AlterBiba 2017

AlterBiba 2017 w inowrocławskim Kropa Pub za nami. Może łokciami w tłumie nie trzeba było się rozpychać, a start ileśtamminut po godz. 18:00, kazał spoglądać na zegarek i liczyć, o której się to wszystko skończy, bo w poniedziałek do pracy, ale organizatorzy włosów z głowy rwać nie muszą – wczorajsze spotkanie z muzyką alternatywną z kujawsko-pomorskiego kawałka Polski należy uznać za udane:
MegaraŻ (Grudziądz). Transowy rock z odpowiednią ilością chłodu i monotonii. Interesujące i wciągające, jednak na dłuższą metę – nużące.
Corr (Inowrocław), pomysłodawcy AlterBiby. Mają rękę do melodyjnego grania. I potrafią nieźle przyłoić – odniosłem wrażenie, że coraz bardziej się „metalizują”.
Ivo Partizan (Mogilno). Obecny od jakiegoś czasu saksofon w składzie, nie zatarł różnic pomiędzy gitarowym Ivo Partizan z Leszkiem Duszyńskim jako wokalistą, a klimatycznym, zimnofalowym Ivo Partizan, najczęściej z Maciejem Adamskim przy mikrofonie. Nigdy nie ukrywałem, że – przyparty do muru – wybrałbym to drugie oblicze Partizana.
AlterBiba 2018?

„AlterBiba”. Pierwiastek alternatywny

Jakieś plany na pierwszy niedzielny wieczór listopada? Proszę zanotować: aleja Niepodległości w Inowrocławiu (budynek Hali widowiskowo-sportowej), Kropa Pub, godz. 18:00 – Ivo Partizan, Corr i MegaraŻ.
AlterBiba to inicjatywa członków grupy Corr. Za całość odpowiada basista, Wojciech „Pająk” Krzyżanowski:
Od dłuższego czasu kołatała się w mojej głowie myśl, aby organizować w naszym mieście cykl koncertów, podczas których mogłyby się zaprezentować również młode zespoły z naszego regionu. Koncertów, na które zapraszane byłyby kapele grające muzykę inną niż ta, którą usłyszeć można na co dzień w radio czy w telewizji. Stąd pomysł, aby w nazwie był pierwiastek alternatywny.
Bardzo dobra współpraca z inowrocławskim klubem Kropa Pub, w którym odbędzie się koncert, zapowiada bardzo interesujące wydarzenie.
Póki co, obyło się bez sponsorów i wsparcia ze strony różnych instytucji. Kiedy spotka się na skrzyżowaniu dróg kilku zapaleńców, pozytywnie zakręconych szaleńców, to może się zdarzyć, że zrobią wszystko, aby znowu coś wykombinować [śmiech]. A tak poważnie, to dzięki osobom, które poświęcają swój czas oraz fundusze, istnieje możliwość, aby organizować tego typu imprezy. Zawsze w takim momencie ktoś jest pominięty, ale chciałbym podziękować w szczególności Oskarowi oraz Brynolowi.
Na koniec to, co najważniejsze – zespoły. Kapele, które wystąpią podczas tego koncertu, reprezentują bardzo podobne nurty. Gatunki, w których się obracają bardzo dobrze się uzupełniają. MegaraŻ to ogromna dawka energii, potężna sekcja, ostre, gitarowe riffy, vintage’owy bas. Corr – psychodeliczna gitara połączona z ciężkim brzmieniem oraz delikatny, kobiecy wokal, mieszanka wybuchowa. No i gwiazda wieczoru – Ivo Partizan, legenda alternatywnej sceny, laureat jarocińskiego festiwalu w 1985 roku. Pojawią się znane utwory, jak „Mengele” czy „Zabij ten czas” oraz te współczesne, na przykład „Kobieta żul”, czy „Ezoteryczna”. Klimat jaki stworzą na pewno zostanie w naszych głowach przez długi czas.


Z dziennika pewnego zgreda: Quebonafide i inni w Mogilnie

W.O.E.K., Rockin’ Style Crew, Musiel / Emce, Huku + LiveBand, Quebonafide
Amfiteatr w Mogilnie, 24 sierpnia
Organizatorzy: Mogileński Dom Kultury, Mogileńskie Porozumienie Społeczne, Młodzi Demokraci
Patronat honorowy: Burmistrz Mogilna Leszek Duszyński

Zróbcie hałas!, Zróbcie dla nas hałas!, Zróbcie ogromny hałas! i tym podobne. Albo: Od lewej, do prawej, od lewej do prawej, od lewej do prawej. Rzadziej: Zróbcie światło (tego się już nie robi zapalniczkami). I jeszcze – to już bardziej uniwersalne: Łapy w góreeee!!!!.
Nie ma sensu wskakiwać w buty Statlera i Waldorfa z The Muppet Show – każda muza ma swoje rytuały, a każde pokolenie swoją muzę. W.O.E.K., czyli mogilnianin Krystian Wołek już na samym początku wykrzyczał: Pieprzę twoje hejty, jeśli miałbym być szczery. Wyłącz to jak chceszdroga wolna, bardzo proszę. Koniec, kropka.
Zgadza się, pchany ciekawością nie czułem się dobrze w kilkutysięcznym tłumie nastolatków. Ale prawdą jest też to, że nie wszystko z tego, co zobaczyłem i usłyszałem mi się nie podobało: W.O.E.K. w utworze ze słowem „szepty” w tekście. Musiel / Emce z towarzyszeniem rockowego Free Road. Huku + LiveBand z Wiktorem Mazurkiewiczem w składzie – gra na perkusji gościa zespołu, Mikołaja Toczko (syn Krzysztofa „pARTyzanta” Toczko) i wręcz blacksabbathowy kawałek na zakończenie.


Teraz już wiem, co odpowiedzieć, gdy przy okazji jakiegoś spotkania czy uroczystości ktoś spyta – „Gdzie jest młodzież?”: Na koncercie Quebonafide i tych, którzy grają przed nim

Muszla Fest 2017

Jeden dzień na Muszla Fest 2017 (18-19 sierpnia, Bydgoszcz, Myślęcinek). Wybór niełatwy, bo w programie kilka zespołów, które chciałoby się na festiwalowej scenie zobaczyć. Przesądziło zaplanowane na sobotę spotkanie z perkusistą Dezertera, Krzysztofem Grabowskim. Było o SS-20, Dezerterze, napisanych przez Grabowskiego dla tego zespołu tekstach, wolności, polityce, anarchii, no future: Od początku to było źle odbierane przez młodzież. Nie chodziło o to, żeby się z powodu tego, że nie ma przyszłości, położyć pod topór i zakończyć. Dla mnie „no future” to hasło, taki zapalnik do działania: jest przesrane i nie ma przed nami nic, to zróbmy coś, nie siedźmy, nie poddawajmy się. Więcej takich atrakcji na Muszla Fest! 
Spotkanie z Krzysztofem Grabowskim zostało zorganizowane w Wake Park Bydgoszcz, a zakończył je występ artysty, który ukrył się pod pseudonimem Marszałek Pizduski One Man Band.


Muszla Fest 2017 to między innymi też „XXX lat na fali czyli benefis Dariusza Paczkowskiego”

Koncerty. Niemożliwe, żeby przez około dziesięć godzin – z uwzględnieniem kilkunastominutowych przerw pomiędzy kolejnymi koncertami – być niedaleko sceny festiwalowej. (Czy na festiwalach zawsze musi być tak, że przebywanie w części gastronomicznej nie gwarantuje odpoczynku od muzyki?). W związku z powyższym:
O koncertach zespołów Unbeaten, Lowtide, Schizma i Leniwiec nie napiszę.
El Banda. W pierwszym utworze skojarzyli mi się z The Doors. Później było już tak, jak w zapowiedzi, czyli bardziej punkowo. Świetny koncert, choć wokalistka, która częściej była wśród publiczności niż na scenie, trochę przesadziła z eksponowaniem swojej niechęci (to chyba odpowiednie słowo) do męskiej części widowni. Dostało się też organizatorom: Mimo, że bardzo dużym szacunkiem darzę organizatorów, to nie jest to super fajne, żeby na punkowych festiwalach grać przez eliminacje.


El Banda. Wokalistka zespołu zaczęła od ułożenia na ziemi mandali, w centrum której pojawiło się hasło nawiązujące do tego, co się teraz wyrabia w Puszczy Białowieskiej (w sobotę nie tylko ona o tym mówiła). Jak widać na zdjęciu – w trakcie koncertu mandala uległa zniszczeniu

Uliczny Opryszek. Głównie zagrali utwory z repertuaru mniej znanych polskich kapel punkowych z lat osiemdziesiątych. Sytuacji nie zmienił zaprezentowany na koniec Burdel Dezertera – do grona miłośników Ulicznego Opryszka zaliczyć mnie nie można.
Kat & Roman Kostrzewski. Odpowiednia dawka metalu na wysokim poziomie.
Ignite. Sunday Bloody Sunday na melodyjno-zadziorno-punkową nutę rodem z Kalifornii? Jasne! Cały koncert był taki – lubię kalifornijskiego punk rocka.
Muszla Fest 2017. Za rok też tam będę. Może będzie mniej wykonawców i nie będzie dylematu, kogo wybrać? Może organizatorzy zaproponują coś miłośnikom nie tylko punk rocka, hardcore i metalu? Może ktoś wpadnie na to, żeby jednak jakoś oświetlić drogę z parkingu na pole festiwalowe?

Reflection w Przyjezierzu

Wczoraj w Przyjezierzu zagrał zespół działający pod egidą strzelneńskiego Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i Rekreacji. Koncert został zorganizowany na terenie Zakładu Aktywności Zawodowej.
Arkadiusz Kubiak – gitara, Adam Szymański – wokal, Krzysztof Wrzesiński – perkusja, Bartłomiej Kubiak – bas. Od tegorocznych Dni Strzelna funkcjonują pod nazwą Reflection (o zespole więcej tutaj i tutaj).


Reflection w Przyjezierzu (fot. Magdalena Lachowicz)

Powidz Jam Festiwal 2017: piątek, 21 lipca

Co można zorganizować dla siebie, mieszkańców oraz przyjezdnych, którzy urlop letni zdecydowali się spędzić nad jeziorem? Na przykład Powidz Jam Festiwal. Bardzo dobry pomysł. I atrakcja przyciągająca kolejnych wczasowiczów.
Powidz Jam Festiwal 2017 (20-23 lipca): cztery dni wypełnione muzyką, pięć miejsc festiwalowych, w programie zdecydowana przewaga zespołów mniej lub zupełnie nieznanych, bezpłatna wejściówka (wyjątek: zaplanowany na ostatni dzień koncert Ani Dąbrowskiej), dodatkowe – niemuzyczne – atrakcje.
Dwadzieścia pięć minut. Tyle czasu potrzebowałem, żeby do Powidza dojechać. Aż wstyd, że w tym roku to był mój pierwszy raz. W tym miejscu prośba do organizatorów: Powidz to nie Warszawa, ale jakaś strzałeczka z napisem „PJF – scena główna” dla tych, którzy pierwszy raz, tylko na festiwal i z tradycyjnym telefonem wyposażonym w sporo przycisków (tak, tak, na świecie są jeszcze ludzie, którzy mają właśnie taki sprzęt), by się jednak przydała.
Wybrałem piątek, ponieważ tego dnia na scenie głównej wystąpili Fisz Emade. Ich twórczość znałem tylko z radia, czyli tak naprawdę nie znałem. Spora dawka wgniatających w ziemię dźwięków, na czele z wybornym utworem ze słowami słońce spali ziemię nam. Na uzupełnienie płytoteki albumami nagranymi przez synów Wojciecha Waglewskiego się nie zdecyduję, ale jeżeli będzie okazja, to na kolejny koncert się wybiorę.
Przed gwiazdą drugiego dnia festiwalu zagrali: Disco Pogo, SZA!, Naliah, Fleszar/Qlhead, Big Up.
Disco Pogo. Zdążyłem na ostatni utwór, napisany przez wokalistę zespołu, perkusistę grupy Strachy Na Lachy oraz Kamila Durskiego z Lilly Hates Roses. My name is Jeżyce – melodyjny, w klimacie nagrań obu wymienionych zespołów.
SZA!. Przed koncertem zapowiedź, że nie można ich zaszufladkować. Oj, nie można. Oni grali, ja między innymi zanotowałem: folk, zimna fala, industrial, space, flet, Lao Che, wciągająca, hipnotyzująca, Tilt, trans. Polecam! Niestety, potęgę ich grania osłabiło światło słoneczne.
Naliah. Skojarzenia – reggae i ska. Mnie do swojego grania nie przekonali.
Fleszar/Qlhead. To ten Gabriel Fleszar, który w końcu ubiegłego wieku zaśpiewał Kroplą deszczu? Jeżeli tak, to dzisiaj jest w zupełnie innym, zdecydowanie bardziej interesującym miejscu. Gitara i wokal (Fleszar) plus laptop i ta cała elektroniczna reszta (Qlhead). Ludzie tańczyli, bawili się.
Big Up. Do reggae nie mam serca, a i nagłośnienie chyba zaszwankowało.
Piątek 21 lipca na Powidz Jam Festiwal 2017: piwo festiwalowe i sporo przypadkowych ludzi (jak to na koncertach bezpłatnych), a przede wszystkim przegląd zespołów, do których zapewne nigdy bym nie dotarł i myśl, że może za rok… tak na kilka dni…

PS. Nie wiem, co kryje się pod nazwą Brodacze Live Act – Fisz Emade skończyli dziesięć minut po godzinie pierwszej w sobotę, nie zostałem.


SZA!

 

Fleszar/Qlhead

Mogilno: Gorczyca i Przyjaciele / Wiktor Mazurkiewicz

Łukasz Gorczyca: Zapraszamy na kilka chwil z muzyką ilustracyjną z płyty „Gorczyca i przyjaciele”. Kuba Szturm (gitara), Tomek Dominik (perkusja) i wspomniany Łukasz Gorczyca (bas) zaprezentowali między innymi utwory Utor utor i Luxury Hotel. Jazz, funk, trochę bluesa, gitara i bas – na zmianę – pełniły rolę instrumentów prowadzących. Warto poznać ten wydany w ubiegłym roku album.
Druga część koncertu to Szturm – Dominik – Gorczyca z gośćmi. W pewnym momencie wokalista Arek Kłusowski powiedział: Ma nadzieję, że co niektórzy to znają, a jeśli nie, to my dzisiaj jesteśmy takim wehikułem czasu. Ma facet poczucie humoru. Gary Moore i jego Still Got The Blues, Oh Pretty Woman, Parisienne Walkways – ktoś nie zna? Zdaje się, że Jack Moore zagrał na gitarze odziedziczonej po swoim ojcu.
Na koniec utwór projektu stworzonego przez wymienionych muzyków (nie wiem, czy dobrze zapisuję nazwę) – EMG. Zmiana klimatu, ale nie potrafię znaleźć żadnego skojarzenia. Arek Kłusowski: Niedługo na Spotify, YouTube i tych różnych wszystkich dziwnych rzeczach, platformach online będzie można posłuchać utworu. Nie pozostało nic innego, jak poczekać.
Był też bis. I kolejny klasyk – No Woman No Cry.
Przed Gorzycą i jego Przyjaciółmi wystąpił Wiktor Mazurkiewicz. Między innymi utwory z dorobku jego ulubionych artystów: Scene Two: I. Overture 1928 Dream Theater oraz coś z dorobku gitarzysty zespołu, Johna Petrucciego. A także kilka kompozycji z przygotowywanego przez gitarzystę z Mogilna trzeciego albumu solowego – i tu już usłyszeliśmy nie tylko prog metal, z którym jest on kojarzony (więcej na ten temat – na Zapiskach Muzycznych już niebawem).
Koncert w Amfiteatrze Letnim w Parku Miejskim w Mogilnie został zorganizowany przez Mogileński Dom Kultury (sponsor strategiczny – Gas Storage Poland). Sympatyczny 19 wieczór lipca roku 2017. Kiedy kolejne?


Od lewej: Jack Moore, Kuba Szturm, Łukasz Gorczyca

 

Wiktor Mazurkiewicz

Jarocin Festiwal 2017

To już staje się tradycją – kolejny koncert w tym roku, na który miałem się wybrać, ale tak się nie stało. Właściwie koncerty, dużo fajnych koncertów, o czym w tekście Artura Łuczaka, który wyjazd na Jarocin zaplanował i plan ów zrealizował:

Dobiegł końca tegoroczny Jarocin Festiwal. W nowej formie i świeżym spojrzeniu na muzykę pozyskał zwolenników jak i zdecydowanych przeciwników. Jedni starali się mówić o festiwalu, którym żył cały Jarocin (kilka scen usytuowanych w różnych częściach miasta), inni zarzucali tej formule festiwalu zbyt wielką „festynowość” i zatracenie legendy Jarocina sprzed lat. To co pewne i o czym chciałbym mówić to to, co dla Jarocińskiego festiwalu powinno być najważniejsze – czyli MUZYKA.
Motywem przewodnim tegorocznego festiwalu była osoba Czesława Niemena, który przed 30 laty zagrał swój koncert, który przeszedł do historii tegoż festiwalu. Stąd też Pan Czesław uwieczniony na wielkich fotografiach spoglądał na festiwalowiczów z okien kamienicy na rynku, po stawie pływały czarne kapelusze, a koncertem finałowym kończącym tegoroczny „Jarocin” był „projekt: Zalewski / Niemen”.
Zacznijmy jednak od początku.  Czytaj dalej Jarocin Festiwal 2017

Powidz zalany muzyką!

W bogatej ofercie festiwalowej z różnych powodów giną nam te mniejsze, a raczej – te mniej znane. Przykładem Powidz Jam Festiwal. W najbliższy czwartek rusza już czwarta edycja, a nie przypominam sobie, żeby w przeszłości ktoś chociażby wspominał mi, że takowy festiwal się odbywa. Sam na informację o tym, organizowanym właściwie za miedzą święcie muzyki trafiłem w roku ubiegłym, kiedy to do Powidza zawitali między innymi Lao Che.
Hasło festiwalu brzmi: Zalejemy Miasteczko Muzyką. Tak będzie i w tym roku. Na pięciu scenach wystąpi ponad 200 muzyków, zaplanowano 30 koncertów. Gwiazdą Powidz Jam Festiwal 2017 będą Fisz Emade Tworzywo, a Good Taste Production zorganizuje koncert Ani Dąbrowskiej (jedyny biletowany występ).
Festiwal to także imprezy towarzyszące. Szczegóły w harmonogramie i w Się wydarzy.


Corr i Cela Nr 3 „Na soli”

Corr z Inowrocławia i bardziej znana Cela Nr 3 z Grudziądza na zakończenie pierwsze dnia 13. Zlotu Motocyklowego Na soli (Inowrocław, 30 czerwca). Tam warto było być – niech żałują ci, którzy przestraszyli się ołowianych chmur i zimna.
Różne podejście do grania. Gwiazda wieczoru – jednorodna stylistycznie, klasycznie punk rockowa z zestawem utworów, których nie mogło zabraknąć i kilkoma bisami. Corr – gar, w którym przegryzają się style. Yoga – gitara, Pająk – bas, Kasia – wokal, Ignatz – perkusja, Kuba – gitara. W pierwszej części zagrali szybko i ciężko, w drugiej natomiast bardziej klimatycznie, zimno-falowo i… bardzo przebojowo – utwór, w którym pojawił się taki oto fragment tekstu: Czy kochasz swój kraj (Kasia Osuch zażartowała: Mamy hicior). Na bis niespodzianka – Wild Thing.


3/5 grupy Corr. Od lewej: Pająk, Ignatz, Kasia (rozmowa z Kasią – tutaj, a z Pająkiem – tutaj)

 

1/2 grupy Cela Nr 3

Dni Strzelna 2017: Reflection

W lutym napisałem o zespole rockowym, który działa pod egidą Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i Rekreacji w Strzelnie (więcej tutaj). Wówczas nie mieli nazwy. Dzisiaj nadal jej nie mają – na występ w ramach tegorocznych Dni Strzelna nazwali się Reflection.
Jak w przypadku Michelsona w wieży wodociągowej – nie było mi dane tam być. Był Sławomir Tarczewski:

Reflection to: Bartłomiej Kubiak – gitara basowa; Arkadiusz Kubiak – gitara; Adam Szymański – śpiew i gościnnie Mateusz Senderowski – bębny. W tym składzie 17 czerwca na placu targowym podczas Dni Strzelna 2017 lekko spięci, ale po przełamaniu czkawki drobnych pomyłek, zagrali kilka podstawowych kawałków śląskiego zespołu Dżem i ponadczasowe Dorosłe dzieci z plejlisty poznańskiej grupy Turbo. Celowo przysłuchiwałem się Adamowi Szamańskiemu, gdyż kilka dni wcześniej Bartek Kubiak opowiadał mi, jak to decyzja o włączeniu tego chłopaka do zespołu zapadła, po odsłuchaniu jego możliwości na konkursie piosenek dla dzieci, zdaje się. Na scenie pokazał się jako potencjalny dobry śpiewak, oby rockowy, choć musiałby też trochę wejść w życie rockowe, aby nie tylko czuć szacunek do tej muzyki, ale być tą muzyką. No i ćwiczyć nieustająco. Gitara i sekcja dały słuchaczom dobrze poczuć bluesa na karku. Wprawdzie na widowni było nas kilkoro razem z dziećmi, bo i pora zbyt wczesna, do niedawna jeszcze występujące ulewy zniechęciły strzelanin, zagroda piwna też ściągnęła swoich amatorów, a i prawie wszyscy szykowali się na wieczorny występ CLEO. W drugiej części występu Reflection, zamiast Adama, gościnnie przy mikrofonie wystąpił Łukasz Ślesiński, który w dość brawurowy sposób wyśpiewał m. in. Warszawę T.Love i Peggy Brown Myslovitz. Było dobrze!!! Dodać trzeba, że stałym pałkerem w Reflection jest grający równocześnie w legendarnym zimnofalowym Ivo Partizan, nasz strażak Krzysztof Wrzesiński.

Dni Strzelna 2017: Lux Vera wszechstronna

Kilka miesięcy temu swoje granie podzielili na trzy nurty, a na zorganizowanym 16 czerwca – w ramach Dni Strzelna 2017 – koncercie zaprezentowali się w trzech wcieleniach. W kościele św. Trójcy była mowa o uwielbieniu, kompozycjach do poezji ojca Kazimierza Łabińskiego i muzyce opartej na starych tekstach (więcej tutaj), natomiast w ubiegły piątek – w sali strzelneńskiego Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i Rekreacji – o poezji śpiewanej (utwory do prac laureatów jednej z edycji konkursu Ogólnopolskie Literackie Spotkania Pokoleń Kruszwica – Kobylniki), pieśni religijnej (w trzech częściach Hymn do matki do słów ojca Łabińskiego) i poezji patriotycznej (Modlitwa o wschodzie słońca Kaczmarskiego, Taki kraj Pietrzaka i Psalm stojących w kolejce Prońko); na koniec zagrali jeszcze Rzuć wszystko co złe Wodeckiego.
Czy ta muzyczna wszechstronność doprowadzi zespół do tego, że na warsztat wezmą kilka punk rockowych klasyków? Na przykład Lux Vera gra Niezwyciężonego Armii – jestem przekonany, że wyszliby z tego obronną ręką. Być może ich granie bywa stylistycznie przekombinowane (opinia jednego z uczestników piątkowego koncertu), może niekiedy warto spróbować „okroić” instrumentarium, ale każdym występem udowadniają, że nie boją się wychodzić poza prowincjonalne schematy muzyczne. Po koncercie ktoś powiedział: Lubię Lux Verę. Gdzie oni – tam ja. Podpisuję się pod tym.
Lux Vera: Iwona Jasińska (wokal), Leszek Iwiński (bas), Arkadiusz Kubiak (perkusja, instrumenty perkusyjne, klawisze), Maciej Nowak (gitara), Piotr Barczak (puzon, klawisze), Andrzej Kortas (klarnet, wokal).


Miasto Jarocin Festiwal 2017

Podoba mi się formuła tegorocznej edycji festiwalu w Jarocinie. Nazwałbym to próbą nabrania kształtów wyróżniających. Czy to trafna droga – czas pokaże. Ale zapowiedzi dobrze rokują.
To będzie „miejskie święto muzyki”. Kilka scen, do tego tym razem w centrum miasta, a w sąsiedztwie Muzeum Regionalne, Galeria Skarbczyk i – przede wszystkim – Spichlerz Polskiego Rocka, którego oferta była tym, co chyba tak naprawdę w ostatnich latach wyróżniało Jarocin Festiwal (takie wrażenie wywiozłem stamtąd w 2015 roku – rok później na festiwalu nie byłem). Jednym z plusów przeniesienia festiwalu do przestrzeni miejskiej jest więc to, że do Spichlerza nie trzeba będzie już drałować z Maratońskiej. Kolejnym – fakt, że (jeżeli dobrze zapamiętałem), w miejscach ulokowania scen nie ma przestrzeni na scenę dotychczasowej wielkości, więc będzie bardziej kameralnie, co mi bardzo odpowiada.
To zmiany organizacyjne. A artyści? Szczegóły na stronie jarocinfestiwal.pl (wspomnę tylko o tym, że w tym roku zagrają między innymi – personalnie związani z Mogilnem – Lilly Hates Roses). A także w najnowszym numerze Teraz Rocka. To z tego miesięcznika dowiedziałem się o koncertach poświęconych Niemenowi. Grzesiek Kszczotek (Jarocin Festiwal 2017. Jeszcze lepszy, Teraz Rock, 2017, nr 4, strona 12): Ostatni dzień Festiwalu będzie poświęcony Czesławowi Niemenowi. Wiraszko [lider zespołu Muchy, dyrektor festiwalu – przyp. RB]: „W 1987 roku Niemen dał w Jarocinie koncert w związku z płytą »Terra deflorata«, poza tym 50 lat temu ukazał się »Dziwny jest ten świat«. W Jarocinie zabrzmią dwa specjalne koncerty z muzyką Czesława Niemena, będzie też happening, spektakl teatralny, wykłady, słuchowiska i wystawy. Myślę, że pokażemy Niemena ciekawie pod względem artystycznym”.
Cóż, w tym roku w Jarocinie naprawdę warto być.

XVII Mogileńskie Spotkania Plastyczne. Lilly Hates Roses i „Mogileńska Scena Muzyczna”

Trwa kolejna edycja Mogileńskich Spotkań Plastycznych. Z programu wybrałem koncert Lilly Hates Roses (25 marca) i otwarcie wystawy pod tytułem Mogileńska Scena Muzyczna (27 marca).
Koncert odbył się w Sali Widowiskowej Mogileńskiego Domu Kultury. Miejsce dobre, ale wymaga dostosowania na potrzeby tego typu przedsięwzięć. Lilly Hates Roses – super koncert.
Mogileńska Scena Muzyczna – w Barze U Perły. W programie zapowiedź otwarcia wystawy fotograficzno-dokumentalnej, a w rzeczywistości bardziej sympatyczna, trwająca grubo ponad dwie godziny rozmowa o przeszłości i przyszłości muzyki rockowej w Mogilnie. Na ścianach 10 zdjęć dokumentujących głównie lata osiemdziesiąte i 14 z koncertów w dzisiaj już kultowym Magazynie – mało.

PS. Po Lilly Hates Roses wystąpił Krystian Wołek…


Fragment wystawy "Mogileńska Scena Muzyczna"
Fragment wystawy „Mogileńska Scena Muzyczna”