Thomas W. Dunlay „Wilki niebieskich żołnierzy. Indiańscy zwiadowcy i pomocnicy w armii Stanów Zjednoczonych w latach 1860-1890”

Unicestwienie bizonów i zwiadowcy – oto główne powody upadku Indian z Równin.

(TIPI, Wielichowo 2014)

Nie każda przeczytana książka ląduje na tej stronie, nie każdą przeczytaną książką jestem zachwycony. Zawsze jednak staram się wyłuskiwać dobrze opracowane historie. Liga Ho-de’-no-sau-nee, czyli Irokezów cieszyła zmysły między innymi dlatego, że nie była o Indianach z Równin. Jednym z powodów zainteresowania Wilkami niebieskich żołnierzy był natomiast brak w tytule nazwy konkretnego plemienia. Znowuż udało się pożytecznie zmarnować trochę czasu. I znowuż szlag mnie trafił, kiedy przeglądałem Informacje bibliograficzne. Kolejne interesująco się zapowiadające książki, których próżno szukać w tłumaczeniu na język polski, a u mnie umiejętność czytania po angielsku ciągle tkwi w okresie prenatalnym…

Koniec wojny secesyjnej stał się początkiem definitywnego ujarzmienia Indian osiadłych na zachód od rzeki Missisipi. Armia Stanów Zjednoczonych wsparła się indiańskimi zwiadowcami i pomocnikami. Ten koncept nie był nowy, ale po wojnie, dokładnie w sierpniu 1866 roku, został prawnie uregulowany. Zadaniem pierwszych był rekonesans, od pomocników zaś wymagano udziału w walce. Dunlay używa jednak tylko określenia „zwiadowca”, ponieważ granica między nimi była bardzo płynna, jeżeli w ogóle istniała. Tytułowe „wilki” wzięły się stąd, że w języku gestów określano tak zarówno wilki, jak i zwiadowców. Ponadto, w celu kamuflażu i przywołania nadprzyrodzonych umiejętności (strona 87) tego zwierzęcia, zwiadowcy z niektórych plemion nosili futro wilka, a na głowę naciągali jego łeb.

Miejsce akcji jest już znane, pojęcia zostały wyjaśnione, przedział czasowy – w tytule. A cel przeprowadzonych badań? Celem […] książki jest […] wszechstronne zbadanie militarnej współpracy Indian z białymi […], aby uchwycić jej cechy charakterystyczne oraz motywacje, jakimi kierowały się obie strony (strona 11). „Wszechstronne” to odpowiednie słowo. Notatek wyszło mi na ponad trzydzieści stron drobnym maczkiem, uprawianym przeze mnie od niepamiętnych czasów. Zapewniam, że książek nie przepisuję.

Unicestwienie bizonów i zwiadowcy – oto główne powody upadku Indian z Równin. Wątek z bizonami jest powszechnie znany. Rolę zwiadowców uświadomiły mi Wilki niebieskich żołnierzy. Regularne wojsko dopiero zaczynało się uczyć niekonwencjonalnych metod wojowania. Gdyby nie indiańscy zwiadowcy, wspomniane ujarzmianie trwałoby dłużej, kosztowałoby więcej, ale… prawdopodobnie skończyłoby się ludobójstwem. Jeżeli wziąć to pod uwagę, można zgodzić się […], że zwiadowcy więcej ocalili, niż zniszczyli (strona 222). Nieźle, co?

Jeszcze akapit rozwijający wątek braku nazwy plemienia w tytule. Niby rzecz niewymagająca roztrząsania (no, może tylko informacja, że Dunlay sporo miejsca poświęcił Paunisom i Apaczom), ale tak naprawdę z jaką częstotliwością trafia się wartościowa praca poświęcona Indianom bez Komanczów, Szejenów, Irokezów czy innych w tytule? […] różnorodność plemiennych i regionalnych historii bardzo utrudnia napisanie historii, która z jednej strony nie grzeszyłaby uogólnieniami, a z drugiej nie dawałaby fałszywego wrażenia jednorodności. Jeżeli jednak historyk chce wyjść poza historię konkretnego plemienia czy regionu, musi znaleźć jakiś motyw lub doświadczenie, wspólne dla różnych grup na większym obszarze lub w dłuższym okresie. […] Takim wspólnym doświadczeniem jest właśnie zjawisko indiańskich zwiadowców (strona 10).