Bardzo ważne popołudnie

Powstanie wielkopolskie to kawałek historii Polski, szczególnie ważny dla mieszkańców Wielkopolski i zachodniej części Kujaw. Nic więc dziwnego, że w przededniu setnej rocznicy wybuchu / wyzwolenia spod pruskiego zaboru / powrotu do Polski, o tym czynie zbrojnym się mówi i pisze.
Na temat tego, co działo się w Strzelnie (i na terenie powiatu strzelińskiego) na przełomie 1918 i 1919 roku powstało kilka prac mniej lub bardziej naukowych, a także niezliczona ilość artykułów prasowych. Na przykład praca Zdzisława Grota, który stwierdził między innymi: Jeśli niewątpliwie za zbyt przesadzoną należy uważać relację „Dziennika Kujawskiego” że powstańcy „rozpoczęli z brawurą zdobywać dom za domem”, to niemniej stwierdzić trzeba, że była to pierwsza w pełnym znaczeniu walka w tym rejonie i pierwsze orężne zwycięstwo nad wrogiem (Wyzwolenie z niewoli pruskiej (1918 – 1919), [w:] Studia z dziejów ziemi mogileńskiej, pod redakcją Czesława Łuczaka, Poznań 1978, strona 597); Strzelno w powstaniu wielkopolskim 1918 – 1919 (Kazimierz Chudziński, Strzelno 1986), część monografii Strzelno pod pruskimi rządami (1815 – 1918) (Jerzy Kozłowski, Strzelno 2005), artykuł o powstańcach z Gniezna – Czesławie Plewińskim i Stanisławie Pachowiaku – którzy w wyniku odniesionych w Strzelnie ran zmarli 2 i 3 stycznia 1919 roku w tutejszym szpitalu („Słowianin”, Epizod powstańczy, Wieści ze Strzelna, numer 114 z 2010 roku), czy przedstawiony przez Mariana Hanasza w monografii Rodzina ze Strzelna. Szkice i opowieści (Warszawa 2017) spór komendanta Strzelna Józefa Hanasza z dowódcą oddziałów powstańczych, podporucznikiem Pawłem Cymsem.
W cytowanej już pracy, Zdzisław Grot, pisząc o licznych oddziałach biorących udział w wyzwalaniu Strzelna, stwierdził: Razem wziąwszy był to zespół raczej luźno działających sił powstańczych niż kierowanej grupy, typowy dla działań powstańczych w owych dniach walk o charakterze improwizacyjnym (strona 596-597). A mianowany 6 stycznia 1919 roku komendantem sztabu Straży Ludowej na powiat strzeliński Zygmunt Zakrzewski po latach wspominał: Ileż to dzielnych chłopaków zgłaszało się do mnie, aby zaciągnąć się do szeregu naszego. Wszystkie warstwy społeczne były reprezentowane – dwory, zagrody, miasta, robotnicy. Serce się radowało [,] widać zapał ogólny, tą chęć stanowczą wywalczenia wolności Ojczyźnie (Paweł Politowski, Stanisław Wyskota-Zakrzewski (1902-1986). „W drodze do domu”, Inowrocław 2017, strona 38). Takie było powstanie w początkowej fazie. Dosłownie każdy Polak, który mieszkał na terenie ziem objętych powstaniem, był powstańcem! Oto źródło licznie zachowanych relacji i wspomnień. Swoje dołożyła też przypadłość niejednego zwycięstwa – z każdą rocznicą uczestników zrywu 1918 – 1919 przybywało.
W 2016 roku napisałem: Ułożyć z nich najbliższy prawdzie przebieg walk w Strzelnie jest jednak sprawą niezwykle trudną. Czytając tę próbę odtworzenia tego, co 2 stycznia 1919 roku działo się w Strzelnie (która – absolutnie! – nie rości sobie prawa do uznania jej za jedyną słuszną wersję przebiegu walk) nietrudno zauważyć, że niektóre elementy tej „układanki” nie pasują do siebie, wręcz się wykluczają. A to nie wszystkie zachowane materiały – wykorzystałem tylko te, do których miałem dostęp (Nowy Horyzont. Hałas niszczy zdrowie, jednodniówka trzecia / 16.06.2016, strona 67-68). Nic się nie zmieniło (dzisiaj mógłbym chyba dodać – udało się uchwycić klimat tamtych dni).
To już trzecia taka układanka. Artykuł Gdy nadchodziła upragniona wolność (Album regionalny, dodatek do Gazety Pomorskiej z 12.01.2012 roku) został poskładany ze wspomnień Cieślewicza [9] oraz relacji Zakrzewskiego i Wojciechowskiego [1]. Niniejszy tekst to zmieniona i rozszerzona wersja pracy Wydarzyło się w Strzelnie dnia 2 stycznia 1919 roku z cytowanej jednodniówki Nowy Horyzont. Hałas niszczy zdrowie. Będą kolejne? Parafrazując Kazika (12 groszy), niedługo przyjdzie pora… 2 Stycznia w Strzelnie kontra Hedora…

PS Dla lepszego oglądu sprawy, czytelnik cofnie się do wydarzeń z końca grudnia 1918 roku (przy czym należy pamiętać, że to nie był początek działalności wspomnianej w tekście organizacji tajnej strzelińskiej), a na terenie powiatu strzelińskiego zostanie do 04.01.1919 roku (nie zapominając, że część strzelnian i mieszkańców powiatu przyłączyła się do oddziałów powstańczych, a byli też powstańcy – na przykład Stanisław Wyskota-Zakrzewski – dla których 2 stycznia stał się wstępem do zawodowej służby wojskowej. 

Zacytowane fragmenty pochodzą z (została zachowana oryginalna pisownia):
[1] Wojciechowski W.[łodzimierz], Zakrzewski [Zygmunt], Strzelińskie, [w:] Rzepecki Karol, Powstanie grudniowe w Wielkopolsce 27.12.1918, Poznań 1919
[2] Zieliński Feliks, Z pierwszych dni powstania na Kujawach, [w:] Szkice i fragmenty z powstania wielkopolskiego 1918/19, pod redakcją Zygmunta Wieliczki, Poznań 1933
[3] Historia oswobodzenia Kujaw: Strzelno, Dziennik Kujawski, numer z 6 I 1929 roku
[4] Bartkowiak Zygmunt, Udział powstańców z rejonu Gębic k/Mogilna w Powstaniu Wielkopolskim (maszynopis w zbiorach Wielkopolskiej Biblioteki Cyfrowej – wynotowano 06.12.2018 roku)
[5] Moje wspomnienia, Nadgoplanin, numer z 1 I 1929 roku
[6] Jeszcze o dniu 2 stycznia 1919 w Strzelnie, Nadgoplanin, numer z 4 I 1929 roku
[7] Jeszcze o dniu 2 stycznia 1919 w Strzelnie, Nadgoplanin, numer z 8 I 1929 roku
[8] Driesen Władysław, Wyzwolenie Strzelna, [w:] Na froncie północnym powstania wielkopolskiego 1918-1919. Wspomnienia, wybór i wstęp L. Gomolec, [Poznań] 1973
[9] C.[ieślewicz] [Jakub], Wspomnienia z niedawnych lat, Nadgoplanin, numer 299 z 1927 roku i numer 1 z 1928 roku
[10] Januszak Telesfor, Powstanie Wielkopolskie w Strzelnie (wstęp: Sławomir Tarczewski), Wieści ze Strzelna, numer 103 z 2008 roku
[11] Wspomnienia Edmunda Cieślińskiego, cytat za: Lachowicz Paweł, O Powstaniu Wielkopolskim na Kujawach, Pałuki i Ziemia Mogileńska, numer z 4 II 2016 roku
[12] Wspomnienia Wandy Siemianowskiej, cytat za: Niezwykła historia Orła Białego (z listów Mariana Strzeleckiego do Mariana Przybylskiego), Wieści ze Strzelna, numer 77 z 2005 roku
[13] Ruch zbrojny w Poznańskiem, Dziennik Kujawski, numer 5 z 1919 roku
[14] Kaliski Tadeusz, Udział harcerzy kujawskich w pracy niepodległościowej i w powstaniu 1919 r., Dziennik Kujawski, numer 5 z 1939 roku
[15] Powstanie Wielkopolskie na Ziemi Mogileńskiej w relacji Michała Badyny, dowódcy Oddziału Kwieciszewo, [w:] Mogilno w Powstaniu Wielkopolskim (1918-1919), pod redakcją Danuty Konieczka-Śliwińskiej, Poznań 2008
[16] Nowicki Franciszek, Zarys historii wojennej 59-go Pułku Piechoty Wielkopolskiej, Warszawa 1929
[17] Cytat za: Politowski Paweł, Olejniczak Dorota, Ciałkowski Tadeusz, Ziemia jeziorańska i okolice w powstaniu wielkopolskim 1918-1919, Jeziora Wielkie 2013

***

♦ cmentarz katolicki: cmentarz przy ulicy Kolejowej
♦ dom Wandy Siemianowskiej: kamienica u zbiegu ulic Kościelnej i Magazynowej, vis a vis ulicy Gimnazjalnej; Wanda Siemianowska prowadziła Handel strojami, towarami krótkimi i galanteryjnymi
♦ dom p. Küchla, leżący naprzeciw lazaretu powiatowego: kamienica i teren z nieistniejącymi już budynkami przy dzisiejszej ulicy Powstania Wielkopolskiego, okolice Twojego Marketu
♦ dom niemieckich stowarzyszeń, dom towarzystw niemieckich, dom Tow. Niemieckiego, Vereinshauz, Vereinshaus, niemiecki dom ludowy: budynek u zbiegu ulic Powstania Wielkopolskiego i Gimnazjalnej, częściowo siedziba Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i Rekreacji
♦ dom p. Szudy, mieszkanie Szudy: kamienica przy ulicy Powstania Wielkopolskiego, obok budynku szpitala
♦ dworzec kolejowy: nieistniejący już budynek na placu między torami a szumnie nazywanym PKS Strzelno przystankiem autobusowym przy ulicy Kolejowej?
♦ Grenzschutz, Heimatschutz: wojsko niemieckie
♦ Katholischer Vereinshaus: dom niemieckich stowarzyszeń?
♦ kościół protestancki: kościół na Rynku, zburzony w czasach Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej
♦ lazaret powiatowy: dzisiaj skrzydło szpitala (widoczna czerwona cegła) przylegające do wjazdu na parking Przychodni Zdrowia
♦ Park Miejski: teren przy placu Daszyńskiego
♦ Planty: park u zbiegu ulic Kolejowej i Cieślewicza
♦ stary dworzec: do dzisiaj zachowane budynki z czerwonej cegły przy ulicy Towarowej
♦ Sokół: Towarzystwo Gimnastyczne Sokół
♦ Starostwo: budynek przy ulicy Gimnazjalnej, w którym mieści się część Zespołu Szkół
♦ Strzelno Poklasztorne, Strzelno klasztorne, Amt: okolice ulicy Parkowej z majątkiem (budynek Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego i jego okolice)
♦ Szkoła Wydziałowa: budynek przedszkola u zbiegu ulic Kolejowej i Michelsona, przy wieży ciśnień
♦ tartak: tartak przy ulicy Kolejowej, teren między budynkiem Szkoły Podstawowej im. A. A. Michelsona a cmentarzem?
♦ ulica Młyńska, szosa Młyńska: ulica Powstania Wielkopolskiego
♦ wila pana Grześkowiaka, budynek Ed. Grześkowiaka: dom przy ulicy Powstania Wielkopolskiego

[…] Strzelno, Kruszwic[…][a] i całe pogranicze […] obsadzone było przez 6 oficerów i 371 żołnierzy Grenzschutzu. [2]

Załogi Grenzschutzu o ile mogliśmy stwierdzić było w powiecie: w Strzelnie 1 oficer (Koop) 85 ludzi, w Wojcinie 1 oficer (Koop) 34 ludzi, w Berlinku 1 oficer (Koop) 6 ludzi, w Krzywem-kolanie 1 oficer (Gröger) 16 ludzi, w Kruszwicy 1 oficer kap. (Cantak) 100 ludzi, w Paprosie 1 oficer (Cantak) 30 ludzi, w Chełmcach 1 oficer (Cantak) 50 ludzi, w Jerzycach 1 oficer (Cantak) 50 ludzi. [1]

Po stronie niemieckiej w samem Strzelnie około 100 szeregowych z dowódcą porucznikiem Koppem, uzbrojeni dobrze w karabiny ręczne, maszynowe i granaty, zaś najbliższe placówki niemieckie w Krzywem Kolanie z załogą 40 żołnierzy i zorganizowane wioski kolonizacyjne mogą każdej chwili przyjść na pomoc. Do utrzymania łączności mają Niemcy kilku kawalerzystów i urząd pocztowy z centralą telefoniczną w swych rękach. Wprawdzie placówki w Wojcinie rozbrojono już w noc Sylwestrową, jednak załogi nie wzięto do niewoli i z pewnością dołączyła ona do najbliższej placówki, gdzie otrzymała broń i amunicję.
Po stronie polskiej oddział straży obywatelskiej i nieduży ale nawskroś patrjotyczny, przez dzielnego prezesa Bolesława Pinkowskiego i naczelnika Włodzimierza Skrzydlewskiego dość dobrze zorganizowany i przygotowany oddział „Sokoła”. Uzbrojenie stanowiły nieliczne karabiny, fuzje i granaty ręczne. [16]

Wobec wypadków poznańskich i zwiększającego się ruchu powstańczego, postanowiła organizacja tajna strzelińska wypracować plan, wypędzenia Grenzschutzu z powiatu. W tym celu zwołano do lokalu p. Smoniewskiego kilkunastu obywateli i omawiano, co w danej chwili czynić wypada. [1]

[…] wieczorem we wtorek dnia 31. grudnia 1918 poproszony byłem na zebranie tajne, jakie odbyć się miało w lokalu p. Smoniewskiego i którego cele będą mi tam wyjawione. Po przybyciu znalazlem tamże kilkunastu panów zebranych, z których sobie przypominam pp. Świątkiewicza Ig., Paternogę, Wł. Wojciechowskiego, dr. Konkiewicza, a później przybyłych X. Kanonika Kopernika i […] Z. Zakrzewskiego z Mirosławic. [9]

Stwierdzono […], że brak broni (w Strzelnie było coś około 12 karabinów) w walce otwartej akcję uniemożliwia, że czekać należy na nadającą się sposobność lub nieostrożność Grenzschutzu. [1]

Ku końcowi grudnia przybył do Strzelna oddział Heimatschutzu, złożony z 70 żołnierzy pod dowództwem młodego podporucznika. Żołnierze włóczyli się po ulicach gromadnie, spychali ludzi z chodników i wogóle szukali zaczepki. U kupca Rucińskiego urządzili gruntowną rewizję, szukając karabinów maszynowych. […] Przeciw temu najazdowi wniosła Powiatowa Rada Ludowa energiczny protest do Inowrocławia i Berlina. [3]

Dnia 1. 1. 1919 wysłano deputację z Rady Ludowej do oficera Koopa w Strzelnie, składającą się z W. Wojciechowskiego, B. Budzińskiego i Świątkowskiego, ażeby wstrzymał swych żołnierzy od wybryków i odczekał wspólnego posiedzenia z Radą Ludową, na co Koop przystał. Pomimo przyrzeczeń tegoż pana, żołnierze jego o godzinie 10-tej wieczorem strzelili do powózki p. Waligóry z Strzelna, i zranili ciężko konia, który następnego dnia zdechł. [1]

Zastrzelenie konia dzierżawcy probostwa Waligóry przez żołnierza w dzień Nowego Roku nie wywołało żadnego odruchu zemsty ze strony już tak czy tak podnieconej polskiej. [3]

[Jednak] Wobec szykan ze strony żołdactwa niemieckiego uchwalono na jednem z ostatnich zebrań P. R. L. w lokalu Pińkowskiego uderzyć w dniu 2 stycznia 1919 r. wieczorem o godzinie 9-tej na oddział Heimatschutzu. [3]

Tymczasem wypadki potoczyły się szybciej, niźli było umówione. [16]

Dwa dni […] [po zebraniu u Smoniewskiego] 1. 1. 19. bez wiedzy organizacji, odbył się pierwszy atak na Grenzschutz w Wójcinie.
Aptekarz Zalewski z Wilczyna z Kongresówki na czele ludu rozbroił 34 chłopa Grenzschutzu, broń i amunicją zabrano do Wilczyna, nie obyło się przytem bez strzelaniny.
Tegoż dnia wysłał oficer Koop telegram do Piły z prośbą o aeroplan, któremby mógł bombardować Strzelno. Przechwycony telegram z Piły donosił, że aeroplanu komenda wysłać nie może, ponieważ na razie żadnej maszyny do dyspozycji nie ma. [1]

[01.01.1919 roku wieczorem do Strzelna] przybył goniec z Gębic z zapytaniem, ile  jest Grenzschutzu w Strzelnie, bo ma się na walkę z Grenzschutzem. Na to zebrał p. W. Wojciechowski 10 ludzi do pomocy i wystawił wartę w domu p. Szudy, która całą noc z pierwszego na drugiego stycznia czuwała. [1]

W zamiarze zabezpieczenia odwrotu do Kongresówki Cyms postanowił oczyścić z nieprzyjaciela Strzelno, Kruszwicę i całe pogranicze […]. […] 2.I.1919 około południa Cyms dał przeto rozkaz Słabęckiemu by z kompanją gnieźnieńską wyruszył w kierunku Strzelna, ulokował się na skraju lasu miradzkiego pod Jeziorkami, tam obserwował ruchy nieprzyjaciela i czekał na dalsze rozkazy. Około godziny 11 Słabęcki zebrał kompanję i wozami wyruszył na Strzelno. Powstańcy wysiedli w Kwieciszewie, gdzie doszła ich wiadomość, że las miradzki był obsadzony przez Grenzschutz, który nad ranem wziął tamże dwu powstańców do niewoli […]. Idąc marszem ubezpieczonym i przeszukując dodatkowo las patrolkami, oddział Słabęckiego stanął niebawem bez przeszkód na wyznaczonem miejscu pod Jeziorkami. [2]

Główne siły Cymsa, z powodu wielkiego napływu ochotników i nieukończonej organizacji pozostają w Mogilnie do popołudnia i wyruszają wślad za oddziałami Słabęskiego o godzinie 14. [16]

O godzinie 6-tej rano wyjechał [ze Strzelna]  Grenzschutz z 2 wozami, z 2 karabinami maszynowymi z 20 ludźmi i 3 konnymi do Wójcina. W tej chwili wysłał W. Wojciechowski konnego kurjera St. Smoniewskiego, do porucznika p. Skrzydlewskiego w Wójcinie gdzie się równocześnie z Grenzschutzem zjechali (bo Grenzschutz jechał szosą a Smoniewski jechał borem). Grenzschutz poznawszy Smoniewskiego aresztował go, lecz niebawem wypuścił. [1]

[…] maszerowały dnia 2 stycznia już od rana oddziały powstańcze od strony Mogilna i Gębic na Strzelno i zatrzymały się pod lasem w rowach przed leśniczówką Kopce. [3]

W nocy [z 1 na 2 stycznia] powstańcy [z rejonu Gębic] pod dowództwem Romana Wiese udali się w kierunku Strzelna. Było ich około 80 osób. Zatrzymano się w Kopcach. Tu do grupy gębickiej dołączyli się powstańcy z Kwieciszewa, na czele których stał Michał Badyna. Dla lepszego rozpoznania sytuacji i zasięgnięcia języka o miejscu pobytu Niemców, Wiese wysyła w kierunku Strzelna patrol złożony z Kazimierza Andersona i Wojciecha Durskiego, który niestety dostał się w ręce Niemców. W rejonie Kopce–Jeziorki wywiązała się krótka bitwa z Niemcami, w wyniku której zmuszono ich do cofnięcia się do Strzelna. [4]

[…] w pierwszej godzinie przyjechały oddziały Gnieźnieński i Wrzesiński i zaraz ruszylim na odbicie Strzelna. [15]

Dwóch kurjerów, a mianowicie Świątkiewicza i Piotrosińskiego wysłano do Kruszwicy, a Różnowicza do Gębic, ażeby tam przebywające oddziały powstańcze czuwały i miały się na baczności. O godzinie 11-tej przed południem, wyjechał W. Wojciechowski z Różnowiczem do Gębic stwierdzić, jaka siła Wojska Polskiego do Strzelna idzie. Ci panowie spotkali się na szosie pomiędzy Jeziórkami a borem z Wojskiem Polskiem w sile 125 ludzi z panem ppor. Cymsem na czele. Po krótkiej wymianie zdań, prosił W. Wojciechowski, ażeby wojsko zatrzymało się w pochodzie aż on do miasta nie dojedzie i obywatelstwo do walki nie przygotuje. W pierwszej linji nakazał W. Wojciechowski p. B. Pińkowskiemu młodszemu zająć pocztę, telefony i telegrafy, co tenże niezwłocznie wykonał. [1]

[W Strzelnie] O godz. 1-szej przybiega do mnie kolega mówiąc mi […], że o godz. 3-ciej przyjdą z Mogilna powstańcy, którzy mają Niemców wypędzić. Na pytanie moje skąd ta wiadomość, dowiedziałem się że podsłuchał rozmowę swego ojca z pewnym panem.
Polskie wojsko do Strzelna! Przejęci tą wiadomością, biegniemy jak szaleni w stronę dworca. Była godz. druga gdy minęliśmy „stary dworzec”. Przed Jeziorkami, w miejscu gdzie tor kolejowy przecina szosę, spotkaliśmy oddział powstańców, których zupełnie inaczej sobie wyobrażaliśmy. Część ich byli to cywile z karabinami a nawet dubeltówkami, inni znów w mundurach niemieckich mając na czapkach polskie orzełki. Rozczarowanie nasze nie miało granic myśleliśmy bowiem, że spotkamy wojsko w barwnych mundurach z czasów Księcia Poniatowskiego… . [5]

[Powyższy] Opis wrażeń młodocianego powstańca […], nasuwa mi kilka uwag: Było ciekawem dotychczas dowiedzieć się, jakim sposobem dowiedzieli się niemcy o godzinie wybuchu, planowanego przez polaków. Chodziło przecie o zachowanie tajemnicy, która polegała na tem, że tenże nastąpić miał o godz. 3-ciej popoł. a miała być jak najściślej zachowana przez wtajemniczonych. Wiadomość ta rozniosła się po całem mieście lotem błyskawicy, a że był czwartek, w którem się odbywał targ, zamiejscowi co prędzej z wielkim hałasem opuszczali miasto, a rynek opustoszał zupełnie. Z opisu […] wynika, że młody powstaniec podsłuchał głośną rozmowę swego ojca i nie omieszkał z niej wszechstronnie skorzystać. W skutek wyjawienia tej tajemnicy mogli niemcy tj. Grenzschutz do obrony się przysposobić i zająć odpowiednie taktyczne miejsca. […] Bitwa trwała tak długo, wskutek niebacznej zdrady tajemnicy i mogła zakończyć się klęską. [6]

Autorowi powyższego artykułu […] do wiadomości:
[…] pozwalam sobie nadmienić, że krążyły wówczas nast. niestwierdzone dotychczas wersje:
Dzierżawca Strzelna Klasztornego ówczesnego „Amtu” Luther, bawił w dniu 2. stycznia 1919 r. w majętności Jeziorki i przypuszczalnie widząc zbliżających się powstańców, telefonował do Strzelna do komendy Grenzschutzu, lub też wyprzedzając powstańców przyjechał do miasta i Niemców odpowiednio poinformował.
Stwierdzam, że autor zupełnie niesłusznie posądza nas o lekkomyślne wyjawienie tajemnicy, gdyż pomimo młodego wieku doskonale rozumieliśmy powagę chwili, a wiadomość, którą przypadkowo podsłuchaliśmy zatrzymaliśmy dla siebie. [7]

Tego samego dnia odbywało się w bliskiem sąsiedztwie polowanie. Myśliwi, sami niemcy, między nimi Luther, dzierżawca Strzelna Poklasztornego, spostrzegli wnet grupki powstańców i poznali Włodz. Wojciechowskiego i Stefana Różnowicza, którzy wyjechali na wywiady. Po powrocie swoim do miasta podzielił się Luther spostrzeżeniami swojemi z Heimatschutzem.
Tenże nie czekając ani jednej chwili, wystawił jeden kulomiot przed starostwem, drugi na ulicy Młyńskiej wprost w ulicę Szeroką celem ich ostrzeliwania, trzeci na budynku Ed. Grześkowiaka. [3]

Pomiędzy godziną 15 a 16 Słabęcki zapytał jadącego szosą włościanina o wiadomości ze Strzelna.
– Oho, w Strzelnie już się biją – brzmiała odpowiedź.
Na tę zresztą fałszywą wiadomość zniecierpliwienie powstańców dosięgło zenitu. Szczególnie Wrześniacy podnieśli tumult, wołając: „Idziemy na pomoc rodakom […]”. Wbrew rozkazom powstańcy ruszyli też w kierunku Strzelna, a Słabęcki zniewolony był wszcząć walkę […]. [2]

Niedaleko leśniczówki Czerniaki natknęła się szpica oddziału Słabęskiego na konny patrol niemiecki, który po krótkiej potyczce ze szpicą wycofał się do Strzelna, alarmując załogę niemiecką. Aby nie dać przeciwnikowi czasu do zorganizowania oporu, decyduje się Słabęski nie czekać na oddział główny, a niezwłocznie maszerować do Strzelna i podjąć walkę z nieprzyjacielem. Około godziny 1 w południe straże przednie dochodzą od strony zachodniej do miasta. Tymczasem wróg zajął stanowiska na dworcu kolejowym, na cmentarzu, przy starostwie i niemieckim „domu ludowym”, zamykając dojścia do miasta oraz ulice w mieście. Energicznem, brawurowem uderzeniem zdobyto dworzec kolejowy, a placówka niemiecka wycofała się ku miastu. Cięższa jednak była walka o zdobycie cmentarza, gdzie nieprzyjaciel wspomagany silnym ogniem karabinów maszynowych, broni się zacięcie. Po dwugodzinnej walce ogniowej przechodzi oddział wrzesiński do szturmu i w walce wręcz zajmuje cmentarz.
Tymczasem odgłosy walki zaalarmowały całe miasto oraz oddział młyński, który forsownym marszem przybywa około godziny 16. Atak oddziału młyńskiego od strony wschodniej zmusza nieprzyjaciela do rozdzielenia swych sił i obrony zagrożonej strony, podczas gdy powstańcy strzelińscy podchodzą od strony północnej. Moment ten wykorzystuje Słabęski, rzucając swoje siły od zachodu i po gorącej walce zdobywa miasto. [16]

Była godz. 14.15. […] zawiadomił Włodz. Wojciechowski swojego zaufanego Władysława Trzeckiego, że atak polski rozpocznie się po południu o godzinie 16-tej. Gdy obydwaj przebiegli rynek i udawali się na ulicę Kościelną celem rozpoczęcia przygotowań, poczęto z wieży kościoła protestanckiego bić w dzwony na alarm, niby to na pożar niby to na pogrzeb. Wtenczas objął Wojciechowski dowództwo powiatu, a Trzecki miasta. Trzeckiego oddział złożony z 16 ludzi uzbrojonych udał się w ul. Młyńską, 2-gi oddział powstańców strzelińskich ruszył w stronę Mogilna. Lecz już nadchodziły oddziały powstańcze pod dowództwem Mieczysława Słabęckiego i Józefa Owczarskiego przyspieszonym marszem z pomocą. [3]

Na czele oddziału [Słabęckiego] jechał na motocyklu oficer, za nim siwy wojak niósł biało-czerwony sztandar na niezwykle wysokim drzewcu. Za nimi dopiero postępował oddział powstańców liczący może 50-60 ludzi […] Położyliśmy się w rowie obok tartaku obserwując i czekając co będzie dalej. [5]

Rzeczywiście o godz. 3. przybył oddział polski pod dowództwem kpt. Cymsa, drogą od Kwieciszewa i wchodził z rozwartym sztandarem. [6]

[…] na Strzelno szedłem z ckm […]. [11]

Było nas wprawdzie [w Strzelnie] niewielu, może 50, a może i więcej, lecz zdecydowanych na wszystko. Kiedy ppor. Paweł Cyms, późniejszy kapitan, zbliżał się 2 stycznia 1919 r. ze swoim oddziałem powstańców z Gniezna i Wrześni do Strzelna, wyszliśmy z podziemia i zaatakowaliśmy załogę niemieckiego Grenzschutzu w sile około 45 ludzi, stacjonujących pod dowództwem oficera w domu niemieckich stowarzyszeń. [8]

[…] w krótce po godz. 3. po poł. z padło kilka strzałów, niby sygnałów w kilku miejscach miasta, a także przyszła wiadomość, że od strony Kwieciszewa oddział pod dowództwem kap. Cymsa się zbliża i że zaraz rozpocznie bitwę z Grenzschutzem, zajmującym obronne miejsce, w t.zw. Vereinshauzie. Po nadejściu sił polskich rozpoczęła się na dobre strzelanina z ręcznej broni i karabinów maszynowych, ustawionych jak się zdawało na Vereinshauzie, w wili pana Grześkowiaka i kilku innych miejscach zajętych [przez] Grenzschutza. Bitwę podjęli przeciwko nieprzyjacielowi polscy żołnierze, przybyli z Wrześni, Gniezna i Witkowa […]. Bitwa postępowała zwolna, choć kule gradem padały po ulicy obustronnie. Najprzód zajęto z polskiej strony dworzec kolejowy, potem pocztę w ul. św. Ducha […]. [9]

Wojsko polskie przybyło o godzinie 3-ciej po południu pod miasto, a krótko po trzeciej rozpoczęła się walka. Wojsko atakowało przy ul. Młyńskiej, z toru kolejowego i z ul. Cegiełki; lud zbierał się przy figurze św. Wojciecha ustawionej w pobliżu kościoła parafialnego. Z rozkazu W. Wojciechowskiego poszedł Wł. Trzecki prezes Sokoła z 20 ludźmi i 3 karabinami, zająć miejsce od szosy młyńskiej do Amtu […] reszta ludu od Amtu do rynku, wszystko co żyło brało udział w walce, ale bez broni, bo jej nie było. [1]

Bazą dla powstańców były piwnice p. Fiebiga Maksymiliana. Tutaj też był magazyn broni. Dnia 2 stycznia 1919 r. patrolowała w ogrodach […] [za budynkiem u zbiegu ulic Powstania Wielkopolskiego i Gimnazjalnej], jako łączniczka między powstańcami […] Otylia Grunwald, a w bramie p. Michelmanowa, żona lekarza i Władysława Grunwald z Gniezna. Jeszcze przed powstaniem rzeźnik Lewicki denuncjował na M. Fiebiga, że przechowuje broń. Ocalał, dzięki życzliwości i przyjaźni z ówczesnym burmistrzem miasta. M. Fiebig opuścił wtedy szeregi „Sokoła”. Skompromitowany Lewicki przeniesiony został do Bydgoszczy. Ale wróćmy do działań powstańczych tego dnia. [10]

Oficer na motocyklu zbliża się w szybkim tempie do dworca, za nim biegnie kilku żołnierzy z granatami w ręku. Po kilku strzałach, Grenzschutz będący na dworcu, ucieka nad torem kolejowym przez „Planty do miasta. Oficer wrócił do oddziału, rzucił krótki rozkaz, i powstańcy z bronią gotową do strzału maszerują do miasta.  Korzystając z tego posunęliśmy się, czołgając się do końca cmentarza katolickiego.
W momencie gdy Polacy zbliżyli się do Plant, wpadł na nich Grenzschutz zmykający z dworca, jednakże przywitany kilku salwami, ucieka brocząc krwią do miasta, podnieceni tem, nie zważając na błąkające się kule, zbliżyliśmy się aż do Szkoły Wydziałowej. Widzieliśmy jak chorąży przypadł pod mur Parku Miejskiego i wzniósł w górę sztandar – jak powstańcy, podzieliwszy się na 2 oddziały, strzelając czołgali się w kierunku ulic Młyńskiej i św. Ducha… . [5]

[…] pod zasłoną kilku domów dotarliśmy naprzeciw wieży wodnej z jednej strony, a z drugiej dworzec, przed jednym domem znajdował się mały parkan drewniany, który nas osłaniał przed strzałami – ustawiłem ckm, naprzeciw pozycji, z której strzelano z niemieckiego ckm. Mój ckm ustawiłem i był gotowy – dowiaduję się, że naprzeciw mnie znajduje się dom Związku Katolickiego (Katholischer Vereinshaus), gdzie znajdowało się dużo Niemców zabarykadowanych i bronili dostępu do miasta – czekałem na sygnał, który miał mi być dany, aby osłaniać piechotę, która miała przejść do ataku, przy mnie był kolega Cichocki, który miał za zadanie doprowadzenia amunicji do ckm. Nie wiedzieliśmy, że na wieży wodnej znajdowali się Niemcy z karabinem maszynowym, kiedy został mi dany sygnał, że piechota przystępuję do szturmu na dom katolicki zacząłem ostrzeliwać z ckm wymieniony dom katolicki, w tym momencie oddano do mojego ckm serię strzałów z karabinu maszynowego, ogień posypał się zupełnie blisko przed moim ckm. Kolega Cichocki zostaje ranny w gardło […]. Nie tracąc ani chwili czasu błyskawicznie skierowałem swój ckm w kierunku wieży wodnej i zauważyłem wystawioną lufę karabinu maszynowego, natychmiast oddaję serię strzałów w kierunku okienka skąd strzelano do mnie, karabin maszynowy zamilkł, kilku mężczyzn […] uzbrojeni w siekiery i młoty wyważyli drzwi wiodące do wieży wodnej. Dwóch Niemców stało przy drzwiach zmoczeni i bez oporu poddali się, jak się okazało, gdy oddałem serię do wieży wodnej zostały uszkodzone przewody wodne, a tym samym Niemcy otrzymali nieprzyjemną kąpiel, w ogóle przy tak silnych mrozach, jakie w styczniu 1919 r. panowały. Niemców wzięto do niewoli. Gdy ze strony wieży wodnej zostałem uwolniony od nieprzyjaciela ponownie – skierowałem ckm w kierunku domu katolickiego i wziąłem go pod obstrzał. [11]

Niemcy w zamiarze pokrzyżowania planów polskich dali niemały postrach, jakgdyby posuwali się z kulomiotami naprzód. Powstańcy zaczęli uciekać w ulicę Cegiełkę, przewracając się podczas ucieczki. Atoli Trzecki zdołał energicznem swojem wystąpieniem rozpierzchających się powstańców powstrzymać i poprowadzić do ataku na gniazdo czyli ognisko Heimatschutzu w domu Tow. Niemieckiego. Jednocześnie rzucił z dachu sąsiedniego granat ręczny Wacław Wieczorkiewicz na stojący na ulicy kulomiot, niszcząc go i raniąc ciężko obsługę. Drugi kulomiot zdobyto przed starostwem. [3]

[…] pp. Józef Hanasz i Wacław Wieczorkiewicz rzucali z dachu ręczne granaty na karabiny maszynowe Grenzschutzu ustawione na ulicy; jeden z nich rozbito. [1]

[…] na koniec udało się dwom zuchom strzelińskim pp. Józefowi Hanaszowi […] i Wacławowi Wieczorkizwiczowi podejść pod Vereinshaus zniszczyć petardami dwa kulomioty niemieckie i przez to załogę niemiecką pozbawioną broni większej zmusić do ucieczki. Potem zajęto Vereinshaus i wzięto do niewoli i rozbrojono część pruskiej załogi. [9]

Wieczorem o godz. 19,15 było gniazdo wroga w rękach polskich. [3]

Po zdobyciu „Vereinshausu” okazało się, że Grenzschutz wszystką żywność oblał naftą, a była tego znaczna ilość. [1]

Tymczasem zrobiło się ciemno. Leżeliśmy w rowie przy bramie cmentarza katolickiego. Liczne strzały słychać w stronie „Vereinshauzu”. Odrazu wybuch jakby granatu, poczem śmiertelna cisza w tej stronie. Tam musiało być „gorąco”.
Po krótkiej przerwie usłyszeliśmy strzały w stronie Rynku. Było już zupełnie ciemno. Przez cmentarz i pola przedostaliśmy się na podwórze p. Kulińskiego przy ul. św. Ducha, poczem przebiegliśmy sień i ulicę św. Ducha, i przez wjazd obok p. Skowrońskiego przedostaliśmy się do sieni w domu p. Barczaka przy Rynku. Byłem teraz sam, gdyż kolega, mieszkając gdzieś w pobliżu „wsiąkł”. Otworzyłem ostrożnie drzwi i rozejrzałem się po Rynku. Zauważył mnie stojący w pobliżu polski posterunek, który podbiegł do mnie, pytając co tu robię. Z wielkim strachem, gdyż na Rynku padało w tym właśnie czasie dużo strzałów, objaśniłem go jak się tutaj znalazłem i poprosiłem o odprowadzenie do domu. Posuwaliśmy się pod murami domów, zatrzymując się po drodze kilka razy, gdyż kule i nas miały ochotę spróbować. Stanęliśmy u celu. Podziękowałem wojakowi, zapraszając go po skończonej bitwie na kolację i wchodzę do domu.
Tu dopiero zaczął się cały tragizm mego położenia. Wchodząc, zauważyłem w kącie płaczącą siostrę i groźną minę matki która trzymała w ręku… dyscyplinę, i… z błyskawiczną szybkością znalazłem się na krześle w pozycji leżącej, nie życząc nikomu takiego przywitania, jakie […] z rąk matki otrzymałem. Po skończeniu tej strasznie dla mnie niemiłej „operacji”, mogłem dopiero (z przerwami spowodowanemi płaczem) opowiedzieć to, co w ciągu tego […] popołudnia przeżyłem. [5]

[…] około 7. godz. strzelanina i walka ustała. [9]

[…] trwały walki polsko-niemieckie od godz. 4 do pół 8. [13]

Walka o posiadanie miasta trwała cztery godziny. [16]

Potem nasz Oddział [Michała Badyny] wrócił do Kwieciszewa i bylim gotowi na wezwanie do pomocy oswobadzania dalszych miast i okolic. [15]

W dniu oswobodzenia miasta zajmowany przeze mnie [Wandę Siemianowską] dom znalazł się pod obstrzałem. To z domu, zapewne, towarzystw niemieckich padały strzały przebijając kilkakrotnie okno wystawowe i lady sklepowe, a także okna mieszkania. Na szczęście schroniona w innym pomieszczeniu nie padłam ich ofiarą. [12]

[…] 16 jeńców zabrano do niewoli, reszta uciekła. [1]

[…] uciekło 65 żołnierzy niemieckich a 19 wzięto do niewoli. [3]

Straty niemieckie wynosiły 2 zabitych, kilkunastu rannych i 30 jeńców. Przeszło 60 żołnierzy uciekło w rozsypce w kierunku Inowrocławia. [16]

Ofiarą padło kilku zabitych i rannych. [13]

W Strzelnie było dwóch ciężko rannych żołnierzy polaków: Plewiński i Pachowiak z Gniezna, którzy z otrzymanych ran zmarli. Trzeci żołnierz Kowalski ranny w nogę wyzdrowiał. Lekarze dr. Konkiewicz, dr. Cieślewicz jako i felczer Edm. Boesche chodzili w ogniu i dawali pomoc. Grenzschutz miał także 2 ciężko rannych, tych lekarze opatrzyli i oddano ich do lazaretu powiatowego. [1]

Nie odbyło się bez ofiar z naszej strony było 2 poległych i 3 lżej rannych. Poległym wyprawiono, uroczysty, wspaniały pogrzeb w sobotę, poczem ich zwłoki odwieziono do Gniezna, skąd pochodzili. […] W czasie jeszcze walki zawezwano mnie [Jakuba Cieślewicza], przez pp. St. Muszyńskiego i Płócienniczaka do opatrzenia rannych. Znalazłem ich w domu p. Küchla, leżącego naprzeciw lazaretu powiatowego; ztąd kazałem przynieść nosze do przetransportowania ich do lazaretu do opatrzenia. W tej pracy […] przybył mi z pomocą p. dr. Konkiewicz […]. [9]

Zasługę zdobycia Strzelna przypisać głównie należy Słabęckiemu, Gnieźniakom i Wrześniakom, oraz obywatelom strzelińskim, którzy współdziałali w czasie natarcia. Już pod koniec akcji przybył pod Strzelno Cyms i nie zdążył nawet ściągnąć rezerw z Mogilna. Komendantem zdobytego miasta i powiatu Cyms zamianował Józefa Hanasza […]. [2]

[…] harcerze biorą czynny udział w powstaniu, starsi druhowie jak: bracia Gałęzewscy Józef i Władysław, Sulinowski Mieczysław, Lasocki Alojzy, Twardowski Tadeusz, Streich Jan, Kujawski Wacław, Wojdyński Michał, Gołąbek B., Obarski Bolesław, Brodowczyński Ludwik, Borucki i inni walczą z bronią w ręku – młodsi druhowie jak: Laskowski Franciszek, Grześkowiak Władysław, Dejewski Feliks, Rajski Józef, Nowakowski, Witkowski Leon, Kledzik Stefan, Prus Jan, Zajączek i Kotecki pełnią funkcję w Komendzie miasta jako gońcy, przy kuchni jako kuchciki, przewożą broń, obsługują telefon itp. [14]

Skutkiem pomyślnego wyniku bitwy, wszystkie urzędy zajęto na rzecz Rzeczypospolitej Polskiej i obsadzono Polakami. Na urzędzie pocztowym p. Kaz. Szuda […] na zapytanie Komendy niemieckiej w Inowrocławiu, po usunięciu gwałtem telefonistki, siedzącej przy aparacie, odpowiedział po niemiecku, że sobie Grenzschutz sam da radę. Później po kilku godzinach pomoc ta pruska przyszła, ale była w Kruszwicy przez polski oddział zatrzymana i dostała się do niewoli. [9]

Po zdobyciu Strzelna […]  [Anderson i Durski] zostali oswobodzeni. [2]

Podczas gdy w Strzelnie walczono, zbierały się oddziały z niektórych wsi okolicznych. [1]

O walkach w Strzelnie zostaje Wójcin zawiadomiony dnia 2 stycznia dopiero około godziny 17 i to wtedy, gdy cetrala telefoniczna znajdowała się już w rękach polskich. [16]

Wstąpiłem po drodze do trzeciego, który nie stawił się na miejscu zbiórki.
– A to Wy – mówi matka chłopaka – Zaczekejta troche, śpójdzie z wami ino mi troche drzewa urąbie, bo jutro pieke chlib.
Wybiegamy na podwórze
– Ignac, idziesz z nami? – pytamy.
– Idę! Tylko matce drzewa urąbie.
Chłopaki moi biorą siekierę
– Co mamy rąbać? Narąbimy za ciebie, a Ty szykuj się do drogi.
W kilka minut wszystko gotowe. Kobiecinka zrobiła nam kawy, pożegnała syna ze łzami w oczach i ze słowami – Niech Was Bóg prowadzi! Wyprowadziła na drogę. [17]

Zgłosiło się około 25 młodych, w tym dwóch moich młodszych braci, Leon i Marian [Głowaccy], którzy rozdzielili z mego skromnego magazynu broń i amunicję – było coś około 10 karabinów różnego kalibru – zdobycz z frontu. Reszta zabrała czy to własną broń czy przedmioty, które mogły zastąpić broń. W pośpiesznym marszu przez wioski Kijewice i Młyny podążaliśmy od strony południowej do Strzelna. Po drodze przyłączyło się do nas około 30 ochotników z tychże wiosek, tak że ogółem było około 60 powstańców. Mijane domostwa niemieckie przeszukiwaliśmy za bronią, a około siedemnastej podchodziliśmy pod Strzelno. [17]

Gdy walka się skończyła […], nadchodziły ze wszystkich okolicznych wsi posiłki, prowadził je p. kap. Skrzydlewski z Wójcina, p. dr. Amrogowicz z Rzeszynka, p. Owczarzak [Owczarski] z Młynów i jeszcze inni, których nazwiska już nie pamiętam. [9]

Oddział taki złożony z ludzi z Młynów, Witkowa i Mirosławic podążając do miasta wieczorem, przychwycił koło boru dalszych 7 ludzi z Grenzschutzu i odstawił tychże do Strzelna. [1]

Jeden z tych oddziałów przyprowadził do miasta resztę zbiegów pruskich. Obrany tymczasem Komendantem miasta p. Józef Hanasz, ustroił ich w drewniane pantofl[e] i odesłał do Poznania. Przodkowie ich przyszli kiedyś do nas w pantoflach, godziło się zatem w tym samym ozdobnym stroju tj. pantoflach, odesłać do domu. [9]

W Kruszwicy rozbrajano Grenzschutz dnia 2. stycznia 1919 r. od godziny 11 w nocy do 6 rano prawie bez walki […].
Dnia 3. 1. 1919 r. wyłapano Grenzschutz w powiecie w sile 65 chłopa których odesłano do Poznania. 4. stycznia wyłapano resztę rozproszonych w powiecie 80 chłopa Grenzschutzu. Odebrano im płaszcze i buty, a dano im dyby drewniane (bo nam brakło butów i płaszczy dla wojska) i tak ich do Poznania odesłano. [1]

[W Strzelnie] Materjał był znaczny. Zdobyto 10 koni, 3 wozy 1 kuchnię polową, 80 karabinów, siodła, 2 karabiny i kilka set naboji. [1]

Powstańcy zatrzymali w swych rękach 5 karabinów maszynowych, kilkadziesiąt karabinów ręcznych, 6 wozów z zaprzęgami, magazyn aprowizacyjny a przedewszystkiem niezbędną amunicję. Łup ten powiększył się jeszcze tego wieczoru, gdy na zajęty już przez Polaków dworzec wjechała lokomotywa z dwoma wagonami pełnemi broni i amunicji. [16]

Około godziny 8 i pół gdy już Strzelno było w naszym ręku, nadjechał pociąg z Kruszwicy z amunicją sprowadzoną przez Grenzschutz z Bydgoszczy. Jeden wagon zabrała Kruszwica, a jeden wagon zabrało Strzelno. W wagonie było 8 karabinów maszynowych, kilka pudeł ręcznych granatów i około 100 000 naboji. [1]

Na wszystkich budynkach rządowych załopotały sztandary polskie, większość domów prywatnych ustroiła się w emblemata narodowe i chorągwie biało-czerwone, które potajemnie, w czasie oczekiwania tej wielkiej chwili, przygotowano. [16]

Warto jeszcze dodać, że tegoż dnia 2 stycznia 1919 r. […] ludność tutejsza zburzyła na rynku strzelnieńskim pomnik Wilhelma I. [10]

[…] żałuję, że nie widziałem tej wielkiej chwili, gdy dumny Wilhelm legł u stóp zwycięzców, zwalony przez podnieconą zwycięstwem ludność i powstańców.
Strzelno było wolne!!!… . [5]