New Order “Movement”

To znana historia. Samobójcza śmierć Iana Curtisa stała się też końcem żywota Joy Division. Ale nie zakończyła muzycznej aktywności pozostałych członków zespołu. Bernard Sumner: Wszyscy byliśmy zaskoczeni tym, co stało się z Ianem. Nagle musieliśmy myśleć o przyszłości. I nie mieliśmy żadnych odpowiedzi. Ale wiedzieliśmy, że uwielbiamy być w grupie i tworzyć muzykę, grać koncerty i dobrze się bawić … Wiesz, byliśmy młodymi facetami. […] Pytanie brzmiało: kim będziemy? Joy Division bez Iana? Czy to zadziała? (fragment tekstu z książeczki dołączonej do reedycji albumu Movement, seria the Factory years; 2008, London Records).
Świat zawojowali takimi hitami, jak Blue Monday, czyli muzyką do tańczenia przy stroboskopach, w klubach wypełnionych ludźmi, którzy chcą odreagować tydzień. Czy tak by brzmiało Joy Division w latach osiemdziesiątych? Zakładam, że nie, jednak zamieszczony na składance Substance utwór As You Said nie pozwala być tego pewnym.
Zanim nastał ów właściwy New Order, byli krytykowani za to, że są kopią Joy Division. Nie trzeba mieć słuchu absolutnego, by zauważyć, iż Movement (1981, Factory Records) to to samo brzmienie, ten sam klimat, te same patenty muzyczne i Bernard Sumner – wokalista, który podąża drogą wytyczoną przez Curtisa. Znaczy, do kosza?
Może jednak spróbować posłuchać tego albumu bez druzgocącego obciążenia magią Unknown Pleasures czy Closer?
A gdyby nigdy nie było Joy Division?