SKUUND żyje

Zespół powstał jesienią 2005 roku w Kruszwicy i przez kolejne trzy lata tworzył, nagrywał i koncertował. Później przystopowali, ale w tym roku znowu żyją, czego dowodem opublikowany na stronie skuund.bandcamp.com utwór Ostatni dzień zimy.
Oficjalnie wiadomo, że dzisiaj SKUUND to duet: Łukasz Nawrot i Artur Łuczak, który pracuje nad niedokończonymi wcześniej utworami; być może będą też koncerty.  Czytaj dalej SKUUND żyje

Z dziennika pewnego zgreda: Quebonafide i inni w Mogilnie

W.O.E.K., Rockin’ Style Crew, Musiel / Emce, Huku + LiveBand, Quebonafide
Amfiteatr w Mogilnie, 24 sierpnia
Organizatorzy: Mogileński Dom Kultury, Mogileńskie Porozumienie Społeczne, Młodzi Demokraci
Patronat honorowy: Burmistrz Mogilna Leszek Duszyński

Zróbcie hałas!, Zróbcie dla nas hałas!, Zróbcie ogromny hałas! i tym podobne. Albo: Od lewej, do prawej, od lewej do prawej, od lewej do prawej. Rzadziej: Zróbcie światło (tego się już nie robi zapalniczkami). I jeszcze – to już bardziej uniwersalne: Łapy w góreeee!!!!.
Nie ma sensu wskakiwać w buty Statlera i Waldorfa z The Muppet Show – każda muza ma swoje rytuały, a każde pokolenie swoją muzę. W.O.E.K., czyli mogilnianin Krystian Wołek już na samym początku wykrzyczał: Pieprzę twoje hejty, jeśli miałbym być szczery. Wyłącz to jak chceszdroga wolna, bardzo proszę. Koniec, kropka.
Zgadza się, pchany ciekawością nie czułem się dobrze w kilkutysięcznym tłumie nastolatków. Ale prawdą jest też to, że nie wszystko z tego, co zobaczyłem i usłyszałem mi się nie podobało: W.O.E.K. w utworze ze słowem „szepty” w tekście. Musiel / Emce z towarzyszeniem rockowego Free Road. Huku + LiveBand z Wiktorem Mazurkiewiczem w składzie – gra na perkusji gościa zespołu, Mikołaja Toczko (syn Krzysztofa „pARTyzanta” Toczko) i wręcz blacksabbathowy kawałek na zakończenie.


Teraz już wiem, co odpowiedzieć, gdy przy okazji jakiegoś spotkania czy uroczystości ktoś spyta – „Gdzie jest młodzież?”: Na koncercie Quebonafide i tych, którzy grają przed nim

Muszla Fest 2017

Jeden dzień na Muszla Fest 2017 (18-19 sierpnia, Bydgoszcz, Myślęcinek). Wybór niełatwy, bo w programie kilka zespołów, które chciałoby się na festiwalowej scenie zobaczyć. Przesądziło zaplanowane na sobotę spotkanie z perkusistą Dezertera, Krzysztofem Grabowskim. Było o SS-20, Dezerterze, napisanych przez Grabowskiego dla tego zespołu tekstach, wolności, polityce, anarchii, no future: Od początku to było źle odbierane przez młodzież. Nie chodziło o to, żeby się z powodu tego, że nie ma przyszłości, położyć pod topór i zakończyć. Dla mnie „no future” to hasło, taki zapalnik do działania: jest przesrane i nie ma przed nami nic, to zróbmy coś, nie siedźmy, nie poddawajmy się. Więcej takich atrakcji na Muszla Fest! 
Spotkanie z Krzysztofem Grabowskim zostało zorganizowane w Wake Park Bydgoszcz, a zakończył je występ artysty, który ukrył się pod pseudonimem Marszałek Pizduski One Man Band.


Muszla Fest 2017 to między innymi też „XXX lat na fali czyli benefis Dariusza Paczkowskiego”

Koncerty. Niemożliwe, żeby przez około dziesięć godzin – z uwzględnieniem kilkunastominutowych przerw pomiędzy kolejnymi koncertami – być niedaleko sceny festiwalowej. (Czy na festiwalach zawsze musi być tak, że przebywanie w części gastronomicznej nie gwarantuje odpoczynku od muzyki?). W związku z powyższym:
O koncertach zespołów Unbeaten, Lowtide, Schizma i Leniwiec nie napiszę.
El Banda. W pierwszym utworze skojarzyli mi się z The Doors. Później było już tak, jak w zapowiedzi, czyli bardziej punkowo. Świetny koncert, choć wokalistka, która częściej była wśród publiczności niż na scenie, trochę przesadziła z eksponowaniem swojej niechęci (to chyba odpowiednie słowo) do męskiej części widowni. Dostało się też organizatorom: Mimo, że bardzo dużym szacunkiem darzę organizatorów, to nie jest to super fajne, żeby na punkowych festiwalach grać przez eliminacje.


El Banda. Wokalistka zespołu zaczęła od ułożenia na ziemi mandali, w centrum której pojawiło się hasło nawiązujące do tego, co się teraz wyrabia w Puszczy Białowieskiej (w sobotę nie tylko ona o tym mówiła). Jak widać na zdjęciu – w trakcie koncertu mandala uległa zniszczeniu

Uliczny Opryszek. Głównie zagrali utwory z repertuaru mniej znanych polskich kapel punkowych z lat osiemdziesiątych. Sytuacji nie zmienił zaprezentowany na koniec Burdel Dezertera – do grona miłośników Ulicznego Opryszka zaliczyć mnie nie można.
Kat & Roman Kostrzewski. Odpowiednia dawka metalu na wysokim poziomie.
Ignite. Sunday Bloody Sunday na melodyjno-zadziorno-punkową nutę rodem z Kalifornii? Jasne! Cały koncert był taki – lubię kalifornijskiego punk rocka.
Muszla Fest 2017. Za rok też tam będę. Może będzie mniej wykonawców i nie będzie dylematu, kogo wybrać? Może organizatorzy zaproponują coś miłośnikom nie tylko punk rocka, hardcore i metalu? Może ktoś wpadnie na to, żeby jednak jakoś oświetlić drogę z parkingu na pole festiwalowe?

Iggy Pop „Post Pop Depression”

Do jednego ze sklepów znanej i popularnej w Polsce sieci, wchodzisz po „spożywkę”, a na jednej z półek, wśród kilkunastu niepoukładanych plastikowych pudełek z płytami kompaktowymi w środku, jeden cieniutki – jak to zwykle – digipack ze znajomą okładką. Zapominasz o jedzeniu, całą uwagę skupiasz na tym niespodziewanym odkryciu, ponieważ: 1) czaisz się na ten album od momentu, gdy w radio usłyszałeś kawałek promujący to wydawnictwo, ale chęć poznania hamowała cena produktu w odwiedzanych przez ciebie systematycznie, wręcz nałogowo, sklepów płytowych, 2) cena – niecałe dwie dychy: o jakimkolwiek hamowaniu nie ma już mowy. Kupujesz. Byś był głupi, gdybyś tego nie zrobił! Kas jest kilka, godzina nie na zakupy, więc idzie szybko. Wychodzisz usatysfakcjonowany, wsiadasz do auta, czekasz na wieczór, odpalasz, słuchasz… A gdzieś pomiędzy dźwiękami myśl, właściwie parafraza słów Grabaża: Żyję w czasach kapitalizmu, wszyscy chcą mnie zrobić w [tu miejsce na słowo niecenzuralne, którego nie zdecydowałem się napisać].
Tyle tytułem wstępu.
Iggy Pop. Nie znam jego solowych dokonań (poza The Passenger oczywiście), niekłamaną sympatią pałam do The Stooges, ale to zbyt daleki punkt odniesienia. Chociaż… Lubisz surowe, pozbawione niepotrzebnych ozdobników rockowe granie? Wydany w ubiegłym roku album Post Pop Depression będzie dobrym wyborem.