„Zegarmistrz światła. Tadeusz Woźniak w rozmowie z Witoldem Górką”

(Zysk i S-ka Wydawnictwo, Poznań [2017])

Tadeusz Woźniak (1972), Odcień ciszy (1974) i Ziemia (2015). Pierwszą jestem zauroczony, do drugiej wracam systematycznie, by stwierdzić, że nie mogę jej rozgryźć, natomiast o trzeciej mogę napisać z całą pewnością – nie spodobała mi się. Trzy płyty. Resztę doczytałem w publikacji Zegarmistrz światła, kupionej niedawno w jednej z tak zwanych tanich książek (zdziwiłem się, że takowe wciąż istnieją i są tak dobrze zaopatrzone – to poznański wyjątek czy najwyższy czas, żeby częściej bywać w większym świecie?). Tym samym wiedzę uzupełniłem, z czego bardzo się cieszę, ponieważ zawsze chciałem się dowiedzieć czegoś więcej o tym artyście.
W 2016 roku Tadeuszowi Woźniakowi stuknęło pięćdziesiąt lat na scenie, a ja jestem przekonany, że i dzisiaj, dwa lata po tym jubileuszu, nadal jest sporo osób zainteresowanych muzyką popularną, którzy o artystycznym dorobku „Zegarmistrza  światła” mają mgliste pojęcie. Tadeusz Woźniak: Większość tego, co w muzyce zrobiłem, jest bez śpiewania. Kojarzy się mnie, moją twórczość, głównie z tymi kilkoma najpopularniejszymi piosenkami. Popatrz na tę szafę, te wszystkie taśmy to moja muzyka instrumentalna. Nawet moi znajomi nie wiedzą, że to są aż takie proporcje (strona 246). Warto więc sięgnąć po rozmowę artysty z Witoldem Górką. Książka wydana przyzwoicie, rozmowa się klei i jest na temat, nie brakuje ilustracji – tylko czytać!