„Z życia naszej szkoły”, część druga

„Nie wszyscy jednak zdołali dotąd wyrozumować dlaczego to Kochani Rodzice zechcieli przyprowadzić Was, zapisać no i co najgorsze zgodzili się na to, że ciągnąć będziecie te wozy przez siedem lat”.

Część pierwsza tutaj.

Cytaty bez podanego źródła – jednodniówka. Fragmenty oznaczone znakiem „*” – „Kronika szkolna…”.

Pod koniec roku szkolnego wydała szkoła „Jednodniówkę” barwnie ilustrowaną*. Nie udało się ustalić, w jaki sposób wydawnictwo trafiło do rąk czytelników. Nie wiadomo czy prowadzono sprzedaż, czy może rozdawano je za darmo? Nakład również pozostaje tajemnicą.

Na trzydziestu numerowanych stronach w formacie 15 na 21 centymetrów zaprezentowano warunki lokalowe i zaplecze strzelneńskiej „siedmioklasówki” (na ten temat więcej w części pierwszej), działające w murach placówki koła zainteresowań oraz wybrane inicjatywy drużyn harcerskich w roku szkolnym 1932/1933. Łącznie do rąk czytelnika trafiło osiemnaście artykułów, z których część została wzbogacona ilustracjami i fotografiami. Całości dopełniło kilkanaście reklam, z których, jak wspominał Wacław Witkowski, Wiele złotówek wpłynęło do harcerskiej kasy, oraz zestaw dwudziestu sześciu sentencji / haseł propagandowych / powiedzeń, po jednym na stronie, najczęściej nawiązujących do treści danego artykułu (na przykład: Nauka to – potęgi klucz!, Brznszek i główka – szkolna wymówka., Ukochaj Twórcę Polski Niepodległej Marszałka Józefa Piłsudskiego.). Na stronie piętnastej opublikowano zdjęcie grającego na trąbce harcerza oraz fragment utworu Czuwaj! Wandy Kraszewskiej: Czuwaj to słowo jako stal / Dźwięczące jest i mocne! / Ma w sobie jasność cudnych fal, / Nie drga w nim smutek ani żal. / W czyn stali jest owocne.!.

Tytuł artykułu, autor, strona:
Do Rodziców!, Jan Dałkowski kierownik szkoły., 1-2.
Nauczyciele do swej dziatwy., brak autora, 3-4.
Nasza Szkoła, brak autora, 5-6.
Nasz ostatni rok szkolny., Lewandowska Marja uczennica kl. VII., 7-9.
W jaki sposób drużyna harcerek zdobywa pieniądze na kolonje., „Wiewiórka” 1. S. D. H. im. Królowej Jadwigi, 10-12.
Orzeł Gaduła prawi szopki o harcerskiej szopce., „Orzeł” z 3. S. D. H. im. St. Żółkiewskiego., 13-14.
Czego się Wojtuś nauczył w Kole Młodzieży Polskiego Czerwonego Krzyża., Zarząd Koła Młodzieży Polskiego Czerwonego Krzyża., 16-17.
Jak to w dniu Trzeciego Maja Kółko L.O.P.P. [Liga Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej] przypomniało wszystkim w potrzebie skrzydlatej floty., Burczyk Bernard – Okoński Franciszek uczniowie kl. VI. a., 18.
Jak pracujemy w Kółku Szkolnym Ligi Morskiej i Kolonjalnej., Bolesława Chełmińska uczennica kl. V. a, 19.
Kółko Misyjne., Bożena Kobusówna uczennica kl. V. a., 20.
Samorząd w klasie VI. a., Różnowiczówna Lubomiła sołtys kl. VI. a., 21.
Nasz sklepik szkolny., Reinholzówna Helena. uczennica kl. VII., 21.
Sprawozdanie z „Kółka Miłośników Radja”., Leszczyński Leon uczeń kl, VI,, 22.
Nasza pracownia geograficzna, Wiśniewska Kazimiera uczennica kl. VII., 23.
Pracownia przyrodnicza, B. K. kl. V. a., 24-25.
Pracownia historyczna., Marta Lewandowska uczennica klasy VI. a., 26.
Kółko historyczne., Prusówna kl. VI. a, 26.
Bibljoteka uczniowska., brak autora, 27.

Dodatkowe cztery strony to wydrukowana na takim samym papierze okładka. Tył zdobi ilustracja do artykułu o szopce harcerskiej. W kontekście tego, co działo się na świecie w latach 1939-1945, nieprzyjemne skojarzenia może przywoływać front jednodniówki. Ale zarzucanie jej twórcom nawiązania do nazizmu wydaje się niedorzecznością.

W okresie międzywojennym szkołom nie były obce inicjatywy prasowe, a wydawanie jednorazowych czasopism okolicznościowych, nie tylko szkolnych, to zjawisko powszechne. Wyróżnikiem podnoszącym atrakcyjność Z życia naszej szkoły jest kolor. W samym Strzelnie wcześniej nie ukazało się żadne barwnie ilustrowane czasopismo. Nie udała się natomiast inna sztuka. Cytując treść jednodniówki celowo nie ingerowano w oryginalną pisownię. Chodziło o zachowanie uroku języka polskiego sprzed stu lat oraz pokazanie, że nie tylko wydawany w międzywojennym Strzelnie Nadgoplanin stał – jak to zarzucono w 1929 roku redakcji tegoż dziennika – na wojennej stopie z ortografią i gramatyką polską (Ziemia Kujawska, tom 19: 2006, strona 60).

Jednodniówka została wydrukowana przez zakład Józefa Musiałkiewicza w Strzelnie. Redaktorem był Alojzy Kozłowski, nauczyciel i jednocześnie opiekun 3. Szkolnej Drużyny Harcerskiej działającej w „siedmioklasówce”. Wacław Witkowski zapamiętał, że to właśnie Alojzy Kozłowski był inicjatorem zorganizowania obozu letniego dla harcerzy i to on poinformował ich, że wydadzą jednodniówkę, a zebrane pieniądze zostaną przeznaczone na ten cel: Gdy już skompletowano materiał, który miał się znaleźć na stronicach broszury, nasz wspaniały drużynowy „Sasanek”, podharcmistrz A. Kozłowski udał się do drukarni p. Musiałkiewicza J., gdzie uzgodniono wszelkie warunki dotyczące szaty graficznej, jak i kosztów druku. Przydali się teraz chłopcy z harcerskiej drużyny. Otóż okazało się, że maszyna drukarska nie miała napędu mechanicznego tylko duże koło z korbą. Trzeba było 2-ch chłopców dość silnych, którzy kręcąc korbą duże koło napędowe, wprawiali w ruch drukarską maszynę. Najlepsi do tej czynności okazali się druhowie: zastępowy I. zastępu Orłów dh W. Witkowski oraz przodowy I. zastępu Orłów, Józef Turek. Chodziliśmy do drukarni kilka popołudni, bo wtedy byliśmy potrzebni. I to był nasz wkład przy wydaniu harcerskiej „Jednodniówki”.  

Środki finansowe na zorganizowanie obozu harcerskiego to niejedyny powód wydania Z życia naszej szkoły. Prawdopodobnie większe znaczenie miała zmieniająca się szkoła, na co wskazuje artykuł Jana Dałkowskiego: Minął czas kiedy szkoła odgraniczała się od domu rodzicielskiego, a rodzice z nieufnością odnosili się do niej. Staramy się o nawiązanie kontaktu z Wami, Szan Rodzice, przez konferencje rodzicielskie, wywiadowcze, lekcje pokazowe i różne imprezy. Nowym środkiem zapoznania mieszkańców naszego obwodu szkolnego z pracą nad młodzieżą szkolną jest niniejsza „Jednodniówka”. Uwzględniamy w niej przedewszystkiem stronę wychowawczą, ponieważ rodzice mało są poinformowani o tej dziedzinie pracy. Zasób wiadomości u dziecka da się łatwo stwierdzić, gdyż jest to wynik zewnętrzny pracy nauczyciela, jednakże trudniej jest stwierdzić pracę wychowawczą.

Być może wydawnictwo miało stać się magnesem przyciągającym do szkoły rodziców. Ich udział w zebraniach nie był liczny. Problem nie dotyczył tylko roku szkolnego 1932/1933: w listopadzie 1929 roku Wywiadówka wzbudziła duże zainteresowanie wśród rodziców. […] pytano się o 40% dzieci*, trzy lata później wielkie zainteresowanie wśród rodziców, którzy przybyli w 61,6%*, a w kwietniu 1933 roku Udział rodziców wynosił 59%*. Jan Dałkowski:

[…] bez współpracy rodziców ze szkołą nie będziemy mogli w zupełności osiągnąć naszego celu. Rodzice dotąd mało interesują się zagadnieniami wychowania, nauczania i opieki nad dziećmi. Ileż to czasu i pieniędzy traci się na różne zagadnienia nietyczące dzieci, a przecież dziecko to największy skarb rodziców, wobec niego mają rodzice liczne obowiązki, które z własnej woli przyjęli. Rodzice winni troskliwą opieką otoczyć wychowanie i naukę dzieci, żeby w przyszłości, gdy one dorosną, nie spotkali się z zarzutami braku odpowiedniej opieki w latach szklonych. W zrozumieniu tak postawionej sprawy powinien każdy obywatel interesować się dzieckiem, jako przyszłością narodu.
A zatem do pracy! Na naszych konferencjach rodzicielskich niech nikogo z Was, Szan. Rodzicie, nie zabraknie. a honorem dla każdego powinno być należenie do „Koła Opieki nad dziatwą szkolną”.
Wspólnie radźmy i pracujmy nad młodem pokoleniem w przeświadczeniu wielkiej misji wychowawczej, którą spełniamy na chwałę dla Boga i Ojczyzny.

Kierownikowi wtórowała Maria Lewandowska (Nasz ostatni rok szkolny.): W jedną niedzielę [kwietnia] po świętach odbyła się konferencja wywiadowcza, na którą winni przyjść wszyscy rodzice; przyszła zaledwie połowa.

Cały tekst Dałkowskiego jest utrzymany w tonie bogoojczyźnianym. Podobnie jak ciąg dalszy jednodniówki, choć już nie w takim natężeniu. Na więcej luzu pozwoliło sobie grono nauczycielskie (Nauczyciele do swej dziatwy.):

Wielu z Was zgodzi się na porównanie, że szkoła to wozownia z bardzo dużą ilością wozów akurat po jednym dla każdego. Nie wszyscy jednak zdołali dotąd wyrozumować dlaczego to Kochani Rodzice zechcieli przyprowadzić Was, zapisać no i co najgorsze zgodzili się na to, że ciągnąć będziecie te wozy przez siedem lat. Gdyby to jeszcze samochody, wytworne powozy, ostatecznie rowery – ale zwykłe czterokołowe woziska, które nie łatwo ruszyć z miejsca. A już resztę rozumu można stracić, pomnąc, kto na nich będzie siedział i kogo przez siedem lat będziecie ciągnęli, czy popychali. A oto na wóz wchodzi:
Poważna Religja, miljoner Polski, (bogaty… w słowa) ciężki jak kłoda Arytmetyk. Sympatyczniej, lecz tylko na pierwszy rzut oka wygląda reszta pasażerów. Śpiew – grajek. Gimnastyk – podbij piłka, Malarz pędzel, Łamipatyk. Fircyki obłudne! Z wyglądu zdawałoby się, że pomogą uczniowi, a przynajmniej uprzyjemnią trud, tymczasem są nielepsi od poprzednich. Jeden z nich zbuduje kwadratowe koło i cieszy się z wynalazku. Mało tego! Zakłada je na oś wozu, by doświadczyć na skórze ucznia, czy takie nie byłoby lepsze. Doskonałość tego odczuwa zaraz drugi pasażer i wrzeszczy by jechaś „piano” bo turkot zagłusza jego trele. Trzeci przy postawieniu przekątni utknął nosem w farbach i również złość wylewa na uczniu. Kto tu ponosi winę? Ci na wozie nie przyznają się – uczeń cierpi!
Chyba żaden żebrak na świecie nie ma tak licznej rodziny jak to towarzystwo. Co roku przyznają, się do kogoś po drodze zaczepiają, wmawiają pokrewieństwo i pakują się na wóz!
Biedny uczeń ociera pot rękawem i sarka na nowego pasażera. Poznaje kolejno ciotkę „Gramatykę”, wujaszka co się „Cyrkiel” zwie, siostrzenicę „Dyktę” i starą niańkę „Gamę” Po co wszystkich wymieniać, kiedy każdemu są znane z dnia powszedniego. Jedno jest chyba pewne: Nie rodzina to żadna, a obieżyświaty zebrane dla udręki ucznia.
Za lepszych czasów, kiedy nie było dróg, a las pokrywał przestrzenie nie znało się to bractwo. Dziś drożynami i ścieżkami po wiekowych tułaczkach odnajdują się, gromadzą i stają przed siedmioletnim dzieckiem i mówią mu: Zabierz mnie na wóz mnie i mnie! Ciągnij i pchaj! Dlaczego? Po co? Wszystkie, jak Was jest 850 krzyczycie: Nie chcemy ich znać!
Czy słusznie? – Tu my powiemy: Mylicie się! Prawdy co od wieków istnieją, prawdy, na których opierali swe życie duchowe nasi ojcowie, prawdy, które wschodzą za naszego życia i z nami rosną musimy poznać.
Musiemy umieć żyć! Współżyć!
Ten nakaz nie wydajemy my, uczący lecz wydaje przeszłość Polski i żąda wypełnienia poprzez dobro Ojczyzny dla Waszego dobra.

Dalej bywa różnie. Z części przygotowanych przez dziatwę szkolną artykułów bije ów luz, inne są bardziej oficjalne i propagandowe. Przypuszczalnie powodem takiego stanu rzeczy były umiejętności młodych redaktorów – im większe trudności w pisaniu, tym większy wkład dorosłych. Znaczenie mogły mieć także zróżnicowane zapędy redaktorskie osób kompletujących materiał do wydawnictwa. Bo niemożliwością jest, żeby przygotowane przez uczniów / harcerzy teksty nie przeszły przez sito nauczycielskiej cenzury.

Orzeł Gaduła prawi szopki o harcerskiej szopce.:
Właśnie zbliżały się święta Bożego Narodzenia, więc uradziliśmy na Radzie Drużyny, że urządzimy „szopkę”. – Ale skąd wziąć materjał na tę wspaniałą budowę? Wtedy kasa drużyny pokazała co może. Wnet też wyrosła przed nami góra desek, lśniących papierów, farb i gwoździ. Trzeba nam było budowniczego, któryby nam rysunek zrobił. Zlitował się nad nami sam druh drużynowy i rysunek wykonał. Poheblowaliśmy deski w trzy dni, a tak żeśmy się namęczyli, że na dłoniach dostaliśmy odciski, a mięśnie nam się wyrobiły jak banie. Druhowi przybocznemu rękaw pękł! – Ale to nic, bo my szyć umiemy więc z dziury nie pozostało śladu. Nastąpiło zbijanie poszczególnych części. Ileż to razy się zdarzyło, że zamiast gwoździa przybijaliśmy własny palec aż dziurę w desce wydusił. Musieliśmy go potem wszelkiemi siłami wyciągać. Tego pewnie nikt nie uwierzy, ale też o to się nie ubiegam. W jedno południe stanęła przed nami szopka, a nas patrzących na tę biedotę aż coś za serce chwyciło. Cała była naga, bez żadnej odzieży, bez żadnych ozdób. Terasz więc przystąpiliśmy do najtrudniejszej pracy tej imprezy to jest do malowania i ozdobienia naszego teatrzyku. Tutaj też (nie chwaląc się) wykazałem swoje zdolności malarskie i zdobnicze. Na, ale i ta praca przeszła przez nasze ręce i stopiła się jak płatek śniegu na dłoni. Gdyśmy już wszystko przy szopce skończyli odeszliśmy kilka kroków i aż oniemieliśmy z podziwu. Zaraz też trzykrotne „hura” huknęło w szyby aż zadzwoniły! Staliśmy olśnieni i już liczyliśmy ile to zarobku będziemy mieli z przedstawienia. Wtem jak dzwon pogrzebowy „Stary Jeleń” wydzwonił: Ciekawym kto będzie odgrywał przedstawienie skoro aktorów ani widu ani, słychu? Nam włosy dęba stanęły na głowach, a serca waliły, jakby chciały piersi porozbijać! Ktoś cichaczem szepnął, że może druchny z Drużyny Królowej Jadwigi kukiełki nam zrobią, bo my do tego mamy za grube palce. Dalej więc do druchen z prośbą. Cisnęło się nam pytanie czy odmówią czy też zlitują się nad nami? Jakoś zlitowały się i przyrzekły dla nas to uczynić.
Prosiły tylko o materjały. Pełni radości pytamy się czego im trzeba? Czy desek? Na to się rozsrożyły jak indyki i chciały nas wyrzucić za drzwi. Ale po długich tłumaczeniach zgodziły się z nami a my dostarczyliśmy im różnokolorowego płótna i kolorowych nici. Jednak nie mogły sobie dać rady i musieliśmy wyrzeźbić z gipsu głowy aktorów. Kilka dni nad tem pracowały a potem zleciały się te „Sarenki”, „Jaskółki” i „Wiewiórki” do druchny przybocznej i razem, z wielką paradą, przyszły do nas oddać swe prace. Odbyło się tedy uroczyste wręczenie aktorów. Był okrutny Heród z koroną aż na nos wciągniętą, był pocieszny djabełek z wełnianym ogonkiem, poczciwe pastuszki w parcianych kapotkach i śliczny aniołek z cieniutkiemi skrzydełkami. Jak się później okazało, aniołek miał głupie przyzwyczajenie i zazwyczaj wchodził tyłem (zupełnie jak rak) na scenę. Druchny upomniały się o zapłatę, a my wspaniałomyślnie oświadczyliśmy, że mogą sobie przychodzić na każde przedstawienie zupełnie darmo! Takich przedstawień urządziliśmy kilka i zebraliśmy kilkadziesiąt złotych.
Naszą „szopką” pokazaliśmy ludziom, że harcerze to niebyle kto, bo oni umieją wywołać śmiech i zadowolenie u widzów. Umieją łączyć wesołe z pożytecznem.

„Szopka.”* (źródło: “Kronika szkolna…”). Wacław Witkowski: „Drugi sposób zdobycia pieniędzy na sfinansowanie obozu to urządzenie przez drużynę szopki Bożonarodzeniowej”

Studiując zawartość Z życia naszej szkoły można pokusić się o zaprezentowanie zasadniczych celów polskiej edukacji w dwudziestoleciu międzywojennym. Ramy ideowe tworzyło hasło „Bóg i Ojczyzna”. Duży nacisk kładziono na znajomość zasad współżycia społecznego. Uczono przede wszystkim samodzielności, samorządności, poszanowania pracy i rzemiosła i zarabiania pieniędzy. Promowano higienę osobistą oraz czytelnictwo:

W jaki sposób drużyna harcerek zdobywa pieniądze na kolonje.:
– A w kwietniu znów pomyślały harcerki o nowym sposobie zdobycia pieniędzy. – Już mam krzyczy „Sarenka” – urządźmy sklepik szkolny z szneczkami i bułeczkami.
– Komu je sprzedasz?
– A dzieciom, w czasie przerw!
Po krótkim namyśle wysłano dwie delegatki do piekarza. Po powrocie zdały sprawozdanie z wizyty. I tak od 3 kwietnia sprzedaje się u nas bułki i szneczki. Przeciętny zarobek dzienny wynosi 58 groszy. Po stwierdzeniu kasy w dniu 29. kwietnia zysk u sprzedaży szneczek wynosił 9,49 zł.

Samorząd w klasie VI. a.:
W naszej szkole uczymy się nietylko pisać, czytać, rachować i śpiewać, lecz przedewstkiem uczymy się żyć. Życie zmusza ludzi do wspólnej pracy – do współżycia. Chcemy być dobrymi obywatelami społeczeństwa i rozpoczynamy współpracować już w szkole – wszystkie te sprawy załatwiamy przez „samorząd”. Wybraliśmy sobie sołtysa i jego zastępcę. Do pomocy dodaliśmy mu sekretarza i skarbnika. Osobno wybraliśmy sąd honorowy. Prócz tego jest w klasie komisja porządkowa. Co miesiąc mamy zebranie sejmiku, prowadzi je sołtys. W programie są sprawozdania i wnioski sołtysa, skarbniczki lub przewodniczącego komisji porządkowej. Na naszych zebraniach wygłaszamy referaty, wiersze i przygotujemy często niespodzianki. Na każdem zebraniu przejawia się dążenie do doskonalenia się klasy. do wyzbywania się wszystkich niedobrych przyzwyczajeń, Cała klasa bierze odpowiedzialność za jednego, a jeden za wszystkich.

Nasz sklepik szkolny.:
Żadnego roku nie miały dzieci szkolne takiej wygody z zaopatrywaniem się w artykuły szkolne jak w roku 1933 Bowiem w tym roku został założony przy naszej szkole „Sklepik szkolny”. – Nie wystarczy jednak napisać – „Sklepik”, ale trzeba zaznaczyć co się na ten sklepik składa.
Nam, dzieciom szkolnem trzeba wszelkich przyborów szkolnych. A te można w „Sklepiku” kupić w najlepszym gatunku, po najniższych cenach. Sklepikiem zarządza p. Buchwald, a wybrane uczennice Reinholzówna i Świątkowska sprzedawają towary w czasie najdłuższych przerw, które trwają aż 20 minut. Mieliśmy także zebranie sklepikowe, na którem została wybrana prezeska – Reinholzówna i sekretarka Małolepsza. Prezeska prowadzi książkę kasową, w której zapisuje dzienny stan kasy. Przy końcu miesiąca następuje obliczenie.
Sklepik nasz jest spółdzielnią i każde dziecko może nabyć za 1 zł udział czyli akcję.

Bibljoteka uczniowska.:
Czy wiecie, że nasza bibljoteka uczniowska zawiera 449 dzieła? Korzysta z niej 304 dzieci. Ilość wypożyczeń wynosiła w kl.: VII. 187, w kl. VI. a. aż 1521, w kl. VI. b. 239, w V. a. 864 w kl. V. b. 267, w kl. IV. a. 220. w kl. IV. b. 180, w kl. IV. c. 7, w kl. III. a. 344. w kl. III. b. 1203, w kl. III. c. 195, kl. II. 195.
Dzieci dokształcają się wypożyczając i czytając książki – A koniecznie trzeba czytać i to nie raz, ale często, nieustannie. Lektura kształci znakomicie umysł, rozwija inteligencję i dostarcza w łatwy sposób mnóstwa wiadomości, których niepodobno objąć nauką szkolną.
W bibliotece naszej może każde dziecko znaleść książkę, taką, jaka budzi jego zainteresowanie. Są książki o treści geograficznej, historycznej. przyrodniczej, o wynalazkach z dziedziny radja i samolotów, o podróżach i przygodach, powieści i powiastki
Chętnie korzystajy dzieci z tych skarbów wiedzy, jakie daje książka. Dzieci starsze czytały z upodobaniem książki o następujących tytułach. „W pustyni i puszczy”, Trylogja Sienkiewicza,,. „Młodsze lubią”,. „Zaklęty młyn”, „Bitwa pod Raszynem”. „Razem młodzi przyjaciele”, a nasze najmłodsze: „Kot w butach „Tomcio Paluch i i.
Czytajcie dalej tak pilnie, zawierajcie przyjaźń z książką. […].

Przytoczone dane biblioteczne dają obraz popularności czytelnictwa w roku szkolnym 1932/1933. Przy założeniu, że przez cały rok liczba uczniów nie uległa zmianie, a „nowicjuszami” określano uczniów nieujętej w sprawozdaniu klasy pierwszej, to kontakt z książką z biblioteki miało niecałe 43% dziatwy szkolnej. W poszczególnych klasach zainteresowanie książką było różne, jednak statystycznie rzecz ujmując, każda z osób korzystających ze zbioru w ciągu roku wypożyczyła osiemnaście książek. Na dzisiejsze standardy czytelnicze jest to niebotyczny wynik. Oczywiście należy przyjąć, że książki zostały wykorzystane zgodnie z przeznaczeniem. Bo przecież z doświadczenia wiadomo, że „wypożyczone” nie zawsze znaczy „przeczytane”.

Rok szkolny 1932/1933 rozpoczął się 1 września a zakończył 14 czerwca. Dwudziestego czwartego września uczniowie modlili się za Franciszka Żwirkę oraz Stanisława Wigurę, a kilka dni później za żonę prezydenta Ignacego Mościckiego. W październiku…

Dokończenie tutaj.