SZA!

O zespole z listy ulubionych.

(2019, wydane przez SZA!)

Powidz Jam Festiwal 2017. Główna scena. Folk, zimna fala, industrial, space, flet, Lao Che, wciągająca, hipnotyzująca, Tilt, trans. Zdaje się, że dzień później zagrali akustycznie na plaży, ale – niestety – nie dotarłem. Podobnie jak na żaden z ich kolejnych koncertów. Bo albo brak czasu, albo motywacji, żeby dojechać do Poznania, albo koncert odwołany… Ale ten jeden raz wystarczył, żeby ich dopisać do listy ulubionych.

W grudniu ubiegłego roku uraczyli świat płytą. Pierwszą.
Okładka najprostsza z możliwych – logo grupy. Trzydzieści i sześć minut, sekund czterdzieści i siedem. Sześć utworów:Pies, Suka, Swoją drogą, Więzień, Mój strach, Daj. Tomek YomaY Kapitańczyk – śpiew, Joanna Zielecka – flety, elektronika; Marek Baczyński – gitary, syntezatory, pianino; Maciej Sztorc – bas, Tomasz Wandel – perkusja.

Bardzo mi przypasowała.

Część z tego, co zostało zapisane po koncercie w Powidzu śmiało mogę powtórzyć: flet to ważny wyróżnik zespołu, a flet w rocku już zawsze będzie mi się kojarzył z tym, co zadziało się w muzyce popularnej około przełomu szóstej i siódmej dekady ubiegłego wieku; Mój strach jest duszny, transowy i kosmiczny, a Swoją drogą przykładem, że dla SZA! granice nie istnieją – bez najmniejszego problemu w jednym utworze mogą połączyć melodię rodem z Dzikiego Zachodu z brytyjskim folkiem. Dwa hasła trzeba dołożyć. Wokal nie jest najmocniejszą stroną zespołu. I hard rock. Właściwie pisanie powinienem zacząć właśnie od tego, ponieważ słyszę SZA! zanurzone w wywołanej już do tablicy epoce.