Pink Freud „PunkFreud Army”

Pink Freud PunkFreud Army (2017, Wydawnictwo Agora)

W 2017 roku nie planowałem już kolejnych płyt, ale w sklepie wzrok przykuła okładka – na białym tle para glanów i czerwono-czarny napis: PINKFREUD PUNKFREUD ARMY. Czytałem o tym wydawnictwie… Rzut oka na zawartość, między innymi: Spytaj milicjanta, To co czujesz to co wiesz, Centrala, Niewidzialna armia
Koncert zarejestrowany w październiku tego roku w Trójce. Jedenaście utworów, wśród feat. najczęściej Tomek Lipiński i Robert Brylewski, w trzech odsłonach – Robert Materna, w dwóch – Tomasz Budzyński.
Mam od wczoraj. Posłuchałem trzy razy. Już wiadomo, że „chwyciło”. Czy wytrzyma próbę czasu – się zobaczy.
Wydanej dziesięć lat temu PunkFreud – nie znam. PunkFreud Army: Muzyka artystów rodem z punk rocka spotkała nie-prostotę jazzu, do którego już się  chyba nigdy nie przekonam.  Dobrze, że to drugie nie przysłoniło pierwszego, choć muszę przyznać, że… punk jazz ma rację bytu!

After Blues „Proszę bardzo”

After Blues Proszę bardzo (2013, Jimmy Jazz Records)

Czy się to komuś podoba, czy nie – Agnieszka Twardowska chadza własnymi, popowymi ścieżkami. Ma do tego prawo. A publika – wybór.
Przyznaję, trudno mi przebrnąć przez jej nowe produkcje. Za to z niesłabnącą przyjemnością  słucham Proszę bardzo After Blues. To trzynasta płyta w dorobku zespołu, a druga z udziałem Agnieszki Twardowskiej (Strzelno. After Blues & Agnieszka Twardowska – Blues połączył pokolenia, nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 25 listopada 2013 roku).
Używając „terazrockowej” skali ocen – Proszę bardzo poznać trzeba. Jednak niech nikogo nie zmyli zaaplikowany na początek Od rana czuję bluesa – równie żywiołowo zagrane jest jeszcze tylko Dziękuję bardzo. Ostatni – jak dotąd – przejaw aktywności fonograficznej Leszka Piłata (śpiew, perkusja, bas) i Waldemara Baranowskiego (chórki, perkusja, gitary) to pozycja dla lubiących bardziej balladowe klimaty. Takie z pogranicza bluesa i rocka oraz rocka i muzyki pop (zapewne Chyba coś nie tak i Puste ręce powstały z myślą o wokalistce rodem z kujawskiego Strzelna, którą słychać w czterech utworach), zagrane i zaśpiewane w stylowy, zdecydowanie nierewolucyjny sposób. Całość przyozdobiona fajną okładką.
Najlepsze fragmenty? Należy szukać wśród tych „po bluesie”: Rewolucja moich dni, Ciche ulice, Zaniki pamięci. I gitary Waldemara Baranowskiego – potrafią „załkać” jak u Nalepy (na przykład Rewolucja moich dni), odpowiednio „przygrzać” (solo w Dziękuję bardzo) czy być dostojnie klasyczne (Puste ręce).

Komu jeszcze To tylko dom w zwrotkach skojarzył się z utworem grupy Hey – Moja i twoja nadzieja?

Yet Another / Angry Town. Koncerty

Propozycja na „Wielkoorkiestrowy” weekend 2018: Yet Another i Angry Town.
Grupy zagrają 12 stycznia w Mogilnie (Restauracja Stara Gorzelnia), a dwa dni później – w Inowrocławiu (Kropa Pub). Początek – godz. 20:00.


 Yet Another obecnie grają w składzie: Adam Patryk Dzikowski (gitara, wokal), Piotr Stefanowicz (gitara, wokal), Maciej Koźmiński (bas), Dominik Rogalski (bębny). O zespole więcej tutaj.
Angry Town to przede wszystkim covery klasyków brytyjskiego punk rocka oraz mod. Yet Another: […] połączyli style punk, mod, grunge i rock w spójną, wyjątkową całość, która nie przestaje pozytywnie zaskakiwać (fanpejdż Angry Town, wynotowane 19 grudnia 2017 roku). Trio tworzą: Sam Jones (wokal, gitara), Łukasz Panfilak (bas, wokal) i Jakub Zadorecki (perkusja). Na scenie zadebiutowali we wrześniu 2017 roku. Między innymi wystąpili w toruńskim Lizard King, czego dowodem program Muzyczny Kram 195 (67). Za kilka dni w Internecie zostanie opublikowany ich pierwszy singiel (na winylu ukaże się nakładem Camouflage Records), zawierający dwa utwory: New Rose i Under Glass.

„Światło, muzyka, słowa”

„Ciemna strona księżyca”. Światło, muzyka, słowa
Biblioteka Szkoły Podstawowej z Oddziałami Dwujęzycznymi w Strzelnie, 15 grudnia, od godz. 17 z minutami
Jacek Łuczak i Wiesław Woźnica (przy wsparciu Miejskiej Biblioteki Publicznej w Strzelnie i Szkoły Podstawowej z Oddziałami Dwujęzycznymi w Strzelnie)


Zainicjowane i przygotowane przez pasjonatów spotkanie osób, które się znają. Tak to właściwie trzeba nazwać. Żeby po raz kolejny w swoim życiu posłuchać jednej z najważniejszych płyt w historii rocka. Kameralnie, w przyjaznym miejscu, o odpowiedniej porze… a kiedy na początku On the run „zaatakowało” światło, stało się jasne, że tym razem w wyjątkowej oprawie (lasery i Moonflower – jakże to odpowiednia sceneria dla tej bardzo kosmicznej płyty!).
Nie zabrało tłumaczonych na język polski tekstów oraz słowa wstępnego. Wiesław Woźnica:
„Uśmiechy do rozdania i łzy do wypłakania, przedmioty, które można brać w dłonie, dotykać, obmacywać, łudząc się ich posiadaniem, no i to, co w zasięgu wzroku… Oto życie, nasze życie, w całym jego bogactwie.
Tak wiele obiecujemy sobie i światu, póki beztroska młodości pozwala nie zastanawiać się nad treścią i sensem istnienia. Tak wiele oczekujemy od życia. A potem stajemy do wyścigu, do morderczych zawodów o liche trofea. Albo wyciągamy ręce po te, których dosięgnąć nie będziemy w stanie. A czas płynie, płynie nieubłaganie i kres coraz bliżej. Ale my nie przyjmujemy myśli o śmierci do wiadomości. Łudzimy się, że nas ominie, oszczędzi, że dla nas zrobi wyjątek. Chociaż spostrzegamy, że każdy kolejny rok jest jakby krótszy niż poprzedni, że czasu coraz mniej. Chociaż wiemy już, że nie zdążymy powiedzieć tego, co powiedzieć chcieliśmy. W dalszym ciągu gromadzimy majątek, którym cieszyć się będziemy nie dłużej, niż przewiduje to księga losu. Nadal gotowi jesteśmy posunąć się do zdrady – może do zbrodni – aby tylko powiększyć stan posiadania.
Jakże ochoczo zgłaszamy swój udział w grze, w walce o władzę, o panowanie nad innymi, w grze która w obliczu wieczności nie ma kompletnie znaczenia. Wdajemy się w rozgrywki polityków i w spory ideologów – służymy bożkom, a nie Bogom. W końcu jednak gubimy się w tych potyczkach o błyskotki, namiastki i złudne zaszczyty. Tracimy wiarę w sens wszelkich poczynań. Próbujemy jeszcze dostrzec jakiś punkt, do którego warto by zmierzać, ale mgła wokół gęstnieje.
Nie umiemy żyć. Poruszamy się po omacku nie widząc celu, nie znając i nie mając powołania. Chociaż wszystko, co pod Słońcem, współistnieje w doskonałej harmonii, my – wpatrzeni w blade oblicze księżyca – nie jesteśmy w stanie dostrzec Słońca…”.
„Dark side of the moon”. Ciemna strona księżyca. Gorzki to utwór i ponury. Rogera Watersa zainspirowała powieść Johna Updike’a „Uciekaj króliku”. Taką sugestię zawiera fragment utworu zatytułowany „Breathe” (Oddech).
Updike pozostawiał czytelnikowi jednak nadzieję. Zachęcał do ucieczki przed egzystencją jałową, nijaką. Autor tekstu „Ciemnej strony księżyca”, Roger Waters, dał w nim wyraz przeświadczenia o daremności wszelkich prób nadania życiu głębszej treści.
Jakim więc sposobem utwór tak rozpaczliwie pesymistyczny stał się przebojem? Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. I chyba nikt inny również.

Było za głośno, to fakt. I momentami zdecydowanie za dużo dymu wypełniało salę (tak, tak – dymu). Ale z niecierpliwością czekam na sygnał, że będzie ciąg dalszy.

***

Ilustracja: fot. Paweł Lachowicz, obróbka – erbe

Kapela Ze Wsi Warszawa „Wiosna ludu”

Kapela Ze Wsi Warszawa Wiosna ludu (2001, Orange World)

Co łączy muzykę ludową z takich regionów, jak: lubelskie, suwalskie, radomskie, chełmskie, Kurpie i Mazowsze? Zapewne niejedno, jednak najważniejsze to Wiosna ludu Kapeli Ze Wsi Warszawa. Grupa wzięła na warsztat muzykę i teksty ze wspomnianych regionów Polski i przyrządziła z nich coś tak wyjątkowego, że przez kolejnych kilkanaście lat nie odważyłem się poznać nic, co swą nazwą firmuje KZWW.
Krótko: muzyka ludowa + energia i surowość dokonań Sex Pistols czy The Stooges + rytm = Wiosna ludu.

PS. Na początek przyszłego roku zapowiedziano wydanie re:akcji mazowieckiej. Na płycie zagrają wspólnie członkowie KZWW i – jak można przeczytać na stronie zespołu (warsawvillageband.net, wynotowane 14 grudnia 2017 roku) – jedni z ostatnich prawdziwych wiejskich muzykantów z terenu Mazowsza. Brzmi zachęcająco.

Artur Rojek „Koncert w NOSPR”

Artur Rojek Koncert w NOSPR (2017, Wydawnictwo Agora)

Dwudziesty dziewiąty dzień listopada roku 2015, siedziba Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia w Katowicach. Artur Rojek (Inny charakter, Teraz Rock, 2017, nr 12, strona 24; rozmawiał Robert Filipowski): Wiedziałem, że to będzie wyjątkowe wydarzenie, koncert odbywał się w mieście, z którym dużo mnie łączy. To moje miejsce pracy, realizacji OFF Festivalu, a koncert zamykał trasę, promującą moją pierwszą solową płytę po prawie 20 latach w zespole Myslovitz. Jedyny raz na trasie śpiewałem z orkiestrą. Cały repertuar musiał być też przygotowany pod kątem specyfikacji sali.
Koncert w NOSPR. Nie trzeba kochać Myslovitz, Lenny Valentino czy Artura Rojka solo – wystarczą słabość do łączenia muzyki popularnej z symfonikami, skłonność do popadania w melancholię oraz potrzeba koncertów w odpowiednio przygotowanych do tego miejscach.

Nirvana „Incesticide”

Nirvana Incesticide (1992, DGC)

Zbiór nagrań niepublikowanych. Wydany z dwóch powodów: 1) w 1992 roku nie było widoków na nowe wydawnictwo studyjne Nirvany, 2) po oszałamiającym sukcesie Nevermind, zespół postanowił niejako zweryfikować fanów swojej twórczości (Nirvana. Historia prawdziwa, strona 419). Jak to ujął Igor Stefanowicz (Tylko Rock, 1993, nr 12, strona 32): […]  jakby takie „przepraszam” w kierunku zagorzałych fanów nieco zawiedzionych ugrzecznionymi produkcjami z „Nevermind”.
Piętnaście utworów z lat 1988-1992. W większości proste, melodyjne „garaże” oraz „punkroki”, z jakich do dzisiaj słynie stan Kalifornia. Sliver, Stain, Been a son, (New wave) Polly, Aneurysm czy kowery Turnaround, Molly’s lips i Son of a gun rozruszają nawet najbardziej niemrawych miłośników rocka, lubujących się w punku i alternatywie. Gorzej Beeswax, Mexican seafood, Hairspray queen, Areo zeppelin, Big long now i Downer. Wyłączając ostatni z wymienionych utworów – mniej udana próba grania znanego z albumu Bleach.
Incesticide nigdy nie zdobędzie uznania, jakim cieszą się pozostałe albumy Nirvany, wydane za życia zespołu. Ale „zapchajdziurą” na pewno nie jest.