AVE. Jazda po polsku

Rozmowa z Mariuszem Michałowskim, wokalistą grupy AVE z Inowrocławia.

***

Redaktor naczelny Teraz Rocka niedawno docenił waszą debiutancką płytę (szczegóły tutaj). To chyba dobrze?
To bardzo dobrze! Znakomita wiadomość, która pokazuje, że próby dotarcia do tak postawionych, znaczących w naszym świecie osób mają sens. Naprawdę, sprawiło nam to dużą przyjemność.

Wiesław Weiss napisał o was w przedostatnim numerze wspomnianego miesięcznika. Sądziłem, że Ave to nowość, a okazało się, że płyta wyszła półtora roku temu. Czyli ciągle z tym materiałem staracie się dotrzeć do ludzi.
To tyle trwa, ponieważ nie mieliśmy żadnego promotora, żadnego wydawcy, nikogo, kto by nas mógł wspierać – płyta została nagrana, ale promocja została w naszych rękach. Działamy intuicyjnie, siłą przesyłania płyty do osób, które się na tym znają i ewentualnie będą chciały nas ocenić. Pomału zaczęło to iść w taką stronę, że na dziś płyta jest dostępna w wielu sklepach internetowych. To też zasługa Darka Kowalskiego z Hard Rock Pamela w Toruniu, który jest przychylny wobec naszej muzyki i zechciał nam pomóc, popromować tę płytę. Darek zapraszał nas do grania w swoim klubie, wykorzystał również moce, jakie posiada dzięki temu, że już dziesięć lat ma firmę wydawniczą. Pomimo tego, że nie jesteśmy w jego stajni.

Jesteście również obecni w różnych stacjach radiowych, gdzie wasze utwory odnoszą sukcesy. Na przykład: Radio Malbork – odkrycie roku 2016, Radio Orbit – w zestawieniu najlepszych utworów roku 2017. Jesienią ubiegłego roku byłeś gościem Piotra Kaczkowskiego w Trójce.
Może to zabrzmi nieskromnie, ale w miejsca, do których dotarła nasza muzyka, spodobała się ona na tyle, że ktoś zechciał się temu przyjrzeć, opisać lub puścić w danej rozgłośni. A ludzie chętnie na nie głosują. Na przykład w Czwórce Polskiego Radia nasza muzyka jest obecna już kilkanaście miesięcy.

Płyta zebrała i zbiera dobre recenzje. W jednej z nich (rockarea.eu) przeczytałem zdanie, z którym się zgodzę: Obcowanie z muzyką zawartą na krążku grupy AVE nie należy do odprężających. Bawiąc się w porównania: gitary w Credo skojarzyły mi się z Led Zeppelin, a w Zdeptać koronę – z Hendrixem; Skalpel – z The Clash, Eugenika – z zimną falą. Skąd ten eklektyzm w waszej muzyce?
Niełatwa sprawa ująć to w kilku zdaniach. Po prostu to szczerość, która wypływa bez głównego zamierzenia – kierujemy się tym, co w nas siedzi i co w danym momencie nami kieruje. A skojarzenia? Są dla nas bardzo chwalebne, i miło słyszeć tak wielkie nazwy i nazwiska. Wiemy, że mogą być zauważalne, nie bronimy się, nie walczymy o nowe trendy, nie kopiemy nowego tunelu w muzyce, bo nie w tym rzecz.

Na swojej stronie – www.facebook.com/avezespol/ – już rok temu wspominaliście o przygotowaniach do wydania drugiej płyty. Kiedy się ukaże?
Cały czas nad nią pracujemy. Mamy sporo nowych piosenek, które już prezentujemy na koncertach. Zanosi się na lato tego roku, ale nie chciałbym tak decyzyjnie rzucać datami – mam nadzieję, że w tym roku wszystko się dopnie do końca i płytę będziemy trzymać w rękach.

Obecnie na topie jest jeden z waszych najnowszych utworów, świetna Rewolucja. Znajdzie się na przygotowywanym albumie, czy będzie dostępna tylko w Internecie i na składance Rock N’Sfera. Vol. 1, która ma się ukazać w połowie marca?
Wszystko wskazuje na to, że zostanie na płycie. A składanka to taki bonus, który przyszedł do nas ze stacji Radio Bon Ton, audycji Wieczorna ROCKosfera, gdzie udzielaliśmy wywiadu i była prezentowana cała nasza płyta.
Dla mnie to ważne, że ludzie wykazują się tak ogromną pasją, zaangażowaniem, bo to kosztuje – zrobić audycję, zebrać tyle zespołów, nagrać, promować w Internecie, a teraz wydać płytę. Cieszymy się, że zaprosili nas na tę składankę, bo to wszystko robią rzetelnie. Ma być w nakładzie 1000 sztuk. Zamysł jest taki, żeby tę płytę wysyłać do stacji radiowych, które będą chciały to zaprezentować.

Na drugim albumie też zaśpiewasz tylko po polsku?
To nie jest żadne wzbranianie się, zdarza mi się śpiewać po angielsku, może w mocniejszej, metalowej konwencji, ale to są tylko jakieś poboczne rzeczy. W AVE jedziemy po polsku.

W AVE jesteś również autorem tekstów. Nie ma w nich, że się tak wyrażę, pitolenia – jest konkretnie, na temat, mocno i kontrowersyjnie. Na przykład Rewolucja. Pisząc te słowa nie myślałeś, że ktoś, kiedyś może złapać ten kamień i nim rzucić?
To jest już któreś z rzędu zapytanie w tę stronę. Może to wykazać się mało profesjonalne, ale jeśli bym to teraz pominął, byłbym nieszczery – muszę powiedzieć, że to światełko zapala się we mnie teraz. Utwór powstał, został zagrany i wrzucony do Internetu, ale nie z taką intencją. Nie zakładam, żeby ktoś za piosenką szedł w aż taką ekstremę, ale gdybym musiał się bronić, bo coś takiego by nastąpiło, to: na pewno nie było założeniem, żeby budować fizyczną przemoc. Ta pięść w górze i rzucenie kamienia, i rewolucja, jest, może nie bezsilnością, co zareagowaniem – jeśli nie można w inny sposób zareagować, czas się przebudzić siłowo. Ale to jest tylko, że tak to ujmę, artystyczne.

Artystyczne, ale jednak wpisuje się w to, co się dzisiaj dzieje w Polsce.
Jeśli patrzeć w tę stronę – bardzo. Dzisiaj jest to na topie. Jeśli ktoś by chciał zwrócić na to uwagę i przyszyć to dla siebie, w sensie: skoro facet napisał, żeby tak robić, to rzeczywiście można to robić. Ale ja nie chciałbym nikogo namawiać do przemocy. Oczywiście, jeśli stanęlibyśmy teraz w obliczu sytuacji, która by mogła zagrażać najważniejszym duchowym, rodzinnym, czy patriotycznym sprawom, to nie należę do osób, które by podwinęły ogon. Ale też w ostatnim momencie chciałbym gdziekolwiek podnieść tę pięść w górę.

W Diamentach dostało się Budce Suflera, Maryli Rodowicz i jeszcze kilku innym topowym polskim wykonawcom. Utwór powstał jeszcze przed wydaniem waszej debiutanckiej płyty, ale na nią nie trafił. Autocenzura?
Został pominięty świadomie. Tak jak Raz Dwa Raz Dwa Maanamu, które było robione na zasadzie takiego odpoczynku od naszych piosenek. Kowerowo nie jesteśmy chętni, nie paramy się tym, nie ma nawet na to czasu, ale ten Maanam przyszedł do mnie – może z dzieciństwa gdzieś mi wróciło? Chciałem się zmierzyć z tym szybkim śpiewaniem, a wyszło, że zupełnie skrzywiliśmy ten kawałek.
A wracając do Diamentów:
Szczerze powiem, że byłoby idiotyzmem tak myśleć. Można nie lubić Budki Suflera czy Kombi, ale nie mieć do nich szacunku za to, co robili? Dla mnie jest to bezsensowne. Jeśli w ogóle kiedykolwiek ktoś z nich chciałby tego posłuchać czy by usłyszał, to tak naprawdę muszą to brać na klatę. Ja na ich miejscu bym się z tego śmiał, bo to właśnie miało być takie – przychodzi pan Nikt i, choć jego głos jest ograniczony, bardziej to melodeklamacja, śpiewa, że jest gwiazdą, a Maryla się kiwa i tak dalej.

Czyżby trochę autoironii?
To nie jest tak, że ktoś jest ociemniały i wydaje mu się, że błyszczy na kupie kamieni jako jedyny diament. To bzdura. Tych diamentów jest cały kopiec – wspaniałych, różnych, nieokiełznana rzeka dźwięków i zespołów. Ale nie można się non stop patrzeć z góry na tę rzekę, tylko trzeba mieć świadomość, że jednym z płynących tym potokiem produktów jesteśmy my – zwarci i gotowi do tego, żeby pokazać, że też tu płyniemy, że to, co robimy jest fajne, przynajmniej dla nas [śmiech].

Debiutancką płytę nagraliście w składzie: Maciej Zamczała – gitara, Robert Sadowski – gitara, Krzysztof Kosiński – bas i ty – wokal i perkusja. Perkusista Mateusz Senderowski zagrał gościnnie w kilku utworach, a teraz jest już stałym członkiem grupy. To wszyscy z podstawowego składu w historii AVE?
Od początku był ze mną Krzysztof i Maciej. Na starcie był z nami inny gitarzysta, ale później tak się potoczyło, że nie mógł dalej kontynuować tej współpracy. Każdy miał inny pomysł na siebie – zwyczajnie, w pogodny sposób się rozstaliśmy. Później przyszedł Robert, z którym wcześniej współpracowałem w grupie Flame – taka perełka, bo facet jest po prostu ogarnięty.
Mamy już tyle lat i tyle czasu gramy, że nie byłoby już miejsca na jakieś rozpoczynanie emdekowskie, tłumaczenie czegoś, komuś… Tu wszystko się dzieje skrótowo i optymalnie jest pozapinane. To ogromny komfort współpracować z takimi ludźmi.
Lwią robotę, tę techniczną, w której ja jestem nie w pełni rozwinięty [śmiech], robi Krzysztof. Ma ogromne doświadczenie. Jeśliby AVE rozłożyć na czynniki pierwsze, to bez pracy, którą Krzychu wkłada, bylibyśmy kilka kroków w tył. Nie w sensie rozwoju zespołu, tylko tego, że te piosenki są nagrane, że coś jest w Internecie i że to wszystko jest dopracowane. To jest potężna sprawa, która pozwoliła nam, po niespełna roku istnienia, wystrzelić z płytą. Rzecz dla niektórych nieosiągalna.

AVE za dziesięć lat…
[śmiech] AVE za dziesięć lat? Szósta płyta, siedem Fryderyków. Na stałe wbici we wszystkie dobre festiwale. Dużo odnóg, różne gatunki muzyczne. Ogólnie – rozpoznawalny, sztampowy, awangardowy [śmiech].

***

Wspomniane Flame, czy też Staff, GrAm, Nie-Toperz… Członkowie AVE byli lub są związani z wieloma innymi zespołami. Mariusz Michałowski wspomina death metalowe Mystification:

Fragment recenzji jednej z kaset grupy Mystification („Tylko Rock”, 1994, nr 4, strona 58)

Mystification… To był zespół młodości. Czas kserówek, czas prób, gdzie się obcinało palce przy rękawiczkach, bo na próbie było minus 3. Wysyłanie demówek – kapitalne zwroty. Zaangażowanie i taka chęć grania, że przed pierwszą próbą nie siedziałem nigdy nad całym zestawem bębnów, a na tę próbę jechałem wiedząc, że będę grał na perkusji.
Też pisałem teksty, dużo się przykładałem do tego, jak te utwory mają wyglądać.
Świetny gitarzysta – i Piotr Matecki, i Adam Polański.
Dwie taśmy ukazały się nakładem Loud Out Records. Wtedy nie było płyt, tylko kasety, więc były to oficjalne wydawnictwa. Na tyle dobrze się sprzedały, że na dwa tygodnie wynajęli nam studio w Gdańsku. Mieliśmy otwarty sklep pana Łosowskiego z Kombi [śmiech]. Zaprosił nas: Chłopaki, wybierajcie sobie gitary i piece do grania na próbę. Pan ze Skawalkera przyjechał, rozłożył mi bębny i mówi: Będziesz sobie grał te dwa tygodnie na tych bębnach. Dla chłopaków z Inowrocławia, którzy grali na Eltronach, w piwnicy, to był szok.
Po tym nagraniu mieliśmy zaproszenie do Jarocina. To było w 1993 roku, totalna rozpierducha. Widziałem to na własne oczy, uciekałem przed kamlotami. Ale zdążyliśmy zagrać. Na szczęście, bo to było dla nas historyczne granie. Wcześniej wystąpiliśmy w paru miejscach – w Toruniu, w Gnieźnie, we Włocławku. Kiedyś się ekipy przemieszczały z koncertu na koncert. Ekipa włocławska nas polubiła i zapamiętała. W Jarocinie ktoś nam powiedział, że jak publiczność będzie rzucać, to mamy spierdalać. Mam nadzieję, że Piotr Matecki by się o to nie pogniewał [śmiech]: on miał słabszy wzrok, myślał, że na scenie leży tyle kostek od gitar, a to były po prostu butelki porozpierdzielane, bo wiara rzucała. Zaczęliśmy grać, a ludzie z Włocławka, którzy też tam byli, nas poznali – w tym tłumie ta grupka ludzi zaczęła krzyczeć: Mystification!, Mystyfication!. I się ruszyło. Przyszedł jakiś człowiek i pyta:
Ile macie jeszcze kawałków?
No, mamy jeszcze cztery.
Grajcie wszystko.
Dla nas to był sztos.
Już w tamtych czasach czułem, że trzeba ludziom siebie dawać i przed koncertami dwie reklamówki kaset nagrywaliśmy w domu, kserowaliśmy okładki i albo sprzedawaliśmy, albo ludziom, którzy przez cały nasz set trzepali łbami, te kasety po prostu dawałem.
W okresie, kiedy graliśmy w Jarocinie, w składzie Mystification były trzy osoby. To był ten power, dzisiaj nie do pomyślenia – bez basisty?! A my chcieliśmy grać, nie ma, że nie było basisty, gramy! [śmiech].

(luty 2018)

After Blues „Proszę bardzo”

After Blues Proszę bardzo (2013, Jimmy Jazz Records)

Czy się to komuś podoba, czy nie – Agnieszka Twardowska chadza własnymi, popowymi ścieżkami. Ma do tego prawo. A publika – wybór.
Przyznaję, trudno mi przebrnąć przez jej nowe produkcje. Za to z niesłabnącą przyjemnością  słucham Proszę bardzo After Blues. To trzynasta płyta w dorobku zespołu, a druga z udziałem Agnieszki Twardowskiej (Strzelno. After Blues & Agnieszka Twardowska – Blues połączył pokolenia, nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 25 listopada 2013 roku).
Używając „terazrockowej” skali ocen – Proszę bardzo poznać trzeba. Jednak niech nikogo nie zmyli zaaplikowany na początek Od rana czuję bluesa – równie żywiołowo zagrane jest jeszcze tylko Dziękuję bardzo. Ostatni – jak dotąd – przejaw aktywności fonograficznej Leszka Piłata (śpiew, perkusja, bas) i Waldemara Baranowskiego (chórki, perkusja, gitary) to pozycja dla lubiących bardziej balladowe klimaty. Takie z pogranicza bluesa i rocka oraz rocka i muzyki pop (zapewne Chyba coś nie tak i Puste ręce powstały z myślą o wokalistce rodem z kujawskiego Strzelna, którą słychać w czterech utworach), zagrane i zaśpiewane w stylowy, zdecydowanie nierewolucyjny sposób. Całość przyozdobiona fajną okładką.
Najlepsze fragmenty? Należy szukać wśród tych „po bluesie”: Rewolucja moich dni, Ciche ulice, Zaniki pamięci. I gitary Waldemara Baranowskiego – potrafią „załkać” jak u Nalepy (na przykład Rewolucja moich dni), odpowiednio „przygrzać” (solo w Dziękuję bardzo) czy być dostojnie klasyczne (Puste ręce).

Komu jeszcze To tylko dom w zwrotkach skojarzył się z utworem grupy Hey – Moja i twoja nadzieja?

Yet Another – małpa antysystemowa

Yet Another. Miejsce prób: Klub 2piż., Inowrocław. W składzie: Piotr „Stefo” Stefanowicz – gitara, Adam „Student” Dzikowski – bas, Dominik „Łysy” Rogalski – bębny, Patryk „Stawicha” Stawiszyński – gitara. Na dokładkę Maciej Koźmiński. Dominik Rogalski: Wspiera nas jako muzyk koncertowy, gdy któregoś z chłopaków nie ma.
Zespół powstał w lutym 2016 roku. Dominik Rogalski: Ja oraz „Student” poznaliśmy się na próbie reaktywacyjnej inowrocławskiej grupy Warfare, zaproszeni przez Filipa Osowskiego. Z reaktywacji nic wtedy nie wyszło, ale postanowiłem zwerbować Adama do swojego projektu. Tak to się zaczęło. Miałem mnóstwo pomysłów na materiał, których – z różnych powodów – nie było mi dane realizować w poprzednich zespołach. Około trzech lat nosiłem się z zamiarem zawiązania zespołu, ale nasz region jest ewidentną pustynią jeśli chodzi o ludzi, którzy chcą grać i mają dość konsekwencji, by systematycznie poświęcać temu czas.
Można o nich przeczytać między innymi na ino.online. Na portalu rockarea.eu Ejt Trak DeMo otrzymało 6 na 10 punktów. To ich pierwsze wydawnictwo płytowe, z tego roku. Dominik Rogalski: Nasz największy sukces to bez wątpienia „Ejt Trak DeMo”. W zasadzie już po sześciu miesiącach od pierwszego spotkania mieliśmy zrobiony cały materiał. Traktuję to jako sukces, bo nie zawsze w zespołach da się pracować tak sprawnie. Okładka przedstawia grupę ludzi – przypominają tych z kreskówki Simpsonowie – którzy ścigają małpę. Piotr Stefanowicz: Okładkę przygotował Sebastian Augustyniak według mojego pomysłu na ilustrację do utworu „Monkey’s gone”. Ci goniący ją ludzie są metaforą systemu, który chce nadać ci miejsce, niekoniecznie takie, które będzie ci się podobało. Małpa jednak decyduje się na ucieczkę, a system nie odpuszcza. Jest to jakby przenośnia współczesnego życia, gdzie musisz płacić podatki, masz normy społeczne i tak dalej – jeżeli ktoś łamie te konwenanse, jest często za to „goniony”. Płyta jest już niedostępna. I nie można było jej kupić. Dominik Rogalski: Ją można było jedynie otrzymać w prezencie. To taki nasz myk marketingowy :) i był bardzo skuteczny.


„Ejt Track DeMo” – piguła energetyczna, bez skutków ubocznych

Dwadzieścia trzy i pół minuty, 8 utworów: Zachowaj spokój, Monkey’s gone, Funky Ninja, Aleksander, Płynę, Speluna, Paczka, Stagnacja. Red Hot Chili Peppers, Rage Against The Machine, Flapjack – oto muzyczne inspiracje członków Yet Another. Dominik Rogalski: Muzyka naszej młodości. Mi przypomnieli o tym, że w ostatniej dekadzie wieku XX często słuchałem grupy Kazik Na Żywo i zapoznałem się z Dog Eat Dog oraz Body Count. Piotr Stefanowicz: Na potrzeby określenia stylistyki, „Łysy” wymyślił słowo / slogan „funkywpierdol”, które chyba trafnie opisuje to, co robimy. Gramy muzykę, w której się odnajdujemy i która z nami rezonuje. Można stworzyć zespół na komercyjne granie, i to też będzie OK, jednak staramy się robić rzeczy z serca, a nie z tego, co podpowiada rozum. Podstawą muzyki rozrywkowej jest jazz i blues – to stamtąd wywodzi się hard rock, funk i wszystkie pokrewne. Zdajemy sobie sprawę, ze coraz trudniej o innowacje, ale staramy się nadać naszej muzyce własną ekspresję – to taki jakby własnoręczny podpis, który będzie z nami kojarzony. Na szczęście ludzie dobrze przyjmują naszą muzykę i nawet ci, którzy słuchają innych gatunków, mówią, że coś w tym jest.
Ejt Trak DeMo zarejestrowali w składzie z wokalistą Jakubem „Siwym” Różańskim, który jednak niedawno opuścił szeregi Yet Another. Dominik Rogalski: W chwili obecnej jesteśmy na rozdrożu – szukamy wokalisty. Ale plany się nie zmieniły. Dominik Rogalski: Na jesieni chcielibyśmy wydać pełnoprawny longplay, to znaczy pełne 70 minut muzyki. Obecnie współpracujemy z lokalnymi przedstawicielami sceny hip-hop, ostatecznie może się okazać, że będzie to album, na którym śpiewać będzie kilku, kilkunastu wokalistów, co również dodaje pikanterii takiemu wydawnictwu.
Yet Another żyje, działa, koncertuje, o czym można się przekonać śledząc stronę facebook.com/YetAnotherBand/. Dominik Rogalski: Yet Another dziś jest tak wielowarstwowym bytem, że dla każdego z nas może być czymś innym. Na pewno jest swego rodzaju medium, dzięki któremu mamy szansę przekazać emocje, wartości. Na co dzień jest sposobem na spędzanie czasu z fajnymi ludźmi, szczególnie na koncertach. Czasem jest gwizdkiem, który pozwala na upuszczenie troszkę pary. Bywa również wyzwaniem, radością, irytacją, męczarnią, ale i odskocznią od prozy życia.

Kilka plusów i minus

IVO PARTIZAN ROCK NA BAGNIE 2. LIPCA 2016
2016, SZOP NA BAGNIE
LESZEK DUSZYŃSKI – GITARA, WOKAL; SŁAWEK RUCIŃSKI – GITARA, KAROL WALKOWSKI – BAS, MACIEJ ADAMSKI (MEC) – WOKAL, AREK KUBIAK – PERKUSJA
ZABIJ TEN CZAS, WYRAZ TWARZY, GDZIE JEST BÓG?, WALC NR 1, KIM JESTEM, WIERSZ DLA NIEZNAJOMEGO PRZYJACIELA NAPISANY, KOBIETA ŻUL, EZOTERYCZNA, PUSTKA, CIĄGLE CZEKAM, MENGELE

Drugi w tym roku album sygnowany nazwą Ivo Partizan (jak zapowiedział wydawca – pierwszy w serii Oficjalny Bootleg Bagienny).
Kilka interesujących nowości na cd (na czele z moim faworytem – utworem Wyraz twarzy).
W zestawie Mengele, Zabij ten czas, Wiersz dla nieznajomego przyjaciela napisany i Ciągle czekam.
Nie słychać podziału na stare i nowe Ivo Partizan.
Jest chropowato, surowo, autentycznie.
Wszystko pięknie? Prawie wszystko. Irytuje mnie publiczność, która… chyba została dodana do tego koncertu już po 2 lipca 2016 roku. Jeżeli tak było to proszę mi powiedzieć: po co?

Inne oblicze hip-hopu

Robert „Żaba” Żuchowski. Strzelneński artysta, znany z duetu PJWNR oraz bliskich rockowi FonoFuzji oraz All Not Done, wydał swoją drugą płytę solową, a pierwszą – tak jak zapowiedział dwa lata temu (Strzelno. „Świetnie spędzony czas” – rozmowa z Robertem Żuchowskim, nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 23 sierpnia 2014 roku) – w tak zwanej formie fizycznej, czyli płyta kompaktowa, opakowanie a dodatkowo również materiały promocyjne. „Żaba”: Plakat i dwie naklejki. Stwierdziłem, że jednak fajnie jest dać coś więcej od siebie niż tylko płytę.


Czytaj dalej Inne oblicze hip-hopu

Jest dobrze, jest dobrze!

IVO PARTIZAN ZABIJ TEN CZAS
2016
MACIEJ „MEC” ADAMSKI – WOKAL, LESZEK DUSZYŃSKI – WOKAL, GITARA, MELODYKA; SŁAWEK RUCIŃSKI – GITARA, KAROL WALKOWSKI – GITARA BASOWA, AREK KUBIAK – PERKUSJA (UTWORY CIĄGLE CZEKAM I KOBIETA ŻUL NAGRANO W SKŁADZIE: LESZEK DUSZYŃSKI – WOKAL, GITARA; SŁAWEK RUCIŃSKI – GITARA, KAROL WALKOWSKI – GITARA BASOWA, MARIUSZ TWARUŻEK – PERKUSJA)
ZABIJ TEN CZAS, TAK WIELU BYŁO NAS, MENGELE, WALC NR 1, PRZEZ MOMENT PRZEZ CHWILĘ, WIERSZ DLA NIEZNAJOMEGO PRZYJACIELA NAPISANY, CIĄGLE CZEKAM, KOBIETA ŻUL, NAŁOGOWY ODWYK, ODEZWIJ SIĘ, JUŻ NIE MYŚLĘ, SZUKAMY

Soczyste i przestrzenne. Nareszcie znane mi utwory Ivo Partizan z lat osiemdziesiątych (Zabij ten czas, Mengele, Walc nr 1) z płyty brzmią tak jak zawsze chciałem, żeby zabrzmiały.
Plus kolejny – na płycie jest Tak wielu było nas. Zaprezentowane w czasie ubiegłorocznego koncertu w Mogilnie wręcz poraziło. Nie tylko dlatego, że po wielu, wielu latach przy mikrofonie stanął pierwszy wokalista grupy – Maciej „Mec” Adamski.
Jest też Szukamy. Piękne zakończenie, w klimacie dawnego Ivo Partizan i zarazem trzeci fragment Zabij Ten Czas z udziałem Macieja Adamskiego. Zgaduję, że to – podobnie jak Tak wielu był nas – jedno z odnalezionych w ubiegłym roku przez Sławka Rucińskiego archiwalnych nagrań zespołu. Tylko zgaduję, bo płyta została wydana w wersji „mniej niż standard”. Kojarzone z gazetowymi dodatkami tekturowe pudełeczko na płytę kompaktową to zdecydowanie za mało jak na tak długo wyczekiwany album!
Zabij Ten Czas potwierdza fakt, że już chyba zawsze będzie podział na twórczość Ivo Partizan sprzed lat trzydziestu – wypełnione smutkiem zimnofalowe granie i to, co muzycy mają do zaproponowania dzisiaj, czyli zadziornie gitarową alternatywę w zdecydowanie bardziej optymistycznych barwach. Bardzo interesującą alternatywę (tylko do utworów Przez moment przez chwilę i Kobieta żul – nie wiadomo dlaczego – zapałałem mniejszą sympatią). Ale przecież panowie już na koncertach udowodnili, że mają do zaproponowania coś więcej niż: To my, graliśmy na „Jarocinie ’85” i „’86”!. Tak, tak, nie pozostało nic innego jak przestać kojarzyć zespół tylko z dołującą muzyką i zacząć unikać schematycznego myślenia: Niemożliwe, okładka płyty Ivo Partizan nie może nie być czarno-biała!.

PS. Czekam na ciebie i Kobieta żul to nagrania, które są już znane z epki RiD (dzisiaj ten zespół można nazwać wstępem do działalności reaktywowanego Ivo Partizan) Edycja Limitowana z 2014 roku. Sympatyczne zaakcentowanie, że perkusistą zespołu jest też Mariusz Twarużek, który obecnie nie może grać ze względów zdrowotnych.

Młodość w nurcie czarnej rzeki

CUDOWNY CZWARTEK POPIÓŁ
2016, WYDAWNICTWO WŁASNE
MARCIN SORDYL – ŚPIEW, ARTUR DUDA – AKORDEON, INSTRUMENTY KLAWISZOWE, WITOLD ŁOCHOWSKI – GITARA, DAWID JANCZAK – GITARA, SZYMON SŁAWIŃSKI – BAS, RYSZARD NOWAK – PERKUSJA
KONCERT W RADIU MERCURY: INTRO, MŁODOŚĆ, MIASTO, PUSTE NOCE, NOCNA EKSPEDYCJA, MIŁOŚĆ, MARNOŚĆ, TANIEC W STUDNI, PRZESILENIE, PIEŚŃ WĘGLARZA, PRZEŹROCZYSTY PTAK, WRONY, YESTERDAY IS HERE (BY TOM WAITS), COLD, COLD GROUND (BY TOM WAITS); MATERIAŁY STUDYJNE: WCZORAJ W POŁUDNIE, ŚMIERĆ, CZARNA RZEKA, NA WSCHÓD, TEN TANIEC, PAN PIES (BONUS TRACK)

I. Był sobie zespół. Ludzie młodzi, studenci. Akordeon, człowiek od poezji i jeszcze kilka innych osób. Koncerty, festiwale, informacje w prasie, telewizji. I tak dalej, i tak dalej. Znali się na tym, co robili, wychodziły im zapadające w pamięć kawałki – ludziom musiało się podobać. Co grali? Ktoś, kto dopiero po latach poznał ich twórczość, stwierdził że to piosenka poetycka / studencka. Po usłyszeniu kilku utworów zawyrokował też, że Raz Dwa Trzy i The Doors to będą dobre punkty orientacyjne dla niezorientowanych. I choć wraz z poznawaniem Popiołu te porównania stawały się coraz mniej oczywiste, nadal nie są bez pokrycia. Toć wystarczy na przykład posłuchać śpiewu Marcina Sordyla z 1999 roku – często przypomina Morrisona.
II. Przypuszczalnie bardziej bliższe prawdy będą porównania z artystą o nazwisku Tom Waits. Nie ma przypadku w tym, że zespół zagrał jego dwa utwory (Yesterday is here, Cold, cold ground). Jednak nie wszyscy piszący o albumie Popiół są w stanie to zweryfikować. Z jakże prozaicznego względu – nieznajomości twórczości Waitsa. Cóż, tak to często bywa, że domorośli recenzenci, którzy pozakładali sobie blogi silą się i pocą, żeby błysnąć, a nie mają żadnego rozeznania, słuchu i predyspozycji do tego, żeby pisać o muzyce.
III. W 1999 roku, w poznańskim Radiu Mercury został nagrany koncert Cudownego Czwartku, który najpierw – w drobnych fragmentach – ukazał się na ich pierwszej „pośmiertnej” płytce zatytułowanej po prostu Cudowny Czwartek, a teraz – w dużo większej dawce – na albumie Popiół. Bo pomimo upływającego czasu członkowie zespołu o swojej muzycznej przygodzie nie zapomnieli. Potwierdzeniem tego faktu jest też ciąg dalszy płyty – zbiór nagrań studyjnych zarejestrowanych na przełomie października i listopada 2009 roku.
IV. Podróż sentymentalna? Album dla tych, którzy – nie bójmy się tego powiedzieć – byli fanami Cudownego Czwartku? Nie tylko. Dzięki Popiołowi muzyka zespołu ma szansę dotrzeć do nowych odbiorców. O, fajne to. Nie znałem ich.
V. Dobrze jest podzielić sobie ten Popiół na dwie części. Choćby ze względu na czas – 79 minut (cecha charakterystyczna wszystkich składanek i zbiorów nagrań archiwalnych, która niejednego miłośnika muzyki może przerazić i zirytować jednocześnie). Bardziej istotne jest jednak coś innego – koncert oraz nagrania studyjne dzieli dziesięć lat. To szmat czasu, który nie mógł nie odcisnąć swojego piętna na ich muzyce. Można spróbować udowodniać, że jedna część jest lepsza od drugiej, ale czy to ma jakiś sens? Każdy ma swoje za uszami i różnie odbiera otaczający go świat. Szczególnie polubiłem nagrania ze studia – ten trochę zmęczony śpiew Marcina Sordyla, zdecydowanie mniej studencko-poetycki klimat i unoszący się gdzieś w tle duch… Strachów Na Lachy i – w jednym przypadku – Pidżamy Porno (Śmierć).
VI. Szkoda, że na płycie zabrakło jednego z najjaśniejszych punktów w twórczości Cudownego Czwartku – psychodeliczno-„doorsowskiego” Bluesa. Jednak ten brak z powodzeniem rekompensują inne perełki, których na Popiele nie brakuje. Kolejno: Młodość, Miasto, Miłość, Marność, Wrony, Wczoraj w południe, Śmierć, Czarna rzeka, Ten taniec.
VII. Czy Popiół może być powodem rozlewającego się po całym ciele żalu? Jeżeli 17 lat temu ktoś wiedział tylko tyle: Rycha Nowaka nie ma już w Strzelnie, teraz gra w Poznaniu, w takim dość znanym zespole, to dzisiaj żałuje, że nie było mu dane zobaczyć ich na żywo. Ale Popiół daje nadzieję, że to się może jeszcze zmienić. W oczekiwaniu na ten dzień, zainspirowany słowami Marcina Sordyla każdego ranka nucę sobie: Wszyscy jesteśmy tak bardzo młodzi / że aż ta młodość z nas wychodzi (Młodość).