Jarocin Festiwal 2017

To już staje się tradycją – kolejny koncert w tym roku, na który miałem się wybrać, ale tak się nie stało. Właściwie koncerty, dużo fajnych koncertów, o czym w tekście Artura Łuczaka, który wyjazd na Jarocin zaplanował i plan ów zrealizował:

Dobiegł końca tegoroczny Jarocin Festiwal. W nowej formie i świeżym spojrzeniu na muzykę pozyskał zwolenników jak i zdecydowanych przeciwników. Jedni starali się mówić o festiwalu, którym żył cały Jarocin (kilka scen usytuowanych w różnych częściach miasta), inni zarzucali tej formule festiwalu zbyt wielką „festynowość” i zatracenie legendy Jarocina sprzed lat. To co pewne i o czym chciałbym mówić to to, co dla Jarocińskiego festiwalu powinno być najważniejsze – czyli MUZYKA.
Motywem przewodnim tegorocznego festiwalu była osoba Czesława Niemena, który przed 30 laty zagrał swój koncert, który przeszedł do historii tegoż festiwalu. Stąd też Pan Czesław uwieczniony na wielkich fotografiach spoglądał na festiwalowiczów z okien kamienicy na rynku, po stawie pływały czarne kapelusze, a koncertem finałowym kończącym tegoroczny „Jarocin” był „projekt: Zalewski / Niemen”.
Zacznijmy jednak od początku. 

14.07, piątek
Festiwal rozpoczął się na jarocińskim rynku, gdzie umieszczona była jedna ze scen, koncertami finalistów Jarocińskich Rytmów Młodych, biorących udział w konkursie (Chorzy, Decadent Fun Club, Lepi.My oraz Sam&Bart). Zróżnicowana muzyka, ciekawe brzmienia i …niestety nikłe zainteresowanie publiczności. Później było już tylko coraz lepiej. Niesamowity koncert Dezertera, który zagrał w całości płytę „Kolaboracja” plus na bis „Spytaj milicjanta (po)licjanta”. Na scenie w parku natomiast zagrała Julia Marcell, przy dźwiękach której publiczność bawiła się doskonale i trzeba przyznać, że zasłużyła sobie na aplauz. Ambitne popowe brzmienie podlane nutą alternatywnych brzmień wprowadzało w zachwyt. Tuż po Julii Marcell, na scenę wkroczył Jono McCleery ze swoim zespołem. To brytyjski songwriter nagrywający do znanej i cenionej wytwórni Ninja Tune. I to było to, co urzekło serca nielicznej niestety publiczności. Liryczno – akustyczne brzmienia, delikatny głos Jono, magiczny świat nazywany często przez poetów „krainą łagodności”. Mała frekwencja podczas występu McCleery’ego mogła wynikać z tego, o czym mówiono często i głośno podczas festiwalu – kilka występów o tym samym czasie, niełatwy wybór – na kogo się wybrać, a co odpuścić. Zapewne wielu uczestników wybrało koncert Krzysztofa Zalewskiego i zespołu Hey na rynku. W parku swoją twórczość prezentowali także Syny oraz Kaliber 44, który zagrał materiał ze swojego debiutanckiego albumu „Księga Tajemnicza. Prolog”. W tym samym czasie, już od godzin późno popołudniowych, scena nad stawem rozbrzmiewała rytmami hip-hopu. Zwieńczeniem pierwszego dnia festiwalu był koncert Fisz Emade Tworzywo. Pomimo późnej godziny (1:20!) teren w parku wypełnił się publicznością. Warto było jednak czekać. Tworzywo to artyści wielcy. Perfekcyjne brzmienie, nietuzinkowe aranże, wyjątkowy klimat oraz debiut sceniczny na jarocińskim festiwalu Wojciecha Bonowicza (!) – poety i dziennikarza związanego z krakowskim środowiskiem „Znaku” i „Tygodnika Powszechnego”.

15.07, sobota
Sobota była podczas festiwalu dniem szczególnym, ponieważ dwukrotnie wybrani, a może właściwie chętni i zainteresowani mieli okazję obcować z legendą jarocińskich festiwali, laureatem nagrody publiczności sprzed ponad 30 lat, bydgoskim zespołem Variete. Wszystko rozpoczęło się od zaproszenia na „Bal czyli wieczór zapoznawczy”. Pod takim bowiem tytułem w Jarocińskim Ośrodku Kultury odbył się spektakl teatralny z muzyką graną na żywo przez zespół Variete. W rolę wcielili się zarówno profesjonalni aktorzy jak i amatorzy – SENIORZY! – mieszkańcy Jarocina. Spektakl wybitny, z tym co najważniejsze, z Katharsis (bynajmniej dla piszącego te słowa). Przedstawienie zakończone owacją na stojąco. Bezgraniczna otwartość i zaangażowanie aktorów – seniorów to coś, co trudno opisać, jak zresztą całość dzieła. Tak! Dzieła.
Po przedstawieniu chwila wytchnienia i dalsza część muzyczna.
Na scenie przy stawie coś dla młodszych jak i starszych fanów muzyki. Projekt Małe Wu Wu. To jarocińscy artyści (dorośli i dzieci), którzy przypomnieli utwory z wyjątkowej płyty nagranej przez zespół Voo Voo z dziećmi, nazwaną właśnie Małe Wu Wu. Świetna zabawa w letnie sobotnie popołudnie! I tak też było i później.
Na rynku sobotnie granie rozpoczął Mitch & Mitch. Żar z nieba, żar połączony z absurdem i humorem ze sceny, tego dokonać mogli TYLKO ONI! I ta niesamowita zabawa muzyką, i ta wspaniała zabawa z publicznością! Wszyscy prosili o więcej! Po występie Mitch & Mitch na scenie pojawiła się Natalia Przybysz z zespołem prezentując materiał  z płyty, która ukaże się we wrześniu. Rock, blues, soul – tym uraczyła nas owa artystka. Na tegorocznym jarocińskim festiwalu zagościł także i jazz. W świat muzyki jazzowej zabrał publiczność Wojtek Mazolewski Quintet. W wywiadzie udzielonym „Gazecie Festiwalowej” zapowiedział: „zagramy tak, że ziemia się zatrzęsie!”. Udało się, potwierdzam. Po występie jazzowej grupy Mazolewskiego, przyszedł czas na dźwięki VOO VOO. To już wiadomo…klasyka. Kilka utworów z ostatniej płyty „7”, a następnie festiwalowe „Nim stanie się tak…”, „Flota Zjednoczonych Sił” i „Łobi Jabi” odegrane wspólnie z formacją Mazolewski Quintet. Czego chcieć więcej? A jednak. Nad stawem prezentowali się tego dnia: Edyta Górecka, Gomor, Lilly Hates Roses (grając płytę „The Queen is Dead” grupy The Smiths), Ted Nemeth oraz Chór Czarownic. Sobotni wieczór to także inauguracja sceny w zabytkowych ruinach kościoła. Alternatywny występ Karoliny Rec występującej pod nazwą Resina to dźwięki wiolonczeli modyfikowanej looperami. Minimalizm i hipnoza, oniryzm i magia. Na scenie w parku przy bardzo dużej frekwencji publiczności bardzo dobry koncert (bo jakże mogłoby być inaczej) zagrało Lao Che z utworem „Wolny Naród” grupy Izrael na finał. Następnie na scenie pojawiła się, ku uciesze publiczności, grupa Happysad, która zagrała utwory ze swojej nowej, jakże innej od poprzednich płyt. Na rynku w tym samym czasie prezentowała się zagraniczna ‘gwiazda’ tegorocznego festiwalu w Jarocinie, grupa Pere Ubu. Po północy na scenie w parku swój jubileusz 25 lat istnienia świętowała grupa Illusion, a w ruinach kościoła pw. św. Ducha zagrało Variete. To nie przypadek, że po raz kolejny w tym dniu. Grupa zaprezentowała bowiem przedpremierowo materiał z nadchodzącej płyty zatytułowanej „Nie wiem”. Dziewięć nowych utworów wzbogaconych brzmieniem saksofonu Kuby Więcka wprowadziło słuchaczy w niezwykły hipnotyczny klimat, kończąc koncert legendarnym utworem „Klaszczę w dłonie”. Na zakończenie sobotniego dnia festiwalu na scenie w parku zaprezentowała się krośnieńska groove death metalowa formacja Decapitated. Ekstremalny death metal na światowym poziomie prezentowany przez tę grupę zgromadził ogromną publikę, która miała okazję wysłuchać utwory z wydanej na kilka dni przed festiwalem płyty „Anticult”. Świetny koncert, który porwał także i tych, którzy nie obcują na co dzień z takimi dźwiękami. Tej nocy miasto dłuuugo nie mogło zasnąć! I dobrze!

16.07, niedziela
W niedzielne południe w ruinach kościoła rozpoczęła się Msza św. podczas której uczestnicy festiwalu modlili się za zmarłych artystów – muzyków. Oprawę muzyczną liturgii uświetnił Józef Skrzek grając na zakończenie mini – koncert z finałowym „Pielgrzymem” Czesława Niemena.
Niedzielne popołudnie to kolejne koncerty. Projekt Dylan.Pl prowadzony przez tłumacza tekstów Boba Dylana na język polski – znanego dziennikarza i tłumacza Filipa Łobodzińskiego. Na scenie nad stawem zagrały formacje: bluesowo – rockowa Karen’s Diet, post punkowo – folkowe Fifidroki, rock – bluesowy Neal Cassady & The Fabulous Ensemble, stoner – rockowy Strain, zaskakujący w swym nieokreślonym artystycznym wyrazie Bajzel, punk – rockowa Poradnia G, post punkowo – zimno falowy Tryp oraz Guma z zespołu Moskwa wraz z Włodzimierzem Kiniorskim pod szyldem Guma i Kanabis.
Laureaci zeszłorocznego festiwalu – Strażacy, rozpoczęli ostatni dzień festiwalu na scenie w parku. Fuzja dobrego rock/rap core’a z niezłymi tekstami. Następni zaprezentowali się zwycięzcy tegorocznego festiwalu Jarocińskich Rytmów Młodych, grupa Decadent Fun Club. Na ‘deser’ pozostał jeszcze rockowy show formacji Organek oraz ponadczasowy i łamiący wszelkie schematy O.S.T.R.  . Pozostała jeszcze niezapomniana uczta, koncert mistrzów – Tomasz Stańko & Enrico Rava. Kto by pomyślał. Jazz na rockowym festiwalu? Jazz na wielkiej scenie? Jazz dla tłumów pod sceną? Jazz dla fanów rocka, bluesa, punka, metalu, reggae czy hip – hopu? Jazzowi ‘czarodzieje’ Stańko & Rava dali radę. Więcej, oczarowali wszystkich. Publiczność domagała się bisów. Tomasz Stańko zapowiadał, że „w Jarocinie będzie bomba”. Nie pomylił się. Wielka bomba muzyczna eksplodowała entuzjazmem publiczności!
Nadszedł czas na finał tegorocznego festiwalu. Zgodnie z zapowiedziami organizatorów koncert finałowy miał stanowić wyraz hołdu dla Czesława Niemena, który przed 30 laty zagrał na deskach jarocińskiego festiwalu. Stąd też nazwa koncertu „projekt: Zalewski / Niemen”. Koordynatorem projektu był Krzysztof Zalewski, który wraz ze swoim zespołem (rewelacyjny chórek sióstr/sistars Pauliny i Natalii Przybysz) przygotował aranżacje kilku wybranych znanych i mniej znanych utworów Niemena. Nie zabrakło zatem utworów „Jednego serca” czy „Dziwny jest ten świat”, ale także utworów z płyty „Terra deflorata”, chociażby Począwszy od Kaina. Bisy były nieuniknione.
Był to jednak ostatni akcent tegorocznego festiwalu. Ze sceny padły słowa zaproszenia: „Do zobaczenia za rok!”. Oceniając różnorodność muzyczną tegorocznego festiwalu a pomijając nieliczne, acz nieuniknione przy tak wielkiej imprezie niedociągnięcia techniczne, nie ukrywam, że to zaproszenie brzmi zachęcająco!

W ofercie festiwalowej było także sporo imprez towarzyszących. Spotkania w Spichlerzu Polskiego Rocka, wystawy, warsztaty, giełda płyt, pokazy filmowe, Czytelnia rozproszona. Wydarzeniem wyjątkowym było niedzielne spotkanie w Spichlerzu Polskiego Rocka z Marcinem Jacobsonem, Leszkiem Winderem (organizatorami festiwalu w Jarocinie w 1987 roku) oraz Piotrem Metzem z radiowej „Trójki” zatytułowane „Czesław Niemen w Jarocinie. Trzydzieści lat później”, połączone z odsłuchem płyty „Niemen vol.1” i „Niemen vol. 2”, nazwanej „Marionetki”, z taśmy ‘matki’ na audiofilskim sprzęcie nagłaśniającym.

Wojciech Waglewski, lider Voo Voo oraz jeden z ambasadorów tegorocznego festiwalu powiedział, że jarociński „festiwal nabiera szlachetności.” Trudno się z Nim nie zgodzić. Dlaczego? Ponieważ wybór pomiędzy sentymentami a szlachetnością jest prosty. Należy (bynajmniej w muzyce) postawić na szlachetność.