Jim White and Marisa Anderson „The Quickening”

(2020, Thrill Jockey Records)

Zgaduję, że zdobiące opakowanie płyty zdjęcie przedstawia moment nagrywania The Quickening. Wyobrażam sobie, że właśnie tak wyglądał proces tworzenia materiału – Marisa Anderson na krześle, z gitarą w ręku, frontem do zestawu perkusyjnego, który we władanie objął Jim White. Efektem nie wiadomo ilu godzin improwizowania jest dziesięć utworów. Pierwsze skojarzenie (być może ograniczone nieznajomością wielu ważnych płyt): koncertowe wcielenia SBB (z okresu debiutu fonograficznego) i Grateful Dead.

Na dzień dobry (Gathering) White atakuje perkusją. Gitara Anderson mniej wojownicza, ale pytanie pozostało: to będzie intensywne trzydzieści osiem minut? Nie, on potrafi stonować, a dla niej to chyba chleb powszedni. W takiej odsłonie wydają się najbardziej atrakcyjni (między innymi: Pallet, November) i potrafią zaproponować coś mieszczącego się w standardach bardziej ambitnej radiowej popołudniówki (18 to 1).

Płyta na jesienne chandry, chimery, przesilenia bądź radości z nastania tej pory roku.