DMUCHAWCE, LATAWCE, WIATR, Zdrój Jana KIEDY BĘDĘ ŻAŁOWAŁ.

The Stooges „The Stooges”

Kolejne muzyczne odmieńce. Tak jak w przypadku The Velvet Underground, przecierałem oczy ze zdumienia, kiedy po raz pierwszy słuchałem ich debiutanckiego The Stooges: Co?! Rok 1969?. Bardziej przypadli do gustu młodym spod znaku no future. Nic dziwnego – The Stooges to jeden z zespołów, które przecierały punk rockowy szlak. Dyskografię też mają iście punkową.
The Stooges. Producent: John Cale. Osiem utworów, a wśród nich 1969, I wanna be your dog i No fun. Niecałe 35 minut, z czego ponad 10 należy zarezerwować na odstające od reszty We will fall – genialnie transowy i mroczny (i najbliższy temu, co się grało w końcu szóstej dekady wieku XX) fragment tego genialnie szorstkiego albumu.

„Voo Voo. Dzień dobry wieczór”

Piotr Metz: Voo Voo. Dzień dobry wieczór (Wydawnictwo Agora, ART2 Music; Warszawa 2016)

Karnawał, Łobi jabi i Nim stanie się tak jak gdyby nigdy nic nie było z Kasią Nosowską. Dotąd niezrealizowany zamysł zakupu albumu Voo Voo. Przeświadczenie, że Klaus Mitffoch to Janerka i Waglewski. „Afrykański” – niespecjalnie porywający – koncert na Przystanku Woodstock w 1999 lub 2001 roku, Jarocin Festiwal 2012 i występ w gnieźnieńskim Młynie w tym samym roku. Albumy Koncert w Łodzi (jeszcze na kasecie), Tischner. Trebunie-Tutki + Voo Voo-Nootki, Nowa Płyta i Suwałki Blues Festival 2015 – Bielszy Odcień Bluesa. Do tego Koledzy duetu Waglewski – Maleńczuk, Pamiętnik z powstania warszawskiego Mateusza Pospieszalskiego do słów Mirona Białoszewskiego, Kołysz mnie Martyny Jakubowicz i I Ching.
A kolejnym ważnym wydarzeniem w historii tego luźnego, ale wciąż trwającego związku jest książka Metza.
To chyba właśnie Piotr Metz jakiś czas temu powiedział (albo napisał), że książka o Voo Voo temu zespołowi należy się jak psu buda. Sam porozmawiał z obecnymi członkami grupy, czego efektem Voo Voo. Dzień dobry wieczór.
Najwięcej powiedział Waglewski, trochę więcej mógł powiedzieć Pospieszalski. Swoje dodali Bryndal i Martusewicz, przy czym na wyróżnienie zasługuje rozmowa z basistą – przykład potwierdzający tezę, że jak się bardzo chce, to marzenia się spełniają.
Bardzo interesująca lektura. A teraz czekam na papierową biografię zespołu, bo takowa… nam wszystkim należy się jak psu buda.

Miasto Jarocin Festiwal 2017

Podoba mi się formuła tegorocznej edycji festiwalu w Jarocinie. Nazwałbym to próbą nabrania kształtów wyróżniających. Czy to trafna droga – czas pokaże. Ale zapowiedzi dobrze rokują.
To będzie „miejskie święto muzyki”. Kilka scen, do tego tym razem w centrum miasta, a w sąsiedztwie Muzeum Regionalne, Galeria Skarbczyk i – przede wszystkim – Spichlerz Polskiego Rocka, którego oferta była tym, co chyba tak naprawdę w ostatnich latach wyróżniało Jarocin Festiwal (takie wrażenie wywiozłem stamtąd w 2015 roku – rok później na festiwalu nie byłem). Jednym z plusów przeniesienia festiwalu do przestrzeni miejskiej jest więc to, że do Spichlerza nie trzeba będzie już drałować z Maratońskiej. Kolejnym – fakt, że (jeżeli dobrze zapamiętałem), w miejscach ulokowania scen nie ma przestrzeni na scenę dotychczasowej wielkości, więc będzie bardziej kameralnie, co mi bardzo odpowiada.
To zmiany organizacyjne. A artyści? Szczegóły na stronie jarocinfestiwal.pl (wspomnę tylko o tym, że w tym roku zagrają między innymi – personalnie związani z Mogilnem – Lilly Hates Roses). A także w najnowszym numerze Teraz Rocka. To z tego miesięcznika dowiedziałem się o koncertach poświęconych Niemenowi. Grzesiek Kszczotek (Jarocin Festiwal 2017. Jeszcze lepszy, Teraz Rock, 2017, nr 4, strona 12): Ostatni dzień Festiwalu będzie poświęcony Czesławowi Niemenowi. Wiraszko [lider zespołu Muchy, dyrektor festiwalu – przyp. RB]: „W 1987 roku Niemen dał w Jarocinie koncert w związku z płytą »Terra deflorata«, poza tym 50 lat temu ukazał się »Dziwny jest ten świat«. W Jarocinie zabrzmią dwa specjalne koncerty z muzyką Czesława Niemena, będzie też happening, spektakl teatralny, wykłady, słuchowiska i wystawy. Myślę, że pokażemy Niemena ciekawie pod względem artystycznym”.
Cóż, w tym roku w Jarocinie naprawdę warto być.

Płyta winylowa

Pierwsza taka płyta w moim życiu. Nie mam dla niej miejsca na półce, a o tym, że nic nie wskazuje na to, żebym kiedykolwiek miał kupić gramofon – nie wspomnę. Nieważne. W Biedronce nabyłem płytę winylową. Tym samym to, czego nie zrobiłem w roku ubiegłym – udało się zrobić kilka dni temu.


Piotr Barczak: Poturba, Lux Vera, Dixie Team

Siódmego kwietnia minął termin nadsyłania zgłoszeń do XX Konkursu Muzyki Folkowej Polskiego Radia Nowa Tradycja. Konkurs jest integralną częścią festiwalu folkowego o tej samej nazwie. Gdy na portalu polskieradio.pl znalazłem informację o naborze, w głowie zakołatało pytanie: czy Piotr Barczak czegoś nie kombinuje w tym kierunku? Bo Nowa Tradycja kojarzy mi się właśnie z nim – w końcu lat dziewięćdziesiątych,  wraz ze strzelneńskim zespołem Do Widzenia spróbował swoich sił w tym konkursie, a festiwal nierzadko przewija się w muzycznych rozmowach z Piotrem.
Spytałem go o Poturbę, bo ten zespół folkiem stoi. Głównym problem w zespole Poturba są próby, a raczej ich brak. Wiedzieliśmy o naborze do „Nowej Tradycji”, ale brak spotkań, a co za tym idzie wyćwiczenia programu spowodował, że nagrany w Inowrocławiu materiał był dość słabej jakości i zdecydowaliśmy go nie wysyłać. Co zarejestrowali? Nagraliśmy cztery nasze stare opracowania pieśni kujawskich, głównie ze zbiorów Kolberga.
Poturba to Andrzej Kortas i Mirosław Marczyński (obaj z Inowrocławia) oraz Piotr Barczak (Strzelno). Czyli od niezapomnianego koncertu w rotundzie św. Prokopa w Strzelnie sprzed prawie roku, kiedy to wystąpili – nie pierwszy i nie ostatni raz – wspólnie z zespołem ludowym Kruszowianki, nic się nie zmieniło. Plany mamy takie, aby ćwiczyć, bo ostatnio nic razem nie gramy – chcemy nowe utwory zrobić. Planów koncertowych nie ma (chyba że coś wpadnie). Płyta? Na razie nie planujemy, bo materiał wymaga dobrego wyćwiczenia.
Tyle Nowa Tradycja.
Wiadomo, że Poturba to niejedyna grupa z Piotrem Barczakiem w składzie. Skorzystałem więc z okazji i w naszej – prowadzonej za pośrednictwem Internetu – rozmowie pojawił się wątek grup Lux Vera (Strzelno) i Dixie Team (Mogilno).
Z Lux Vera działamy prężniej. Po odejściu Waldka Krystkowiaka na jego miejsce wskoczył Adam Szymański [klawisze – przyp. RB]. Cały czas robimy nowe piosenki do słów księdza Łabińskiego. Może będzie ich tyle, że jakąś płytę będzie można zrobić. Kłopot jest, gdzie tą muzykę grać, bo nie jest ona łatwa i przyjemna (takie wiersze, co zrobić), a jednocześnie nie na tyle awangardowa, żeby na przykład w Mózgu w Bydgoszczy ją zagrać.
O tym, że twórczość grupy nie należy do nurtu „muzyka łatwa i przyjemna”, przekonałem się na koncercie w kościele św. Trójcy w Strzelnie, w październiku 2016 roku (o koncercie tutaj). Nie oznacza to jednak, że grać przestali. W grudniu – z okazji rocznicy stanu wojennego – zagraliśmy koncert z opracowanymi przez zespół utworami patriotycznymi (między innymi Kaczmarski, Pietrzak), a w świątecznym czasie trzy koncerty z naszymi pastorałkami. A jeśli chodzi o plany na przyszłość to w maju może się uda z innymi zespołami (wstępne rozmowy już zostały przeprowadzone) zorganizować koncert pieśni maryjnych z okazji objawień fatimskich. Może to być nawet kilka koncertów w różnych miejscach.
A Dixie Team? Grupa działa, koncertuje, ale… już bez Piotra Barczaka w składzie – na dzisiaj dla niego to rozdział zamknięty. Ale różne rzeczy się w jazzie tradycyjnym zdarzają, bo – na przykład – z Old Dixieland Players też przy końcu lat dziewięćdziesiątych odszedłem, ale około 2010 roku ponownie byłem w składzie tego zespołu.

Katarzyna Osuch: „Jednak śpiewanie – niech gra ktoś inny”

Rozmowa z Katarzyną Osuch, wokalistką grupy CORR z Inowrocławia (corr.com.pl).

***

Kobiety i rock’n’roll nie idą w parze. Rock’n’roll to sprawa typowo męska. To słowa Grabaża z grup Pidżama Porno i Strachy Na Lachy. Co ty na to?
Uważam, że nie [śmiech]. Zdecydowanie – nie! To jest rodzaj muzyki dla każdego, kto zasmakuje tego rock’n’rolla. I to jest chyba niezależnie od płci. Czytaj dalej Katarzyna Osuch: „Jednak śpiewanie – niech gra ktoś inny”