„Rock n’Sfera Vol. 1”

Rock n’Sfera Vol. 1 (2018, Studio AiMix)

Studio AiMix: Rock n’Sfera Vol. 1. jest wyjątkową płytą. Wiecie dlaczego? Dlatego że spot[…]kali się na niej twórcy oddaleni od siebie o setki kilometrów. Każdy z twórców wniósł tutaj swój pomysł na swoją muzykę. Każdy twórca dał z siebie wszystko, aby nie zawieść swoich słuchaczy.
Pierwsi odpadli metalowcy, szczególnie ci spod znaku „death”, ponieważ nie lubię takiego grania. Grupa Bardark wykluczyła się sama – ich Krzyk sprawiedliwości to przykład fajnej muzyki (rodem ze ścieżki dźwiękowej do westernu) zepsutej nieodpowiednim wokalem. Z przyjemnością słucham:

  • Arias Bezsilni:
    Zespół przepadł wraz ze wspomnianymi metalowcami, jednak szybko się zreflektowałem – Bezsilni to bardziej „prog”, do tego świetny utwór.
  • Koty Tumbrl:
    Najbardziej odstający od reszty fragment płyty. Rock, funk, jazz.
  • The Corners I See Your Reaction!, Patologia Atomowa śmierć, Koniec Listopada Psie Sny, Terapolka Palec Maryi:
    Czy to w wersji amerykańskiej, czy też klasycznej – niech punk nigdy nie umiera.
  • AVE Rewolucja:
    Soczyste, gitarowe granie. Bardzo im się udała ta Rewolucja.
  • Łan Tajm Uśmiech rodzi uśmiech:
    Pozytywnie rozbujane. Bartosz Tomczak: Brzmienie Łan Tajm przywodzi na myśl legendy polskiego rocka, takie jak Róże Europy, Kobranocka czy IRA […].
  • Synesthesia Do I Know?:
    Pierwsze skojarzenie – młody Hey, drugie – Soundgarden. Ale to chyba nie do końca właściwy kierunek.
  • Romantic Soul Rebel Ściemnia się LIVE, Pod Prąd Moja dziewczyna:
    Ściemnia się bluesuje (żeński wokal skojarzył mi się z Natalią Sikorą), a Moja dziewczyna, też z koncertu, zapuszcza się w folkowe rejony. W uszy trochę kłuje garażowa jakość nagrań.

Płyta kompaktowa, digipack, książeczka z drukowaną informacją o każdym z dziewiętnastu zespołów. Pomysłodawcom Rock n’Sfery należą się słowa uznania za to, że w erze Internetu chce im się promować muzykę w tak szlachetnie archaiczny sposób. Już zapowiedzieli Vol. 2.

AVE. Jazda po polsku

Rozmowa z Mariuszem Michałowskim, wokalistą grupy AVE z Inowrocławia.

***

Redaktor naczelny Teraz Rocka niedawno docenił waszą debiutancką płytę (szczegóły tutaj). To chyba dobrze?
To bardzo dobrze! Znakomita wiadomość, która pokazuje, że próby dotarcia do tak postawionych, znaczących w naszym świecie osób mają sens. Naprawdę, sprawiło nam to dużą przyjemność.

Wiesław Weiss napisał o was w przedostatnim numerze wspomnianego miesięcznika. Sądziłem, że Ave to nowość, a okazało się, że płyta wyszła półtora roku temu. Czyli ciągle z tym materiałem staracie się dotrzeć do ludzi.
To tyle trwa, ponieważ nie mieliśmy żadnego promotora, żadnego wydawcy, nikogo, kto by nas mógł wspierać – płyta została nagrana, ale promocja została w naszych rękach. Działamy intuicyjnie, siłą przesyłania płyty do osób, które się na tym znają i ewentualnie będą chciały nas ocenić. Pomału zaczęło to iść w taką stronę, że na dziś płyta jest dostępna w wielu sklepach internetowych. To też zasługa Darka Kowalskiego z Hard Rock Pamela w Toruniu, który jest przychylny wobec naszej muzyki i zechciał nam pomóc, popromować tę płytę. Darek zapraszał nas do grania w swoim klubie, wykorzystał również moce, jakie posiada dzięki temu, że już dziesięć lat ma firmę wydawniczą. Pomimo tego, że nie jesteśmy w jego stajni.

Jesteście również obecni w różnych stacjach radiowych, gdzie wasze utwory odnoszą sukcesy. Na przykład: Radio Malbork – odkrycie roku 2016, Radio Orbit – w zestawieniu najlepszych utworów roku 2017. Jesienią ubiegłego roku byłeś gościem Piotra Kaczkowskiego w Trójce.
Może to zabrzmi nieskromnie, ale w miejsca, do których dotarła nasza muzyka, spodobała się ona na tyle, że ktoś zechciał się temu przyjrzeć, opisać lub puścić w danej rozgłośni. A ludzie chętnie na nie głosują. Na przykład w Czwórce Polskiego Radia nasza muzyka jest obecna już kilkanaście miesięcy.

Płyta zebrała i zbiera dobre recenzje. W jednej z nich (rockarea.eu) przeczytałem zdanie, z którym się zgodzę: Obcowanie z muzyką zawartą na krążku grupy AVE nie należy do odprężających. Bawiąc się w porównania: gitary w Credo skojarzyły mi się z Led Zeppelin, a w Zdeptać koronę – z Hendrixem; Skalpel – z The Clash, Eugenika – z zimną falą. Skąd ten eklektyzm w waszej muzyce?
Niełatwa sprawa ująć to w kilku zdaniach. Po prostu to szczerość, która wypływa bez głównego zamierzenia – kierujemy się tym, co w nas siedzi i co w danym momencie nami kieruje. A skojarzenia? Są dla nas bardzo chwalebne, i miło słyszeć tak wielkie nazwy i nazwiska. Wiemy, że mogą być zauważalne, nie bronimy się, nie walczymy o nowe trendy, nie kopiemy nowego tunelu w muzyce, bo nie w tym rzecz.

Na swojej stronie – www.facebook.com/avezespol/ – już rok temu wspominaliście o przygotowaniach do wydania drugiej płyty. Kiedy się ukaże?
Cały czas nad nią pracujemy. Mamy sporo nowych piosenek, które już prezentujemy na koncertach. Zanosi się na lato tego roku, ale nie chciałbym tak decyzyjnie rzucać datami – mam nadzieję, że w tym roku wszystko się dopnie do końca i płytę będziemy trzymać w rękach.

Obecnie na topie jest jeden z waszych najnowszych utworów, świetna Rewolucja. Znajdzie się na przygotowywanym albumie, czy będzie dostępna tylko w Internecie i na składance Rock N’Sfera. Vol. 1, która ma się ukazać w połowie marca?
Wszystko wskazuje na to, że zostanie na płycie. A składanka to taki bonus, który przyszedł do nas ze stacji Radio Bon Ton, audycji Wieczorna ROCKosfera, gdzie udzielaliśmy wywiadu i była prezentowana cała nasza płyta.
Dla mnie to ważne, że ludzie wykazują się tak ogromną pasją, zaangażowaniem, bo to kosztuje – zrobić audycję, zebrać tyle zespołów, nagrać, promować w Internecie, a teraz wydać płytę. Cieszymy się, że zaprosili nas na tę składankę, bo to wszystko robią rzetelnie. Ma być w nakładzie 1000 sztuk. Zamysł jest taki, żeby tę płytę wysyłać do stacji radiowych, które będą chciały to zaprezentować.

Na drugim albumie też zaśpiewasz tylko po polsku?
To nie jest żadne wzbranianie się, zdarza mi się śpiewać po angielsku, może w mocniejszej, metalowej konwencji, ale to są tylko jakieś poboczne rzeczy. W AVE jedziemy po polsku.

W AVE jesteś również autorem tekstów. Nie ma w nich, że się tak wyrażę, pitolenia – jest konkretnie, na temat, mocno i kontrowersyjnie. Na przykład Rewolucja. Pisząc te słowa nie myślałeś, że ktoś, kiedyś może złapać ten kamień i nim rzucić?
To jest już któreś z rzędu zapytanie w tę stronę. Może to wykazać się mało profesjonalne, ale jeśli bym to teraz pominął, byłbym nieszczery – muszę powiedzieć, że to światełko zapala się we mnie teraz. Utwór powstał, został zagrany i wrzucony do Internetu, ale nie z taką intencją. Nie zakładam, żeby ktoś za piosenką szedł w aż taką ekstremę, ale gdybym musiał się bronić, bo coś takiego by nastąpiło, to: na pewno nie było założeniem, żeby budować fizyczną przemoc. Ta pięść w górze i rzucenie kamienia, i rewolucja, jest, może nie bezsilnością, co zareagowaniem – jeśli nie można w inny sposób zareagować, czas się przebudzić siłowo. Ale to jest tylko, że tak to ujmę, artystyczne.

Artystyczne, ale jednak wpisuje się w to, co się dzisiaj dzieje w Polsce.
Jeśli patrzeć w tę stronę – bardzo. Dzisiaj jest to na topie. Jeśli ktoś by chciał zwrócić na to uwagę i przyszyć to dla siebie, w sensie: skoro facet napisał, żeby tak robić, to rzeczywiście można to robić. Ale ja nie chciałbym nikogo namawiać do przemocy. Oczywiście, jeśli stanęlibyśmy teraz w obliczu sytuacji, która by mogła zagrażać najważniejszym duchowym, rodzinnym, czy patriotycznym sprawom, to nie należę do osób, które by podwinęły ogon. Ale też w ostatnim momencie chciałbym gdziekolwiek podnieść tę pięść w górę.

W Diamentach dostało się Budce Suflera, Maryli Rodowicz i jeszcze kilku innym topowym polskim wykonawcom. Utwór powstał jeszcze przed wydaniem waszej debiutanckiej płyty, ale na nią nie trafił. Autocenzura?
Został pominięty świadomie. Tak jak Raz Dwa Raz Dwa Maanamu, które było robione na zasadzie takiego odpoczynku od naszych piosenek. Kowerowo nie jesteśmy chętni, nie paramy się tym, nie ma nawet na to czasu, ale ten Maanam przyszedł do mnie – może z dzieciństwa gdzieś mi wróciło? Chciałem się zmierzyć z tym szybkim śpiewaniem, a wyszło, że zupełnie skrzywiliśmy ten kawałek.
A wracając do Diamentów:
Szczerze powiem, że byłoby idiotyzmem tak myśleć. Można nie lubić Budki Suflera czy Kombi, ale nie mieć do nich szacunku za to, co robili? Dla mnie jest to bezsensowne. Jeśli w ogóle kiedykolwiek ktoś z nich chciałby tego posłuchać czy by usłyszał, to tak naprawdę muszą to brać na klatę. Ja na ich miejscu bym się z tego śmiał, bo to właśnie miało być takie – przychodzi pan Nikt i, choć jego głos jest ograniczony, bardziej to melodeklamacja, śpiewa, że jest gwiazdą, a Maryla się kiwa i tak dalej.

Czyżby trochę autoironii?
To nie jest tak, że ktoś jest ociemniały i wydaje mu się, że błyszczy na kupie kamieni jako jedyny diament. To bzdura. Tych diamentów jest cały kopiec – wspaniałych, różnych, nieokiełznana rzeka dźwięków i zespołów. Ale nie można się non stop patrzeć z góry na tę rzekę, tylko trzeba mieć świadomość, że jednym z płynących tym potokiem produktów jesteśmy my – zwarci i gotowi do tego, żeby pokazać, że też tu płyniemy, że to, co robimy jest fajne, przynajmniej dla nas [śmiech].

Debiutancką płytę nagraliście w składzie: Maciej Zamczała – gitara, Robert Sadowski – gitara, Krzysztof Kosiński – bas i ty – wokal i perkusja. Perkusista Mateusz Senderowski zagrał gościnnie w kilku utworach, a teraz jest już stałym członkiem grupy. To wszyscy z podstawowego składu w historii AVE?
Od początku był ze mną Krzysztof i Maciej. Na starcie był z nami inny gitarzysta, ale później tak się potoczyło, że nie mógł dalej kontynuować tej współpracy. Każdy miał inny pomysł na siebie – zwyczajnie, w pogodny sposób się rozstaliśmy. Później przyszedł Robert, z którym wcześniej współpracowałem w grupie Flame – taka perełka, bo facet jest po prostu ogarnięty.
Mamy już tyle lat i tyle czasu gramy, że nie byłoby już miejsca na jakieś rozpoczynanie emdekowskie, tłumaczenie czegoś, komuś… Tu wszystko się dzieje skrótowo i optymalnie jest pozapinane. To ogromny komfort współpracować z takimi ludźmi.
Lwią robotę, tę techniczną, w której ja jestem nie w pełni rozwinięty [śmiech], robi Krzysztof. Ma ogromne doświadczenie. Jeśliby AVE rozłożyć na czynniki pierwsze, to bez pracy, którą Krzychu wkłada, bylibyśmy kilka kroków w tył. Nie w sensie rozwoju zespołu, tylko tego, że te piosenki są nagrane, że coś jest w Internecie i że to wszystko jest dopracowane. To jest potężna sprawa, która pozwoliła nam, po niespełna roku istnienia, wystrzelić z płytą. Rzecz dla niektórych nieosiągalna.

AVE za dziesięć lat…
[śmiech] AVE za dziesięć lat? Szósta płyta, siedem Fryderyków. Na stałe wbici we wszystkie dobre festiwale. Dużo odnóg, różne gatunki muzyczne. Ogólnie – rozpoznawalny, sztampowy, awangardowy [śmiech].

***

Wspomniane Flame, czy też Staff, GrAm, Nie-Toperz… Członkowie AVE byli lub są związani z wieloma innymi zespołami. Mariusz Michałowski wspomina death metalowe Mystification:

Fragment recenzji jednej z kaset grupy Mystification („Tylko Rock”, 1994, nr 4, strona 58)

Mystification… To był zespół młodości. Czas kserówek, czas prób, gdzie się obcinało palce przy rękawiczkach, bo na próbie było minus 3. Wysyłanie demówek – kapitalne zwroty. Zaangażowanie i taka chęć grania, że przed pierwszą próbą nie siedziałem nigdy nad całym zestawem bębnów, a na tę próbę jechałem wiedząc, że będę grał na perkusji.
Też pisałem teksty, dużo się przykładałem do tego, jak te utwory mają wyglądać.
Świetny gitarzysta – i Piotr Matecki, i Adam Polański.
Dwie taśmy ukazały się nakładem Loud Out Records. Wtedy nie było płyt, tylko kasety, więc były to oficjalne wydawnictwa. Na tyle dobrze się sprzedały, że na dwa tygodnie wynajęli nam studio w Gdańsku. Mieliśmy otwarty sklep pana Łosowskiego z Kombi [śmiech]. Zaprosił nas: Chłopaki, wybierajcie sobie gitary i piece do grania na próbę. Pan ze Skawalkera przyjechał, rozłożył mi bębny i mówi: Będziesz sobie grał te dwa tygodnie na tych bębnach. Dla chłopaków z Inowrocławia, którzy grali na Eltronach, w piwnicy, to był szok.
Po tym nagraniu mieliśmy zaproszenie do Jarocina. To było w 1993 roku, totalna rozpierducha. Widziałem to na własne oczy, uciekałem przed kamlotami. Ale zdążyliśmy zagrać. Na szczęście, bo to było dla nas historyczne granie. Wcześniej wystąpiliśmy w paru miejscach – w Toruniu, w Gnieźnie, we Włocławku. Kiedyś się ekipy przemieszczały z koncertu na koncert. Ekipa włocławska nas polubiła i zapamiętała. W Jarocinie ktoś nam powiedział, że jak publiczność będzie rzucać, to mamy spierdalać. Mam nadzieję, że Piotr Matecki by się o to nie pogniewał [śmiech]: on miał słabszy wzrok, myślał, że na scenie leży tyle kostek od gitar, a to były po prostu butelki porozpierdzielane, bo wiara rzucała. Zaczęliśmy grać, a ludzie z Włocławka, którzy też tam byli, nas poznali – w tym tłumie ta grupka ludzi zaczęła krzyczeć: Mystification!, Mystyfication!. I się ruszyło. Przyszedł jakiś człowiek i pyta:
Ile macie jeszcze kawałków?
No, mamy jeszcze cztery.
Grajcie wszystko.
Dla nas to był sztos.
Już w tamtych czasach czułem, że trzeba ludziom siebie dawać i przed koncertami dwie reklamówki kaset nagrywaliśmy w domu, kserowaliśmy okładki i albo sprzedawaliśmy, albo ludziom, którzy przez cały nasz set trzepali łbami, te kasety po prostu dawałem.
W okresie, kiedy graliśmy w Jarocinie, w składzie Mystification były trzy osoby. To był ten power, dzisiaj nie do pomyślenia – bez basisty?! A my chcieliśmy grać, nie ma, że nie było basisty, gramy! [śmiech].

(luty 2018)

Jarocin punkowo zmotywowany

Punk to postawa. Punk to nie muzyka, natapirowane włosy, irokez czy skórzana kurtka. To są klisze. Chcesz być punkiem, nie naśladuj tego, co wymyślono 20, 30 lat temu. Nie dawaj sobie wmówić, co masz robić i jak masz wyglądać. Bądź niezależny, szczery, oryginalny, a nie podrabiaj tego, co zrobili inni. Nie kopiuj wzorców, bo równie punkowa jak garażowy zespół może być orkiestra symfoniczna. Jeśli jesteś punkiem, bierzesz sprawy w swoje ręce i nie wciskasz kitu innym. Jesteś niezależny. Punk to dusza, serce, szczerość, oryginalność.

To John Lydon (Public Image Ltd./Sex Pistols. Jak meteoryt, Teraz Rock, 2013, nr 10, strona 65; rozmawiał Jacek Nizinkiewicz), człowiek, który został uhonorowany MOTYWEM tegorocznego Jarocin Festiwal (Rottenowi i jego twórczości będzie poświęcony każdy festiwalowy element – od kina, przez wystawy i spotkania, aż po książki i wystrój miasta. Wszystko to ma przybliżyć i uhonorować sylwetkę Johna Lydona na festiwalu, który w latach 80-tych XX wieku dał rodowód polskiemu punk rockowi). „Johnny Rotten” jest też AMBASADOREM, a jego grupa PiL zagra w Jarocinie.


Drugi AMBASADOR to Wojtek Mazolewski (Rola Ambasadora to także współkreacja festiwalowych projektów specjalnych, spotkania i panele tematyczne oraz aktywności pozamuzyczne). Na festiwalu nie tylko z projektem PunkFreud Army.
JF’18 odbędzie się w dniach 13-15 lipca, wzorem ubiegłego roku – w mieście. Do 20 lutego, do godziny 23:59 można zgłosić zespół do Jarocińskich Rytmów Młodych. Na stronie konkursu, w zakładce zespoły, można znaleźć między innymi AVE z Inowrocławia. O ich płycie, zatytułowanej Ave, Wiesław Weiss napisał: […] alternatywnie, chwilami jazzująco. Oryginalnie, intrygująco, niepokojąco (Teraz słucham, Teraz Rock, 2018, nr 2, strona 6).
Więcej informacji:
jarocinfestiwal.pl
rytmy.jarocinfestiwal.pl

***

Cytaty w nawiasach oraz logo MOTYW: ROTTEN – jarocinfestiwal.pl/media/materialy-prasowe