Anita Scharmach: „Nic na siłę, bez terminów”

Literatura obyczajowa w American Dream.

Księgowa, z poczuciem humoru, w wolnym czasie autorka książek, tak zwanych obyczajówek. Zaiste, rzadkie to połączenie. Żadnej z jej książek nie przeczytam, bo to nie moje rewiry, ale jeżeli będzie okazja, to na spotkanie autorskie wybiorę się raz jeszcze, ponieważ lubię towarzystwo ludzi pozytywnie zakręconych.
W Strzelnie było ponad dwadzieścia osób. Pod tym względem żadne z trzech spotkań w ramach Czytaj, na zdrowie!, Wybryku Kultury* z dopiskiem Kolektywne działania przyszłością nie tylko kultury nie było oszałamiającym sukcesem. Za to nowe miejsca – bez zastrzeżeń. O Animusie już było (więcej tutaj). Trafioną miejscówką okazała się też stylowo urządzona piwnica sklepu American Dream w Strzelnie, gdzie w sobotę (5 X) można było porozmawiać z Anitą Scharmach.
Jagoda Woźniak o książkach pani Anity: Jest to literatura o współczesnych kobietach. Nie jest ona ckliwa, jak większość, jest bardzo życiowa. Można powiedzieć, że napisana z dużym pazurem. Nie mamy tam tabu, nie mamy tam granic, mamy nawet pieprzne historyjki, pieprzne sceny, co jest odważne, zwłaszcza w literaturze kobiecej. Wszystko jest zrobione ze smakiem. Nie ma nudy. Kobiety są takie, jak kobiety w Strzelnie, czyli nowoczesne, które chcą więcej, które już nie stoją za mężczyznami, a właściwie wychodzą przed szereg.
Pani Anita o sobie i swoim pisaniu powiedziała znacznie więcej. I wątek erotyczny wcale nie był tym dominującym, ale tak to jest, kiedy notuje facet…

Moja przygoda z pisaniem zaczęła się tak jak u mojej bohaterki w „Mogę wszystko”. Tatiana poszła na zwolnienie lekarskie, ponieważ miała operację ręki. Ja również miałam operację lewej ręki i długo przebywałam na zwolnieniu lekarskim, potem miałam długą rehabilitację. Dzieci poszły do przedszkola, do szkół, nie wiedziałam co zrobić z czasem. Usiadłam, zaczęłam drugą ręką układać sobie fabułę w punktach. Tak się rozpisałam, że wyszło z tego ponad trzysta tysięcy znaków. Wysłałam do wydawcy,  którego adres znalazłam na pierwszej lepszej książce z mojej biblioteczki i otrzymałam odpowiedź: „Jesteśmy zainteresowani”.

Jestem księgową, skończyłam ekonomię. Przez jakiś czas myślałam, że uda mi się – powiem tak kolokwialnie – porzucić pracę ekonomistki i zacząć tylko pisać, jednak przebicie się […] przez […] szereg dobrych pisarzy, wymaga nie lada trudu. Musiałabym  tylko usiąść i od rana do wieczora pisać, nie zajmować się rodziną. A tak, łączę pracę ekonomistki, pisarki i mamy na pełnym etacie. Nic na siłę, bez terminów.

Otrzymałam niedawno, z czego jestem bardzo dumna, przydomek pisarski „królowa wzruszeń”. Myślę, że dlatego – jak to moja koleżanka po piórze powiedziała – że jestem takim „rollercoasterem”, czyli taka żonglerka emocjami. W recenzji ktoś kiedyś napisał: „Ciebie nie można czytać w komunikacji miejskiej, bo albo wybucham śmiechem, albo głośnym płaczem”.

Nawet nie wiem jak czasami coś nazwać. Ale mam koleżankę, która w ogóle pisze tak: „Poszli do łóżka, zamknęli się w czterech ścianach…” i koniec, podmiot domyślny. Ja chociaż tego pieprzyku tam dodam. Przy Marcie to się tak wstydziłam… ale Marta była złą osobą (mówimy o „Zaraz wracam”), ona była taka… taka jaka była ostra w życiu, taka musiała być  też w sprawach intymnych. No i… tak, trochę poszalałam. Fajnie jest mieć taką moc i upuścić wodze fantazji, chociaż fikcyjna bohaterka może poszaleć … Jejku, teraz też  się wstydzę, ha, ha. […].
W tym gatunku literackim [literatura obyczajowa] dobrze się czuję. Chciałam napisać coś w rodzaju komedii kryminalnej, ale to jeszcze nie ta chwila. Wydałam dopiero pięć powieści, mam dwie w zapasie. Jestem naprawdę na  początku drogi, mam jeszcze czas. Będę miała sześćdziesiąt – siedemdziesiąt lat to może napiszę jakiś erotyk, czort wie! Będę już na tyle odważna, że już nic mi nie zaszkodzi. A tak, to w pracy ktoś mnie przeczyta i co? Powie: „Anita, świnko ty!”. A ja tak nie mogę, jeszcze! […].
Tak naprawdę, wiek tu nie ma znaczenia, bo i kobieta sześćdziesięcioletnia może mieć problemy, i czterdziestoletnia i dwudziestoletnia. Pisałam o czterdziestolatkach, bo sama też jestem w tych okolicach. Łatwiej jest mi  odnaleźć się i wniknąć w tajniki psychiki bohaterki czterdziestoletniej,  bo wiem co ja, jako czterdziestoletnia kobieta robię – robiłam. Jak będę miała sześćdziesiąt lat to pewnie napiszę o jakiejś starszej pani, takiej klawej, kto wie? Chociaż nie, bo Irenka jest taka. Przecież Irenka w „Samkach życia”, w drugiej części dylogii… tak, ona jest świetna. O! Tam są sprośne rzeczy! Właśnie tamta sześćdziesięciolatka dała czadu! Właściwie, to ja już erotyk napisałam!.

* Wybryk Kultury Kolektywne działania przyszłością nie tylko kultury: Czytaj, na zdrowie! dofinansowano ze środków Narodowego Centrum Kultury w ramach programu Dom Kultury+ Inicjatywy lokalne 2019 (organizatorzy: Miejsko-Gminny Ośrodek Kultury i Rekreacji w Strzelnie, Grupa Na Poczekaniu)