SKUUND żyje

Zespół powstał jesienią 2005 roku w Kruszwicy i przez kolejne trzy lata tworzył, nagrywał i koncertował. Później przystopowali, ale w tym roku znowu żyją, czego dowodem opublikowany na stronie skuund.bandcamp.com utwór Ostatni dzień zimy.
Oficjalnie wiadomo, że dzisiaj SKUUND to duet: Łukasz Nawrot i Artur Łuczak, który pracuje nad niedokończonymi wcześniej utworami; być może będą też koncerty. 


SKUUND? Z Kruszwicy, cz. 1 (http://nowyhoryzont.blog.pl/2014/08/07/skuund-z-kruszwicy-cz-1/)

Kilka lat istnienia, kilka utworów, kilka ważnych koncertów. Kontakty z kinem amatorskim i muzyką elektroniczną. Skuund z Kruszwicy. Nie zdobyli wielkiej popularności, ale też nie są zespołem zupełnie nieznanym.

TRIO PLUS KLAWISZE
Kruszwickie trio utworzyli nauczyciele z muzyczną przeszłością. Gitarzysta i wokalista, Łukasz Nawrot, zaczynał w grupie Propan Butan: Przed Skuund grałem w punkowym zespole Propan Butan, ale były to bardziej wygłupy niż poważne muzykowanie. Skuund był moim pierwszym poważnym projektem, dla którego musiałem się zresztą nauczyć obsługiwać różne instrumenty. Grający na perkusji Robert Januszek to znany miłośnik sportu, współpracował z ludźmi, którzy jakiś czas później utworzyli w Kruszwicy zespół Splin. Największym dorobkiem muzycznym mógł pochwalić się basista, Artur Łuczak – zaczynał w punkowej Antypatii, później była inna kruszwicka grupa, Come And Go, z którą między innymi nagrał 2 albumy studyjne […]. Łukasz Nawrot: W 2005-2006 graliśmy próby i uczyliśmy się grać na instrumentach, bo tylko Artur miał najlepsze podstawy muzyczne. Ani ja, ani Robert – nasz perkusista – nie umieliśmy grać.
Skuund powstał jesienią 2005 roku. Wszystko zaczęło się od pomysłu, aby trójka nauczycieli zaczęła grać na szkolnych imprezach. W repertuarze kowery, na przykład Bob Dylan. Szybko się jednak okazało, że ci nauczyciele mają dużo większe ambicje. Artur Łuczak: Stwierdziliśmy, że jeżeli już się spotkaliśmy, jeżeli zainwestowaliśmy pieniądze w sprzęt, to nie ma sensu w jakiś sposób tego ucinać i postanowiliśmy coś robić dalej, regularnie spotykać się na próbach. Na początku nie było ani żadnej nazwy, ani żadnego jakiegoś określonego kierunku muzycznego. Po prostu spotykaliśmy się i coś tam sobie tworzyliśmy, tak sobie pogrywaliśmy. Przede wszystkim zrezygnowali z grania cudzych utworów. Artur Łuczak: Zespoły kowerowe to zespoły takie, które zbyt wiele do powiedzenia nie mają.
Podstawowy skład grupy uzupełnił grający na klawiszach Bartosz Januszek. Odważna decyzja – syn perkusisty uczęszczał wówczas do… podstawówki. Artur Łuczak: Stwierdziliśmy, że są nam potrzebne klawisze, bo dawało to troszeczkę urozmaicenia, że w trio nie możemy sobie z tymi klawiszami poradzić. I przez jakiś czas – nawet kilka koncertów z nami zagrał Bartek, wówczas jeszcze uczeń szkoły podstawowej. Dziwnie to wprawdzie wyglądało, kiedy starsi faceci wchodzili na scenę i taki bąbel razem z nimi. Ale tak, wspomagał nas na klawiszach. Nie był przez ojca przymuszany, sprawiało mu to przyjemność.

SKUUND TO SKUUND?
Zostało zaczerpnięte z gwary kujawskiej. W tej części kraju można usłyszeć, choć już coraz rzadziej, charakterystycznie wymawiane słowo „skąd” – „skund/skuund”. Nazwa świetnie sprawdza się w tytułach: Skunnd to Skuund?, Skuund? Z Kruszwicy, czy jak w artykule sprzed siedmiu lat – Skuund jesteśmy. Artur Łuczak: W jakiś sposób to jest, po części, hołd złożony przywiązaniu do regionu kujawskiego.
To przywiązanie do Kujaw ma drugorzędne znaczenie. Muzycy zawsze chcieli pozostać anonimowi – we wkładce do płyty Piotr Kaczkowski. Minimax.pl – Jarocin 2007 zamieścili informację, że nie ma znaczenia, iż są z Kruszwicy, mogliby być mijanymi na ulicy przechodniami w jakimkolwiek mieście (te słowa zostały zilustrowane czarno-białym zdjęciem, na którym muzycy mają wymazane twarze). W historii zespołu ważniejszy jest fakt, że nazwa miała też drugie, „skandynawskie” znaczenie. Artur Łuczak: Stwierdziliśmy, że zapiszemy to w ten sposób – przez 2 „u”, ponieważ zawsze byliśmy zafascynowani skandynawską sceną muzyczną. Słowo „skąd”, pisane przez 2 „u” brzmi dosyć skandynawsko, chociaż pewnie takiego słowa w żadnym języku skandynawskim nie ma.
Dla nas wielką inspiracją jest muzyka islandzka. W ogóle fenomenalny kraj – na niewielką liczbę mieszkańców istnieje tam mnóstwo zespołów. Żaden z nich nie jest zły. Co charakterystyczne, wszyscy grają taką bardzo oniryczną, chłodną muzykę z pogranicza jawy i snu. Z czołowym przedstawicielem – Sigur Rós. Wprawdzie muzycznie może do końca nie odpowiada to, co Skuund robił, do Sigur Rós, ale zawsze byliśmy wiernymi fanami, zawsze twierdziliśmy, że to jest to, w jakim kierunku muzyka powinna podążać.

NIEPROMOWANY POST ROCK
W rozmowach z muzykami i artykułach o zespole padają także inne nazwy – Sonic Youth, Explosions In The Sky, Joy Division, Mono, Tides From Nebula. Jedne w kontekście inspiracji, inne – muzycznych podobieństw. Ale muzycy zawsze unikali zaszufladkowania, nie ukrywali natomiast faktu, że ich muzyka od początku miała być post rockowa. Artur Łuczak: Cała trójca grająca w Skuund nienawidzi rock and rolla. Stwierdziliśmy, że rock and roll miał już swoje czasy, że nadszedł ten czas, żeby przy pomocy przesterów gitarowych czy nawet riffów gitarowych pokazać ludziom, że istnieje też inna muzyka niż stricte muzyka rockowa czy rock and rollowa. I gdzieś tam pojawiło się – bodajże jeszcze nie byliśmy osobami grającymi w Skuundzie – zafascynowanie muzyką post rockową, czyli nawiązującą w jakiś sposób do muzyki gitarowej, ale omijającą schematy rockowe. Charakterystyczne jest w niej to, że ma takie nawiązania właśnie do muzyki spokojnej, dosyć melancholijnej – te ściany dźwięku są potężne i czasami bardzo rozbudowane, ale zazwyczaj melodie są bardzo bajkowe, bardzo melancholijne, podszyte smutkiem. Stwierdziliśmy, że to jest to, co chcielibyśmy przenieść na polskie warunki, bo wtedy ta muzyka post rockowa w Polsce nie była popularna i znana.
Nie jest łatwo zdobyć popularność, kiedy gra się surowego, chłodnego i pozbawionego pierwiastka przebojowości post rocka. Ale czy zrobili wszystko, żeby swoją twórczością zainteresować jak najwięcej osób? Łukasz Nawrot: Wtedy wydawało nam się, że muzyka się sama obroni i jeśli ktoś z tzw. branży do nas dotrze to może uda się nagrać jakąś płytę. Niestety, nie udało się, pewnie nie byliśmy też zbytnio managersko zaradni, interesowała nas, po prostu, muzyka i wierzyliśmy, że to, co robimy jest na tyle interesujące, że ktoś to zauważy… Pewnie dzisiaj zrobiłbym wiele rzeczy inaczej, przynajmniej w sferze promocji zespołu i kto wie, może Skuund miałby na koncie już kilka albumów. Po zespole pozostały dwie Epki, pojedyncze nagrania na dwóch składankach i zapis występu w bydgoskim radiu PiK.

KONCERTY
Koncert w radiu PiK zorganizowano 9 maja 2008 roku dzięki zaangażowaniu redaktora Tomasza Kaźmierskiego. Artur Łuczak: Człowiek, który nas w jakiś sposób promował, pamiętał o nas, dbał o nas. Łukasz Nawrot: Słuchało nas wtedy najwięcej ludzi naraz :). Artur Łuczak: Tak, to był pamiętny, upalny maj, ograniczona liczba osób na widowni, bo krzesełek stało może 20, może 30. Dosyć ciekawe doświadczenie, bo byliśmy wtedy naprawdę zdeterminowani, spięci, żeby się z dobrej strony pokazać. Myślę, że się udało – znajomi się za nas nie wstydzili (śmiech). Prawie godzinnej radiowej transmisji mógł posłuchać każdy, kto tego dnia słuchał tej stacji. Zapis koncertu istnieje, ale pliku do odsłuchania nie ma w radiowym archiwum internetowym. Mam nadzieję, że przyszłości to się zmieni. A może kiedyś ukaże się płyta z tym materiałem?
Poza Bydgoszczą, gdzie rok później zagrali także w znanej Kawiarni artystycznej „Węgliszek” i rodzinną Kruszwicą, odwiedzili między innymi Strzelno. Koncert w ramach Drugiego Października Kulturalnego (2005) odbył się w chylącym się ku upadkowi budynku nieczynnej kawiarni Kolorowa – półmrok, chłód, w tle piramidy strzeleńskiego artysty Eryka Szydzika; klimat bardzo „skuundowy”.
Łukasz Nawrot: Nie graliśmy zbyt wielu koncertów, wystarczało nam kilka rocznie. Przeważnie dlatego, że kluby chciały, żebyśmy grali za darmo, na co nie mogliśmy sobie pozwolić. Woleliśmy pieniądze zamiast na transport wydawać na sprzęt. Zresztą, nasza stawka nie była wygórowana, chcieliśmy, żeby zwrócił nam się koszt dojazdu, strun do gitar i pałeczek do perkusji :) . Najlepszym przykładem na to była propozycja „Magazynu GS – Muzyki Pozaradiowej” w Mogilnie, która nie przystała na nasze warunki finansowe. Chcieliśmy wtedy zagrać za 300 zł, zaproponowano nam koncert za darmo przed Kombajnem Do Zbierania Kur Po Wioskach, tyle że mieliśmy grać nie więcej niż 30 minut. I to też nam nie odpowiadało, bo grając za darmo chcieliśmy przynajmniej zagrać pełen koncert. Wspomniana przez gitarzystę odsłona Muzyki Pozaradiowej odbyła się w czerwcu 2008 roku, a na scenie przed Kombajnem zaprezentował się zespół The Alchemics.

STODOŁA I KATAR 2008
Pomimo tego, że nie udało się zagrać w mogileńskim Magazynie GS na cieszącym się coraz większą popularnością cyklu Muzyka Pozaradiowa, to pod względem koncertów rok 2008 należy zaliczyć do udanych. W marcu Skuund wziął udział w siedemnastej edycji toruńskiego KATARu, czyli Konfrontacji Amatorskiej Twórczości Artystycznej Regionu. Zmierzyli się z zespołami Absurd (Toruń), Under Construction (Barcin), Jack The Ripper (Brodnica), Hounsis (Chełmno) i Mordercy P (Bydgoszcz). Artur Łuczak: Wyróżnialiśmy się w znaczny sposób na tym festiwalu, bo okazało się, że większość zespołów to były zespoły metalowe czy heavy metalowe. Pamiętam do dzisiaj jak to rozczarowany naszym graniem był pan konferansjer, który zapowiadał zespoły te, które grały tak ostro, metalowo, a po naszym graniu stwierdził, że to taka bardzo żółwia, powolna muzyka. Ale okazało się, że opinie pana prowadzącego nie zgadzały się z opiniami jury. Zdobyli wyróżnienie.
W tym samym roku zagrali także w Wieży Ciśnień w Koninie. Wniesienie sprzętu wymagało trochę wysiłku, ale było warto – rok później Centrum Kultury i Sztuki w Koninie wydało CD z artystami, występującymi w tym miejscu; na składance nie zabrakło zespołu z Kruszwicy.
Basista grupy wspomina jeszcze inny bardzo ważny koncert. Warszawska Stodoła, rok 2007 – Festiwal Młode Wilki. Artur Łuczak: To też była taka bitwa kapel. Zapraszano kilka kapel, bodajże 3, 4 kapele raz w miesiącu grały. Z tych kapel wyłaniano potem zwycięzcę i potem był koncert finałowy. Z tego, co pamiętam 13 grudnia był ostatni etap tego festiwalu. Graliśmy my, grał jakiś zespół z Warszawy i zespół z Olsztyna. Udało nam się zdobyć wyróżnienie. Tego samego dnia na dużej scenie zagrał zespół Hey.
Kilka miesięcy wcześniej Skuund zgłosił się do walki o prawo zagrania na Jarocin Festival. Przez konkursowe sito się nie przedarli, ale zauważył ich Piotr Kaczkowski.

 

SKUUND? Z Kruszwicy, cz. 2 (http://nowyhoryzont.blog.pl/2015/05/29/skuund-z-kruszwicy-cz-2/)

JAROCIN 2007 I WIEŻA CIŚNIEŃ
Na Jarocin 2007 wpłynęło ponad dwieście zgłoszeń konkursowych. Dzięki temu, że zwrócili uwagę jednego z członków jury, Piotra Kaczkowskiego, jedno z ich nagrań znalazło się na przygotowanej przez dziennikarza radiowej Trójki składance Minimax.pl – Jarocin 2007. Tą płytą Kaczkowski postanowił wyróżnić najlepsze, jego zdaniem, zespoły biorące udział w konkursie. Piotr Kaczkowski (fragment tekstu zamieszczonego w dołączonej do CD książeczce): […] wynotowałem sobie prawie 70 ciekawych utworów. Pomyślałem wtedy, szkoda by przepadły, zanim jeszcze miały szanse być usłyszane przez większą grupę odbiorców.
Na płytę trafiło 20 wykonawców, a wśród nich kruszwiczanie ze swoją wersją utworu Seweryna Krajewskiego Uciekaj moje serce. Pozostaje tajemnicą dlaczego zespół zdecydował się powalczyć o Jarocin kowerem, a nie własnym utworem (choć nie wiadomo czy można to traktować jako kower, ponieważ muzyki Krajewskiego tam właściwie nie ma). Jedno jest pewne – kompozycja Krajewskiego z tekstem Agnieszki Osieckiej do grupy Skuund pasuje. Łukasz Nawrot dla Gazety Pomorskiej (Budny R., Skuund jesteśmy, nr z 12 X 2007, s. 19): Chodziło nam nie tylko o sam tekst Osieckiej, ale też o film „Jan Serce” i historię faceta, który nie przepycha się łokciami w życiu i nie jest zwycięzcą. On raczej przegrywa co może, przeżywając to silnie. Może chodziło nam o to, że Skuund jest trochę taki jak on. Kower był puszczany w Programie Trzecim Polskiego Radia. Artur Łuczak: To było rozpoznawalne. Ludzie pisali e-maile, dzwonili i gratulowali, że dosyć ciekawy pomysł. A co na to autor pieśni z Jana Serce? Artur Łuczak: Nie znamy opinii pana Krajewskiego [śmiech].
Czyli start na Jarocin 2007 jednak zakończył się sukcesem – być zauważonym przez Piotra Kaczkowskiego to na pewno nie lada gratka dla każdego muzyka, nie tylko tego na dorobku. Ponadto Skuund zaistniał fonograficznie, a na tym polu grupa nie może poszczycić się zbyt dużymi osiągnięciami.
Płyta Minimax.pl – Jarocin 2007 ukazała się w 2007 roku, a trzy lata później światło dzienne ujrzała inna składanka z utworem zespołu z Kruszwicy – Wieża Ciśnień. Tytułowa „wieża ciśnień” to Galeria Sztuki Wieża Ciśnień w Koninie. Skuund zagrał tam koncert, co zaowocowało umieszczeniem na płycie utworu Say (to mój ulubiony fragment dorobku kruszwiczan – przychodeliczny w klimacie, z przetworzonym wokalem). Artur Łuczak: Ludzie działający tym w konińskim Centrum Kultury promowali taką sztukę niezależną, awangardową i wydali potem płytę z artystami, którzy tam byli zapraszani. Jakimś cudem też na tej składance się znaleźliśmy – muzycznie diametralnie się różnimy od tego, co tam się znajduje, bo przeważnie byli to artyści związani z takim ruchem elektroniczno-awangardowym.
Pierwotnie Say został opublikowany na pierwszej EPce zespołu, wydanej w 2007 roku. Krążek zawierał również dwa inne utwory – Uciekaj moje serce i Tak jak to się nigdy nie zaczęło. Nagrań dokonano w inowrocławskim studio Radia Gra, a przykuwającą uwagę okładkę zaprojektował pewien znany fotografik z Poznania, kolega muzyków. Płyta ukazała się w niezbyt imponującym nakładzie i raczej jest już nie do zdobycia (jeżeli ktoś ma „na zbyciu” egzemplarz, to ja chętnie skorzystam). Rok później trio przygotowało drugą EPkę, też z trzema kompozycjami, między innymi Równoległe linie i Jak chcesz to zrobić Lenny. To wydawnictwo nie ukazało się nawet w śladowym nakładzie – EPka nie wyszła poza Internet. Planowano ją wydać, ale był to już schyłek działalności grupy i…  CD brak. Szkoda.

BA-ROCK
Jak można określić muzykę zespołu, żeby nie powtarzać tego, co już zostało napisane? Łukasz Nawrot: Z Arturem zawsze żartowaliśmy, że to, co gramy to Ba-rock. Była to gra słów, która nas śmieszyła, ale i nie dawała się określić. Na pewno inspirowaliśmy się sceną postrockową, shoegaze i new wave, byliśmy wypadkową tego, czego słuchamy plus wpływ naszych słowiańskich, melancholijnych dusz wychowanych nad jeziorem Gopłem. Nigdy nas nie interesowała muzyka wesoła i chyba żaden z nas nie potrafiłby takiej grać.
W części pierwszej artykułu padły słowa: „chłodna muzyka z pogranicza jawy i snu”. Ja dodałbym: „piękny smutek, monotonia i chłód”. W tym klimacie, ezoteryczne, są też teksty autorstwa Łukasza Nawrota. Artur Łuczak: My chcieliśmy w tej muzyce balansować na pograniczu jawy i snu, żeby troszeczkę było to, co jest życiowe, to co tutaj nas dotyka na ziemi, a troszeczkę to, co gdzieś tam wybiega poza człowieka, gdzieś jego pewne stany opisuje, określa. I to w tych tekstach się pojawiało. Skuund sprawdza się w upalne dni – ich lodowata muzyka sprawia, że nie potrzeba innego orzeźwienia.
A co na temat twórczości zespołu twierdzą inni? Oto obszerny fragment artykułu Obserwator: Skuund, zamieszczonego we wrześniu 2009 roku na cenionym przez wielu miłośników muzyki portalu WAFP! polska muzyka alternatywna: Można bez problemu wrzucić Skuund do szufladki post-rock. Bardzo dobrze tam pasują. Rozmyte dźwięki gitar, nieśpieszne tempo wyznaczane dobrze wyeksponowaną perkusją oraz wyraźną linią basu. Najlepszym tego przykładem jest kawałek Równoległe linie, gdzie przez siedem minut towarzyszą nam oszczędne akordy, pojedyncze dźwięki klawiszy, pogłosy i echa. Pozostałe utwory podobnie oddziałują na percepcję, kaby [jakby] mówiły: Zatrzymaj się człowieku, połóż się wygodnie i zapomnij na chwilę o wszystkich sprawach. Chociaż to małe kłamstwo, gdyż kruszwiczanie nie mają zamiaru uspokajać. Utwory Jeśli chcesz to zrobić Lenny, to zrób to proszę teraz Kravitz czy Uciekaj moje serce przez trzy czwarte ich długości są ślicznymi kompozycjami (aczkolwiek smutnymi), jednak w pewnym momencie wchodzi dobrze znany post-rockowy zgiełk, który burzy dobry nastrój i wywołuje ścisk w żołądku. A już Say to schizofrenia na całego. Głos przepuszczony przez modulator brzmi niczym z krainy zmarłych. W połączeniu ze sfuzzowaną gitarą i jednostajnie wybijanym rytmem zmusza do zaprzestania dalszego odsłuchu. Tak to się nigdy nie zaczęło to sympatyczna wrześniowa piosenka, gdy po wakacyjnych szaleństwach jest czas na opamiętanie i wyciszenie. Poziomem od reszty odstaje jedynie The Science Of Dreams, które oparte na ogranych schematach nie potrafi poruszyć jak pozostałe kompozycje. Dziwny ten Skuund jest, jednostajny i odpychający. Porywający i magnetyzujący. Muzycy wymyślili sobie ciekawą niszę, swobodnie się w niej poruszając. I osiągają cel – ta muzyka chyba nikogo nie pozostawi obojętnym, zwłaszcza w szarą jesień.

LEKKIE DOGORYWANIE
Artykuł na portalu WAFP! polska muzyka alternatywna został opublikowany w okresie, kiedy Skunnd już zaczął przechodzić do historii, muzycy nie nagrywali już nowego repertuaru – wszystkie wymienione utwory zostały zarejestrowane w latach 2007-2008. Artur Łuczak: Zespół Skuund tak naprawdę działał tak prężnie trzy do czterech lat w porywach. Sami byliśmy zdziwieni, że w przeciągu tak niewielkiego czasu udało nam się taki wiele zrobić [śmiech]. Lata 2007-2008 to były te największe sukcesy. Dodaje jednak: 2008 rok to już było takie lekkie dogorywanie. Powód? Bezpośredni to przeprowadzka wokalisty/gitarzysty na południe Polski. Muzyków dzieliło sporo kilometrów. I choć Łukasz co jakiś czas przyjeżdżał do Kruszwicy, gdzie spotykali się na próbach, to jednak odległość zrobiła swoje. Artur Łuczak: Stwierdziliśmy, że to jest zbyt uciążliwe i dla niego, i dla nas, bo to było takie nieregularne, szarpane; że chyba dalej nie ma sensu tego ciągnąć. Nie mogliśmy, niestety, nigdzie znaleźć kogoś, kto by mógł ewentualnie godnie Łukasza zastąpić, bo to nie tylko kwestia umiejętności grania na instrumencie, ale kwestia tego, co ma się gdzieś tam w głowie czy w duszy, żeby daną muzykę grać. Ale to lekkie dogorywanie mogło się wziąć jeszcze z czegoś innego. Łukasz Nawrot, zapytany o to, czy Skuund jeszcze kiedyś wróci na scenę, powiedział między innymi: Nagraliśmy kilka smutnych piosenek, zagraliśmy kilka koncertów, kilka osób mówiło i myślało o nas ciepło, jednak nie była i nie jest to muzyka, która odniosłaby jakikolwiek sukces w Polsce, co też, w jakiś sposób, było dla nas frustrujące.

ŁYK I SIGNIORE FATALL. Za życia grupy Skuund Łukasz Nawrot i Artur Łuczak byli również zaangażowani w działalność kruszwickiego Zespołu filmowego Łyk oraz tworzyli duet Signiore Fatall.Klub filmowy zaczynał od tworzenia krótkich filmów komediowych, na przykład cyklu o policjantach zajadających się pączkami. Później zaczęli tworzyć filmiki nie komediowe, na przykład antywojenne Zabawki czy podejmująca temat niespełnionych marzeń ośmiominutowa Gilotyna marzeń, za którą w 2006 roku Łyk otrzymał nagrodę na organizowanym w Bydgoszczy Ściemnisku.Łukasz i Artur byli aktorami, a także przygotowali muzykę do wspomnianej Gilotyny marzeń. Artur Łuczak: Tam słychać charakterystyczną gitarę Łukasza, tam słychać charakterystyczne klawisze, które też się w Skuund pojawiały. Podpisywaliśmy się z imienia i nazwiska jako twórcy muzyki, bo brakowało Roberta, żebyśmy mogli to podpisać jako Skuund.
 Pod szyldem Signore Fatall w wolnych chwilach, w domowym zaciszu, tworzyli muzykę elektroniczną. Bez koncertów, ale z efektem w postaci, obecnej tylko w Internecie EPki Good Bye. Łukasz Nawrot: Signiore Fatall powstał z nudów podczas ferii zimowych, ja i Artur pracowaliśmy wtedy jako nauczyciele i nie za wiele mieliśmy do roboty. Któregoś dnia włączyłem komputer i zaczęliśmy nagrywać, tak powstały pierwsze piosenki. Nigdy nie traktowaliśmy tego projektu poważnie, wtedy liczył się Skuund. Później Łukasz, już po wyjeździe z Kruszwicy i z kimś innym, zaczął tworzyć muzykę jako SRFatall.

***
Z Arturem Łuczakiem rozmawiałem 18 stycznia 2014 roku, a z Łukaszem Nawrotem – drogą e-mailową – 19 i 28 stycznia 2014 roku.

 

SRFATALL na składance „Brantacles” (http://nowyhoryzont.blog.pl/2015/11/22/srfatall-na-skladance-brantacles/)

Rok temu nakładem wydawnictwa Oaktopus (siedziba w Bydgoszczy), ukazała się składanka zatytułowana Brantacles. Wśród siedemnastu utworów jest COCO VS SKY (A.K.A. COCOVSKY) Srfatall.
Kto czytał drugą część artykułu Skuund? Z Kruszwicy kojarzy tę nazwę. Zaczęło się od Signore Fatall. Członkowie grupy Skuund – Łukasz Nawrot i Artur Łuczak, „na boku” zaczęli tworzyć muzykę elektroniczną. Kiedy kruszwickie trio przeszło w stan hibernacji, umarło też Signore Fatall, a Łukasz Nawrot – już daleko od Kruszwicy – zaczął tworzyć w podobnym klimacie jako Srfatall: Srfatall to ja „+”. Ten „plus” to osoby, z którymi akurat mam sposobność współpracować – Artur Łuczak, Wojtek Franke, a teraz Marcin Olejniczak.
Skąd Srfatall na tej składance?
Łukasz Nawrot: Sprawił to Wojtek Franke, który współtworzył te utwory. To on jest związany z tym środowiskiem, które stworzyło to wydawnictwo i tę wytwornię. Sama płyta ma promować twórców, którzy albo już coś wydali dla wytworni „Oaktopus”, albo coś wydadzą.
Sama wytwórnia skupia twórców dość eksperymentalnej elektroniki jak dla mnie. :-) Jak słuchałem składanki to miałem wrażenie, że jakoś nie pasujemy tam zupełnie. Srfatall to projekt, którego nie można nie porównywać do Skunnd. To wciąż piosenki – piosenki z większą ilością elektroniki. Taki mariaż elektroniki z muzyką gitarową z pogranicza postrocka.
Zresztą, dla mnie nie ma znaczenia, to znaczy szyld, pod którym to robię. To zupełnie nieistotne.
Zamieszczone na Brantacles nagranie pochodzi z 2013 roku. Być może na początku roku przyszłego ukaże się samodzielne wydawnictwo sygnowane nazwą Srfatall, na którym znajdą się zarówno rzeczy już znane, jak i utwory nowe. Łukasz Nawrot: Obecnie prace się toczą, włączony do nich został Marcin Olejniczak (artysta związany z Koninem, w 2005 roku odwiedził Strzelno w ramach Drugiego Października Kulturalnego). Czekam na płytę. A póki co, zainteresowanych odsyłam do Internetu – tam można odnaleźć kilka nagrań Srfatall. […].