„Światło, muzyka, słowa”

„Ciemna strona księżyca”. Światło, muzyka, słowa
Biblioteka Szkoły Podstawowej z Oddziałami Dwujęzycznymi w Strzelnie, 15 grudnia, od godz. 17 z minutami
Jacek Łuczak i Wiesław Woźnica (przy wsparciu Miejskiej Biblioteki Publicznej w Strzelnie i Szkoły Podstawowej z Oddziałami Dwujęzycznymi w Strzelnie)


Zainicjowane i przygotowane przez pasjonatów spotkanie osób, które się znają. Tak to właściwie trzeba nazwać. Żeby po raz kolejny w swoim życiu posłuchać jednej z najważniejszych płyt w historii rocka. Kameralnie, w przyjaznym miejscu, o odpowiedniej porze… a kiedy na początku On the run „zaatakowało” światło, stało się jasne, że tym razem w wyjątkowej oprawie (lasery i Moonflower – jakże to odpowiednia sceneria dla tej bardzo kosmicznej płyty!).
Nie zabrało tłumaczonych na język polski tekstów oraz słowa wstępnego. Wiesław Woźnica:
„Uśmiechy do rozdania i łzy do wypłakania, przedmioty, które można brać w dłonie, dotykać, obmacywać, łudząc się ich posiadaniem, no i to, co w zasięgu wzroku… Oto życie, nasze życie, w całym jego bogactwie.
Tak wiele obiecujemy sobie i światu, póki beztroska młodości pozwala nie zastanawiać się nad treścią i sensem istnienia. Tak wiele oczekujemy od życia. A potem stajemy do wyścigu, do morderczych zawodów o liche trofea. Albo wyciągamy ręce po te, których dosięgnąć nie będziemy w stanie. A czas płynie, płynie nieubłaganie i kres coraz bliżej. Ale my nie przyjmujemy myśli o śmierci do wiadomości. Łudzimy się, że nas ominie, oszczędzi, że dla nas zrobi wyjątek. Chociaż spostrzegamy, że każdy kolejny rok jest jakby krótszy niż poprzedni, że czasu coraz mniej. Chociaż wiemy już, że nie zdążymy powiedzieć tego, co powiedzieć chcieliśmy. W dalszym ciągu gromadzimy majątek, którym cieszyć się będziemy nie dłużej, niż przewiduje to księga losu. Nadal gotowi jesteśmy posunąć się do zdrady – może do zbrodni – aby tylko powiększyć stan posiadania.
Jakże ochoczo zgłaszamy swój udział w grze, w walce o władzę, o panowanie nad innymi, w grze która w obliczu wieczności nie ma kompletnie znaczenia. Wdajemy się w rozgrywki polityków i w spory ideologów – służymy bożkom, a nie Bogom. W końcu jednak gubimy się w tych potyczkach o błyskotki, namiastki i złudne zaszczyty. Tracimy wiarę w sens wszelkich poczynań. Próbujemy jeszcze dostrzec jakiś punkt, do którego warto by zmierzać, ale mgła wokół gęstnieje.
Nie umiemy żyć. Poruszamy się po omacku nie widząc celu, nie znając i nie mając powołania. Chociaż wszystko, co pod Słońcem, współistnieje w doskonałej harmonii, my – wpatrzeni w blade oblicze księżyca – nie jesteśmy w stanie dostrzec Słońca…”.
„Dark side of the moon”. Ciemna strona księżyca. Gorzki to utwór i ponury. Rogera Watersa zainspirowała powieść Johna Updike’a „Uciekaj króliku”. Taką sugestię zawiera fragment utworu zatytułowany „Breathe” (Oddech).
Updike pozostawiał czytelnikowi jednak nadzieję. Zachęcał do ucieczki przed egzystencją jałową, nijaką. Autor tekstu „Ciemnej strony księżyca”, Roger Waters, dał w nim wyraz przeświadczenia o daremności wszelkich prób nadania życiu głębszej treści.
Jakim więc sposobem utwór tak rozpaczliwie pesymistyczny stał się przebojem? Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. I chyba nikt inny również.

Było za głośno, to fakt. I momentami zdecydowanie za dużo dymu wypełniało salę (tak, tak – dymu). Ale z niecierpliwością czekam na sygnał, że będzie ciąg dalszy.

***

Ilustracja: fot. Paweł Lachowicz, obróbka – erbe

„Extermination, Zagłada czy coś takiego”

Pewnego dnia Maciej Piechocki trafił na stronę nowyhoryzont.blog.pl. A dokładnie na szóstą z kolei rozmowę w ramach projektu Złota era rocka w Strzelnie  – ze Sławomirem Tarczewskim. Sławek był między innymi członkiem grupy Extermination, w której udzielał się też… Maciej Piechocki. Efekt? Maciej udostępnił kilka zdjęć. Dołożyłem jedno ze zbiorów Sławka Tarczewskiego i… po raz kolejny wspominamy Extermination.
Niestety, nie od wszystkich członków grupy udało się uzyskać zgodę na opublikowanie wizerunku.


W tle: fragment Parku 750-lecia w Strzelnie (fot. ze zbiorów Macieja Piechockiego)

Jacek Łuczak (Strzelno: rozmowa pierwsza. Jacek Łuczak – „Był moment, że Strzelno słynęło z tych koncertów”, nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 4 czerwca 2013 roku): […] ze Sławkiem Tarczewskim założyliśmy zespół – Sławek na wokalu, ja na perkusji, Robert Szczepaniak na gitarze i jeszcze jeden chłopak, Piechocki chyba się nazywał […], taki długowłosy, metalowiec klasyczny – on na basie grał. Nazwaliśmy się, to chyba Sławek Tarczewski wymyślił – Extermination, Zagłada czy coś takiego. To był taki epizod – końcówka Liceum, klasa maturalna, graliśmy może z pół roku. Też mieliśmy próby, w Kinie były jakieś koncerty. Pamiętam, że w Amfiteatrze był taki dzień punkowy czy coś takiego, poprzyjeżdżały zespoły punkowe z Mogilna, z Inowrocławia i my też wystąpiliśmy.

Sławomir Tarczewski (Strzelno: rozmowa szósta. Sławomir Tarczewski – „okładka z Baphometem”, nowyhoryzont.blog.pl. wpis z 29 sierpnia 2013 roku): W moim wieku był Robert Szczepaniak. Ja go poznałem przez Darka Piechockiego, który wtedy siedział w środowisku mogileńskim – on z Mogilna pochodził, a jego ojciec się tu przeprowadził, bo był nadzorcą i zarazem pracownikiem Mogileńskiej Fabryki Mebli [….], mającej zakład koło Kina. A Mogilno miało większy dostęp do muzyki przez to, że tam linia kolejowa i Poznań raz dwa był. Darasa w Strzelnie spotkałem tak jakoś przypadkiem. Oni się dowiedzieli, że ja jestem na Śląsku, że mam tę muzykę – coś tak było, nie pamiętam dokładnie. Oni siedzieli w Venom. Ja też Venom znałem, ale to był taki łomot, że ja jeszcze nie byłem zdolny tego słuchać, a oni naprawdę Venom lubili (śmiech). W pewnym momencie mówią – Jesteśmy tutaj, w Strzelnie, dalej – zakładamy kapelę. Darek Piechocki był na perkusji, Robert Szczepaniak na gitarze, ja na wokalu i Jacek Łuczak na perkusji – nasz pierwszy koncert z Jackiem.


Fot. ze zbiorów Macieja Piechockiego

Sławomir Tarczewski (Strzelno: rozmowa szósta…): Nawet w paru fanzinach informacje są – mam gdzieś te wszystkie artykuły. W Liceum, w takiej sali na górze, nagraliśmy tak zwane Official Rehearsal, czyli Oficjalna taśma demo z próby. To były 4 utwory, okładka z Baphometem – obraz Francesko Goi Sabat czarownic. Gdzieś to mam – muszę w piwnicy poszukać, bo mam takie teczki. W fanzinach też to jest, bo demo wysyłaliśmy do fanzinów, wtedy tylko do polskich fanzinów, bo za granicę nigdzie nie wysyłałem. Ukazały się jakieś recenzje. To nie było nic oryginalnego, takie pierwsze granie. Solówek oczywiście żadnych, bo żadnego warsztatu chłopaki nie mieli na gitarach. Teksty sam pisałem. Raz przerobiłem jedną z pieśni kościelnych, pogrzebowych właściwie – Anielski orszak (śmiech). W ogóle te pieśni kościelne, jak się to odpowiednio zaaranżuje, to jest taki doom metal, że aż się w głowie nie mieści. Na tym się wzorują do dzisiaj najlepsze zespoły, na przykład Black Sabbath czy grupy japońskie typu Church Of Misery.


Fot. ze zbiorów Macieja Piechockiego

Sławomir Tarczewski (Strzelno: rozmowa szósta…): Właściwie było tak, że Jacek Łuczak niechętnie z nami występował. Gdy przyszło do koncertu to, nie wiem czy to można tak mówić, ale ktoś mu nie pozwolił grać, albo coś takiego. Jak zagraliśmy w Amfiteatrze to pani Maria Nowak, co uczyła muzyki […], była zszokowana i odeszła, tak ostentacyjnie nawet, a ludzie słuchali sobie, brawo bili… Pamiętam jej minę, jak patrzyła (śmiech)… A pan Kwiatkowski, wtedy dyrektor Domu Kultury, nam pogratulował, mówi – Jak pan może tak się drzeć? (śmiech). […] Wtedy jeszcze mój ojciec żył – to musiał być gdzieś ’90 rok. Graliśmy my, grał zespół „Zygi” i Macieja Michalaka, ten bluesowy [Strzelno. Rozmowa osiemnasta. Maciej Michalak: „Blues! Przede wszystkim”, nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 20 marca 2016 roku] – oni covery Dżemu grali, różne takie rzeczy, potem jeszcze parę innych zespołów, pan Kotecki ze swoim repertuarem – była potańcówa. My ze swoim metalem otwieraliśmy koncert, darłem się w niebogłosy. Fajnie było. Przyjechali ludzie z Mogilna, pierwsze pogo w Strzelnie chyba wtedy było (śmiech), bo kto to miał robić wcześniej (śmiech) – szaleli, pierwsze naszywki na plecach, takie dżinsowe bezrękawniki. Darek Piechocki wtedy był na perkusji, jego kuzyn z Mogilna przyjechał pomóc nam na basie – Maciej Piechocki się nazywał. A Jacek nie pojechał chyba z nami na żaden koncert, może raz do Janikowa… Nie pamiętam, czy on się wtedy odważył, ale chyba pojechał do Janikowa, do Ośrodka Kultury – była taka wymiana między Domami Kultury w Strzelnie i w Janikowie. To też był dobry koncert, taki typowo metalowy. Grał zespół z Janikowa, Nostradamus się nazywał, potem jeszcze jakiś inny, ale już nie pamiętam nazwy. My graliśmy, zdaje się, jako gwiazda, czyli na końcu. Wyskoczyliśmy coverem szwajcarskiego Samaela. Byliśmy zainspirowani nowymi kapelami, jakie się pojawiły – Samael czy Paradise Lost, a chłopaki potrafili zrobić klimat tego ciężkiego brzmienia i tej surowości. Na scenie zresztą adrenalina działała, człowiek dawał z siebie wszystko, mimo że to było na pewno amatorskie. W ogóle zagraliśmy może z 5 koncertów. W Strzelnie na pewno były 2. Próby mieliśmy w budynku Straży Pożarnej […] i w Kinie. Oczywiście nie chcieli nas słuchać, bo za głośno hałasowaliśmy (śmiech). […].
Mieliśmy właściwie 4-5 utworów, cały czas je graliśmy… Z Extermination, tak jak ze wszystkimi kolejnymi zespołami – widać, że nie dane mi było zostać muzykiem i tyle (śmiech). Chłopaki na pewno chcieli grać, najbardziej Darek Piechocki. Ja na wokalu, bo mi to najbardziej pasowało. Próbowałem też się uczyć na basie […].

Maciej Piechocki: Powstanie grupy Extermination to owoc potężnej, bardzo zbuntowanej, krystalicznej pasji. Pasji do muzyki oraz całego powiewu świeżości i mądrości, którą ze sobą niosła. Kraina czarów, w której lądowałeś po zapodaniu pierwszych nut w głośnikach.
Wiedzy jak grać i dobierać dźwięki nie mieliśmy za grosz, ale po co komu wiedza, kiedy muzyka wypełnia całe Twoje życie.
Ja miałem gitarę. Często siedziałem z nią u Krzyśka Małeckiego, który to uczył i ujawniał, o co w tym chodzi. Krzysztof wyprzedzał nas o lata świetlne jeśli chodzi o umiejętności gitarowe.
Graliśmy u Krzyśka w domu albo u mnie na działce. Pojawiał się Darek i perka. Kilka prób mieliśmy w Mogileńskim Domu Kultury.
Pożyczaliśmy też sprzęt od Ryśka Kiercza (Ivo Partizan) – cały garaż sprzętu za butelkę wina (he he).
Darek zamieszkał w Strzelnie. Po negocjacjach ze swoim ojcem garaż mieliśmy do dyspozycji. Perka, gitara, ja i Darek. Po jakimś czasie pojawił się Robert – miły człowiek, który dokooptował na próby lampową Vermone (ogień!). Próby przeniosły się do remizy, kina.
W tym czasie wyłania się następna postać – Sławek – sympatyczna postać. Potrafił zaskoczyć – mieć muzykę, której w Mogilnie jeszcze nie mieliśmy (pierwsza płyta Sarcofago!). Wynikało to chyba z jego szkolnych kontaktów w Tychach, gdzie – jak pamiętam – pobierał naukę. W podejściu do muzyki wnosił trochę innego światła.
Zagraliśmy wspólnie koncert w Janikowie w 1990 lub 1991 roku. Sławek –  vocal, Robert – bass, Darek – perka, ja – gitara. Pamiętam, że graliśmy jako ostatni band (gwiazdy, he he). Przyjechało z 30 osób z Inowrocławia  (Czarny, Tytus … i tak dalej. Później ich poznałem, zresztą z Tytusem za jakiś czas udało mi się uczęszczać do jednaj klasy – pozdrawiam przy okazji, gdziekolwiek jest). W czasie naszego występu wyglądało to bardzo sympatycznie. Chłopaki dali czadu pod sceną. Rzucali piórami i tak dalej.
Wiesz, ja miałem 15 lat – to musiało robić wrażenie.
Później koncert w Strzelnie, przyjechałem z odpowiednim składem z Mogilna. Niestety nie grałem (nie pamiętam dlaczego), ale za to poskakaliśmy troszkę z chłopakami pod sceną, co w połączeniu z rodzajem hałasu wydobywającego się z głośników spowodowało opuszczenie koncertu przez większość gawiedzi tubylczej. Udali się do swych spokojnych domostw, co my uznaliśmy za bardzo dobry znak.
Był to przedziwnie kolorowy czas, czas magiczny, w którym obowiązywały bardzo konkretne zasady. Mieliśmy swój kodeks i swoją muzykę. Mieliśmy Pasję.
Później pojawiły się kobiety…


Fot. ze zbiorów Sławomira Tarczewskiego

Metal strzelneńsko-mogileński

Kojarzycie ludzi i miejsce? Mimo tego, że zdjęcie słabej jakości, miejsce łatwo odgadnąć – mur poklasztorny na Wzgórzu św. Wojciecha w Strzelnie (od strony ul. Parkowej). Z tymi długowłosymi postaciami może być już trudniej.
To Extermination.
Zespół powstał około roku 1990. W składzie młodzi ludzie ze Strzelna i Mogilna: Sławek Tarczewski, Darek Piechocki, Robert Szczepaniak, Jacek Łuczak, Maciej Piechocki. Zainspirowani między innymi grupami Venom, Paradise Lost i Samael, zagrali kilka koncertów, na koncie mają również Official Rehearsal („Oficjalna taśma demo z próby”).


Na tle muru stoją (niekoniecznie w takiej kolejności): Maciej, Sławek, Darek, Robert oraz Tomasz Fabiszewski. Maciej Piechocki: „Na jednym dodatkowo jest Tomasz Fabiszewski z Mogilna, ale nigdy nie zawitał na stale w składzie” (fot. ze zbiorów Macieja Piechockiego)

Reflection w Przyjezierzu

Wczoraj w Przyjezierzu zagrał zespół działający pod egidą strzelneńskiego Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i Rekreacji. Koncert został zorganizowany na terenie Zakładu Aktywności Zawodowej.
Arkadiusz Kubiak – gitara, Adam Szymański – wokal, Krzysztof Wrzesiński – perkusja, Bartłomiej Kubiak – bas. Od tegorocznych Dni Strzelna funkcjonują pod nazwą Reflection (o zespole więcej tutaj i tutaj).


Reflection w Przyjezierzu (fot. Magdalena Lachowicz)

Dni Strzelna 2017: Reflection

W lutym napisałem o zespole rockowym, który działa pod egidą Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i Rekreacji w Strzelnie (więcej tutaj). Wówczas nie mieli nazwy. Dzisiaj nadal jej nie mają – na występ w ramach tegorocznych Dni Strzelna nazwali się Reflection.
Jak w przypadku Michelsona w wieży wodociągowej – nie było mi dane tam być. Był Sławomir Tarczewski:

Reflection to: Bartłomiej Kubiak – gitara basowa; Arkadiusz Kubiak – gitara; Adam Szymański – śpiew i gościnnie Mateusz Senderowski – bębny. W tym składzie 17 czerwca na placu targowym podczas Dni Strzelna 2017 lekko spięci, ale po przełamaniu czkawki drobnych pomyłek, zagrali kilka podstawowych kawałków śląskiego zespołu Dżem i ponadczasowe Dorosłe dzieci z plejlisty poznańskiej grupy Turbo. Celowo przysłuchiwałem się Adamowi Szamańskiemu, gdyż kilka dni wcześniej Bartek Kubiak opowiadał mi, jak to decyzja o włączeniu tego chłopaka do zespołu zapadła, po odsłuchaniu jego możliwości na konkursie piosenek dla dzieci, zdaje się. Na scenie pokazał się jako potencjalny dobry śpiewak, oby rockowy, choć musiałby też trochę wejść w życie rockowe, aby nie tylko czuć szacunek do tej muzyki, ale być tą muzyką. No i ćwiczyć nieustająco. Gitara i sekcja dały słuchaczom dobrze poczuć bluesa na karku. Wprawdzie na widowni było nas kilkoro razem z dziećmi, bo i pora zbyt wczesna, do niedawna jeszcze występujące ulewy zniechęciły strzelanin, zagroda piwna też ściągnęła swoich amatorów, a i prawie wszyscy szykowali się na wieczorny występ CLEO. W drugiej części występu Reflection, zamiast Adama, gościnnie przy mikrofonie wystąpił Łukasz Ślesiński, który w dość brawurowy sposób wyśpiewał m. in. Warszawę T.Love i Peggy Brown Myslovitz. Było dobrze!!! Dodać trzeba, że stałym pałkerem w Reflection jest grający równocześnie w legendarnym zimnofalowym Ivo Partizan, nasz strażak Krzysztof Wrzesiński.

Dni Strzelna 2017: Lux Vera wszechstronna

Kilka miesięcy temu swoje granie podzielili na trzy nurty, a na zorganizowanym 16 czerwca – w ramach Dni Strzelna 2017 – koncercie zaprezentowali się w trzech wcieleniach. W kościele św. Trójcy była mowa o uwielbieniu, kompozycjach do poezji ojca Kazimierza Łabińskiego i muzyce opartej na starych tekstach (więcej tutaj), natomiast w ubiegły piątek – w sali strzelneńskiego Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i Rekreacji – o poezji śpiewanej (utwory do prac laureatów jednej z edycji konkursu Ogólnopolskie Literackie Spotkania Pokoleń Kruszwica – Kobylniki), pieśni religijnej (w trzech częściach Hymn do matki do słów ojca Łabińskiego) i poezji patriotycznej (Modlitwa o wschodzie słońca Kaczmarskiego, Taki kraj Pietrzaka i Psalm stojących w kolejce Prońko); na koniec zagrali jeszcze Rzuć wszystko co złe Wodeckiego.
Czy ta muzyczna wszechstronność doprowadzi zespół do tego, że na warsztat wezmą kilka punk rockowych klasyków? Na przykład Lux Vera gra Niezwyciężonego Armii – jestem przekonany, że wyszliby z tego obronną ręką. Być może ich granie bywa stylistycznie przekombinowane (opinia jednego z uczestników piątkowego koncertu), może niekiedy warto spróbować „okroić” instrumentarium, ale każdym występem udowadniają, że nie boją się wychodzić poza prowincjonalne schematy muzyczne. Po koncercie ktoś powiedział: Lubię Lux Verę. Gdzie oni – tam ja. Podpisuję się pod tym.
Lux Vera: Iwona Jasińska (wokal), Leszek Iwiński (bas), Arkadiusz Kubiak (perkusja, instrumenty perkusyjne, klawisze), Maciej Nowak (gitara), Piotr Barczak (puzon, klawisze), Andrzej Kortas (klarnet, wokal).


Dni Strzelna 2017: Michelson w wieży wodociągowej

Niestety, nie było mi dane tam być. O wieczorze w strzelneńskiej wieży wodociągowej napisał Wiesław Woźnica z Miejskiej Biblioteki Publicznej w Strzelnie:

MISTRZ ŚWIATŁA. Rzecz o A. A. Michelsonie

W ramach obchodów „Dni Strzelna” Miejska Biblioteka Publiczna zorganizowała specjalny wieczór muzyczny poświęcony związkom naszego noblisty z muzyką. Inspiracją do tego spotkania był Piotr Barczak, który odkrył, że amerykański kompozytor Philip Glass stworzył utwór „The Light” zainspirowany doświadczeniem Michelsona-Morleya.
Wieczór odbył się 14 czerwca w starej wieży wodociągowej. Dzięki pomocy pana Tomasza Kardasia, który zgodził się przybliżyć sylwetkę naszego noblisty oraz udostępnił swoje unikatowe zbiory zebrani mogli obejrzeć okolicznościową wystawę. Dzięki uprzejmości pana Jacka Łuczaka, który udostępnił swój sprzęt nagłaśniający i oświetleniowy stworzyliśmy niezapomniane widowisko.
Muzyką zajął się oczywiście Piotr Barczak, który obok utworu wspomnianego już wcześniej Philipa Glassa zaprezentował również swoją własną kompozycję poświęconą A. A. Michelsonowi. Zebrani mogli także usłyszeć muzykę Claude’a Debussy’ego, Gustava Mahlera oraz zespołu Pink Floyd.
Była to kolejna impreza zorganizowana przez naszą bibliotekę w starej wieży wodociągowej, planujemy już następne.


Fot.: Heliodor Ruciński

 

Fot.: Heliodor Ruciński

Piotr Barczak: Poturba, Lux Vera, Dixie Team

Siódmego kwietnia minął termin nadsyłania zgłoszeń do XX Konkursu Muzyki Folkowej Polskiego Radia Nowa Tradycja. Konkurs jest integralną częścią festiwalu folkowego o tej samej nazwie. Gdy na portalu polskieradio.pl znalazłem informację o naborze, w głowie zakołatało pytanie: czy Piotr Barczak czegoś nie kombinuje w tym kierunku? Bo Nowa Tradycja kojarzy mi się właśnie z nim – w końcu lat dziewięćdziesiątych,  wraz ze strzelneńskim zespołem Do Widzenia spróbował swoich sił w tym konkursie, a festiwal nierzadko przewija się w muzycznych rozmowach z Piotrem.
Spytałem go o Poturbę, bo ten zespół folkiem stoi. Głównym problem w zespole Poturba są próby, a raczej ich brak. Wiedzieliśmy o naborze do „Nowej Tradycji”, ale brak spotkań, a co za tym idzie wyćwiczenia programu spowodował, że nagrany w Inowrocławiu materiał był dość słabej jakości i zdecydowaliśmy go nie wysyłać. Co zarejestrowali? Nagraliśmy cztery nasze stare opracowania pieśni kujawskich, głównie ze zbiorów Kolberga.
Poturba to Andrzej Kortas i Mirosław Marczyński (obaj z Inowrocławia) oraz Piotr Barczak (Strzelno). Czyli od niezapomnianego koncertu w rotundzie św. Prokopa w Strzelnie sprzed prawie roku, kiedy to wystąpili – nie pierwszy i nie ostatni raz – wspólnie z zespołem ludowym Kruszowianki, nic się nie zmieniło. Plany mamy takie, aby ćwiczyć, bo ostatnio nic razem nie gramy – chcemy nowe utwory zrobić. Planów koncertowych nie ma (chyba że coś wpadnie). Płyta? Na razie nie planujemy, bo materiał wymaga dobrego wyćwiczenia.
Tyle Nowa Tradycja.
Wiadomo, że Poturba to niejedyna grupa z Piotrem Barczakiem w składzie. Skorzystałem więc z okazji i w naszej – prowadzonej za pośrednictwem Internetu – rozmowie pojawił się wątek grup Lux Vera (Strzelno) i Dixie Team (Mogilno).
Z Lux Vera działamy prężniej. Po odejściu Waldka Krystkowiaka na jego miejsce wskoczył Adam Szymański [klawisze – przyp. RB]. Cały czas robimy nowe piosenki do słów księdza Łabińskiego. Może będzie ich tyle, że jakąś płytę będzie można zrobić. Kłopot jest, gdzie tą muzykę grać, bo nie jest ona łatwa i przyjemna (takie wiersze, co zrobić), a jednocześnie nie na tyle awangardowa, żeby na przykład w Mózgu w Bydgoszczy ją zagrać.
O tym, że twórczość grupy nie należy do nurtu „muzyka łatwa i przyjemna”, przekonałem się na koncercie w kościele św. Trójcy w Strzelnie, w październiku 2016 roku (o koncercie tutaj). Nie oznacza to jednak, że grać przestali. W grudniu – z okazji rocznicy stanu wojennego – zagraliśmy koncert z opracowanymi przez zespół utworami patriotycznymi (między innymi Kaczmarski, Pietrzak), a w świątecznym czasie trzy koncerty z naszymi pastorałkami. A jeśli chodzi o plany na przyszłość to w maju może się uda z innymi zespołami (wstępne rozmowy już zostały przeprowadzone) zorganizować koncert pieśni maryjnych z okazji objawień fatimskich. Może to być nawet kilka koncertów w różnych miejscach.
A Dixie Team? Grupa działa, koncertuje, ale… już bez Piotra Barczaka w składzie – na dzisiaj dla niego to rozdział zamknięty. Ale różne rzeczy się w jazzie tradycyjnym zdarzają, bo – na przykład – z Old Dixieland Players też przy końcu lat dziewięćdziesiątych odszedłem, ale około 2010 roku ponownie byłem w składzie tego zespołu.

Ósmy dzień marca roku 2017

Z okazji Dnia Kobiet w sali strzelneńskiego Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i Rekreacji w Strzelnie wystąpił zespół Nie-Toperz z Inowrocławia.
Akustycznie, z towarzyszeniem twórczości Gałczyńskiego, Stachury, Owczarskiej, Becińskiego i innych oraz tekstami własnymi. Proszę się nie sugerować zdjęciami (trochę nawiązanie do nazwy zespołu, bardziej – zabawa formą) – to był bardzo pogodny wieczór z poezją śpiewaną.


 

Zespół

Są związani z Miejsko-Gminnym Ośrodkiem Kultury i Rekreacji w Strzelnie. Jeszcze się nie nazwali, choć na próbie spotkali się już na początku ubiegłego roku, a intensywnie zaczęli grać przed swoim jedynym jak dotąd koncertem (Dni Strzelna).
W repertuarze utwory Dżemu, Erica Claptona, Kings of Leon, Power of Trinity oraz Dorosłe dzieci Turbo, od którego zaczęli wspólne granie. Arek: Adaś przyszedł na pierwszą próbę, szukaliśmy numerów. W biurze osłuchałem Turbo i mówię: „O, to jest numer dla Adasia”. On fajnie śpiewa, ma fajną barwę głosu.
Kompozycje własne? Adam: Na pewno będę coś robił w tym kierunku.
A zaczęło się tak:
Adam: Pewnego dnia przyszedłem do Arka [do Domu Kultury, miejsca pracy gitarzysty – przyp. RB]. I tak powstał zespół.
Bartek: Właściwie zespół już był [śmiech].
Arek: Przyszedłeś i powiedziałeś, że grasz na klawiszach i chcesz pograć muzykę bluesową. Mówię, że mam basistę, mam bębniarza, ja też mogę pograć na gitarze. No i umówiliśmy się na pierwszą próbę.
Po pewnym czasie zawiesili działalność z powodu wyjazdu basisty. Bartek: Teraz próbujemy ruszyć od nowa. Na ósmy dzień lutego 2017 roku w składzie: Adam Szymański (śpiew), Arkadiusz Kubiak (gitara), Bartłomiej Kubiak (bas), Krzysztof Wrzesiński (perkusja).


Od lewej: Arkadiusz Kubiak, Adam Szymański, Bartłomiej Kubiak. Tego dnia z Krzysztofem Wrzesińskim nie było mi dane się spotkać

„W splątanym gaju rąk i nóg”

Katarzyna Jacuk (śpiew) i Nikodem Jacuk (gitara akustyczna). Ponad Chmurami. Nazwa duetu, który wystąpił dzisiaj w czytelni strzelneńskiej Miejskiej Biblioteki Publicznej i zarazem miejsce, do którego (zapewne) większość z kilkudziesięcioosobowej publiczności „zaprowadziły” pieśni o – jak je od pewnego momentu zaczął żartobliwie określać Nikodem Jacuk – „niespełnionej miłości”.



Kompozycje własne oraz utwory z repertuaru Bułata Okudżawy, Leonarda Cohena („Taniec” i „Alleluja”), Seweryna Krajewskiego (Kołysanka dla okruszka) i duetu Maryla Rodowicz / Marek Grechuta (Gaj). Wszystko, na zgrabnie zaiprowizowanej i oświetlonej scenie (zasługa Jacka Łuczaka), trwało tyle, ile trwać powinno – dłuższe granie mogłoby zacząć nużyć swą nastrojową monotonią.



A w związku z tym, że dzisiejszego popołudnia w czytelni było ciasno…

***

Kiedy przechodzę obok siedziby Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego w Strzelnie to spoglądam w stronę budynku z szaletem miejskim w części piwnicznej i zastanawiam się, czy dałoby radę przebudować go na potrzeby tak zwanej „Kultury”? Kiedyś pojawiła się koncepcja stworzenia w tym miejscu muzeum poświęconego Michelsonowi. Nic z tego nie wyszło, co nie znaczy, że miejsce przestało mnie kusić. Skoro czytelnia Miejskiej Biblioteki Publicznej przestaje mieścić uczestników różnych spotkań, organizowanych wspólnie przez PTTK i wspomnianą Bibliotekę, a nie-kameralność dawnej sali kinowej w Domu Kultury odbiera urok podobnym przedsięwzięciom, to może warto stworzyć coś pośredniego?
Taras, który dzisiaj służy tylko młodzieży czekającej na zakończenie mszy świętej albo przesiadującej tam późnymi wieczorami – do likwidacji. W środku dwa pomieszczenia – główne plus małe zaplecze (łącznie około 100 m²). Całość dostosowana do użytku zgodnie z odpowiednimi standardami (co nie znaczy – na bogato). W zarządzie Miejskiej Biblioteki Publicznej, Domu Kultury lub – na przykład – organizacji pozarządowych jako Dom stowarzyszeń?

„Głównie było nastawienie na piosenkę harcerską”

O Międzyszkolnym / Szkolnym Festiwalu Piosenki oraz o początkach Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w ówczesnym Liceum Ogólnokształcącym w Strzelnie (dzisiaj część Zespołu Szkół) – rozmowa z panem Ireneuszem Lewickim.

***

W książce Marii Basińskiej Gimnazjum. Liceum Ogólnokształcące w Strzelnie 1945 – 1995 można znaleźć informację o harcerskich festiwalach piosenki: Z inicjatywy harcerstwa organizowane były na przełomie lat 60. i 70. festiwale piosenki. Dowodem niech będzie notatka pochodząca z kroniki szkolnej z 1972 roku. Treść jej brzmi: „W lutym odbył się z inicjatywy ZHP Międzyszkolny Festiwal Piosenki. Triumfowały uczennice kl. IV Joanna Kubis i Aleksandra Semmler”. W festiwalach uczestniczyli uczniowie nie tylko liceum i zawsze było wielu chętnych do konkursu. Długoletnim opiekunem harcerzy jest Ireneusz Lewicki [strona 33]. Pamięta pan te festiwale?
Do 1968 roku pracowałem w Szkole Podstawowej nr 1 [w Strzelnie – przyp. RB]. W tym samym roku pan dyrektor Szkatulski powołał mnie na nauczyciela wychowania technicznego do Liceum.
Tam opiekunem harcerstwa był pan Ludwik Zbytniewski, nauczyciel wychowania fizycznego. Ponieważ już w Szkole Podstawowej nr 1 zajmowałem się Związkiem Harcerstwa Polskiego, więc od razu, że tak powiem „z marszu” dyrektor Szkatulski przydzielił mi harcerstwo. Bez żadnych wynagrodzeń, później był okres, kiedy były jakieś dodatki do pensji, ale minimalne.
Pierwszy festiwal zorganizował jeszcze pan Zbytniewski (on był inicjatorem tych festiwali). Później ja to przejąłem.
Ten pierwszy odbył się w szkole, a następne, kiedy to nabrało takiego, że tak powiem rozmachu, przenieśliśmy do Kina [Kujawianka – przyp. RB]. Oddźwięk u mieszkańców Strzelna był wielki – sala kinowa była pełna ludzi. Czytaj dalej „Głównie było nastawienie na piosenkę harcerską”

„Maanam, Perfect to był zupełnie inny rodzaj muzyki”

Rozmowa z Markiem Kruszewskim, szefem Domu Kultury w Strzelnie w latach 1981-1983.

***

W kronice Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i Rekreacji w Strzelnie znalazłem informację, że 13 maja 1984 roku w strzelneńskim dawnym Kinie Kujawianka odbył się I Przegląd zespołów rockowych. Na jednym ze zdjęć wśród publiczności jest pan. Pamięta pan te koncerty?
W 1984 roku już nie pracowałem w Domu Kultury.
Tych imprez było wiele, ale ta impreza akurat była pierwszą, którą organizował nasz Dom Kultury. Poprzednie imprezy typu takich przeglądów organizowało Nakło, organizowało Mogilno, Gniewkowo, Tuchola. Pamiętam, bo jeszcze wtedy jeździłem z zespołem. A ta chyba była pierwszą, która odbyła się tu u nas w Strzelnie. Czytaj dalej „Maanam, Perfect to był zupełnie inny rodzaj muzyki”

Lux Vera. Trzy nurty

Piotr Barczak repertuar zespołu podzielił na trzy nurty. Mówił o tym podczas wczorajszego występu Lux Very w kościele św. Trójcy w Strzelnie, zorganizowanego przez strzelneńską Parafię oraz Muzeum – Romański Ośrodek Kultury im. Ottona i Bolesława z okazji rocznicy konsekracji stojącej na Wzgórzu św. Wojciecha bazyliki.
Zaczęli od znanej z tegorocznych Światowych Dni Młodzieży pieśni Błogosławieni miłosierni i dynamicznej, „wpadającej w ucho” Mieszko z tekstem zainspirowanym dziełem Anonima tak zwanego Galla.
Później przyszedł czas na pierwszy ze wspomnianych nurtów – uwielbieniowy. Przez moment zacząłem się obawiać, że ten wieczór upłynie właśnie pod znakiem takich właśnie pieśni, a przecież nie dla Jesteś królem i Chwalę ciebie Panie na Lux Verę się wybrałem. Na szczęście na tych dwóch utworach się skończyło. Hymn do Matki, Minuskuła, Bez ciebie Maryjo z wierszami ojca Łabińskiego oraz Pieśń słoneczna do słów św. Franciszka (te i Mieszko to kompozycje Piotra Barczaka), czyli dwa kolejne nurty – kompozycje do poezji związanego z Markowicami ojca Kazimierza Łabińskiego oraz muzyka oparta na starych tekstach – to zdecydowanie bardziej interesujące, ambitne i trudniejsze w odbiorze oblicze zespołu.
Przypuszczam, że Iwona Jasińska, Andrzej Kortas, Maciej Nowak, Waldemar Krystkowiak, Leszek Iwiński, Piotr Barczak i Arkadiusz Kubiak celowo program występu ułożyli w ten sposób, żeby już „na dzień dobry”, a raczej „na dobry wieczór” – koncert rozpoczął się kilka minut po godzinie siódmej wieczorem – nie zagrać czegoś, co moim zdaniem może aspirować do miana mini suit, a co chyba nie wszystkim zebranym w kościele przypadło do gustu. Mi się podobało. Czekam na płytę!


X.1

 

X.2