Multiekspozycja i spacer

Przez lata zajmowania się historią regionalną nabrałem przekonania, że ludzi z minionych wieków pozbawiamy „zwyczajności”. I wcale nie mam tu na myśli odległego średniowiecza. Życiorysy eksponują zaangażowanie, poświęcenie i mrówczą pracą od świtu do nocy na rzecz społeczeństwa, najczęściej ukoronowaną uznaniem współczesnych. Brak w nich natomiast ludzkich słabości, przywar oraz czynionych niegodziwości (charakterystyczne, że czystej krwi niegodziwcom też nie poświęcamy zbyt wiele czasu). Na ile jest to zamierzona niechęć do wyciągania takich faktów z mroku dziejów, a na ile brak materiału źródłowego, ponieważ zawsze lepiej pozostawić po sobie obraz znany z oficjalnych, pozowanych zdjęć (zapewne i my potomnym zostawimy najwięcej właśnie takich) – to już inna kwestia.

Przyznaję, w czasie kwerend źródłowych zawsze największą frajdę sprawia mi odnajdywanie śladów owej „zwyczajności”, dowodów że w XIX i pierwszej połowie XX wieku ludzie też byli… po prostu ludźmi: Człowiek w gruncie rzeczy spokojny i rzeczowy, jednakże o słabym charakterze, stojący pod wpływami żony, która jest materialistką […] (1932), […] w każdej szynkowni, gdzie tylko jakie pijackie grono się znajdzie z pewnością organistę zastać można, który tam rej wodzi w szkalowaniu księży […] (1889), 6 chłopców [uczniowie Katolickiej Szkoły Ludowej w Strzelnie] ukarano za palenie papierosów i kradzieże (1898).

Z okazji święta Milicji Obywatelskiej graliśmy w sąsiedniej wiosce sztukę pt. „Zaloty na kwaterze”. Akcja komedii wymagała, aby aktor, występujący w roli zakochanego żołnierza, rzucił butem w kolegę. Wszystko szło jak z płatka do momentu tego nieszczęsnego rzutu. Na skutek uniku aktora, but trafił w lampę naftową i rozbił ją na kawałki. Egipskie ciemności zapanowały na scenie, a zapach nafty rozchodził się po całej sali (1947). Brakuje też ogólnie pojętego humoru. Szczególnie na zdjęciach sprzed lat. Dlatego tyle radochy sprawiło mi poznanie wyluzowanych Zakrzewskich z Mirosławic (jedno ze zdjęć jest w albumie Wronowy i okolice na starej fotografii, Wronowy 2015). Dlatego też z udostępnionego przez Aleksandrę Łykowską zbioru fotografii bardzo szybko „wyłuskałem” multiekspozycję oraz spacer.

Zgaduję, że to bohater poprzedniej części Fotki sprzed lat – Bolesław Glanc…
…i jego żona (lub wówczas – przyszła żona)
Mikołaj Konkiewicz (konkiewicz.com, 1ly.pl): „To po prostu multiekspozycja, czyli kilkukrotne naświetlenie tego samego materiału światłoczułego. Pomiędzy ekspozycjami model zmieniał pozycje„. Zdjęcia wykonano w drugiej połowie lat trzydziestych lub czterdziestych XX wieku? W Strzelnie?
Bronisław Glanc, syn Marianny i Antoniego Glanców, brat między innymi Bolesława, wówczas był już członek Zgromadzenia Księży Misjonarzy Saletynów
Spacer – przełom lat dwudziestych i trzydziestych XX wieku? Bronisław pierwsze śluby zakonne złożył w październiku 1927, a wieczyste we wrześniu 1933 roku (https://saletyni.pl/2016/10/16/samarytanin-z-debowca/). Tu między innymi w towarzystwie uśmiechniętej, chyba lekko speszonej pani…
…a tu (przypuszczalnie) z Bolesławem Glancem
Uwagę w szczególności przykuwają owi dwaj panowie w tle- mistrzowie drugiego planu!