Wiktor Mazurkiewicz: „To wszystko idzie na żywo”

Co nowego u Wiktora Mazurkiewicza?

***

Ciągle uprawiasz to swoje prog metalowe poletko, a głównym drogowskazem jest Dream Theater?
Doszło Riverside. Przez to, że znam dobrze Maćka Mellera, który teraz gra w tym zespole na gitarze za zmarłego Piotrka Grudzińskiego, to wszedłem w nich trochę głębiej – kiedyś znałem może dwie płyty, a teraz całą dyskografię mam w głowie. Zespół Haken też śledzę. To, co Mike Portnoy robi, chociażby trasę The Shattered Fortress na swoją pięćdziesiątkę – to jest mistrzostwo świata. Iamthemorning – rosyjska wokalistka, w duecie z pianistą (oni będą na Ino Rock Festival 2017). Oczywiście Meller Gołyźniak Duda – ich płyta Breaking Habits to dla mnie kosmos. Z tego też czerpię.

Dzisiaj zagrałeś [19 lipca 2017 roku, Amfiteatr Letni w Parku Miejskim w Mogilnie] kilka utworów z zapowiadanej swojej trzeciej płyty. Różnią się od tego, co nagrywałeś do tej pory – są bardziej nastrojowe, jest w nich więcej tak zwanego klimatu.
Tak.

Zapowiedziałeś, że to będzie album dwupłytowy.
Jeszcze nie jestem o tym do końca przekonany, ale na 85% tak będzie.

Mogę spodziewać się płyty na długie wieczory?
Może powiem tak: część płyty będzie zupełnie inna. Pierwsza dotyczyć będzie jednego dnia, a druga – już dłuższego okresu czasu. To będzie płyta inspirowana militariami i konfliktem na Bliskim Wchodzie, co dzisiaj było słychać – przy pierwszym utworze (Week Trial) pojawił się wojskowy marsz, oczywiście też w polirytmii. Postaram się zrobić orkiestrację. Oczywiście, możliwości nie pozwalają mi na nagranie tego z całą orkiestrą symfoniczną – jadę na wtyczkach.


 

Wiesz już jak zatytułujesz ten album? Kiedy się ukaże?
Tytuł: Some Steps to Terrible Nightmare. Kiedy się ukaże? Nie mam pojęcia, bo chciałbym powalczyć… [chwila zastanowienia] bo to jest płyta, do której chciałem dorosnąć. Pierwsze utwory powstawały zaraz po wydaniu Home, ale uznałem, że to jest dla mnie tak potężny projekt, że potrzeba czasu. Nie chcę powiedzieć, że to będzie za pół roku czy rok, bo może być za pięć lat. Chcę wydać dojrzały album, który będzie naprawdę perfekcyjny, taki jak to sobie ja wymarzę. No i też nie mam na to aż tyle czasu.

Some Steps to Terrible Nightmare planujesz wydać jak dwie poprzednie płyty, czyli własnym sumptem, czy rozglądasz się za wydawcą?
Chciałbym już mieć legal. Będę uderzał do kliku rockowych wytwórni w Polsce, a może nawet zagranicznych. Kto wie, może się uda.

W trakcie dzisiejszego koncertu wspomniałeś o wyróżnieniu, jakie zdobył twój drugi album –  Carpie Diem.
To był plebiscyt stworzony przez pana Grzegorza Bryka, felietonistę Magazynu Gitarzysta. Na blogu Półka z winylami zrobił takie zestawienie najlepszych polskich albumów roku 2016. Niestety, nie wygrałem, ale byłem w ścisłej czołówce. I to jest dla mnie zaszczyt, bo w tym zestawieniu znaleźli się Meller Gołyźniak Duda za Breaking Habits czy Tides From Nebula za Safeheaven.

Zacne grono. Autor Półki z winylami przygotował zestawienie, a czytelnicy głosowali?
On oceniał. Napisał krótką recenzję dotyczącą albumu. To nie było zestawienie tylko wielkich płyt, które były wyczekiwane, które miały jakąś swoją otoczkę medialną, ale też płyt zwykłych gitarzystów, takich jak ja, którzy nagrywają sobie gdzieś w domu, w małym mieście, wydają własnym sumptem czterdzieści czy pięćdziesiąt egzemplarzy i rozprowadzają między znajomymi.

 

Półkowy Polski Album Roku 2016 (polkazwinylami.blogspot.com, wpis z 14 stycznia 2017 roku; wynotowane 27 lipca 2017 roku): Może i Wiktorowi Mazurkiewiczowi okładka do „Carpie Diem” nie wyszła, ale muzycznie to bez kozery fajne granie. Sporo wychodzi u nas takich płyt. W sensie od gitarzystów, którzy wszystko montują sami, a materiał nagrywają w zaciszu własnego pokoju, gdzie na ścianie wisi plakat Satrianiego albo Johna Petrucciego z lśniącą od potu klatą. To już pasja granicząca z szaleństwem, a przede wszystkim miłość do gitary, bo Wiktor Mazurkiewicz to właśnie jeden z tych świrów, którzy biorą do łapy gitarę i wyczyniają na jej gryfie kosmiczne rzeczy, które można by zawrzeć w granicach gitarowego rocka progresywnego. „Carpie Diem” to właśnie jeden z tych domowych produktów. Wchodzi gładko, bez popity, ryja nie wykrzywia, a momentami potrafi nawet przyprawić o ciarki na plecach. Graj i nagrywaj dalej Wiktor, bo świetnie ci to wychodzi!

 

Od roku mnóstwo czasu spędzasz w Poznaniu, bo tam studiujesz. Tam też jesteś aktywny muzycznie. Opowiedz o tym, bo to twoje „poznańskie granie” stylistycznie różni się od tego, co robisz pod szyldem „Wiktor Mazurkiewicz”.
Poszedłem w hip-hop. To nie jest taki typowy rap, ponieważ mamy własny liveband. Świetna ekipa, każdy z chłopaków jest profesjonalistą. Nasz raper Huku jest bardzo uzdolniony muzycznie. Z wykształcenia jest realizatorem dźwiękowym, kiedyś grał z Kamilem Bednarkiem (kiedy Kamil nie był jeszcze aż tak znany), bo jest też beatboxerem, był wokalistą w zespole Element Dekoracyjny Miasta. Jeśli chodzi o rap, Huku jest dla mnie mistrzem świata. Szkoda, że przez innych trochę niedocenionym. Jest Jarek, perkusista – bardzo doświadczony muzyk (on pewnie gra dłużej, niż ja żyję). Podobnie basista Piotrek. Mamy jeszcze DJa Michała, który też świetnie sobie radzi. Jest Łukasz, który jest „hypemanem”, czyli podbija Huka.
W ogóle to wszystko zaczęło się w Mogilnie [śmiech]. W sierpniu ubiegłego roku Huku grał tu przed Quebonafide, a ja wystąpiłem z Musielem, Emce i KreTem. I wtedy chłopaki mnie zauważyli. To też fajna historia [śmiech]. Chciałem do nich pisać, ale dopiero po pierwszym roku studiów, żeby tak okrzepnąć w Poznaniu, bo to wszystko nowe – samodzielne mieszkanie i tak dalej. A oni napisali do mnie już w grudniu. Propozycję odrzuciłem. Wzięli jakiegoś gitarzystę, ale zdaje się, że po dwóch próbach z niego zrezygnowali. W styczniu napisali do mnie jeszcze dwa czy trzy razy. No to odpisałem: Jasne, na jedną próbę mogę [śmiech]. Po pierwszej próbie, kiedy to znałem trzy utwory promujące płytę Arka na YouTube, byliśmy już fajnie zgrani, taką chemię załapaliśmy.

Najbliższy koncert Wiktora Mazurkiewicza solo?
Nie ma. To wszystko idzie na żywo, w środę dostaję telefon, że za dwa tygodnie gram. Na razie nie myślę o tym, bo się skupiamy na Huku – planujemy trasę koncertową, ale dopiero jesteśmy na początku ustalania wszystkiego.

(lipiec 2017)

Katarzyna Osuch: „Jednak śpiewanie – niech gra ktoś inny”

Rozmowa z Katarzyną Osuch, wokalistką grupy CORR z Inowrocławia (corr.com.pl).

***

Kobiety i rock’n’roll nie idą w parze. Rock’n’roll to sprawa typowo męska. To słowa Grabaża z grup Pidżama Porno i Strachy Na Lachy. Co ty na to?
Uważam, że nie [śmiech]. Zdecydowanie – nie! To jest rodzaj muzyki dla każdego, kto zasmakuje tego rock’n’rolla. I to jest chyba niezależnie od płci. Czytaj dalej Katarzyna Osuch: „Jednak śpiewanie – niech gra ktoś inny”

„Różni w swoich wyborach”

Rozmowa z Wojciechem „Pająkiem” Krzyżanowskim, basistą inowrocławskiego zespołu CORR.

***

W styczniu 2015 roku na stronie nowyhoryzont.blog.pl (Inowrocław. Wojciech „Pająk” Krzyżanowski o zespołach Defekacja i Betsaida, wpis z 25 stycznia 2015 roku) opublikowałem twoje wspomnienia na temat zespołów Defekacja i Betsaida, które zakończyłeś słowami: Wilka zawsze ciągnie do lasu, jaki on by nie był, ten las. Tak, powróciliśmy do grania, to znaczy z bratem Maciejem i kolegą „Ignatz’em” pogrywamy sobie w trójkę. W chwili obecnej szukamy osoby do śpiewania. To był początek grupy CORR?
Dokładnie tak. To był początek grupy CORR. Krzysztof „Ignatz” Ignaczak, Maciej „Yoga” Krzyżanowski [kolejno: perkusja, gitara – przyp. RB] i ja. Czytaj dalej „Różni w swoich wyborach”

„Głównie było nastawienie na piosenkę harcerską”

O Międzyszkolnym / Szkolnym Festiwalu Piosenki oraz o początkach Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w ówczesnym Liceum Ogólnokształcącym w Strzelnie (dzisiaj część Zespołu Szkół) – rozmowa z panem Ireneuszem Lewickim.

***

W książce Marii Basińskiej Gimnazjum. Liceum Ogólnokształcące w Strzelnie 1945 – 1995 można znaleźć informację o harcerskich festiwalach piosenki: Z inicjatywy harcerstwa organizowane były na przełomie lat 60. i 70. festiwale piosenki. Dowodem niech będzie notatka pochodząca z kroniki szkolnej z 1972 roku. Treść jej brzmi: „W lutym odbył się z inicjatywy ZHP Międzyszkolny Festiwal Piosenki. Triumfowały uczennice kl. IV Joanna Kubis i Aleksandra Semmler”. W festiwalach uczestniczyli uczniowie nie tylko liceum i zawsze było wielu chętnych do konkursu. Długoletnim opiekunem harcerzy jest Ireneusz Lewicki [strona 33]. Pamięta pan te festiwale?
Do 1968 roku pracowałem w Szkole Podstawowej nr 1 [w Strzelnie – przyp. RB]. W tym samym roku pan dyrektor Szkatulski powołał mnie na nauczyciela wychowania technicznego do Liceum.
Tam opiekunem harcerstwa był pan Ludwik Zbytniewski, nauczyciel wychowania fizycznego. Ponieważ już w Szkole Podstawowej nr 1 zajmowałem się Związkiem Harcerstwa Polskiego, więc od razu, że tak powiem „z marszu” dyrektor Szkatulski przydzielił mi harcerstwo. Bez żadnych wynagrodzeń, później był okres, kiedy były jakieś dodatki do pensji, ale minimalne.
Pierwszy festiwal zorganizował jeszcze pan Zbytniewski (on był inicjatorem tych festiwali). Później ja to przejąłem.
Ten pierwszy odbył się w szkole, a następne, kiedy to nabrało takiego, że tak powiem rozmachu, przenieśliśmy do Kina [Kujawianka – przyp. RB]. Oddźwięk u mieszkańców Strzelna był wielki – sala kinowa była pełna ludzi. Czytaj dalej „Głównie było nastawienie na piosenkę harcerską”

„Teraz jest nowy wiatr”

Rozmowa z Leszkiem Duszyńskim – członkiem zespołu Ivo Partizan (wokal i gitara plus harmonijka klawiszowa w utworze Mengele), burmistrzem Mogilna.

***

Kiedy Leszek Duszyński uświadomił sobie, że muzyka rockowa to coś więcej niż tylko rozrywkowy dodatek do życia?
To było na początku lat osiemdziesiątych. W kraju powstała Solidarność. Wszystko zaczęło się na nowo organizować – ludzie uwierzyli, że można zmienić ten „syf”. Również wtedy nastąpił olbrzymi wysyp zespołów rockowych, w szeroko pojętym tego słowa znaczeniu. Słuchało się przeróżnej muzyki, ale tak naprawdę największe wrażenie wywarła na mnie muzyka punkowa i zimnofalowa, taka alternatywna muzyka.
Z Darkiem Rucińskim, Sławkiem Rucińskim i Mariuszem Twarużkiem też spróbowaliśmy swoich sił w graniu. To był trzon przyszłego Ivo Partizan. Czytaj dalej „Teraz jest nowy wiatr”

„Maanam, Perfect to był zupełnie inny rodzaj muzyki”

Rozmowa z Markiem Kruszewskim, szefem Domu Kultury w Strzelnie w latach 1981-1983.

***

W kronice Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i Rekreacji w Strzelnie znalazłem informację, że 13 maja 1984 roku w strzelneńskim dawnym Kinie Kujawianka odbył się I Przegląd zespołów rockowych. Na jednym ze zdjęć wśród publiczności jest pan. Pamięta pan te koncerty?
W 1984 roku już nie pracowałem w Domu Kultury.
Tych imprez było wiele, ale ta impreza akurat była pierwszą, którą organizował nasz Dom Kultury. Poprzednie imprezy typu takich przeglądów organizowało Nakło, organizowało Mogilno, Gniewkowo, Tuchola. Pamiętam, bo jeszcze wtedy jeździłem z zespołem. A ta chyba była pierwszą, która odbyła się tu u nas w Strzelnie. Czytaj dalej „Maanam, Perfect to był zupełnie inny rodzaj muzyki”

Strzelno: rozmowa dwudziesta. Przemysław Witczak: „Żyliśmy razem”

Rozmowa dwudziesta – ostatnia w Złotej erze rocka w Strzelnie, czyli cyklu rozmów o rockowych latach dziewięćdziesiątych w tym mieście. Przez te trzy lata – Rozmowa pierwsza została opublikowana na blogu Nowy Horyzont w połowie 2013 roku – nie potrafiłem sobie jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, czy ten rock w Strzelnie był aż tak ważny, czy warto było poświęcić temu zagadnieniu aż tyle czasu? Jakie jest twoje zdanie?
Na pewno było warto. Przede wszystkim fajnie się to czyta, wspomnienia wracają. Także z tego względu, żeby ludzie, którzy czytają twojego bloga, może młodsi, zobaczyli co się działo kiedyś w Strzelnie. Uważam, że w Strzelnie działo się kiedyś bardzo dużo, miasto z rock’n’rolla było znane – ludzie przyjeżdżali, przyjeżdżały fajne kapele. Czytaj dalej Strzelno: rozmowa dwudziesta. Przemysław Witczak: „Żyliśmy razem”

Strzelno: rozmowa dziewiętnasta. Robert Wesołowski: „Dawaliśmy tego czadu”

Rozmowa dziewiętnasta o Złotej erze rocka w Strzelnie, ciąg dalszy cyklu ze strony nowyhoryzont.blog.pl.
Tym razem Robert Wesołowski.

***

Pochodzisz z Mogilna?
Tak, pochodzę z Mogilna.

Do Strzelna przeprowadziłeś się w roku…
1989.

Zanim zamieszkałeś w Strzelnie grałeś w jakimś zespole?
Grałem. W Mogilnie założyłem zespół w Domu Kultury. I graliśmy w szkole. Zespół nazywał się Małolaci, bo wtedy mieliśmy po piętnaście lat, chłopaki młode. Graliśmy w Szkole Podstawowej nr 3, uczyliśmy się w Domu Kultury u pana… jak on się nazywał?… o, Wiechu Mrzygłów – to on nas uczył grać. To był rok 1989, 1990, 1991, te lata.


Fot. Nina Sobczak
Fot. Nina Sobczak

Czytaj dalej Strzelno: rozmowa dziewiętnasta. Robert Wesołowski: „Dawaliśmy tego czadu”