The Vaselines „Enter The Vaselines”

(2009, Sub Pop)

Glasgow, druga połowa lat osiemdziesiątych. Eugene Kelly (wokal, gitara) i Frances McKee (wokal, gitara), zainspirowani muzyką garażową z lat sześćdziesiątych, punk rockiem oraz twórczością takich wykonawców, jak The Jesus and Mary Chain, Pussy Galore, Sonic Youth, Nancy Sinatra i Lee Hazlewood, The Pastels oraz Soft Cell, zakładają The Vaselines. W marcu 1987 roku nagrywają EP-kę Son of a Gun, a kilka miesięcy później Dying for It. W międzyczasie do duetu dochodzą James Seenan (gitara basowa) oraz Charles Kelly (perkusja). W roku 1989 ukazuje się album Dum – Dum, na którym zespół wspiera (grający techniką slide) Jamie Watson, a w utworze The Day I was a Horse – Sophie Pragnell (altówka zawsze dodaje muzyce niebywałego uroku).
Gości nie brakuje również na EP-kach. W przeróbce utworu grupy Divine You Think  You’re a Man z roku 1987 grają Stephen Pastel (gitara) oraz Annabel Wright (klawisze). Rok 1988 to David Keegan w tytułowym Dying for It (jego gitara sprawiła, że ten utwór pasuje do The Vaselines jak wół do karety) oraz wspomniana Sophie Pragnell (Dying for It i Jesus Wants Me for Sunbeam).
Po wydaniu Dum – Dum Eugene i Frances przestają być parą, w wyniku czego zespół kończy swój żywot. W roku 1990 grupa reaktywuje się na jeden wspólny koncert z Nirvaną (na dłużej wracają w XXI wieku, ale to już mnie nie obchodzi). Wtedy Kurt Cobain poznaje swoich idoli. Bo lider Nirvany nigdy nie krył, że bardzo lubi The Vaselines. I to chyba tylko dzięki niemu Szkoci nie mają dzisiaj statusu zespołu kultowego, znanego niezbyt licznej grupie słuchaczy.
Dwie EP-ki, Dum – Dum, kilka nagrań demo oraz zapisy koncertów w Bristolu (rok 1986) i Londynie (rok 1988). Oto Enter The Vaselines – dwupłytowa piguła, po zaaplikowaniu której klasyczne The Vaselines nie będzie już tym tajemniczym zespołem, który tak zachwalał Cobain.
W jednym z dołączonych do wydawnictwa wywiadów Kelly powiedział, że najpierw byli bardziej jak Nancy Sinatra i Lee Hazlewood, a później zapragnęli rock and rolla. Enter The Vaselines to potwierdza. Zaczęli od piosenek, w których charakterystyczny pop rodem z ogarniętych hipisowską rewoltą Stanów Zjednoczonych (przy okazji szperania w historii The Vaselines odkryłem inną perełkę – album Nancy & Lee), miesza się z The Velvet Underground. Jest melodyjnie surowo, chropowato (momentami dochodzi wręcz do drażnienia narządu słuchu). Brzmi tak jak lubię – sucho.
Po rozszerzeniu składu zespół nie wyzionął ducha, jakiego udało się zamknąć w Son of a Gun, Molly’s Lips czy Jesus Wants Me for Sunbeam (czyli w większości nagrań zamieszczonych na płytach z 1987 i 1988 roku), podążył jednak w rejony cięższego, granego z punkową werwą rocka. Kojarzycie Bleach? Debiut Nirvany i wydany kilka miesięcy wcześniej Dum – Dum to ten sam pomysł na granie.
Ponoć kto stoi w miejscu, ten się cofa. W przypadku The Vaselines należy dodać – zmiana miejsca nie oznacza zmiany na lepsze.