Nirvana „Unplugged In New York”

„Unplugged In New York” jest jak plastikowy odpad, który wylądował, dajmy na to, w przydrożnym rowie – całkowite unicestwienie może trwać setki lat. To oznacza jedno – umrę zakochany w tym koncercie.

(1994, Geffen)

Znowu będzie z „ja” na przedzie.
Działo się w końcówce zawodówki. Lat tyle, że dzisiaj należałoby poważnie myśleć o zasileniu szeregów płacących składki ZUS, wówczas jednak było się uczniem, który zamiast myśleć o świetlanej przyszłości delektował się rozmowami na języku polskim, zawsze liczył na to, że bez uszczerbku uda mu się przetrwać matematykę i pakiet przedmiotów technicznych, łaził po Inowrocławiu, w nieskończoność gadał o muzyce (z zaznaczeniem, że gdyby nie przypadkowa kolejność, to to ostatnie powinienem umieścić jako pierwsze).
Działo się w okresie samoograniczeń – granie takie / granie owakie, oraz nieświadomości, że pała się sympatią do muzyki prezentowanej na instrumentach obywających się bez prądu. I właśnie tym można wytłumaczyć towarzyszące lekturze niedowierzanie, niemal natychmiast przepoczwarzone w obśmiewanie, uskuteczniane z dokładnością i nieubłaganiem manometru, będące efektem (specjalnie na tę okazję wygrzebałem tę notkę): Nieprawdopodobne stało się prawdziwe… Nirvana nagrała akustyczny koncert dla MTV. Co więcej, w planach jest także wydanie płyty dokumentującej to wydarzenie […]*. Dziesięć miesięcy później, już na początku technikum (w podejściu do edukacji nic nie uległo zmianie)  okazało się, że: 1) nie byłem sam, 2) dobra piosenka sprawdzi się w każdym wykonaniu, 3) udany koncert, to koncert, który zaskoczy słuchacza. […] niewiele osób uważało pomysł występu Nirvany w cyklu „MTV Unplugged” za sensowny. A tymczasem zespół doskonale sprawdził się w tej konwencji. Okazało się, że Kurt Cobain pisze po prostu świetne piosenki i naprawdę nie ma różnicy, czy gra się je na ostro, na przesterowanej, jęczącej gitarze elektrycznej, czy też spokojnie, nastrojowo… […] warto zwrócić uwagę i na opracowania cudzych kompozycji**.
Działo się… Kaseta była katowana przez kilka dni i nocy z rzędu, co nie zdarzyło mi się w przypadku żadnej innej płyty, zarówno wcześniej, jak i później. Się dzieje…

* Pierwsza oficjalna, Tylko Rock, 1994, nr 2, strona 13
** Robert Sankowski, Płyty stamtąd: Nirvana „Unplugged In New York”, Tylko Rock, 1994, nr 12, strona 78