Grupa Niemen „Vol. 1” i „Vol. 2”

Są muzycy, którzy przez cały swój żywot artystyczny nie wychodzą poza określone ramy. Albo wychodzą, ale nadal trzymają się swojej ścieżki. Są też artyści, o których powiedzieć, że przekraczają granice, to mało. Niewątpliwie do tej ostatniej grupy  zaliczyć należy Czesława Niemena. Stawiając obok siebie jego debiut płytowy z 1967 roku pod tytułem Dziwny jest ten świat z wydanymi pięć lat później – jednocześnie – Niemen Vol. 1 i Niemen Vol. 2 (znanymi też jako Requiem dla Van Gogha i Marionetki, a w wersji na jednej płycie kompaktowej – Marionetki), przekonamy się, że te dwa (Vol. 1 i Vol. 2 należy traktować jako jedną, nierozłączną całość) dzieła łączy tylko nazwisko artysty i jego głos.
Dyskografię Niemena zacząłem poznawać właśnie od albumów Dziwny jest ten świat oraz Marionetki (w wersji na płycie kompaktowej z 2007 roku). Pierwszy kupiłem pod wpływem opinii, że to dzieło wybitne oraz dla utworów – tytułowego i Wspomnienie, natomiast drugi, ponieważ Niemenowi, Helmutowi Nadolskiemu i Andrzejowi Przybielskiemu wówczas towarzyszyli Apostolis Anthimos, Jerzy Piotrowski i Józef Skrzek (czyli przyszłe SBB).
Tak naprawdę pierwsza z wymienionych płyt – jako całość – zawsze mnie nudziła, a tytułowy utwór zestarzał się szybciej, niż mógłbym się spodziewać. Inaczej Marionetki – od dziesięciu lat wciąż jest to kilkadziesiąt minut muzyki niełatwej, niekomercyjnej, nieprzewidywalnej i fascynującej zarazem. Ze szczególnym wskazaniem na Nadolskiego, jego kontrabas i utwór Requiem dla Van Gogha.
Na swoje potrzeby zawartość Marionetek nazwałem free rockiem. Przyznać też należy, że na tym albumie mamy przedsmak tego, co w 1974 roku słuchaczom zaoferuje trio SBB.
Czesław Niemen (tekst we wkładce do albumu Marionetki; 2007, Polskie Radio SA): Lata siedemdziesiąte były okresem dalszego „pochodu awangardy”. Ultra nowoczesność muzyki konkretnej przestała szokować, zaczęto więc łączyć przysłowiowy ogień z wodą. Kierunek „postępu” zmierzał do pomieszania gatunków, ucieczki przed dyktatem krytyków-klasyfikatorów. To też i muzyka z mojej szufladki, w poszukiwaniu świeżego powietrza wkrótce umknęła jakiejkolwiek klasyfikacji. Uprawiana przeze mnie podkasana „muzyka niepoważna”, jak nazwał ją Roman Waschko, zaczęła poważnieć w takim tempie, że w połowie wspomnianej dekady wyrżnęła czołowo w ścianę niezrozumienia ze strony wielu dotychczasowych zwolenników mojego papugowania… Zanim jednak to się stało, podszepty znudzonego diabełka „modernsnobizmu”, natłoczyły mi do głowy tyle różnobarwnego szumu, że nastroiłem uszy na wszystko, co w muzyce niespotykane… .

Od niedawna jest dostępna reedycja Vol. 1 i Vol. 2, wydana przez Warner Music Poland. Może to początek, a ja doczekam się wznowienia albumów Strange Is This World (1972) oraz Aerolit (1974)?