R.E.M. „Automatic For The People”

Jeszcze zbiór piosenek do filmu „Dirty Dancing” i serię „Namiętnie słuchane za młodu – posłuchane po latach” będzie można uznać za skompletowaną. Trafiły się gorzkie piguły, większość jednak nie straciła absolutnie nic ze swej siły rażenia. Na przykład R.E.M. .

(1992; 2017, Craft Recordings)

Pierwsza wkładka w moim pierwszym Tylko Rocku to właśnie R.E.M. . W tym samym czasie w radiu musiałem usłyszeć Drive, Man On The Moon lub Everybody Hurts, ponieważ wszystko działo się kilka miesięcy po wydaniu płyty, a wymienione utwory napędzały jej popularność. To chyba jednak Drive sprawił, że kasetę kupiłem. Niewesołość zawsze była u mnie w cenie, a w tym utworze i dzisiaj jest jej najwięcej.

„W tym czasie bardzo dużo myślałem o śmierci” – Michael Stipe tłumaczy dziś, dlaczego większość tekstów na albumie jest mroczna, introspekcyjna, często poświęcona zagadnieniom ostatecznym (Jordan Babula, Demontaż: R.E.M.: Automatic For The People, Teraz Rock, luty 2018). Do tego odpowiednia oprawa muzyczna – stonowana, refleksyjna; akustyczna, trochę surowa (jako wyjątki można potraktować The Sidewinder Sleeps Tonite, Man On The Moon oraz najbardziej zadziorny i głośny Ignoreland); z orkiestrowymi aranżacjami w Drive, Everybody Hurts, The Sidewinder Sleeps Tonite i Nightswimming (autor: John Paul Jones). Grzesiek Kszczotek: To bardzo spokojna, cicha i wciągająca płyta (R.E.M. płyty, Tylko Rock, styczeń 1993, strona 33). Zdecydowanie na wieczór.