„Złota era rocka w Strzelnie” ilustrowana: Blues Band

Początki grupy Blues Band sięgają roku 1990. Panowie Leszek Iwiński (bas), Piotr Lewandowski (gitara, wokal) i Krzysztof Łuczak (gitara, wokal) stali się właścicielami zrobionych na zamówienie gitar. Dołączył do nich perkusista Jacek Łuczak. Rok później grupa „zacumowała” w strzeleńskim Domu Kultury i rozwinęła działalność. W czerwcu 1992 roku szeregi Blues Bandu opuścił Leszek Iwiński, a jego miejsce zajął Bogdan Ornatek (bas).
W repertuarze – blues i pochodne, kowery. Koncerty w Strzelnie, Pakości, Mogilnie, Zaduszki bluesowe w Janikowie, a w ramach współpracy Strzelna z Pińskiem – wyjazd na Białoruś.
Blues Band istniał do 1995 roku. Krótko przed rozwiązaniem do grupy dołączył Marcin Kwiatkowski (klawisze). Ostatni koncert zagrali 27 maja 1995 roku na Rynku, w ramach Dni Strzelna. Gościnnie zaśpiewała wówczas Aneta Kawka z prowadzonego przez Krzysztofa Łuczaka w nieistniejącej już Szkole Podstawowej nr 1 szkolnego zespołu muzycznego (w historii Blues Bandu podobnych występów gościnnych było więcej).

***

Poniżej zdjęcia, a raczej sesja zdjęciowa grupy Blues Band w budynku Kina Kujawianka, dzisiaj siedziby strzeleńskiego Domu Kultury. Któryś dzień września 1993 roku (fot. ze zbiorów Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i Rekreacji w Strzelnie).


Krzysztof Łuczak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 26 IX 2013 roku): „Wiadomo, że w tych latach – początek lat dziewięćdziesiątych – były straszne kłopoty ze sprzętem. Nie było tak jak teraz, że można pójść do sklepu i kupić praktycznie co się chce – nie było sprzętu nagłaśniającego, nie było dobrych instrumentów. Pamiętam, że z Piotrkiem Lewandowskim i Leszkiem Iwińskim zamówiliśmy sobie gitary w Gniewkowie, w takiej nowo powstającej firmie Romana Koca. Teraz to jest licząca się w Polsce marka GMR Custom Guitars, chyba zajmuje się głównie gitarami basowymi, ale na początku wykonywali, tak rzemieślniczo, gitary, zarówno sześciostrunowe, jak i basy. My tak sobie myśleliśmy o założeniu jakiegoś zespołu i jak zamówiliśmy te gitarki – one nas trochę kosztowały, bo to był wydatek wtedy – to nas zmobilizowało do tego, żeby założyć jakiś zespół niezarobkowy. Trzeba wspomnieć (śmiech), że tak jak chyba wszyscy z tego naszego lokalnego środowiska, mniej lub bardziej udzielaliśmy się również w zespołach, jak to się mówi – zarobkowych”.Od lewej: Jacek Łuczak, Bogdan Ornatek, Krzysztof Łuczak, Piotr Lewandowski
Krzysztof Łuczak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 26 IX 2013 roku): „Wiadomo, że w tych latach – początek lat dziewięćdziesiątych – były straszne kłopoty ze sprzętem. Nie było tak jak teraz, że można pójść do sklepu i kupić praktycznie co się chce – nie było sprzętu nagłaśniającego, nie było dobrych instrumentów. Pamiętam, że z Piotrkiem Lewandowskim i Leszkiem Iwińskim zamówiliśmy sobie gitary w Gniewkowie, w takiej nowo powstającej firmie Romana Koca. Teraz to jest licząca się w Polsce marka GMR Custom Guitars, chyba zajmuje się głównie gitarami basowymi, ale na początku wykonywali, tak rzemieślniczo, gitary, zarówno sześciostrunowe, jak i basy. My tak sobie myśleliśmy o założeniu jakiegoś zespołu i jak zamówiliśmy te gitarki – one nas trochę kosztowały, bo to był wydatek wtedy – to nas zmobilizowało do tego, żeby założyć jakiś zespół niezarobkowy. Trzeba wspomnieć (śmiech), że tak jak chyba wszyscy z tego naszego lokalnego środowiska, mniej lub bardziej udzielaliśmy się również w zespołach, jak to się mówi – zarobkowych”. Od lewej: Jacek Łuczak, Bogdan Ornatek, Krzysztof Łuczak, Piotr Lewandowski

 

Jacek Łuczak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 4 VI 2013 roku): „Swoich utworów nie mieliśmy, zawsze jakieś covery tak zwane. Krzychu szykował repertuar. Graliśmy klasykę bluesową, choć na początku niekoniecznie samą bluesową, na przykład Claptona, który ma też takie bardziej popowe utworki”. Krzysztof Łuczak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 26 IX 2013 roku): „Chyba ja miałem główny wpływ na repertuar – po prostu lubię muzykę bluesową, więc wyszukiwałem takie różne standardziki. […] Utwory Stevie Ray Vaughan’a na przykład. To jest mój ulubiony gitarzysta, chyba jedyny biały, który tak tego bluesa czuł prawie jak czarni wykonawcy. Roberta Cray’a, Buddy Guy’a też. Nie pamiętam dokładnie. To były takie standardy bluesowe, grane głównie przez amerykańskich, czarnych bluesmanów, bo ja uważam, że ten prawdziwy blues to jest taki amerykański, czarny…”
Jacek Łuczak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 4 VI 2013 roku): „Swoich utworów nie mieliśmy, zawsze jakieś covery tak zwane. Krzychu szykował repertuar. Graliśmy klasykę bluesową, choć na początku niekoniecznie samą bluesową, na przykład Claptona, który ma też takie bardziej popowe utworki”. Krzysztof Łuczak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 26 IX 2013 roku): „Chyba ja miałem główny wpływ na repertuar – po prostu lubię muzykę bluesową, więc wyszukiwałem takie różne standardziki. […] Utwory Stevie Ray Vaughan’a na przykład. To jest mój ulubiony gitarzysta, chyba jedyny biały, który tak tego bluesa czuł prawie jak czarni wykonawcy. Roberta Cray’a, Buddy Guy’a też. Nie pamiętam dokładnie. To były takie standardy bluesowe, grane głównie przez amerykańskich, czarnych bluesmanów, bo ja uważam, że ten prawdziwy blues to jest taki amerykański, czarny…”

 

Gazeta Pomorska, nr z 30 VI 1994 roku: „Grupa otrzymała wiele nagród i wyróżnień podczas licznych imprez i koncertów ogólnopolskich oraz regionalnych. Repertuar zespołu to standardy bluesowe. Tegoroczne plany Blues Bandu koncentrują się na występie podczas największego polskiego festiwalu bluesowego »Rawa Blues«”. Jacek Łuczak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 4 VI 2013 roku): „Z perspektywy czasu patrząc to był taki trochę ambicjonalny rozgłos (śmiech). Aż takiego poziomu nie reprezentowaliśmy, chociaż nie wiem, czy jakieś nagrania, takie demo, na coś tam nie były wysłane. Kiedyś się zebraliśmy i w Kinie zrobiliśmy taką niby sesję nagraniową, 5-6 utworów przez mikserek, lepsza jakość dźwięku – Irek Jackowski reżyserem dźwięku był (śmiech). Mam gdzieś tę kasetę. Ale czy na Rawę? Na pewno nie i na pewno nigdzie się nie dostaliśmy”
Gazeta Pomorska, nr z 30 VI 1994 roku: „Grupa otrzymała wiele nagród i wyróżnień podczas licznych imprez i koncertów ogólnopolskich oraz regionalnych. Repertuar zespołu to standardy bluesowe. Tegoroczne plany Blues Bandu koncentrują się na występie podczas największego polskiego festiwalu bluesowego »Rawa Blues«”. Jacek Łuczak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 4 VI 2013 roku): „Z perspektywy czasu patrząc to był taki trochę ambicjonalny rozgłos (śmiech). Aż takiego poziomu nie reprezentowaliśmy, chociaż nie wiem, czy jakieś nagrania, takie demo, na coś tam nie były wysłane. Kiedyś się zebraliśmy i w Kinie zrobiliśmy taką niby sesję nagraniową, 5-6 utworów przez mikserek, lepsza jakość dźwięku – Irek Jackowski reżyserem dźwięku był (śmiech). Mam gdzieś tę kasetę. Ale czy na Rawę? Na pewno nie i na pewno nigdzie się nie dostaliśmy”

 

Jacek Łuczak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 4 VI 2013 roku): [o Bogdanie Ornatku:] „[…] taki kapelusik, okularki okrągłe, zarost. On był klasykiem rocka, lata siedemdziesiąte, wychowany na tej muzyce. Deep Purple, Led Zeppelin – to były jego zespoły. Dobrze się z nim współpracowało, tylko że on miał takie sztywne ramy, że był w swoim gatunku muzycznym, a już takie Do Widzenia mu nie bardzo odpowiadało – nie przepadał za bardziej nowoczesnymi stylami. To był bardzo dobry, sympatyczny człowiek, napalony na tę grę. Zawsze chętny na próbę, pilnował, żeby nikt nie opuszczał i nie migał się od tego”
Jacek Łuczak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 4 VI 2013 roku): [o Bogdanie Ornatku:] „[…] taki kapelusik, okularki okrągłe, zarost. On był klasykiem rocka, lata siedemdziesiąte, wychowany na tej muzyce. Deep Purple, Led Zeppelin – to były jego zespoły. Dobrze się z nim współpracowało, tylko że on miał takie sztywne ramy, że był w swoim gatunku muzycznym, a już takie Do Widzenia mu nie bardzo odpowiadało – nie przepadał za bardziej nowoczesnymi stylami. To był bardzo dobry, sympatyczny człowiek, napalony na tę grę. Zawsze chętny na próbę, pilnował, żeby nikt nie opuszczał i nie migał się od tego”

 

Jacek Łuczak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 4 VI 2013 roku): [W Strzelnie] „Były organizowane lokalne przeglądy, jeszcze istniał Amfiteatr – przecież graliśmy w Amfiteatrze w ostatnich latach jego świetności. Tam był przegląd zespołów muzycznych – 3-4 zespoły, śp. Zbyszek Nosek zapowiadał. To na pewno jest zarejestrowane na kasecie video. Nie było jakiejś dużej konkurencji, wygraliśmy pierwszą nagrodę – kamerę pogłosową (śmiech). Jeszcze Marcin Kwiatkowski z nami wtedy grał na klawiszach. W ogóle przez moment śpiewała z nami Paulina Janik, bo pierwotna wersja była taka, że w zespole miała być wokalistka. Ona nigdy nigdzie nie wystąpiła, śpiewała tylko na próbach”
Jacek Łuczak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 4 VI 2013 roku): [W Strzelnie] „Były organizowane lokalne przeglądy, jeszcze istniał Amfiteatr – przecież graliśmy w Amfiteatrze w ostatnich latach jego świetności. Tam był przegląd zespołów muzycznych – 3-4 zespoły, śp. Zbyszek Nosek zapowiadał. To na pewno jest zarejestrowane na kasecie video. Nie było jakiejś dużej konkurencji, wygraliśmy pierwszą nagrodę – kamerę pogłosową (śmiech). Jeszcze Marcin Kwiatkowski z nami wtedy grał na klawiszach. W ogóle przez moment śpiewała z nami Paulina Janik, bo pierwotna wersja była taka, że w zespole miała być wokalistka. Ona nigdy nigdzie nie wystąpiła, śpiewała tylko na próbach”

 

Krzysztof Łuczak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 26 IX 2013 roku): „Przed panią Przychocką [Ilona Przychocka, szefowa Domu Kultury w Strzelnie w latach 1991-1994 – przyp. RB] dostęp do Domu Kultury był ciężki – tak to delikatnie nazwę. Tak to było wszystko jakoś po staremu poukładane, że takim wtedy w miarę młodym jeszcze ludziom (śmiech) trudno było się tam dostać. A to było jedyne miejsce, gdzie był jako taki sprzęt nagłaśniający. Pamiętam, że na Rynku był dom, w jakiś sposób powiązany z Pauliną Janik – ona chyba chodziła z bratem (Jackiem Łuczakiem – przyp. erbe) do klasy, my ją namówiliśmy, żeby pośpiewała trochę z nami. Ja teraz nie kojarzę, w którym to było domu, ale tam przez jakiś czas mieliśmy próby. To długo nie trwało, bo sąsiedzi nas przepędzili (śmiech). I tak cały 1991 rok minął właściwie na tych poszukiwaniach”
Krzysztof Łuczak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 26 IX 2013 roku): „Przed panią Przychocką [Ilona Przychocka, szefowa Domu Kultury w Strzelnie w latach 1991-1994 – przyp. RB] dostęp do Domu Kultury był ciężki – tak to delikatnie nazwę. Tak to było wszystko jakoś po staremu poukładane, że takim wtedy w miarę młodym jeszcze ludziom (śmiech) trudno było się tam dostać. A to było jedyne miejsce, gdzie był jako taki sprzęt nagłaśniający. Pamiętam, że na Rynku był dom, w jakiś sposób powiązany z Pauliną Janik – ona chyba chodziła z bratem (Jackiem Łuczakiem – przyp. erbe) do klasy, my ją namówiliśmy, żeby pośpiewała trochę z nami. Ja teraz nie kojarzę, w którym to było domu, ale tam przez jakiś czas mieliśmy próby. To długo nie trwało, bo sąsiedzi nas przepędzili (śmiech). I tak cały 1991 rok minął właściwie na tych poszukiwaniach”

 

Jacek Łuczak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 4 VI 2013 roku): [o Bogdanie Ornatku:] „[…] taki kapelusik, okularki okrągłe, zarost. On był klasykiem rocka, lata siedemdziesiąte, wychowany na tej muzyce. Deep Purple, Led Zeppelin – to były jego zespoły. Dobrze się z nim współpracowało, tylko że on miał takie sztywne ramy, że był w swoim gatunku muzycznym, a już takie Do Widzenia mu nie bardzo odpowiadało – nie przepadał za bardziej nowoczesnymi stylami. To był bardzo dobry, sympatyczny człowiek, napalony na tę grę. Zawsze chętny na próbę, pilnował, żeby nikt nie opuszczał i nie migał się od tego”
Jacek Łuczak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 4 VI 2013 roku): [o Bogdanie Ornatku:] „[…] taki kapelusik, okularki okrągłe, zarost. On był klasykiem rocka, lata siedemdziesiąte, wychowany na tej muzyce. Deep Purple, Led Zeppelin – to były jego zespoły. Dobrze się z nim współpracowało, tylko że on miał takie sztywne ramy, że był w swoim gatunku muzycznym, a już takie Do Widzenia mu nie bardzo odpowiadało – nie przepadał za bardziej nowoczesnymi stylami. To był bardzo dobry, sympatyczny człowiek, napalony na tę grę. Zawsze chętny na próbę, pilnował, żeby nikt nie opuszczał i nie migał się od tego”

 

Krzysztof Łuczak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 26 IX 2013 roku): [o koncertach w Pińsku:] „Ja zapamiętałem przede wszystkim samą podróż. Jak minęliśmy granicę i potem jechaliśmy do samego Pińska to właściwie poza drogą nic nie było naokoło (śmiech). Kompletnie nic! Droga i tam gdzieś, czasami, het het w oddali, jakieś światełko mignęło i nic poza tym, a to było kilkaset kilometrów. To było takie dziwne trochę. A same koncerty? Nie było jakiejś rewelacji w tym sensie, że one się czymś bardzo różniły od koncertów w Strzelnie czy w okolicy. Zagraliśmy, ludzi było sporo – miło byliśmy odebrani”
Krzysztof Łuczak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 26 IX 2013 roku): [o koncertach w Pińsku:] „Ja zapamiętałem przede wszystkim samą podróż. Jak minęliśmy granicę i potem jechaliśmy do samego Pińska to właściwie poza drogą nic nie było naokoło (śmiech). Kompletnie nic! Droga i tam gdzieś, czasami, het het w oddali, jakieś światełko mignęło i nic poza tym, a to było kilkaset kilometrów. To było takie dziwne trochę. A same koncerty? Nie było jakiejś rewelacji w tym sensie, że one się czymś bardzo różniły od koncertów w Strzelnie czy w okolicy. Zagraliśmy, ludzi było sporo – miło byliśmy odebrani”

 

Krzysztof Łuczak (nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 26 IX 2013 roku): „[…] w którymś momencie dołączył do nas Marcin Kwiatkowski. I to chyba był początek końca. Pamiętam, że wtedy pojawiła się scena na Rynku, ten kwadracik. Dużo imprez było tam organizowanych, na zasadzie chyba – skoro się to zrobiło, to żeby coś się działo (śmiech). W sumie to dobrze. Blues to jest muzyka niedocierająca do wszystkich i w Domu Kultury zaczęły się takie – wtedy chyba pojawił się już pan Przybylski – tendencje, żebyśmy grali utwory nie bluesowe, tylko takie, żeby ludzie się pobawili i tak dalej…. Wydaje mi się, że to była taka przyczyna. Ja uczciwie się przyznaje, że chciałem to skończyć, bo nie miałem ochoty grać takiej muzyki. Cały czas, równolegle, szedł swoją drogą ten zarobkowy nurt, więc ja miałem dosyć takiego grania – w Blues Bandzie chciałem grać po prostu to, co lubię. Myślę, że Piotrek Lewandowski chyba też”