Nirvana „In Utero”

Nirvana „po stronie rocka alternatywnego”.

(1993; 2013, Geffen Records)

Następny studyjny album po „Nevermind” pokazał, że Kurt Cobain ze swą Nirvaną nie chce iść na żadne kompromisy i nie złagodzi swojego stylu, żeby przypodobać się mainstreamowym mediom. […] grupa daje do zrozumienia, że pozostała po stronie rocka alternatywnego*.
„In Utero” zajął miejsce pomiędzy dwiema poprzednimi płytami zespołu (chociaż utwory były o wiele bardziej wyszukane i skomplikowane) i rzucił wyzwanie nowym legionom fanów Nirvany, którzy – po tym stawiającym większe wymagania wydawnictwie – musieli nadal pozostać jej wierni. Była to zamierzona rezygnacja z korony króla pop, którą Cobain zdobył po ukazaniu się „Nevermind”**.
Cobain stwierdził później, że zawsze chciał, by jego kapela brzmiała tak, jak na „In Utero”. I nic dziwnego: to NIESAMOWITY album, niewątpliwie apogeum studyjnych osiągnięć zespołu. Zaskoczyły wszystkie trybiki: produkcja, gra, kompozycje, klimat, melodie, ściany hałasu, moment. Dziś, gdy „Nevermind” razi archaiczną, typową dla wczesnych lat 90. produkcją, ten materiał wciąż brzmi świeżo***.
A na dodatek: „Kurt chciał stworzyć coś nowego […]. Chciał zmienić styl, ale nie bardzo umiał to zrobić. Nie potrafił wyjść poza swoje nirvanowskie patenty. Jak się nauczyć innego stylu? Katując przez miesiąc inną płytę Beatlesów?”***.
Kiedy singiel Heart – Shaped Box przecierał szlaki, a pierwsze posłuchania albumu generowały recenzje, nic nie było w stanie dorównać hiciorowi z okładką przedstawiającą bobasa płynącego za zielonym banknotem. Ale to już przeszłość – wybieram krążek kojarzony z porozrzucanymi modelami płodów i niemowląt.

* Robert Filipowski, recenzja In Utero w Teraz Nirvana II, Teraz Rock, 2016, nr 9, strona 51
** Suzi Black, Nirvana. W hołdzie Kurtowi, Kraków 1994, strona 57-58
*** Everett True, Nirvana. Historia prawdziwa, Czerwonak 2014, strona 428 i 433

NIRVANA LIVE AT READING 
2009

Najarany. Po Prawdziwej historii [Everett True: Nirvana. Prawdziwa historia (In Rock, Czerwonak 2014)] czuję się jak ten nastolatek, co to paradował dumnie w koszulce z okładką Nevermind na przedzie. 
Zmiażdżony. Zapamiętałem, że album From the Muddy Banks of the Wishkah nie był porywający. Ale dzisiaj ELEKTRYCZNYCH KONCERTÓW NIRVANY – UNIKAĆ! to już nieprawda. Usiąść wygodnie w fotelu? [w rękopisie – kilka niecenzuralnych słów]. 
Wniebowzięty. Po prostu wniebowzięty. Ponad 78 najkrótszych na świecie minut, Complete set-list, 30 sierpnia 1992 roku. Panowie dziennikarze, mieliście rację – tego dnia byli w kapitalnej formie!
 NIRVANA „BLEACH” 
1989

Bleach odstaje od reszty. Na minus. Bo choć debiutancka płyta Nirvany najczęściej miała dobre recenzje, a wraz z upływem czasu zbiera jeszcze wyższe noty, to dla mnie od zawsze była najsłabszym ogniwem w studyjnej części dyskografii zespołu. Brak jej tej popowo-punkowej lekkości artystyczno-kasowego przeboju Nevermind oraz kolejnych albumów. A właśnie tym zespół mnie urzekł w roku 1991. 
Będę niekonsekwentny. Bleach jest OK. Bo choć to twór wolno i ciężko zagrany, to jednak swoją wartość ma – utwory nie nużą (w szczególności Blew, Floyd the barber, About a girl, Negative creep i Downer), mocarna gra perkusji robi wrażenie, a posmak garażowego (można zastąpić słowami: alternatywa, underground) grania przyjemnie łechce moje poczucie bycia niezależnym.
NIRVANA „INCESTICIDE” 
1992

Zbiór nagrań niepublikowanych. Wydany z dwóch powodów: 1) w 1992 roku nie było widoków na nowe wydawnictwo studyjne Nirvany, 2) po oszałamiającym sukcesie Nevermind, zespół postanowił niejako zweryfikować fanów swojej twórczości. Jak to ujął Igor Stefanowicz (Tylko Rock, 1993, nr 12, strona 32): […] jakby takie „przepraszam” w kierunku zagorzałych fanów nieco zawiedzionych ugrzecznionymi produkcjami z „Nevermind”. 
Piętnaście utworów z lat 1988-1992. W większości proste, melodyjne „garaże” oraz „punkroki”, z jakich do dzisiaj słynie stan Kalifornia. Sliver, Stain, Been a son, (New wave) Polly, Aneurysm czy kowery Turnaround, Molly’s lips i Son of a gun rozruszają nawet najbardziej niemrawych miłośników rocka, lubujących się w punku i alternatywie. Gorzej Beeswax, Mexican seafood, Hairspray queen, Areo zeppelin, Big long now i Downer. Wyłączając ostatni z wymienionych utworów – mniej udana próba grania znanego z albumu Bleach. 
Incesticide nigdy nie zdobędzie uznania, jakim cieszą się pozostałe albumy Nirvany, wydane za życia zespołu. Ale „zapchajdziurą” na pewno nie jest.