Rafał Księżyk „Dzika rzecz. Polska muzyka i transformacja 1989-1993”

(Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2020)

Dlaczego nie było mi dane poznać 1991 Izraela, Tehno terror duetu Max i Kelner i Urojonecałemiasta Apteki, przez autora wyróżnione jako „przełomowe płyty, które otwierają nową epokę” (strona 12)?

Czy 04.07.1992 roku o godzinie 8:35 zasiadłem przed telewizorem, żeby obejrzeć pierwszy odcinek programu Lalamido, czyli porykiwania szarpidrutów? A co z Dzyndzylyndzy, czyli brulion TV oraz AlternaTiVi?

Dlaczego nie polubiłem Legendy? I co zaprzątało moją uwagę w czasie, kiedy w Stanclewie na Warmii, gdzie „działała […] nieformalna artystyczna komuna skupiona wokół punkowo-reggae’owej załogi z Hybryd” (strona 113), Armia nagrywała materiał na tę płytę?

Zdarzyło mi się obejrzeć polski teledysk, który zrobił na mnie większe wrażenie niż te autorstwa Jana „Yacha” Paszkiewicza?

Gdzie mam kasetę Piersi Live ’93 z odśpiewanym przez publikę ZCHN zbliża się, utworze będącym kontrowersyjną wersją znanej pieśni religijnej Pan Jezus już się zbliża, i słowami Kukiza: „Wszyscy pójdziecie do pierdla”?

Lektura wygenerowała znacznie więcej pytań.

Rafał Księżyk: „Każdy, kto przeżywał muzykę lat dziewięćdziesiątych – a trudno było wtedy uciec od jej wpływu – ma w pamięci własną jej historię. Moja historia skupia się na tym, co w polskiej muzyce lat 1989-1993 było nowością, i na tym, co było przekroczeniem” (strona 13). Moje lata 1989-1993 to nastoletni, jak zawsze gorący czas formacji muzyczno-poglądowej. Ułamek z tego, co zostało przedstawione w Dzikiej rzeczy, chłonąłem na bieżąco. Czyli: z jednej strony radocha, ponieważ można sobie powspominać/poprzypominać, z drugiej zgrzyt, że sporo mnie ominęło.