pARTyzant w Mogilnie

pARTyzant
10 lutego 2018 roku, Sala Widowiskowa Mogileńskiego Domu Kultury

Przemysław Iwo Gronkowski – ukulele, bodajże w dwóch utworach. Waldemar Krystkowiak (bas) i Maciej Krystkowiak (gitara) – goście na finał koncertu. Krzysztof „Partyzant” Toczko (gitary, wokal) i Mikołaj Toczko (perkusja, ołówki) – pARTyzant. Fragment ulotki, jaką otrzymałem po koncercie: Duet porusza się płynnie pomiędzy różnymi stylistykami, nie brakuje mocnych rockowych riffów, bluesowych smaczków, humoru i zabawy przeplatanej zadumą. Ważnym, nieodzownym elementem koncertów jest interakcja z publicznością oraz nieskrępowana improwizacja. Dokładnie tak było w Sali Widowiskowej Mogileńskiego Domu Kultury. 
Utwory z wydanej w ubiegłym roku płyty Kenopsja wymieszali z klasyką muzyki popularnej. Mikołaj Toczko, na przemian, pieścił perkusję, by po chwili walić w zestaw jak oszalały. A znany mi do wczoraj jedynie ze współpracy z grupą Dżem Krzysztof Toczko wywijał na gitarze, popisując się umiejętnością gry techniką tappingu.
Zaprezentowany repertuar autorski to granie z pogranicza rocka i bluesa, w którym nie brakowało charakterystycznego dla reggae bujania i punkowej zadziory; często w klimacie dokonań Voo Voo. Wypadło cholernie interesująco – własną Kenopsję już mam.
Z klasyki na pierwszy ogień – Smells Like Teen Spirit, później Layla, Always Look on the Bright Side of Life i jeszcze kilka innych kilerów. Wszystkie w wersjach instrumentalnych. Na ile było to tylko wykonanie cudzych kompozycji, a na ile potraktowanie ich jako punktu wyjścia do zrealizowania własnego pomysłu na muzykę? Brawo!
Inny fragment tej samej ulotki: Gitarzysta do perfekcji opanował trudną i widowiskową technikę tappingu oburęcznego, która umożliwia mu niezależne granie na dwóch gitarach jednocześnie. One z repertuaru grupy Metallica zagrane na gitarze dwugryfowej – niech żałują ci, którzy jeszcze tego nie widzieli.
A co z tymi ołówkami? Utwór Medad ha (z Kenopsji) panowie Toczko zagrali siedząc na krzesłach, z gitarą na kolanach – ojciec śmigał palcami po gryfie, a syn potraktował struny ołówkami. Kolejny przykład potwierdzający muzyczną kreatywność pARTyzanta.

PS Podziękowania dla Wiktora Mazurkiewicza – gdyby nie on, pewnie bym się nie dowiedział, że duet zagra w Mogilnie.
partyzant.eu (na dzisiaj: Witryna w przebudowie).

Muszla Fest 2017

Jeden dzień na Muszla Fest 2017 (18-19 sierpnia, Bydgoszcz, Myślęcinek). Wybór niełatwy, bo w programie kilka zespołów, które chciałoby się na festiwalowej scenie zobaczyć. Przesądziło zaplanowane na sobotę spotkanie z perkusistą Dezertera, Krzysztofem Grabowskim. Było o SS-20, Dezerterze, napisanych przez Grabowskiego dla tego zespołu tekstach, wolności, polityce, anarchii, no future: Od początku to było źle odbierane przez młodzież. Nie chodziło o to, żeby się z powodu tego, że nie ma przyszłości, położyć pod topór i zakończyć. Dla mnie „no future” to hasło, taki zapalnik do działania: jest przesrane i nie ma przed nami nic, to zróbmy coś, nie siedźmy, nie poddawajmy się. Więcej takich atrakcji na Muszla Fest! 
Spotkanie z Krzysztofem Grabowskim zostało zorganizowane w Wake Park Bydgoszcz, a zakończył je występ artysty, który ukrył się pod pseudonimem Marszałek Pizduski One Man Band.


Muszla Fest 2017 to między innymi też „XXX lat na fali czyli benefis Dariusza Paczkowskiego”

Koncerty. Niemożliwe, żeby przez około dziesięć godzin – z uwzględnieniem kilkunastominutowych przerw pomiędzy kolejnymi koncertami – być niedaleko sceny festiwalowej. (Czy na festiwalach zawsze musi być tak, że przebywanie w części gastronomicznej nie gwarantuje odpoczynku od muzyki?). W związku z powyższym:
O koncertach zespołów Unbeaten, Lowtide, Schizma i Leniwiec nie napiszę.
El Banda. W pierwszym utworze skojarzyli mi się z The Doors. Później było już tak, jak w zapowiedzi, czyli bardziej punkowo. Świetny koncert, choć wokalistka, która częściej była wśród publiczności niż na scenie, trochę przesadziła z eksponowaniem swojej niechęci (to chyba odpowiednie słowo) do męskiej części widowni. Dostało się też organizatorom: Mimo, że bardzo dużym szacunkiem darzę organizatorów, to nie jest to super fajne, żeby na punkowych festiwalach grać przez eliminacje.


El Banda. Wokalistka zespołu zaczęła od ułożenia na ziemi mandali, w centrum której pojawiło się hasło nawiązujące do tego, co się teraz wyrabia w Puszczy Białowieskiej (w sobotę nie tylko ona o tym mówiła). Jak widać na zdjęciu – w trakcie koncertu mandala uległa zniszczeniu

Uliczny Opryszek. Głównie zagrali utwory z repertuaru mniej znanych polskich kapel punkowych z lat osiemdziesiątych. Sytuacji nie zmienił zaprezentowany na koniec Burdel Dezertera – do grona miłośników Ulicznego Opryszka zaliczyć mnie nie można.
Kat & Roman Kostrzewski. Odpowiednia dawka metalu na wysokim poziomie.
Ignite. Sunday Bloody Sunday na melodyjno-zadziorno-punkową nutę rodem z Kalifornii? Jasne! Cały koncert był taki – lubię kalifornijskiego punk rocka.
Muszla Fest 2017. Za rok też tam będę. Może będzie mniej wykonawców i nie będzie dylematu, kogo wybrać? Może organizatorzy zaproponują coś miłośnikom nie tylko punk rocka, hardcore i metalu? Może ktoś wpadnie na to, żeby jednak jakoś oświetlić drogę z parkingu na pole festiwalowe?

Zdarzyło się w roku 2016

Rok 2017. „Festiwal rocznic” czas zacząć. Pięćdziesiąt lat od wydania albumów Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band i The Piper at the Gates of Dawn, pięćdziesiąt od Monterey Pop Festival… W tym i kolejnych latach takich ważnych rocznic będzie sporo. Brzmi optymistycznie. Ale historia to nie wszystko. Muzyka popularna ma się dobrze, powstają dzieła godne uwagi, a odtwarzanie płyt można uzupełnić lekturą wręcz lawinowo ukazujących się autobiografii, biografii czy długich wywiadów. Tak było w roku minionym.
Podsumowanie roku 2016 należy jednak zacząć od wyróżnienia jednego z miejsc, w którym można owe dzieła kupić. Być może się powtarzam – gdyby ktoś 5-10 lat temu powiedział mi, że w sieci sklepów Biedronka będę kupował płyty, to bym tylko wymruczał: Niemożliwe. I co? W minionym roku w Strzelnie nabyłem cd Akustycznie zespołu Lady Pank, Tracker Knopflera, osławione Oxygene, a także dvd – Roger Waters The Wall. Live in Berlin. Special edition i Nirvana Unplugged in New York. Wszystko w bardzo atrakcyjnej cenie.
Nie poddałem się „winylowemu szaleństwu”, jednak kiedy dowiedziałem się, że w ofercie Biedronki mają się pojawić gramofony oraz płyty winylowe, to zamierzałem ten fakt uczcić dokonaniem zakupu. Niestety, tych sklepów, które odwiedziłem nie było na liście „wybranych”.
Książki to zawsze trochę problemowa kategoria w moich corocznych podsumowaniach, ponieważ nie ograniczam się tu tylko do publikacji wydanych w danym roku – liczą się te, które w owym roku przeczytałem. Nie są to książki kupione w Biedronce, bo tam leżą byle jak – ludzie grzebią w nich jak w bananach czy mandarynkach.
Ludowa historia Stanów Zjednoczonych. Od roku 1492 do dziś (autor: Howard Zinn, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2016) zasługuje na miano Książki Roku, ale nie w kontekście muzycznym – jestem zawiedziony faktem, że ruch hippisowski nie stał się częścią tej historii. W związku z powyższym: Bogdan Loebl Słucham głosu serca, Andrzej Sowa Ocalony. Ćpunk w Kościele (Wydawnictwo Znak, Kraków 2015), Kazik Staszewski Idę tam gdzie idę. Autobiografia (Rozmawia Rafał Księżyk, Wydawnictwo Kosmos Kosmos, Warszawa 2015), Jerzy Jarniewicz All you need is love. Sceny z życia kontrkultury oraz Julian Palacios Syd Barrett & Pink Floyd. Mroczny świat (Wydawnictwo SQN, Kraków 2015) i John Lydon Gniew jest energią. Moje życie bez cenzury (In Rock, Czerwonak 2015).
Na liście 26 pozycji. W porównaniu z rokiem 2015 – sukces, a w 2017 zamierzam kupić nie więcej niż 10. Podobnie jak w latach ubiegłych w zestawieniu nabytych płyt kompaktowych są tak zwane pomyłki. Ale są też nowości zasługujące na wyróżnienie. Przede wszystkim Ivo Partizan i ich dwa albumy – Zabij Ten Czas i koncertowy Rock na Bagnie 2. lipca 2016 (na tej płycie jest też Utwór Roku – Wyraz twarzy).  Co jeszcze? Cudowny Czwartek Popiół i SBB Za Linią Horyzontu. A z reedycji – urocze i na wysokim poziomie pop / psychedelic (określenie zaczerpnięte z opisu reedycji) z ówczesnej Czechosłowacji, czyli  Josef Plíva / Václav Zahradník Orchestra Fairy-Tales in Beat (1969, GAD Records 2016), a także Free Fire and Water – bez żadnych bonusów, z ciepłym, „nie-kompaktowym” brzmieniem.
Koncerty? Coraz rzadziej. Dwa były szczególne. Jubileuszowy Dezerter na Muszla Fest w Bydgoszczy i folkowa Poturba wraz z zespołem Kruszowianki w strzelneńskiej rotundzie św. Prokopa z akustyką najwyższej próby.
Wyliczankę zaczęła Biedronka, a zakończy TVP Kultura. Sobotnie, późne wieczory z koncertami The Doors, Dire Straits, Queen, Pink Floyd, Cream, Pink Floyd czy The Who to czysta przyjemność i wspomnienie tego, co w ostatniej dekadzie wieku XX – w czasie kiedy kończył się szósty a zaczynał siódmy dzień tygodnia – proponowała telewizyjna „Dwójka”.

Fest koncert Dezertera

Na Muszla Fest 2016 (Bydgoszcz, 19 sierpnia) zespół świętował trzydziestopięciolecie istnienia. Jak na jubileusz przystało, program koncertu wypełniły „ewerginy”, których Dezerter ma w repertuarze pod dostatkiem. Nie sposób nie zgodzić się ze słowami gitarzysty i wokalisty, Roberta Matery, który na zakończenie powiedział: Myślę, że wszyscy będziemy ten wieczór pamiętać.
System, Odnowa, Burdel, Poroniona generacja, Ku przyszłości, Spytaj milicjanta, Niewolnik, Dla zysku i tak dalej, i tak dalej (zabrakło mi tylko Musisz być kimś). Klasyka.
Po poznańsku: Fest koncert!
Muszla Fest 2016 i Dezerter to także premiera legendarnego singla zespołu z 1983 roku (z utworami: Ku przyszłości, Spytaj milicjanta, Szara rzeczywistość, Wojna głupców). Zremasterowany, z okładką, która w latach osiemdziesiątych nie miała szansy na ukazanie się drukiem i… szkoda, że tylko na winylu.

Spacja pięknie kosmiczna

GEORGE DORN SCREAMS SPACJA KOSMICZNA
2016
MAGDA POWALISZ – ŚPIEW, GITARA; RADOSŁAW MACIEJEWSKI – GITARA, ELEKTRONIKA; WOJCIECH TREMPAŁA – BAS, MARCIN KARNOWSKI – PERKUSJA (W UTWORZE NA KOŃCU ŚWIATA GOŚCINNIE JAKUB KAPSA – MELODYKA)
LICZĘ DO STU, SPACJA KOSMICZNA, MIRIADAMI, NA KOŃCU ŚWIATA, KOCI SZLAK, W CIENIU, SMUTKI, POCZĄSTKI

Jeżeli każdy zbiór dźwięków i słów, który zawiera w sobie choćby odrobinę smutku i melancholii sunących niespiesznie przez kolejne kilkadziesiąt minut jest wart poznania, to po Spację Kosmiczną należy sięgnąć bez chwili wahania!
Znam trzy albumy tej bydgoskiej grupy. O’Malley’s Bar – nie pałam sympatią. Snow Lovers Are Dancing – jest cudnie. Spacja Kosmiczna – wydawało się, że lepiej już nie będzie… aż tu nagle…
przez szyby
świt wpada
świt wpada
jesienny
(Począstki)
Spacja Kosmiczna – bardziej niż cudnie.

„Snow Lovers Are Dancing”

Kapryśny lipiec roku 2016. Słońce i upał na przemian z duchotą, burzą, wiatrem, deszczem i chłodem. Na szczęście! Jak tak dalej pójdzie, to tegoroczne lato przeżyję bez głębszej traumy słonecznej.
Ten uroczy, niesłoneczny a ponuro-deszczowy świat za oknem wymaga odpowiedniej oprawy muzycznej. Górna półka, pierwszy tytuł od prawej – Snow Lovers Are Dancing bydgoskiej grupy George Dorn Screams. Już sama – „ośnieżona” – okładka dodaje otuchy i przypomina, że zima coraz bliżej…