Najlepsze z roku 2017

ALBUM:
Roger Waters Is This the Life We Really Want?
Trupa Trupa Jolly New Songs

KONCERT:
Ponad Chmurami, 9 lutego, Miejska Biblioteka Publiczna w Strzelnie

KSIĄŻKA:
Jarosław Sawic Budka Suflera. „Memu miastu na do widzenia”. Muzyka/miasto/ludzie

ODKRYCIE:
Trupa Trupa
SZA!

UTWÓR:
Ivo Partizan Sajgon (z repertuaru innej grupy z Mogilna – Bunkier)

ŻYCZENIE NA ROK 2018:
album z zapisem koncertu SBB w Filharmonii im. Mieczysława Karłowicza w Szczecinie

***

Zdarzyło się w roku 2016

SBB „Live in Sopot 1978. Extended Freedom” – fan niekonsekwentny

nowyhoryzont.blog.pl (wpis z 15 lipca 2013 roku), o Live Jazz nad Odrą 1975: W związku z tym, że [w] ciągu ostatnich kilkunastu lat zostaliśmy wręcz zasypani wydawnictwami, prezentującymi bogate archiwa SBB, w pewnym momencie postanowiłem nie sięgać już po kolejne tego typu albumy zespołu – po prostu aktywność wydawnicza firm fonograficznych przerosła moje moce przerobowe. W przypadku „Live”… zrobiłem jednak wyjątek. Dlaczego? Dlatego, że bardzo lubię gitarowo-perkusyjno-basowe improwizacje Anthimosa, Piotrowskiego i Skrzeka, a wiadomo, że ten okres w historii grupy bardzo szybko się skończył […].
nowyhoryzont.blog.pl (wpis z 29 grudnia 2014 roku), o Warszawa 1980: Kupiłem i nie żałuję, ponieważ […] to koncert z kilku powodów wyjątkowy. […] SBB na scenie w składzie Skrzek – Anthimos – Piotrowski – Piwowar to zapewne nie tylko dla mnie intrygująca nowość.
nowyhoryzont.blog.pl (wpis z 13 października 2015 roku), o Koncerty w Trójce. SBB & Michał Urbaniak: Jest moc. Jest magia. Jest chemia. Jest przestrzeń. […] Michał Urbaniak – to jego udział w koncercie sprawił, że płytę kupiłem.
Maj 2016, o Hofors 1975„Niepoukładane” muzycznie pierwsze lata istnienia SBB to był wyjątkowo piękny okres w historii zespołu. A każdy utwór podpisany jako dzieło SBB to dla miłośników dłuższych, improwizowanych form gwarancja wyjątkowych wrażeń. Potwierdza to wydany kilka dni temu zapis jednego z koncertów w Szwecji […]. Hofors 1975” […] przywraca wiarę w sens kupowania kolejnych „koncertówek” SBB.
Lipiec 2017: Live in Sopot 1978. Extended Freedom
Tak…
Z powodu wypadku z udziałem ciężarówki wiozącej ich sprzęt, na II Festiwalu Interwizji w Sopocie 27 sierpnia 1978 roku zespół wystąpił bez próby. Z próbą czy bez – nie miało znaczenia. Live in Sopot 1978 to zapis kolejnego porywającego koncertu SBB. Między innymi Freedom With Us, Going Away, Wiosenne chimery (I) i (II) i Follow My Dream, a na deser krótka rozmowa lidera grupy z prowadzącym koncert, Krzysztofem Materną. Album wydany w 2002 roku przez Niezależną Firmę Wydawniczą E-silesia, kilka lat później wznowiony w wersji dwupłytowej – od czerwca tego roku ponownie w sprzedaży (Universal Music Polska).
Podtrzymuję to, co napisałem w przeciągu ostatnich lat – więcej frajdy sprawia mi SBB w kompozycjach autorstwa tria oraz tak zwane koncertówki, po których można się spodziewać czegoś więcej niż tylko muzyki zdominowanej przez Józefa Skrzeka (teraz z utęsknieniem wypatruję płyty z zapisem występu w Filharmonii Szczecińskiej). Wiadomo, że w roku 1978 już od kilku lat klawiszowe imperium lidera zespołu było na pierwszym planie…
Na swoje usprawiedliwienie dodam, że Live in Sopot 1978 chciałem kupić już kilka lat temu, ale SBB mają oddanych fanów i nie zdążyłem tego zrobić.
Tak…
Czy ktoś wspominał o oddanych fanach?

PS. O drugiej płycie w zestawie Live in Sopot 1978. Extended Freedom – innym razem.

Grupa Niemen „Vol. 1” i „Vol. 2”

Są muzycy, którzy przez cały swój żywot artystyczny nie wychodzą poza określone ramy. Albo wychodzą, ale nadal trzymają się swojej ścieżki. Są też artyści, o których powiedzieć, że przekraczają granice, to mało. Niewątpliwie do tej ostatniej grupy  zaliczyć należy Czesława Niemena. Stawiając obok siebie jego debiut płytowy z 1967 roku pod tytułem Dziwny jest ten świat z wydanymi pięć lat później – jednocześnie – Niemen Vol. 1 i Niemen Vol. 2 (znanymi też jako Requiem dla Van Gogha i Marionetki, a w wersji na jednej płycie kompaktowej – Marionetki), przekonamy się, że te dwa (Vol. 1 i Vol. 2 należy traktować jako jedną, nierozłączną całość) dzieła łączy tylko nazwisko artysty i jego głos.
Dyskografię Niemena zacząłem poznawać właśnie od albumów Dziwny jest ten świat oraz Marionetki (w wersji na płycie kompaktowej z 2007 roku). Pierwszy kupiłem pod wpływem opinii, że to dzieło wybitne oraz dla utworów – tytułowego i Wspomnienie, natomiast drugi, ponieważ Niemenowi, Helmutowi Nadolskiemu i Andrzejowi Przybielskiemu wówczas towarzyszyli Apostolis Anthimos, Jerzy Piotrowski i Józef Skrzek (czyli przyszłe SBB).
Tak naprawdę pierwsza z wymienionych płyt – jako całość – zawsze mnie nudziła, a tytułowy utwór zestarzał się szybciej, niż mógłbym się spodziewać. Inaczej Marionetki – od dziesięciu lat wciąż jest to kilkadziesiąt minut muzyki niełatwej, niekomercyjnej, nieprzewidywalnej i fascynującej zarazem. Ze szczególnym wskazaniem na Nadolskiego, jego kontrabas i utwór Requiem dla Van Gogha.
Na swoje potrzeby zawartość Marionetek nazwałem free rockiem. Przyznać też należy, że na tym albumie mamy przedsmak tego, co w 1974 roku słuchaczom zaoferuje trio SBB.
Czesław Niemen (tekst we wkładce do albumu Marionetki; 2007, Polskie Radio SA): Lata siedemdziesiąte były okresem dalszego „pochodu awangardy”. Ultra nowoczesność muzyki konkretnej przestała szokować, zaczęto więc łączyć przysłowiowy ogień z wodą. Kierunek „postępu” zmierzał do pomieszania gatunków, ucieczki przed dyktatem krytyków-klasyfikatorów. To też i muzyka z mojej szufladki, w poszukiwaniu świeżego powietrza wkrótce umknęła jakiejkolwiek klasyfikacji. Uprawiana przeze mnie podkasana „muzyka niepoważna”, jak nazwał ją Roman Waschko, zaczęła poważnieć w takim tempie, że w połowie wspomnianej dekady wyrżnęła czołowo w ścianę niezrozumienia ze strony wielu dotychczasowych zwolenników mojego papugowania… Zanim jednak to się stało, podszepty znudzonego diabełka „modernsnobizmu”, natłoczyły mi do głowy tyle różnobarwnego szumu, że nastroiłem uszy na wszystko, co w muzyce niespotykane… .

Od niedawna jest dostępna reedycja Vol. 1 i Vol. 2, wydana przez Warner Music Poland. Może to początek, a ja doczekam się wznowienia albumów Strange Is This World (1972) oraz Aerolit (1974)?

Fotka z koncertu

Sporo zdjęć musiało upłynąć zanim zrozumiałem, że jeżeli obiekt nie mieści się w kadrze lub zabrakło ostrości, nie musi to oznaczać – do kosza. Najczęściej wystarczy drobna korekta kontrastu lub zmiana kolorów na czerń i biel, a zdjęcie może zmienić swą wartość.
Inna sprawa, że zamiar zaopatrzenia się w bardziej profesjonalny sprzęt fotograficzny, w najbliższej przyszłości nie doczeka się realizacji, ponieważ wiem, iż ciągle brakuje mi motywacji, żeby nauczyć się robić dobre zdjęcia dobrym sprzętem (w tym miejscu należy zaznaczyć, że każde
W związku z powyższym pozostaje jedno – przeciętne zdjęcia przeciętnym sprzętem. I zdanie się na przypadek, bo każda z zaprezentowanych poniżej fotek to nie efekt zamierzony, a właśnie przypadek. Do tego drobna korekta (w przypadku zdjęcia numer 9 – znaczna) i fotograf – amator… ma frajdę. :-)


SBB (2014, Blues na Świecie Festival w Świeciu)

 

State Urge (2014, VIII Festiwal Rocka Progresywnego im. Tomasza Beksińskiego w Gniewkowie)

 

Ivo Partizan (2015, Spichlerz Polskiego Rocka w Jarocinie)

 

Ponad Chmurami (2017, Miejska Biblioteka Publiczna w Strzelnie)

 

Within Temptation (2012, Jarocin Festiwal)

 

SBB (2014, Blues na Świecie Festival w Świeciu)

 

Voo Voo (2012, Jarocin Festiwal)

 

Strachy Na Lachy (2012, Dni Strzelna)

 

Ivo Partizan (2015, Kino Wawrzyn w Mogilnie)

 

Lao Che (2012, Jarocin Festiwal)

Zdarzyło się w roku 2016

Rok 2017. „Festiwal rocznic” czas zacząć. Pięćdziesiąt lat od wydania albumów Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band i The Piper at the Gates of Dawn, pięćdziesiąt od Monterey Pop Festival… W tym i kolejnych latach takich ważnych rocznic będzie sporo. Brzmi optymistycznie. Ale historia to nie wszystko. Muzyka popularna ma się dobrze, powstają dzieła godne uwagi, a odtwarzanie płyt można uzupełnić lekturą wręcz lawinowo ukazujących się autobiografii, biografii czy długich wywiadów. Tak było w roku minionym.
Podsumowanie roku 2016 należy jednak zacząć od wyróżnienia jednego z miejsc, w którym można owe dzieła kupić. Być może się powtarzam – gdyby ktoś 5-10 lat temu powiedział mi, że w sieci sklepów Biedronka będę kupował płyty, to bym tylko wymruczał: Niemożliwe. I co? W minionym roku w Strzelnie nabyłem cd Akustycznie zespołu Lady Pank, Tracker Knopflera, osławione Oxygene, a także dvd – Roger Waters The Wall. Live in Berlin. Special edition i Nirvana Unplugged in New York. Wszystko w bardzo atrakcyjnej cenie.
Nie poddałem się „winylowemu szaleństwu”, jednak kiedy dowiedziałem się, że w ofercie Biedronki mają się pojawić gramofony oraz płyty winylowe, to zamierzałem ten fakt uczcić dokonaniem zakupu. Niestety, tych sklepów, które odwiedziłem nie było na liście „wybranych”.
Książki to zawsze trochę problemowa kategoria w moich corocznych podsumowaniach, ponieważ nie ograniczam się tu tylko do publikacji wydanych w danym roku – liczą się te, które w owym roku przeczytałem. Nie są to książki kupione w Biedronce, bo tam leżą byle jak – ludzie grzebią w nich jak w bananach czy mandarynkach.
Ludowa historia Stanów Zjednoczonych. Od roku 1492 do dziś (autor: Howard Zinn, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2016) zasługuje na miano Książki Roku, ale nie w kontekście muzycznym – jestem zawiedziony faktem, że ruch hippisowski nie stał się częścią tej historii. W związku z powyższym: Bogdan Loebl Słucham głosu serca, Andrzej Sowa Ocalony. Ćpunk w Kościele (Wydawnictwo Znak, Kraków 2015), Kazik Staszewski Idę tam gdzie idę. Autobiografia (Rozmawia Rafał Księżyk, Wydawnictwo Kosmos Kosmos, Warszawa 2015), Jerzy Jarniewicz All you need is love. Sceny z życia kontrkultury oraz Julian Palacios Syd Barrett & Pink Floyd. Mroczny świat (Wydawnictwo SQN, Kraków 2015) i John Lydon Gniew jest energią. Moje życie bez cenzury (In Rock, Czerwonak 2015).
Na liście 26 pozycji. W porównaniu z rokiem 2015 – sukces, a w 2017 zamierzam kupić nie więcej niż 10. Podobnie jak w latach ubiegłych w zestawieniu nabytych płyt kompaktowych są tak zwane pomyłki. Ale są też nowości zasługujące na wyróżnienie. Przede wszystkim Ivo Partizan i ich dwa albumy – Zabij Ten Czas i koncertowy Rock na Bagnie 2. lipca 2016 (na tej płycie jest też Utwór Roku – Wyraz twarzy).  Co jeszcze? Cudowny Czwartek Popiół i SBB Za Linią Horyzontu. A z reedycji – urocze i na wysokim poziomie pop / psychedelic (określenie zaczerpnięte z opisu reedycji) z ówczesnej Czechosłowacji, czyli  Josef Plíva / Václav Zahradník Orchestra Fairy-Tales in Beat (1969, GAD Records 2016), a także Free Fire and Water – bez żadnych bonusów, z ciepłym, „nie-kompaktowym” brzmieniem.
Koncerty? Coraz rzadziej. Dwa były szczególne. Jubileuszowy Dezerter na Muszla Fest w Bydgoszczy i folkowa Poturba wraz z zespołem Kruszowianki w strzelneńskiej rotundzie św. Prokopa z akustyką najwyższej próby.
Wyliczankę zaczęła Biedronka, a zakończy TVP Kultura. Sobotnie, późne wieczory z koncertami The Doors, Dire Straits, Queen, Pink Floyd, Cream, Pink Floyd czy The Who to czysta przyjemność i wspomnienie tego, co w ostatniej dekadzie wieku XX – w czasie kiedy kończył się szósty a zaczynał siódmy dzień tygodnia – proponowała telewizyjna „Dwójka”.

SBB za jakim się tęskniło

SBB ZA LINIĄ HORYZONTU
2016, POLSKIE RADIO SA
JÓZEF SKRZEK – ŚPIEW, INSTRUMENTY KLAWISZOWE; APOSTOLIS ANTHIMOS – GITARA; JERZY PIOTROWSKI – PERKUSJA, INSTRUMENTY PERKUSYJNE
ODWIECZNI WOJOWNICY, NAJWYŻSZY CZAS, 360 DO TYŁU, GORIS, ZA LINIĄ HORYZONTU, PACIFIC, ZIELONY, NIEBIESKI, ŻÓŁTY, SUITA NR 9

Nie wierzyłem w to, że najsłynniejsze trio, jakie grało pod szyldem SBB po wielu latach może stworzyć tak dobry album. Teraz pozostało mi tylko bić się w pierś, ponieważ Za Linią Horyzontu to dzieło wyśmienite – SBB za jakim się tęskniło słuchając ich płyt wydanych cztery dekady temu!

Daleka podróż w nieznane…

Lata mijają, a potrzeba dalekiej podróży w nieznane niezmiennie przychodzi wraz z ciepłym, późnym wieczorem i świerszczem, który gdzieś w trawie po drugiej stronie ulicy wysyła światu komunikat: Jestem, żyję!. Przez otwarte okno patrzysz na zasypiający świat. Na niebie żółta tarcza księżyca – niby oklepany motyw, a jednak robi wrażenie. W oddali samochody pojedynczo spieszą gdzieś w świat. Słyszysz też nadjeżdżający pociąg. Jego stuk-stuk, stuk-stuk, stuk-stuk… – jak powtarzane w kółko Hare Kryszna Hare Kryszna / Hare Kryszna Hare Hare albo kolejne dziesiątki „Zdrowasiek” – wprawia cię w ten niepowtarzalny, błogi stan. Nie, nie, nic z tych rzeczy – trzeźwy umysł to podstawa, jesteś tylko trochę zmęczony. Ale gotowy! Jeszcze tylko muzyka…
Nie samochód i nie motor – wsiadasz do pociągu. Nie wiadomo dlaczego w tę podróż zawsze wybierasz się pociągiem. Wysłużonym, niepachnącym, z miniaturowymi, najczęściej uszkodzonymi koszami na śmieci pod oknem i tymi małymi świetlówkami, które w czasach permanentnie pustych półek sklepowych stanowiły smakowity kąsek dla hodowców rybek akwariowych, którzy sami budowali sobie oświetlenie swoich pokojowych zbiorników wodnych.
Stuk-stuk, stuk-stuk… Hare Hare, Hare Hare… W oknie, którego nie można otworzyć, bo nie masz siły odblokować tego cholernego zatrzasku najczęściej widzisz swoje odbicie. Wyjątek stanowią najpierw majaczące gdzieś w oddali, a później wypełniające widok, światła nieznanych ci miast albo przybrudzone okna zapyziałych prowincjonalnych dworców kolejowych, które lata świetności dawno mają już za sobą.
Stuk-stuk, stuk-stuk… Zdrowaś Maryjo, łaski pełnałaski pełnaPan z TobąPan z Tobą…. Za tobą kolejne kilometry. Gasisz światło – widzisz noc. Każda minuta pieści twoje wnętrzności, dusza tapla się w bezgranicznym oceanie… Właściwie czego? Wolności? Spokoju? A może mroku skrywającego wszystko to, czego widzieć byś nie chciał albo o czym chciałbyś zapomnieć? Tak, rzeczywistość poukładana według twoich reguł… Zaraz, zaraz! Kto idzie?! Dlaczego chłód poranka wdziera się do płuc?!
Otwierasz oczy – wszystko jasne! Ludzie maszerują do sklepu. Kiedyś w koszyku dzwoniły butelki po mleku, dzisiaj to najczęściej szelest miętolonej w ręku reklamówki. Jest godzina 6 rano. Dzięki funkcji repeat odtwarzacz nadal katuje płytę kompaktową. Na stoliku – pudełko. Tym razem Vangelis i jego 1492 – Conquest Of Paradise. Ale to mógłby też być Roger Waters i jego Amused To Death, SBB ze swoją Pamięcią… I tak dalej, i tak dalej. Bo każdy z nas ma choćby jedną taką płytę – swoją daleką podróż w nieznane…

SBB – „samoróbka”

To się zdarzyło na początku mojej fascynacji muzyką SBB. Zacząłem od szablonów Nirvany i AC/DC, a około roku 1998 przyszedł czas na muzyków ze Śląska. Choć tego na poniższym zdjęciu nie widać, farba była emulsyjna, a szablon – z tektury (chyba tył standardowego bloku rysunkowego). Efekt – zadowalający, ale… musiało powstać kilka szablonów, nakładana gąbką farba podciekała, a logo znalazło się w trochę innym miejscu, niż wcześniej planowałem. W związku z tym, że jej jakość pozostawiała wiele do życzenia, koszulka bardzo szybko powyciągała się na górze i zarazem pokurczyła na dole. Ale miałem SBB – w użyciu była kilka lat!
Dlaczego o tym piszę? Ciągle liczę na to, że doczekam dnia, kiedy będę mógł sobie kupić oficjalną, dobrej jakości – z nazwą zespołu (a może nawet czymś więcej).


Przystanek Woodstock, około roku 2000
Przystanek Woodstock, około roku 2000

SBB najwyższej próby

SBB HOFORS 1975
2016, GAD RECORDS
JÓZEF SKRZEK – VOC, KEYB (HAMMOND, WURLITZER PIANO, DAVOLISINT); APOSTOLIS ANTHIMOS – G; JERZY PIOTROWSKI – DR
WORKS IN IRON I, WORKS IN IRON II

„Niepoukładane” muzycznie pierwsze lata istnienia SBB to był wyjątkowo piękny okres w historii zespołu. A każdy utwór podpisany jako dzieło SBB to dla miłośników dłuższych, improwizowanych form gwarancja wyjątkowych wrażeń. Potwierdza to wydany kilka dni temu zapis jednego z koncertów w Szwecji (maj 1975 roku). Trochę tu brakuje tria Skrzek / Anthimos / Piotrowski z gitarą basową i bez instrumentów klawiszowych, ale nie umniejsza to wartości tego albumu – Hofors 1975 (tak jak Warszawa 1980 czy Koncerty w Trójce. SBB & Michał Urbaniak) przywraca wiarę w sens kupowania kolejnych „koncertówek” SBB.