Bunkry niedaleko Mogilna

Michał Woźniak (Moje odkrywanie historii, Wieści ze Strzelna, 2003, nr 68, strona 4): Jadąc szosą z Goryszewa w kierunku Mogilna, po przejechaniu mostu na rzece Pannie, uważny obserwator zauważy po lewej stronie drogi luźno rozstawione betonowe bunkry.

Być może nigdy bym nie zauważył, gdyby nie pojawiające się co jakiś czas artykuły na temat owych bunkrów.

Dominik Robakowski (Schrony bojowe pod Mogilnem, pojezierze24.pl, wynotowane 04.05.2021 roku): Na szczęście nikomu nie wpadło do głowy, aby obiekty usunąć – co więcej ich stan zachowania należy ocenić jako dobry. Szkoda jedynie, że odnalezienie obiektów nie jest najłatwiejsze, a w okolicy nie uświadczymy tablic informacyjnych.

Budowane latem 1939 roku w dolinie Panny jako część fortyfikacji Armii Poznań, niedokończone, w czasie działań wojennych nieprzydatne:

Michał Woźniak: Rozkaz dotyczący budowania bunkrów został wydany przez szefa Sztabu Generalnego dopiero 24 czerwca 1939 r. Trudno więc było w ciągu dwóch miesięcy wybudować pełne linie obrony. Dodatkową przeszkodą w szybkim budowaniu bunkrów było rozporządzenie, by przystępować do prac ziemnych dopiero po zebraniu plonów przez gospodarzy. W ten sposób chciano uniknąć konfliktu z właścicielami ziemskimi.

Dominik Robakowski: Jedyny pocisk spadł na mogileńskie bunkry już po zakończeniu działań zbrojnych. Niemcy, dokonując zapewne próby wytrzymałościowej, uszkodzili nieznacznie jeden z obiektów. Odsłonięto w ten sposób fragment żelaznego zbrojenia, które okazało się być wyjątkowo solidne.

Dzisiaj również ten odcinek Panny najlepiej odwiedzić w okresie między plonami.

„Rozrywki” i „przyjemności”. Sześćdziesiąt lat Domu Kultury w Strzelnie

Wydawca: Dom Kultury w Strzelnie.

Spis treści: Wstęp, 29.08-12.09.1990 „wystawa rzeźby malarstwa Jana Harasimowicza”, 26.07.2008 w „Gazecie Pomorskiej” artykuł Lato utrwalone ołówkiem, 01.10.1972 Klub Seniora i Kujawianka, 08.07.1979 „występy orkiestry podwórkowej DK Strzelno w parku w Myślęcinku”, 05.08.1965 w „Ilustrowanym Kurierze Polskim” artykuł Na tropie dobrej roboty, 16.01.2016 w jednodniówce „Nowy Horyzont. Hałas niszczy zdrowie” wspomnienia Władysława Janiszewskiego, 18.01.1960 Jan Ptaszyn Wróblewski w Mogilnie i Strzelnie, 25.11.1993 Air Force One (Bydgoszcz), Splin (Kruszwica), Do Widzenia i Zenon Krater (Strzelno) w sali Kina Kujawianka, 06.11.2018 „Koncert zaduszkowy w wykonaniu dzieci i młodzieży sekcji muzycznych MGOKiR w Strzelnie oraz zespołu Lux Vera”, 12.12.2006 Natalia Sylwestrzak i Agnieszka Twardowska u Benedykta XVI, 18.11.2000 Ewa Siekacz Po prostu, 10.08.1997 festyn promocyjny „Gazety Strzeleńskiej”, 13-14.11.2007 sesja naukowa „Albert Abraham Michelson noblista z Kujaw”, 18-19.11.1966 Irena Dziedzic w Mogilnie, Strzelnie i Trzemesznie, 14.01.2007 15. Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, 09.03.1992 ZABIJ na Dzień Kobiet, 28.02.1998 I Strzeleński Turniej o tytuł Szachowego Mistrza Miasta i Gminy Strzelno, 15.06.2002 zakończenie kolejnej edycji Piłkarskiej Ligi Szóstek, 31.08.2019 na Rynku w Strzelnie finał wakacyjnych zajęć dla dzieci i młodzieży „Po drugiej stronie okna”, 12-13.05.2007 IX Ogólnopolski Konkurs Modeli Kartonowych Kruszwica 2007, 01.06.1988 „Mydło wszystko umyje”, 30.04.1992 „Pamiętajcie! – konkurs trwa do końca kwietnia br.”, 15.01.1998 w Szkole Podstawowej w Stodołach wieczór kolęd i jasełka, 19.03.2005 I Gminna Prezentacja Stołów Wielkanocnych, 19.09.2020 warsztaty „Latawiec – DIY” i „Parada latawców”, 25.10.1983 „Fatamorgana na sumie”, 29.10.1971 „W imieniu Zespołu »Czarnych Beretów« – serdecznie dziękujemy za miłe przyjęcie!. Życzymy wspaniałych osiągnięć w rozwoju Kultury na terenie Strzelna”.

„W grudniu 1993 roku ówczesny Miejsko Gminny Ośrodek Kultury i Rekreacji zwrócił się do czytelników miesięcznika „Strzeleńskie To i Owo” z prośbą o rośliny doniczkowe, którymi zamierzano udekorować pomieszczenia ośrodka. Przypuszczalnie inicjatorzy zbiórki zamierzali uatrakcyjnić estetykę wnętrza budynku przy ulicy Sportowej. Być może jednak mieli na myśli pomieszczenia w okazałym budynku byłego Kina Kujawianka u zbiegu ulic Powstania Wielkopolskiego i dzisiejszej Gimnazjalnej”…

…ciąg dalszy na papierze, szczegóły: Dom Kultury przy ul. Gimnazjalnej 26.

„Nadgoplanin” Jakuba Cieślewicza

Dwudziestego sierpnia 1930 roku, niecały miesiąc po hucznie obchodzonym jubileuszu sześćdziesięciolecia pracy zawodowej, w wieku osiemdziesięciu czterech lat zmarł Jakub Cieślewicz. Strzelnianin, społecznik, lekarz całkowicie oddany sprawie człowieka (Takim Go zapamiętałam, Wieści ze Strzelna, 20.08.1990, jednodniówka, strona 3).

W rodzinnym mieście postać powszechnie znana i szanowana. A jego życiorys to praca, praca i jeszcze raz praca na rzecz społeczeństwa polskiego w zaborze pruskim. Podobno miał narzeczoną, w której był tak zakochany, że kiedy zmarła postanowił nie wiązać się z żadną inną kobietą. Podobno. O Cieślewiczu „w kapciach” wiadomo znacznie mniej, a niniejszy artykuł tego nie zmieni.

Historia zna niemało przypadków kojarzenia czasopisma sprzed lat tylko z tytułu albo zaledwie dwóch, trzech zachowanych egzemplarzy. Szczególnie wydawanego na prowincji, z reguły w budzącego politowanie nakładach, bez sąsiedztwa instytucji gromadzącej takie ślady ludzkiej działalności. Czytelnik egzemplarz nabył, przeczytał, a później być może zapragnął zachować, ale zabrakło kolekcjonerskiej konsekwencji albo zbiory pochłonęła jakaś zawierucha. Albo, co też wielce prawdopodobne, użył w piecu jako rozpałki lub spożytkował w miejscu, do którego król chodzi piechotą. Mógł też wykleić ścianę w mieszkaniu – kiedy kilka lat temu w jednej z kamienic przy Rynku usuwano wiekową szafę, oczom domowników ukazała się ściana pokryta egzemplarzami Strelnoer Kreisblatt z 1890 i 1910 roku.

Od listopada 1887 roku, dwa razy w tygodniu, z dodatkami Matka Chrześciańska (dwutygodnik) oraz Nasza Gazetka (miesięcznik dla najmłodszych), ukazywało się w Strzelnie czasopismo Nadgoplanin. […] jest polską gazetą katolicką, a powstał po to, aby szerzyć „oświatę pomiędzy bracią naszą i budzić ufność i wiarę w Boga” oraz by „mógł Wam radą służyć i stanąć w obronie tam, gdzie tego potrzeba wymagać będzie”. Ponadto miał bronić języka ojczystego, tej „naszej najdroższej spuścizny po przodkach naszych […], który jest nieocenionym darem tego Boga, który nas przecież nie na to na tej kuli ziemskiej osadził, żebyśmy przez innych wytępieni byli” („Nadgoplanin” – polskie czasopismo na Kujawach 1887-1891, Ziemia Kujawska, tom 17: 2004, strona 72).

Historia tego pisma to przede wszystkim ciągłe problemy finansowe i starania o pozyskanie większej liczby czytelników. Ciosem było usunięcie ze Strzelna przez władze pruskie w 1889 roku (za zaangażowanie się w redagowanie polskiej gazety) nauczyciela Piotra Palińskiego, pomysłodawcy i motoru napędzającego Nadgoplanina. W 1890 roku redakcyjny ster przejął ks. Antoni Kantecki, ale „pary” starczyło na rok – ostatni numer ukazał się w grudniu 1891 roku.

Pozostało źródło do dziejów Strzelna i powiatu strzelneńskiego (ówczesna nazwa – strzeliński), z którego nie tylko ja czerpię garściami. Dzięki Jakubowi Cieślewiczowi.

Roczniki Nadgoplanina oraz Matki Chrześciańskiej i Naszej Gazetki znajdują się w zbiorach biblioteki Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Dodatki są w jednej oprawie, a kartę tytułową zdobi ręczna adnotacja: Matka chrześciańska[,] Nasza gazetka[.] Dodatki do Nadgoplanina. Roczn. III, IV. V. I i II (źle oprawione)[.] Dr. J. Cieślewicz w Strzelnie (współpracownik).

Karta tytułowa oprawionych dodatków do „Nadgoplanina” (ze zbiorów Biblioteki Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk)

Wiadomo, że Cieślewicz był zaangażowany w wydawanie czasopisma. Przypuszczalnie napisał też artykuł Z kroniczki miasta Strzelna. . Część podpisana „JC.” (inicjały, kryptonimy czy pseudonimy to polsko-prasowa norma w ówczesnym czasie – Paliński po prostu został podkablowany) ukazała się w numerze Nadgoplanina z 08.03.1890 roku – na zachowanym w PTPN egzemplarzu są odręczne dopiski wyłapujące drukarskie literówki, a kształt pisma wskazuje na doktora Jakuba.

Fragment artykułu „Z kroniczki miasta Strzelna” , „Nadgoplanin”, numer z 08.03.1890 roku (ze zbiorów Biblioteki Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk)

A dlaczego PTPN? Od 1873 roku był członkiem zwyczajnym tegoż towarzystwa (Wydział Lekarski).

Kronika Katolickiej Szkoły Ludowej w Strzelnie

Na początek autopromocja: W ubiegłym roku kroniką zainteresował się Rafał Budny, który w porozumieniu z Iwoną Woźniak postanowił ją opracować. W związku z tym nawiązał kontakt z mającym swe korzenie w Strzelnie, a obecnie mieszkającym w Warszawie, Marianem Hanaszem, który doskonale zna język niemiecki. Tak zrodziła się ich współpraca. Pan Marian opracował część niemiecką, a Rafał Budny część polską „Kroniki szkolnej” (Magdalena Lachowicz, O kronice szkolnej Katolickiej Szkoły Ludowej, Pałuki i Ziemia Mogileńska, numer z 28.02.2013 roku, strona 21).

Współpraca z Marianem Hanaszem to przyjemność*, a spotkanie w strzelneńskiej bibliotece (luty 2013) zaliczam do moich bardziej udanych działań jako historyka.

„Kronika szkolna[:] a) Katolickiej Szkoły Ludowej w Strelnie z okresu 1878 r. do 1918 r. pod zaborem pruskim [,] b) 7-Klasowej Publicznej Szkoły Powszechnej w Strzelnie po wyzwoleniu: zapoczątkowana w styczniu 1919 roku. [dopisek autorstwa innej osoby:] Kończy się na ostatniej karcie rokiem 1933” (w zbiorach wspomnianej Iwony Woźniak), jak sam tytuł wskazuje, składa się z dwóch części. Tę międzywojenną wykorzystałem przy pisaniu artykułu „Z życia naszej szkoły”. Wydawać by się mogło, że udostępnienie całego tekstu w języku polskim to nic skomplikowanego, a jednak pomysł ugrzązł w sferze planów.

Zupełnie inaczej rzecz się ma z częścią napisaną po niemiecku, dokumentującą działalność Katolickiej Szkoły Ludowej. Od jesieni 2012 roku jeden egzemplarz tłumaczenia na język polski znajduje się w zbiorach Miejskiej Biblioteki Publicznej w Strzelnie. To robota pana Mariana.  

„Kronika szkolna Katolickiej Szkoły Ludowej w Strzelnie z okresu 1878 r. do 1918 r. pod zaborem pruskim[.] Opracował Marian Hanasz[.] Na prawach rękopisu[.] Wykonano w trzech egzemplarzach[.] Egzemplarz nr 1[.] Strzelno – Warszawa 2012” została podzielona na pięć rozdziałów. Marian Hanasz (Wprowadzenie): Całość jest pewnym obrazem drogi od tekstu pierwotnego do opracowania opartego na źródłach. Od zdjęć oryginału napisanego alfabetem gotyckim (Schul-Chronik der katholischen Schule zu Strelno Kreis Inowrazlaw (slajdy oryginalnego rękopisu)), poprzez przepisany tekst (Schul-Chronik der katholischen Schule zu Strelno Kreis Inowrazlaw (tekst niemiecki w alfabecie łacińskim)) i tłumaczenie (Kronika katolickiej szkoły w Strzelnie (przekład z języka niemieckiego)), aż po dwa teksty pana Mariana: pogrupowana tematycznie zawartość kroniki („Kronika katolickiej szkoły w Strzelnie. Notatki na marginesie”) oraz – oparty głównie na materiale zgromadzonym w Archiwum Państwowym w Inowrocławiu – artykuł o szkolnictwie w Strzelnie pod pruskimi rządami („Pruska szkoła w Strzelnie”)**. Nie zabrakło też Uwag do tekstu niemieckiego i Uwag do przekładu. Profesjonalizm w każdym calu.

Kronikę była prowadzona od 1878 roku. Zawarte w niej informacje dotyczące szkoły sięgają jednak aż 1797 roku, a pierwszy akapit został poświęcony pochodzeniu nazwy miasta Strzelno. Pierwszym kronikarzem był nauczyciel Piotr Stelmachowski.

Marian Hanasz: Wpisy w „Kronice” nie były sporządzane bieżąco, w miarę rozwoju wypadków (często brak sekwencji kalendarzowej). Widać też dość mechaniczne posługiwanie się narzuconym zapewne z góry formularzem, stosowanym jednak tylko w pewnych okresach (1890-1905, 1907). W innej części swoich Notatek zaznaczył, że nie ma informacji o programie nauczania. Zaledwie znajdujemy w niej wykazy kupowanych elementarzy, pierwszych książek do czytania i map. Parę razy trafiamy na wzmianki a to, że odbył się kurs rysunku, a to, że nauka klejenia z gliny. Dziewczęta uczyły się robótek ręcznych (Notatki, strona 221 i 222). Są za to szczegóły dotyczące rozbudowy bazy lokalowej czy dane dokumentujące nieustannie rosnącą liczbę uczniów oraz zarobki i sytuację rodzinną kadry nauczycielskiej. Dzięki zapisom z lat 1914-1918 wyłania się obraz Strzelna z czasów pierwszej wojny światowej, a zarazem… różne oblicza tego konfliktu zbrojnego – z jednej strony między innymi lista trzydziestu dwóch strzelnian, którzy zginęli na froncie (1915) i rosnące ceny żywności, a z drugiej informacja, że 10 maja b.r. [1917] jakiś lotnik lądował przymusowo w pobliżu Strzelna Klasztornego. Nauczyciele zaprowadzili [tam] nasze dzieci szkolne, żeby zobaczyły samolot. Jest o strajku szkolnym z 1906 roku i niemieckim Domu Stowarzyszeń. O tym, że w 1890 roku Teren szkoły jest w porządku; brakuje tylko kilku ustępów, a Podczas przerw każdorazowy dyżurny nauczyciel zajmuje dzieci grami sportowymi, o ile pozwala na to miejsce, że 1 maja [1911 roku] został zwolniony woźny Kalinowski. Na jego miejsce przyszedł szewc Orlikowski, który jednak pracował tylko 4 tygodnie, a po jego odejściu [przyszedł] robotnik Napieralski, a 1 lutego [1912 roku] nauczyciel Holly [miał] sześć tygodni urlopu z powodu choroby nerwowej. Że Od 17 marca do 3 maja b.r. [1909] szkoła była zamknięta z powodu szkarlatyny, a w 1893 roku odra w klasie VIIa i VIIb [wówczas klasa siódma była klasą najmłodszą, a pierwsza najstarszą], lecz szkoła nie została zamknięta. Że 14 czerwca [1887 roku] w lesie miradzkim […] kłusownik z Nowej Wsi […] zamordował leśniczego Neumanna, a trzy miesiące później skrócił sobie życie restaurator Kotochedoff [poprzednio: Koczedoff], podcinając sobie brzytwą żyły szyjne w lesie miradzkim niedaleko Tomaszewa. Do tego kroku, który unieszczęśliwił jego liczną rodzinę, przywiódł go brak pieniędzy i długi. Że w 1889 roku Z powodu zakłócenia modlitwy […] w synagodze […] dwaj uczniowie pierwszej klasy zostali ukarani dyscyplinarnie, a w latach kolejnych (zawsze w punkcie Ważne przypadki dyscyplinarne): 1891 – Adam Wikaryczuk i Józef Czarnecki [ukarani] z powodu kradzieży, a Ignacy Sadowski z powodu przygotowania kradzieży, 1892 – palenie papierosów Kopaczewski, […] kradzież – Jóźwiak i Michalak, 1893 – kradzież buraków cukrowych – Pankowski, palenie papierosów – Sipiński, 1894 – Jan Kostyński […] i Jan Silski […] za wybryk na ulicy; Adam Turajski, Jan Silski i Kasper Kryniak za kradzież w ogrodzie, 1895 – Zieliński i Sipiński […] kradzież owoców, Zieliński za nieprzyzwoite zachowanie, 1896 – Silski i Harłowski […] z powodu kradzieży lub podżegania […], 1897 – palenie papierosów i kradzież, 1898 – 6 chłopców ukarano za palenie papierosów i kradzieże, 1899 – 6 chłopców ukarano za palenie papierosów, uszkodzenia ciała i kradzieże, 1900 – 17 dzieci szkolnych ukarano za kradzież węgla na dworcu kolejowym, 1901 – 23 uczniów ukarano za kradzieże, 1902 – 24 uczniów […] za kradzieże i wybryki, 1903 – 14 [uczniów] ukarano za kradzież i wybryki, 1904 – 6 uczniów ukarano za kradzieże i wybryki.

* Marian Hanasz jest autorem książki Rodzina ze Strzelna. Szkice i opowieści. Polecam!

** W artykule Pruska szkoła w Strzelnie między innymi o podjętych w 1885 roku działaniach zmierzających do utworzenia prywatnej „szkoły rodzinnej dla chłopców” (strona 252), założeniu średniej i wyższej szkoły dla dziewcząt (strona 253) oraz o placówce nazwanej Miejską Wyższą Szkołą dla Chłopców i Dziewcząt w Strzelnie (od strony 255).

Multiekspozycja i spacer

Przez lata zajmowania się historią regionalną nabrałem przekonania, że ludzi z minionych wieków pozbawiamy „zwyczajności”. I wcale nie mam tu na myśli odległego średniowiecza. Życiorysy eksponują zaangażowanie, poświęcenie i mrówczą pracą od świtu do nocy na rzecz społeczeństwa, najczęściej ukoronowaną uznaniem współczesnych. Brak w nich natomiast ludzkich słabości, przywar oraz czynionych niegodziwości (charakterystyczne, że czystej krwi niegodziwcom też nie poświęcamy zbyt wiele czasu). Na ile jest to zamierzona niechęć do wyciągania takich faktów z mroku dziejów, a na ile brak materiału źródłowego, ponieważ zawsze lepiej pozostawić po sobie obraz znany z oficjalnych, pozowanych zdjęć (zapewne i my potomnym zostawimy najwięcej właśnie takich) – to już inna kwestia.

Przyznaję, w czasie kwerend źródłowych zawsze największą frajdę sprawia mi odnajdywanie śladów owej „zwyczajności”, dowodów że w XIX i pierwszej połowie XX wieku ludzie też byli… po prostu ludźmi: Człowiek w gruncie rzeczy spokojny i rzeczowy, jednakże o słabym charakterze, stojący pod wpływami żony, która jest materialistką […] (1932), […] w każdej szynkowni, gdzie tylko jakie pijackie grono się znajdzie z pewnością organistę zastać można, który tam rej wodzi w szkalowaniu księży […] (1889), 6 chłopców [uczniowie Katolickiej Szkoły Ludowej w Strzelnie] ukarano za palenie papierosów i kradzieże (1898).

Z okazji święta Milicji Obywatelskiej graliśmy w sąsiedniej wiosce sztukę pt. „Zaloty na kwaterze”. Akcja komedii wymagała, aby aktor, występujący w roli zakochanego żołnierza, rzucił butem w kolegę. Wszystko szło jak z płatka do momentu tego nieszczęsnego rzutu. Na skutek uniku aktora, but trafił w lampę naftową i rozbił ją na kawałki. Egipskie ciemności zapanowały na scenie, a zapach nafty rozchodził się po całej sali (1947). Brakuje też ogólnie pojętego humoru. Szczególnie na zdjęciach sprzed lat. Dlatego tyle radochy sprawiło mi poznanie wyluzowanych Zakrzewskich z Mirosławic (jedno ze zdjęć jest w albumie Wronowy i okolice na starej fotografii, Wronowy 2015). Dlatego też z udostępnionego przez Aleksandrę Łykowską zbioru fotografii bardzo szybko „wyłuskałem” multiekspozycję oraz spacer.

Zgaduję, że to bohater poprzedniej części Fotki sprzed lat – Bolesław Glanc…
…i jego żona (lub wówczas – przyszła żona)
Mikołaj Konkiewicz (konkiewicz.com, 1ly.pl): „To po prostu multiekspozycja, czyli kilkukrotne naświetlenie tego samego materiału światłoczułego. Pomiędzy ekspozycjami model zmieniał pozycje„. Zdjęcia wykonano w drugiej połowie lat trzydziestych lub czterdziestych XX wieku? W Strzelnie?
Bronisław Glanc, syn Marianny i Antoniego Glanców, brat między innymi Bolesława, wówczas był już członek Zgromadzenia Księży Misjonarzy Saletynów
Spacer – przełom lat dwudziestych i trzydziestych XX wieku? Bronisław pierwsze śluby zakonne złożył w październiku 1927, a wieczyste we wrześniu 1933 roku (https://saletyni.pl/2016/10/16/samarytanin-z-debowca/). Tu między innymi w towarzystwie uśmiechniętej, chyba lekko speszonej pani…
…a tu (przypuszczalnie) z Bolesławem Glancem
Uwagę w szczególności przykuwają owi dwaj panowie w tle- mistrzowie drugiego planu!

Sklep Bolesława Glanca

Aktywność handlową Bolesława Glanca pokrótce przybliżył na swoim blogu Marian Przybylski (https://strzelnomojemiasto.blogspot.com/2019/05/spacerkiem-po-strzelnie-cz-41-rynek-cz.html). Nie zamierzam szukać kolejnych informacji. Zadaniem cyklu Fotka sprzed lat jest skupienie się bardziej na miejscach, rzeczach czy sytuacjach, niż na ludziach. W związku z powyższym… w tej części zapraszam do wnętrza sklepu.

Zdjęcia pochodzą ze zbiorów Aleksandry Łykowskiej.

Klienta obsługuje Bolesław Glanc. Obok jego matka, Marianna Glanc
Zdjęcia zostały wykonane nie później niż na początku lat pięćdziesiątych XX wieku, ponieważ pan z papierosem w ustach to ojciec między innymi Bolesława oraz Stanisławy (stoi w środku), Antoni Glanc, który zmarł w lutym 1951 roku
Prawdopodobnie to zdjęcie zostało wykonane w tym samym sklepie (lada) i tego samego dnia (ubiór panny Stanisławy)
Strzelno, Rynek. Oto związana z Bolesławem Glancem posesja, której Marian Przybylski poświęcił jedną z części swojego cyklu „Spacerkiem po Strzelnie”. Przypuszczalnie lata trzydzieste lub druga połowa lat czterdziestych XX wieku
W zbiorze udostępnionym przez Aleksandrę Łykowską są też zdjęcia bohatera tej części „Fotki sprzed lat” na tle sklepów, które w żaden sposób nie pasują do kamienicy mieszczącej się przy Rynku 22. Przy założeniu, że zostały zrobione w Strzelnie: ta wyglądem pasuje do należącej do Hanaszów posesji przy ulicy Św. Ducha 2 (ale czy w witrynie sklepu widać odpicie kamienicy, w której dzisiaj mieści się Miejska Biblioteka Publiczna?)…
…a ta to Rynek 12

„Z życia naszej szkoły”, dokończenie

Deklamacje, nabożeństwa, bengalskie ognie…

Jak w części drugiej: cytaty bez podanego źródła – jednodniówka, fragmenty oznaczone znakiem „*” – „Kronika szkolna…”.

Część druga tutaj.

Rok szkolny 1932/1933 rozpoczął się 1 września a zakończył 14 czerwca. Wakacje Wielkiejnocy* to czas od 12 do 18 kwietnia. Dwa półrocza rozdzielały Ferje Bożego Narodzenia*, które trwały od 23 grudnia do 15 stycznia. A po feriach… coś, co pamiętają wszyscy, którym w dzieciństwie było dane doświadczyć śniegu dłużej niż przez dwie godziny w czasie całego sezonu. Maria Lewandowska (Nasz ostatni rok szkolny.): Przyszła zima i śnieg. Niejednej dziewczynce udało się wsypać śniegu chłopcom za kołnierz, – to prawda – lecz wiele płakało, bo chłopcy tarli śnieniem po twarzy.

Wiadomo już, że w omawianym czasie szkoła tętniła życiem. Ale harcerska szopka bożonarodzeniowa, założenie ogródka czy wydanie jednodniówki to nie wszystkie przejawy szkolnej aktywności 7-klasowej Publicznej Szkoły Powszechnej w Strzelnie. Zawarte w Z życia naszej szkoły oraz kronice informacje pozwalają na odtworzenie tak zwanego kalendarza wydarzeń i uroczystości szkolnych (w jednodniówce rolę kalendarium pełni artykuł Nasz ostatni rok szkolny.). Pobieżny przegląd ówczesnej prasy jednak pokazuje, że ów kalendarz nie jest kompletny. A może autor niniejszego artykułu ma zbyt wygórowane oczekiwania? Może odnaleziona w Dzienniku Bydgoskim z 09.06.1933 roku informacja: W II święto Zielonych Świątek odbyły się na boisku szkolnem przy 7-klasowej szkole powszechnej popisy harcerek i harcerzy, przeplatane śpiewem i różnemi grami. Całość wypadła sprawnie i mile ku wielkiej radości i zadowoleniu dość licznie zebranych rodziców dziatwy szkolnej., wychodziła poza zakres zarówno jednodniówki, jak i kroniki?

Dwudziestego czwartego września uczniowie uczestniczyli w żałobnej mszy świętej za porucznika Franciszka Żwirkę oraz inżyniera Stanisława Wigurę. Ponadto każda klasa miała pogadankę na temat ich zwycięstwa w zorganizowanych miesiąc wcześniej w Berlinie Międzynarodowych Zawodach Samolotów Turystycznych. Kilka dni później (28 września) kolejna msza święta, tym razem za zmarłą żonę prezydenta Polski, Michalinę Mościcką. W klasach wygłoszono referaty o życiu i działalności p. Prezydentowej*. Dziewiętnastego maja odbyło się spotkanie z biskupem Laubitzem, który wizytował szkołę: Dzieci zebrały się w kościele i odpowiadały na zadawane pytania; Lech. Gazeta Gnieźnieńska z 02.06.1933 roku: Dnia 19 bm. odprawił J. E. mszę pontyfikalną, a następnie odbyły się egzaminy z religji dzieci ze szkół w Strzelnie, Sławsku M., Młynach[,] Młynicach i Łąkiem. Prawdopodobnie społeczności szkolnej umożliwiono również udział w spowiedzi wielkanocnej, która odbyła się 25 marca, co zostało zapisane w kronice.

Uczniowie uczestniczyli w szeregu innych nabożeństw, między innymi na rozpoczęcie i zakończenie roku szkolnego, z okazji imienin Ignacego Mościckiego: 1.2. obchodziła szkoła uroczystość Imienin p. Prezydenta Rzeczypospolitej Ignacego Mościckiego. Dzień był wolny od nauki. Dzieci brały udział w nabożeństwie, poczem odbył się poranek szkolny ku czci dostojnego Solenizanta. Na poranek szkolny przybyli liczni goście z miasta i okolicy* oraz w nabożeństwie czterdziestogodzinnym: 27 i 28 lutego odbyło się 40-godz. Nabożeństwo. W tych dniach nauka trwała do godz. 930. Godzina adoracji dla szkoły odbyła się po południu od 5 do 6 godz.*.

Obchodzony w końcu października „Dzień Oszczędności” był finałem konkursu promującego prawidłowe gospodarowanie środkami finansowymi: „Dzień Oszczędności[”] przypadł w bież. roku na 29 października. W dniu tym urządzono w szkole uroczystość, na którą przybyli członkowie Miejscowej Rady Szkolnej, kierownicy miejscowych instytucyj finansowych oraz członkowie Komitetu „DniaOszczędności”. Program uroczystości składał się z okolicznościowych deklamacyj, śpiewu, referatu naucz. p. Kozłowskiego i wręczenia nagród w postaci książeczek oszczędnościowych 3 dzieciom za najlepsze wypracowanie p. t. „Jak mam oszczędzać?[”.] I nagroda wynosiła 5 zł (dar Banku Ludowego). II nagroda 3 zł, III nagroda – 2 zł (dar Komunalnej Kasy Oszczędności). Prócz tego Credit-Bank ofiarował 1 nagrodę w wysokości 3 zł dla ucznia oddziału z niemieckim językiem nauczania*. W artykule Marii Lewandowskiej widnieje data 31 października. Być może uczennica miała na myśli klasowy Dzień Oszczędności.

5. listopada było „Święto sadzenia drzewek”. Każda klasa wraz z gronem nauczycielskiem sadziła po jednym drzewku na dziedzińcu szkolnym. Świętowano na terenie szkolnym przy placu św. Wojciecha w Strzelnie. Przed budynkami szkolnemi […] posadzono drzewa ozdobne „crategus rubra”. Licząc od bramy w kierunku budynku II sadzili: I drzewo – M. Rada Szkolna, II drzewo – Grono Nauczycielskie, III drzewo – uczniowie klasy VII, IV drzewo – kl. VI a, V drzewo – kl. VI b, VI drzewo – kl. V a, VII drzewo – kl. V b*.

„Święto sadzenia drzew. 1. Burmistrz p. Stan. Radomski, przewodniczący M. Rady Szkl. 2. Kierownik szkoły Jan Dałkowski.”* (źródło: „Kronika szkolna…”)

Związek z przyrodą miało również „Święto lasu”. Trzydziestego pierwszego kwietnia uczniowie wszystkich klas udali się do lasu, a nadleśniczy odczytał nan ciekawy referat o pracy leśnika, prosił żeby nie łamać małych drzewek.

Miesiąc później społeczność szkolna ponownie zawitała w lesie, tym razem w celach czysto rekreacyjnych: 29 maja urządzono z okazji tygodnia Matki i Dziecka wycieczkę do lasu w Młynach. Podczas marszu jak [i] w lesie przygrywała orkiestra. W wycieczce oprócz wszystkich dzieci brała udział wielka ilość starszego społeczeństwa. W lesie zabawiały się dzieci w różne gry i zabawy, zostały obdarzone mlekiem, sznekam[i,] cukierkami, zeszytami, ołówkami i t. d. Powrót z l[a]su nastąpił wieczorem przy świetle lampionów i ogni bengalskich*; Lech. Gazeta Gnieźnieńska z 15.06.1933 roku: wycieczka została zorganizowana w celu uświetnienia „Dnia Dziecka”, a wzięło w niej udział ponad 800 dzieci szkolnych.

W czerwcu uczniowie odwiedzili Pakość i Toruń (po jednej wycieczce) oraz Gniezno i Kruszwicę (kolejno: dwie i trzy wycieczki). Dwudziestego drugiego grudnia zorganizowano „gwiazdkę”:

Dzieci poszczególnych klas kolejno zbierały się w 2 salach lekcyjnych, którem nadano charakter gwiazdkowy przez ozdobienie choinek ozdobami własnego wyrobu oraz zawieszenie odpowiednich ilustracyj i gałązek świerkowych. Przy żarzącej się choince śpiewały dzieci kolędy, deklamowały, poczem składano sobie życzenia i łamano się opłatkiem. Również w tym dniu urządziły gwiazdkę i obdarzyły biedne dzieci bielizną, odzieżą, jabłkami i pieczywem następujące związki:
Związek Pracy Obywatelskiej Kobiet obdarzył 150 dzieci
[…] Strzelecki oddział żeński […] 60 […]
Sodalicja Marjańska obdarzyła 40 […]*.  

„Gwiazdka dla biednych dzieci.”* (źródło: „Kronika szkolna…”)

Rok szkolny 1932/1933 nie mógł się obyć bez stałych, obecnych w kalendarzu szkolnym od roku 1919/1920 – rocznicy odzyskania niepodległości (w 1932 roku jeszcze nie święto narodowe) i Trzeciego Maja. Oczywiście w obu przypadkach nie zabrakło nabożeństw. W dniu 3 maja, jako w rocznicę wiekopomnej Konstytucji urządziliśmy poranek i pochód. Szkoła nasza podzielona na kółka i organizacje pięknie umundurowane lub przystrojone w odpowiednie oznaki czyniła na zebranej publiczności bardzo miłe wrażenie. Więcej szczegółów o udziale w uroczystościach Kółka Ligi Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej znalazło się w artykule Jak to w dniu Trzeciego Maja Kółko L.O.P.P. przypomniało wszystkim w potrzebie skrzydlatej floty.:

U nas jest kółko L. O. P. P. Opiekunem Kółka jest p. Igliński. Do L. O. P. P.’ u należy wiele dzieci. Składka miesięczna wynosi 5 groszy. Pieniądze zebrane ze składki w większej sumie wysyła się na budowę samolotów, które w razie wojny będą koniecznie potrzebne do bronienia granic
Na uroczystość 3 Maja zbudowaliśmy przy pomocy pana Iglińskiego olbrzymi samolot, Samolot ten jest jednopłatowcem. Na kadłubie jest napisane: Żwirko – Wigura R. W. D. 6. Zbudowaliśmy go na wzór samolotu zwycięzców rajdu europejskiego śp. por. Żwirki i inż. Wigury. Samolot nieśliśmy w pochodzie w dniu 3 Maja. Gdy wyszliśmy na ulice, gdzie powiał wiatr, śmigło zaczęło się obracać. A gdy się kręciło to wszyscy gapili się dziwowali i palcem wskazywali na samolot.
Nasz samolocik przypomniał niejednemu o grożącem niebezpieczeństwie ze strony nieprzyjaciół. Niektórzy może złożyli wtedy jakiś dar na skrzydlatą flotę.
Jednem słowem wzbudziliśmy wśród publiczności choć iskrę żywego zainteresowania dla L. O. P. P.’ u.

W kronice bardzo szczegółowo i obszernie została opisana uroczystość ku czci Józefa Piłsudskiego. Także w jednodniówce to wydarzenie wyróżniono zdjęciem stanowiącym ilustrację do artykułu Nasz ostatni rok szkolny.. Tak jakby starano się wykazać, że dla społeczności szkolnej był to jeden z najważniejszych, jeżeli nie najważniejszy dzień w roku. Nie sposób wytłumaczyć tego inaczej, jak tylko stwierdzeniem – efekt rządów sanacji.

Ilustracja do artykułu „Nasz ostatni rok szkolny.”

Wzorem lat ubiegłych świętowano w dniu imienin Pierwszego Marszałka Polski: Dnia 19 marca obchodzono bardzo uroczyście imieniny Pana Marszałka Piłsudskiego. O godz. 9 rano odbył się w szkole poranek szkolny przy udziale młodzieży szkolnej, nauczycielstwa[,] przedstawicieli władz i społeczeństwa. Program poranku był następujący: 1) Śpiew: Boże, którego (chór szkolny)[.] 2) Deklamacja: Naczelnikowi. (Klasa VII). 3) Deklamacja zbiorowa: Na imieniny Marszałka. (Klasa II b). 4) Śpiew: Bóg z tobą polski żołnierzu. (Chór szkolny). 5) Deklamacja: Przysięgamy. (Kl. IV b). 6) Deklamacja: Naczelnikowi. (Kl. IV b). 7) Śpiew: Krakowiak. (Chór szkl.). 8) Deklamacja zbiorowa: Myśmy Polski darmo nie dostali. (Kl. VI i VII). 9) Śpiew: Legiony. (Chór szkolny). 10) Referat nauczycielki p. Uhlówny. 11) Śpiew: Jeszcze Polska nie zginęła. (Chór szkolny).
O godz. 10 odbyło się nabożeństwo na intencję Marszałka Polski. W wieczornej akademji, urządzonej staraniem komitetu obchodu imienin Marszałka Polski, wystąpił również chór szkolny z 2 śpiewami*.

Zastanawiające, że w jednodniówce brakuje informacji zarówno o aktywności chóru szkolnego, który w roku szkolnym 1932/1933 uświetnił nie tylko obchody imienin Józefa Piłsudskiego, jak i o urządzeniu w marcu 1933 roku pracowni im. Fryderyka Chopina (nie zapomniano za to o pracowni historycznej, geograficznej i przyrodniczej). Czyżby muzyka nie była wówczas „w cenie”?

PS Członkowie 3. Szkolnej Drużyny Harcerskiej zrealizowali swój cel. Wacław Witkowski: Obóz się odbył. Namioty rozbiliśmy nad jeziorem, w lesie pod Suszewem. Co niedzielę (2) harcerze w szyku czwórkowym szli do kościoła na mszę, do Linówca. Komendantem był dh druż. podhm. „Sasanek” A. Kozłowski. Kucharzem T. Plewiński.

„Z życia naszej szkoły”, część druga

„Nie wszyscy jednak zdołali dotąd wyrozumować dlaczego to Kochani Rodzice zechcieli przyprowadzić Was, zapisać no i co najgorsze zgodzili się na to, że ciągnąć będziecie te wozy przez siedem lat”.

Część pierwsza tutaj.

Cytaty bez podanego źródła – jednodniówka. Fragmenty oznaczone znakiem „*” – „Kronika szkolna…”.

Pod koniec roku szkolnego wydała szkoła „Jednodniówkę” barwnie ilustrowaną*. Nie udało się ustalić, w jaki sposób wydawnictwo trafiło do rąk czytelników. Nie wiadomo czy prowadzono sprzedaż, czy może rozdawano je za darmo? Nakład również pozostaje tajemnicą.

Na trzydziestu numerowanych stronach w formacie 15 na 21 centymetrów zaprezentowano warunki lokalowe i zaplecze strzelneńskiej „siedmioklasówki” (na ten temat więcej w części pierwszej), działające w murach placówki koła zainteresowań oraz wybrane inicjatywy drużyn harcerskich w roku szkolnym 1932/1933. Łącznie do rąk czytelnika trafiło osiemnaście artykułów, z których część została wzbogacona ilustracjami i fotografiami. Całości dopełniło kilkanaście reklam, z których, jak wspominał Wacław Witkowski, Wiele złotówek wpłynęło do harcerskiej kasy, oraz zestaw dwudziestu sześciu sentencji / haseł propagandowych / powiedzeń, po jednym na stronie, najczęściej nawiązujących do treści danego artykułu (na przykład: Nauka to – potęgi klucz!, Brznszek i główka – szkolna wymówka., Ukochaj Twórcę Polski Niepodległej Marszałka Józefa Piłsudskiego.). Na stronie piętnastej opublikowano zdjęcie grającego na trąbce harcerza oraz fragment utworu Czuwaj! Wandy Kraszewskiej: Czuwaj to słowo jako stal / Dźwięczące jest i mocne! / Ma w sobie jasność cudnych fal, / Nie drga w nim smutek ani żal. / W czyn stali jest owocne.!.

Tytuł artykułu, autor, strona:
Do Rodziców!, Jan Dałkowski kierownik szkoły., 1-2.
Nauczyciele do swej dziatwy., brak autora, 3-4.
Nasza Szkoła, brak autora, 5-6.
Nasz ostatni rok szkolny., Lewandowska Marja uczennica kl. VII., 7-9.
W jaki sposób drużyna harcerek zdobywa pieniądze na kolonje., „Wiewiórka” 1. S. D. H. im. Królowej Jadwigi, 10-12.
Orzeł Gaduła prawi szopki o harcerskiej szopce., „Orzeł” z 3. S. D. H. im. St. Żółkiewskiego., 13-14.
Czego się Wojtuś nauczył w Kole Młodzieży Polskiego Czerwonego Krzyża., Zarząd Koła Młodzieży Polskiego Czerwonego Krzyża., 16-17.
Jak to w dniu Trzeciego Maja Kółko L.O.P.P. [Liga Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej] przypomniało wszystkim w potrzebie skrzydlatej floty., Burczyk Bernard – Okoński Franciszek uczniowie kl. VI. a., 18.
Jak pracujemy w Kółku Szkolnym Ligi Morskiej i Kolonjalnej., Bolesława Chełmińska uczennica kl. V. a, 19.
Kółko Misyjne., Bożena Kobusówna uczennica kl. V. a., 20.
Samorząd w klasie VI. a., Różnowiczówna Lubomiła sołtys kl. VI. a., 21.
Nasz sklepik szkolny., Reinholzówna Helena. uczennica kl. VII., 21.
Sprawozdanie z „Kółka Miłośników Radja”., Leszczyński Leon uczeń kl, VI,, 22.
Nasza pracownia geograficzna, Wiśniewska Kazimiera uczennica kl. VII., 23.
Pracownia przyrodnicza, B. K. kl. V. a., 24-25.
Pracownia historyczna., Marta Lewandowska uczennica klasy VI. a., 26.
Kółko historyczne., Prusówna kl. VI. a, 26.
Bibljoteka uczniowska., brak autora, 27.

Dodatkowe cztery strony to wydrukowana na takim samym papierze okładka. Tył zdobi ilustracja do artykułu o szopce harcerskiej. W kontekście tego, co działo się na świecie w latach 1939-1945, nieprzyjemne skojarzenia może przywoływać front jednodniówki. Ale zarzucanie jej twórcom nawiązania do nazizmu wydaje się niedorzecznością.

W okresie międzywojennym szkołom nie były obce inicjatywy prasowe, a wydawanie jednorazowych czasopism okolicznościowych, nie tylko szkolnych, to zjawisko powszechne. Wyróżnikiem podnoszącym atrakcyjność Z życia naszej szkoły jest kolor. W samym Strzelnie wcześniej nie ukazało się żadne barwnie ilustrowane czasopismo. Nie udała się natomiast inna sztuka. Cytując treść jednodniówki celowo nie ingerowano w oryginalną pisownię. Chodziło o zachowanie uroku języka polskiego sprzed stu lat oraz pokazanie, że nie tylko wydawany w międzywojennym Strzelnie Nadgoplanin stał – jak to zarzucono w 1929 roku redakcji tegoż dziennika – na wojennej stopie z ortografią i gramatyką polską (Ziemia Kujawska, tom 19: 2006, strona 60).

Jednodniówka została wydrukowana przez zakład Józefa Musiałkiewicza w Strzelnie. Redaktorem był Alojzy Kozłowski, nauczyciel i jednocześnie opiekun 3. Szkolnej Drużyny Harcerskiej działającej w „siedmioklasówce”. Wacław Witkowski zapamiętał, że to właśnie Alojzy Kozłowski był inicjatorem zorganizowania obozu letniego dla harcerzy i to on poinformował ich, że wydadzą jednodniówkę, a zebrane pieniądze zostaną przeznaczone na ten cel: Gdy już skompletowano materiał, który miał się znaleźć na stronicach broszury, nasz wspaniały drużynowy „Sasanek”, podharcmistrz A. Kozłowski udał się do drukarni p. Musiałkiewicza J., gdzie uzgodniono wszelkie warunki dotyczące szaty graficznej, jak i kosztów druku. Przydali się teraz chłopcy z harcerskiej drużyny. Otóż okazało się, że maszyna drukarska nie miała napędu mechanicznego tylko duże koło z korbą. Trzeba było 2-ch chłopców dość silnych, którzy kręcąc korbą duże koło napędowe, wprawiali w ruch drukarską maszynę. Najlepsi do tej czynności okazali się druhowie: zastępowy I. zastępu Orłów dh W. Witkowski oraz przodowy I. zastępu Orłów, Józef Turek. Chodziliśmy do drukarni kilka popołudni, bo wtedy byliśmy potrzebni. I to był nasz wkład przy wydaniu harcerskiej „Jednodniówki”.  

Środki finansowe na zorganizowanie obozu harcerskiego to niejedyny powód wydania Z życia naszej szkoły. Prawdopodobnie większe znaczenie miała zmieniająca się szkoła, na co wskazuje artykuł Jana Dałkowskiego: Minął czas kiedy szkoła odgraniczała się od domu rodzicielskiego, a rodzice z nieufnością odnosili się do niej. Staramy się o nawiązanie kontaktu z Wami, Szan Rodzice, przez konferencje rodzicielskie, wywiadowcze, lekcje pokazowe i różne imprezy. Nowym środkiem zapoznania mieszkańców naszego obwodu szkolnego z pracą nad młodzieżą szkolną jest niniejsza „Jednodniówka”. Uwzględniamy w niej przedewszystkiem stronę wychowawczą, ponieważ rodzice mało są poinformowani o tej dziedzinie pracy. Zasób wiadomości u dziecka da się łatwo stwierdzić, gdyż jest to wynik zewnętrzny pracy nauczyciela, jednakże trudniej jest stwierdzić pracę wychowawczą.

Być może wydawnictwo miało stać się magnesem przyciągającym do szkoły rodziców. Ich udział w zebraniach nie był liczny. Problem nie dotyczył tylko roku szkolnego 1932/1933: w listopadzie 1929 roku Wywiadówka wzbudziła duże zainteresowanie wśród rodziców. […] pytano się o 40% dzieci*, trzy lata później wielkie zainteresowanie wśród rodziców, którzy przybyli w 61,6%*, a w kwietniu 1933 roku Udział rodziców wynosił 59%*. Jan Dałkowski:

[…] bez współpracy rodziców ze szkołą nie będziemy mogli w zupełności osiągnąć naszego celu. Rodzice dotąd mało interesują się zagadnieniami wychowania, nauczania i opieki nad dziećmi. Ileż to czasu i pieniędzy traci się na różne zagadnienia nietyczące dzieci, a przecież dziecko to największy skarb rodziców, wobec niego mają rodzice liczne obowiązki, które z własnej woli przyjęli. Rodzice winni troskliwą opieką otoczyć wychowanie i naukę dzieci, żeby w przyszłości, gdy one dorosną, nie spotkali się z zarzutami braku odpowiedniej opieki w latach szklonych. W zrozumieniu tak postawionej sprawy powinien każdy obywatel interesować się dzieckiem, jako przyszłością narodu.
A zatem do pracy! Na naszych konferencjach rodzicielskich niech nikogo z Was, Szan. Rodzicie, nie zabraknie. a honorem dla każdego powinno być należenie do „Koła Opieki nad dziatwą szkolną”.
Wspólnie radźmy i pracujmy nad młodem pokoleniem w przeświadczeniu wielkiej misji wychowawczej, którą spełniamy na chwałę dla Boga i Ojczyzny.

Kierownikowi wtórowała Maria Lewandowska (Nasz ostatni rok szkolny.): W jedną niedzielę [kwietnia] po świętach odbyła się konferencja wywiadowcza, na którą winni przyjść wszyscy rodzice; przyszła zaledwie połowa.

Cały tekst Dałkowskiego jest utrzymany w tonie bogoojczyźnianym. Podobnie jak ciąg dalszy jednodniówki, choć już nie w takim natężeniu. Na więcej luzu pozwoliło sobie grono nauczycielskie (Nauczyciele do swej dziatwy.):

Wielu z Was zgodzi się na porównanie, że szkoła to wozownia z bardzo dużą ilością wozów akurat po jednym dla każdego. Nie wszyscy jednak zdołali dotąd wyrozumować dlaczego to Kochani Rodzice zechcieli przyprowadzić Was, zapisać no i co najgorsze zgodzili się na to, że ciągnąć będziecie te wozy przez siedem lat. Gdyby to jeszcze samochody, wytworne powozy, ostatecznie rowery – ale zwykłe czterokołowe woziska, które nie łatwo ruszyć z miejsca. A już resztę rozumu można stracić, pomnąc, kto na nich będzie siedział i kogo przez siedem lat będziecie ciągnęli, czy popychali. A oto na wóz wchodzi:
Poważna Religja, miljoner Polski, (bogaty… w słowa) ciężki jak kłoda Arytmetyk. Sympatyczniej, lecz tylko na pierwszy rzut oka wygląda reszta pasażerów. Śpiew – grajek. Gimnastyk – podbij piłka, Malarz pędzel, Łamipatyk. Fircyki obłudne! Z wyglądu zdawałoby się, że pomogą uczniowi, a przynajmniej uprzyjemnią trud, tymczasem są nielepsi od poprzednich. Jeden z nich zbuduje kwadratowe koło i cieszy się z wynalazku. Mało tego! Zakłada je na oś wozu, by doświadczyć na skórze ucznia, czy takie nie byłoby lepsze. Doskonałość tego odczuwa zaraz drugi pasażer i wrzeszczy by jechaś „piano” bo turkot zagłusza jego trele. Trzeci przy postawieniu przekątni utknął nosem w farbach i również złość wylewa na uczniu. Kto tu ponosi winę? Ci na wozie nie przyznają się – uczeń cierpi!
Chyba żaden żebrak na świecie nie ma tak licznej rodziny jak to towarzystwo. Co roku przyznają, się do kogoś po drodze zaczepiają, wmawiają pokrewieństwo i pakują się na wóz!
Biedny uczeń ociera pot rękawem i sarka na nowego pasażera. Poznaje kolejno ciotkę „Gramatykę”, wujaszka co się „Cyrkiel” zwie, siostrzenicę „Dyktę” i starą niańkę „Gamę” Po co wszystkich wymieniać, kiedy każdemu są znane z dnia powszedniego. Jedno jest chyba pewne: Nie rodzina to żadna, a obieżyświaty zebrane dla udręki ucznia.
Za lepszych czasów, kiedy nie było dróg, a las pokrywał przestrzenie nie znało się to bractwo. Dziś drożynami i ścieżkami po wiekowych tułaczkach odnajdują się, gromadzą i stają przed siedmioletnim dzieckiem i mówią mu: Zabierz mnie na wóz mnie i mnie! Ciągnij i pchaj! Dlaczego? Po co? Wszystkie, jak Was jest 850 krzyczycie: Nie chcemy ich znać!
Czy słusznie? – Tu my powiemy: Mylicie się! Prawdy co od wieków istnieją, prawdy, na których opierali swe życie duchowe nasi ojcowie, prawdy, które wschodzą za naszego życia i z nami rosną musimy poznać.
Musiemy umieć żyć! Współżyć!
Ten nakaz nie wydajemy my, uczący lecz wydaje przeszłość Polski i żąda wypełnienia poprzez dobro Ojczyzny dla Waszego dobra.

Dalej bywa różnie. Z części przygotowanych przez dziatwę szkolną artykułów bije ów luz, inne są bardziej oficjalne i propagandowe. Przypuszczalnie powodem takiego stanu rzeczy były umiejętności młodych redaktorów – im większe trudności w pisaniu, tym większy wkład dorosłych. Znaczenie mogły mieć także zróżnicowane zapędy redaktorskie osób kompletujących materiał do wydawnictwa. Bo niemożliwością jest, żeby przygotowane przez uczniów / harcerzy teksty nie przeszły przez sito nauczycielskiej cenzury.

Orzeł Gaduła prawi szopki o harcerskiej szopce.:
Właśnie zbliżały się święta Bożego Narodzenia, więc uradziliśmy na Radzie Drużyny, że urządzimy „szopkę”. – Ale skąd wziąć materjał na tę wspaniałą budowę? Wtedy kasa drużyny pokazała co może. Wnet też wyrosła przed nami góra desek, lśniących papierów, farb i gwoździ. Trzeba nam było budowniczego, któryby nam rysunek zrobił. Zlitował się nad nami sam druh drużynowy i rysunek wykonał. Poheblowaliśmy deski w trzy dni, a tak żeśmy się namęczyli, że na dłoniach dostaliśmy odciski, a mięśnie nam się wyrobiły jak banie. Druhowi przybocznemu rękaw pękł! – Ale to nic, bo my szyć umiemy więc z dziury nie pozostało śladu. Nastąpiło zbijanie poszczególnych części. Ileż to razy się zdarzyło, że zamiast gwoździa przybijaliśmy własny palec aż dziurę w desce wydusił. Musieliśmy go potem wszelkiemi siłami wyciągać. Tego pewnie nikt nie uwierzy, ale też o to się nie ubiegam. W jedno południe stanęła przed nami szopka, a nas patrzących na tę biedotę aż coś za serce chwyciło. Cała była naga, bez żadnej odzieży, bez żadnych ozdób. Terasz więc przystąpiliśmy do najtrudniejszej pracy tej imprezy to jest do malowania i ozdobienia naszego teatrzyku. Tutaj też (nie chwaląc się) wykazałem swoje zdolności malarskie i zdobnicze. Na, ale i ta praca przeszła przez nasze ręce i stopiła się jak płatek śniegu na dłoni. Gdyśmy już wszystko przy szopce skończyli odeszliśmy kilka kroków i aż oniemieliśmy z podziwu. Zaraz też trzykrotne „hura” huknęło w szyby aż zadzwoniły! Staliśmy olśnieni i już liczyliśmy ile to zarobku będziemy mieli z przedstawienia. Wtem jak dzwon pogrzebowy „Stary Jeleń” wydzwonił: Ciekawym kto będzie odgrywał przedstawienie skoro aktorów ani widu ani, słychu? Nam włosy dęba stanęły na głowach, a serca waliły, jakby chciały piersi porozbijać! Ktoś cichaczem szepnął, że może druchny z Drużyny Królowej Jadwigi kukiełki nam zrobią, bo my do tego mamy za grube palce. Dalej więc do druchen z prośbą. Cisnęło się nam pytanie czy odmówią czy też zlitują się nad nami? Jakoś zlitowały się i przyrzekły dla nas to uczynić.
Prosiły tylko o materjały. Pełni radości pytamy się czego im trzeba? Czy desek? Na to się rozsrożyły jak indyki i chciały nas wyrzucić za drzwi. Ale po długich tłumaczeniach zgodziły się z nami a my dostarczyliśmy im różnokolorowego płótna i kolorowych nici. Jednak nie mogły sobie dać rady i musieliśmy wyrzeźbić z gipsu głowy aktorów. Kilka dni nad tem pracowały a potem zleciały się te „Sarenki”, „Jaskółki” i „Wiewiórki” do druchny przybocznej i razem, z wielką paradą, przyszły do nas oddać swe prace. Odbyło się tedy uroczyste wręczenie aktorów. Był okrutny Heród z koroną aż na nos wciągniętą, był pocieszny djabełek z wełnianym ogonkiem, poczciwe pastuszki w parcianych kapotkach i śliczny aniołek z cieniutkiemi skrzydełkami. Jak się później okazało, aniołek miał głupie przyzwyczajenie i zazwyczaj wchodził tyłem (zupełnie jak rak) na scenę. Druchny upomniały się o zapłatę, a my wspaniałomyślnie oświadczyliśmy, że mogą sobie przychodzić na każde przedstawienie zupełnie darmo! Takich przedstawień urządziliśmy kilka i zebraliśmy kilkadziesiąt złotych.
Naszą „szopką” pokazaliśmy ludziom, że harcerze to niebyle kto, bo oni umieją wywołać śmiech i zadowolenie u widzów. Umieją łączyć wesołe z pożytecznem.

„Szopka.”* (źródło: “Kronika szkolna…”). Wacław Witkowski: „Drugi sposób zdobycia pieniędzy na sfinansowanie obozu to urządzenie przez drużynę szopki Bożonarodzeniowej”

Studiując zawartość Z życia naszej szkoły można pokusić się o zaprezentowanie zasadniczych celów polskiej edukacji w dwudziestoleciu międzywojennym. Ramy ideowe tworzyło hasło „Bóg i Ojczyzna”. Duży nacisk kładziono na znajomość zasad współżycia społecznego. Uczono przede wszystkim samodzielności, samorządności, poszanowania pracy i rzemiosła i zarabiania pieniędzy. Promowano higienę osobistą oraz czytelnictwo:

W jaki sposób drużyna harcerek zdobywa pieniądze na kolonje.:
– A w kwietniu znów pomyślały harcerki o nowym sposobie zdobycia pieniędzy. – Już mam krzyczy „Sarenka” – urządźmy sklepik szkolny z szneczkami i bułeczkami.
– Komu je sprzedasz?
– A dzieciom, w czasie przerw!
Po krótkim namyśle wysłano dwie delegatki do piekarza. Po powrocie zdały sprawozdanie z wizyty. I tak od 3 kwietnia sprzedaje się u nas bułki i szneczki. Przeciętny zarobek dzienny wynosi 58 groszy. Po stwierdzeniu kasy w dniu 29. kwietnia zysk u sprzedaży szneczek wynosił 9,49 zł.

Samorząd w klasie VI. a.:
W naszej szkole uczymy się nietylko pisać, czytać, rachować i śpiewać, lecz przedewstkiem uczymy się żyć. Życie zmusza ludzi do wspólnej pracy – do współżycia. Chcemy być dobrymi obywatelami społeczeństwa i rozpoczynamy współpracować już w szkole – wszystkie te sprawy załatwiamy przez „samorząd”. Wybraliśmy sobie sołtysa i jego zastępcę. Do pomocy dodaliśmy mu sekretarza i skarbnika. Osobno wybraliśmy sąd honorowy. Prócz tego jest w klasie komisja porządkowa. Co miesiąc mamy zebranie sejmiku, prowadzi je sołtys. W programie są sprawozdania i wnioski sołtysa, skarbniczki lub przewodniczącego komisji porządkowej. Na naszych zebraniach wygłaszamy referaty, wiersze i przygotujemy często niespodzianki. Na każdem zebraniu przejawia się dążenie do doskonalenia się klasy. do wyzbywania się wszystkich niedobrych przyzwyczajeń, Cała klasa bierze odpowiedzialność za jednego, a jeden za wszystkich.

Nasz sklepik szkolny.:
Żadnego roku nie miały dzieci szkolne takiej wygody z zaopatrywaniem się w artykuły szkolne jak w roku 1933 Bowiem w tym roku został założony przy naszej szkole „Sklepik szkolny”. – Nie wystarczy jednak napisać – „Sklepik”, ale trzeba zaznaczyć co się na ten sklepik składa.
Nam, dzieciom szkolnem trzeba wszelkich przyborów szkolnych. A te można w „Sklepiku” kupić w najlepszym gatunku, po najniższych cenach. Sklepikiem zarządza p. Buchwald, a wybrane uczennice Reinholzówna i Świątkowska sprzedawają towary w czasie najdłuższych przerw, które trwają aż 20 minut. Mieliśmy także zebranie sklepikowe, na którem została wybrana prezeska – Reinholzówna i sekretarka Małolepsza. Prezeska prowadzi książkę kasową, w której zapisuje dzienny stan kasy. Przy końcu miesiąca następuje obliczenie.
Sklepik nasz jest spółdzielnią i każde dziecko może nabyć za 1 zł udział czyli akcję.

Bibljoteka uczniowska.:
Czy wiecie, że nasza bibljoteka uczniowska zawiera 449 dzieła? Korzysta z niej 304 dzieci. Ilość wypożyczeń wynosiła w kl.: VII. 187, w kl. VI. a. aż 1521, w kl. VI. b. 239, w V. a. 864 w kl. V. b. 267, w kl. IV. a. 220. w kl. IV. b. 180, w kl. IV. c. 7, w kl. III. a. 344. w kl. III. b. 1203, w kl. III. c. 195, kl. II. 195.
Dzieci dokształcają się wypożyczając i czytając książki – A koniecznie trzeba czytać i to nie raz, ale często, nieustannie. Lektura kształci znakomicie umysł, rozwija inteligencję i dostarcza w łatwy sposób mnóstwa wiadomości, których niepodobno objąć nauką szkolną.
W bibliotece naszej może każde dziecko znaleść książkę, taką, jaka budzi jego zainteresowanie. Są książki o treści geograficznej, historycznej. przyrodniczej, o wynalazkach z dziedziny radja i samolotów, o podróżach i przygodach, powieści i powiastki
Chętnie korzystajy dzieci z tych skarbów wiedzy, jakie daje książka. Dzieci starsze czytały z upodobaniem książki o następujących tytułach. „W pustyni i puszczy”, Trylogja Sienkiewicza,,. „Młodsze lubią”,. „Zaklęty młyn”, „Bitwa pod Raszynem”. „Razem młodzi przyjaciele”, a nasze najmłodsze: „Kot w butach „Tomcio Paluch i i.
Czytajcie dalej tak pilnie, zawierajcie przyjaźń z książką. […].

Przytoczone dane biblioteczne dają obraz popularności czytelnictwa w roku szkolnym 1932/1933. Przy założeniu, że przez cały rok liczba uczniów nie uległa zmianie, a „nowicjuszami” określano uczniów nieujętej w sprawozdaniu klasy pierwszej, to kontakt z książką z biblioteki miało niecałe 43% dziatwy szkolnej. W poszczególnych klasach zainteresowanie książką było różne, jednak statystycznie rzecz ujmując, każda z osób korzystających ze zbioru w ciągu roku wypożyczyła osiemnaście książek. Na dzisiejsze standardy czytelnicze jest to niebotyczny wynik. Oczywiście należy przyjąć, że książki zostały wykorzystane zgodnie z przeznaczeniem. Bo przecież z doświadczenia wiadomo, że „wypożyczone” nie zawsze znaczy „przeczytane”.

Rok szkolny 1932/1933 rozpoczął się 1 września a zakończył 14 czerwca. Dwudziestego czwartego września uczniowie modlili się za Franciszka Żwirkę oraz Stanisława Wigurę, a kilka dni później za żonę prezydenta Ignacego Mościckiego. W październiku…

Dokończenie tutaj.

„Z życia naszej szkoły”, część pierwsza

Strzelneńska „siedmioklasówka” w roku szkolnym 1932/1933.

Jednodniówkę Z życia naszej szkoły z mroków historii wyciągnął Wacław Witkowski ze Strzelna. Stało się to w czasie jednej z naszych rozmów penetrujących dzieje Strzelna, przede wszystkim międzywojennego. Osobiście zdobył egzemplarz jednodniówki, który uchował się u jednego z jego znajomych. A już wówczas, na początku XXI wieku, był to znaczący gest, ponieważ pan Wacław urodził się w 1919 roku.

Nie potrafię powiedzieć gdzie dzisiaj się znajduje ów egzemplarz. Wrócił do właściciela, który niebawem zmarł, a jego zbiory w ciągu kilku kolejnych lat stopniały do niewyobrażalnie banalnych rozmiarów. Jednodniówki nie mam w formie zeskanowanych plików. Zachowałem jedynie kilka stron kolorowego wydruku oraz kserokopię. Mam też pisemną relację Wacława Witkowskiego z 2003 roku. Wystarczy, żeby kolejny raz napisać o tej inicjatywie i spróbować poprawić samego siebie (Wieści ze Strzelna, 2003, nr 65; Ziemia Kujawska, tom 19: 2006; Strzelno romańskie, kujawskie, europejskie. Przewodnik nie tylko dla turystów, Strzelno 2008), a przy okazji wrócić do grzebania w historii regionu. „Kronika szkolna[:] a) Katolickiej Szkoły Ludowej w Strelnie z okresu 1878 do 1918 pod pruskim zaborem[,] b) 7-Klasowej Publicznej Szkoły Powszechnej w Strzelnie po wyzwoleniu: zapoczątkowana w styczniu 1919 roku. [dopisek autorstwa innej osoby:] Kończy się na ostatniej karcie rokiem 1933” (w zbiorach Iwony Woźniak) pozwoliła bardziej szczegółowo przedstawić życie strzelneńskiej szkoły w pierwszej połowie lat trzydziestych XX wieku.

Siedmioklasowa publiczna szkoła powszechna to odpowiednik współczesnej podstawówki. W omawianym okresie placówka w Strzelnie mieściła się w trzech budynkach. Dwa stały przy placu św. Wojciecha. W kronice większy z nich określano mianem „I”, a mniejszy – „II”. Przy ówczesnej ulicy Szerokiej znajdował się budynek „III”. Dzisiaj swoją siedzibę ma tam Szkoła Podstawowa z Oddziałami Dwujęzycznymi im. Jana Dałkowskiego.

Budynki przy placu św. Wojciecha (źródło: „Z życia naszej szkoły”)
Budynek przy ul. Szerokiej, jeszcze bez prawego skrzydła z wieżyczką, dobudowanego krótko przed wybuchem drugiej wojny światowej (źródło: „Z życia naszej szkoły”)

Przy placu św. Wojciecha mieściło się łącznie dziewięć klas, z czego w „II” – trzy. Kierownik szkoły Jan Dałkowski urzędował w budynku „I”. Kolejne sale lekcyjne, w tym pracownia robót ręcznych, były przy ulicy Szerokiej. Na piętrze było mieszkanie Dałkowskiego. W tym budynku siedzibę miała też Publiczna Szkoła Dokształcająca Zawodowa. Zajęcia zaczynały się w godzinach popołudniowych, wcześniej uczniowie praktykowali u „majstrów”. Tak oto swoją szkołę opisał Wacław Witkowski. Więcej na ten temat – w jednodniówce i kronice (cytaty z kroniki są oznaczone znakiem „*”, pozostałe pochodzą z jednodniówki).

Sala historyczna nosiła imię Bolesława Chrobrego: Ściany pracowni są ozdobione rozmaitemi godłami, herbami, obrazami, przysłowiami, tablicą wieków, tablicą nowin i t. d. Jest tu dużo map historycznych, „Ilustracja Szkolna” i bibljoteka historyczna. W sali muzycznej imienia Fryderyka Chopina stała gipsowa figura artysty, były również wizerunki Stanisława Moniuszki i Ignacego Paderewskiego. Klasa geograficzna to między innymi pomoce naukowe np. piachownice, mapy, wiatromierz i inne. […] również prace uczniów np. samolocik wiszący u pułapu, mapa Polski z dykty, na której jest uwzględnione ukształtowanie Polski. W bardzo „czarownym” miejscu odbywały się lekcje przyrody: Mamy wypchaną wiewiórkę, mamy wilgę, przepiórkę jastrzębia i wiele innych ptaków. Od kilku ptaków są tylko skrzydła, głowy lub pióra. Uwagę naszą zwracają poteżne kości z głowy konia, oraz rogi i nóżki od sarny. Na stole stoi akwarjum, w którem obserwujemy życie ryb. Przypatrujemy się ciekawie zatrutym owadom i motylom, które znajdują się w szafkach za szkłem. Duży stojak jest zapełniony kwiatami w doniczkach. […] W szafie są tablice kor jałowca i innych drzew. Stoją tam rzędem małe słoiki z różnemi solami Na deseczkach przy ścianie wisi terrarjum, gdzie żyje jaszczurka. W narożniku są półki, na których znajdują się obrazy przyrodnicze. Między obrazami znajduje się nasz zielnik. Poza tym biblioteka, świetlica, ogródek oraz sklepik szkolny. Jedna z klas w budynku „II” pełniła rolę harcówki, ponieważ w szkole funkcjonowała żeńska 1. Szkolna Drużyna Harcerska im. Królowej Jadwigi oraz męska 3. Szkolna Drużyna Harcerska imienia St. Żółkiewskiego, do której należał Wacław Witkowski. Klasy były ogrzewane piecami kaflowymi, a w czasie mroźnego stycznia 1933 roku wstawiono do nich piecyki żelazne. Boisko szkolne graniczyło z dzisiejszą ul. Ogrodową. Gdzieś w pobliżu musiały się znajdować ubikacje.

Boisko szkolne (ze zbiorów Wacława Witkowskiego)

Pracownie do zajęć z historii, geografii i przyrody zostały urządzone na początku roku szkolnego 1932/1933, a do muzyki – w marcu 1933 roku. Wiosną tegoż roku placówka dorobiła się własnego ogródka: Na początku kwietnia założono ogródek szkolny przy ul. Szerokiej. Kierownik szkoły odstąpił część swego ogrodu i przeznaczył na ogródek szkolny, który okolony jest morwą i podzielony na 4 działki, działka na warzywa, kwiaty, zioła lecznicze i hodowlę dziczków*. O tym, jak również o otwartym w lutym 1933 roku sklepiku szkolnym można przeczytać w jednodniówce. Wzmianki nie ma natomiast o założonej w grudniu 1932 roku świetlicy, w której popołudniami około 70 dzieci odrabia swoje prace na lekcje pod okiem dyżurującego nauczyciela*. Przypuszczalnie świetlica wypełniła lukę po odnotowanym w kronice „pozaszkolu”. Twór ten powstał z myślą o uczniach, które w domu nie mają odpowiednich warunków do odrabiania lekcyj*. Funkcjonował w styczniu i lutym 1932 roku. Zajęcia dla ponad czterdziestu osób odbywały się od poniedziałku do soboty, w godzinach 15:00-17:00. Dziećmi codziennie opiekowały się dwie panie ze Związku Pracy Obywatelskiej, organizacji, która stworzyła „pozaszkole”.

W jednodniówce nie ma też słowa o dożywianiu„biednych dzieci” , choć w strzelneńskiej „siedmoklasówce” było prowadzone – sezonowo – od 1929 roku. Czyżby aktywność szkoły na tym polu nie była warta odnotowania albo wręcz nie należało się chwalić czymś takim jak dożywianie czy świetlica?

W okresie przerwy letniej poprzedzającej wspomniany rok szkolny w placówce wykonano szereg prac. Zakres robót był zbliżony do tych, jakie wykonano w 1930 roku: Podczas wakacyj odrestaurowano szkołę na zewnątrz i wewnątrz. Na zewnątrz główny budynek szkolny otynkowano i opryskano, a wewnątrz pomalowano klasy; poraz pierwszy pomalowano lamperje olejno. Przed szkołą zniwelowano teren, wybudowano chodnik i parkan podług rysunku architekta p. Wróblewskiego z Inowrocławia. Również zniwelowano teren pomiędzy budynkiem szkolnym a klozetami*. Znaczenie musiała mieć owa farba, ponieważ dwa lata później odnotowano kolejne nowe lamperie olejne: Podczas wakacyj letnich 1932 r. przeprowadzono gruntowny remont budynku II. Zdjęto wystający gzyms, który groził zapadnięciem, budynek otynkowano i jego wygląd na zewnątrz przystosowano do budynku I. Od strony podwórza usunięto drewniane schody i wybudowano schody cementowe. Położono chodnik cementowy od budynku I do II. Wewnątrz odmalowano klasy, korytarz, okna i drzwi. Lamperje poraz pierwszy pomalowano olejno. Wieszaki do garderoby w budynkach I i II usunięto z klas i umieszczono na korytarzach*. W budynku „III” wieszaki z klas na korytarz przeniesiono w styczniu 1932 roku. To wymusiło kolejną zmianę: Łącznie z tą inowacją zamyka się podczas nauki drzwi frontowe, przy których umieszczono dzwonek elektryczny, prowadzący do klasy. Równocześnie zlikwidowano ręczny dzwonek, oznajmujący początek i koniec nauki, a zaprowadzono dzwonek elektryczny*. O nowych pracowniach zostało już wspomniane.

W tak przygotowanej szkole we wrześniu 1932 roku naukę rozpoczęło 861 uczniów, wśród których odnotowano 143 nowicjuszy*. W porównaniu z rokiem szkolnym 1931/1932 ich liczba wzrosła o 168 osób. Tendencja wzrostowa była normą w tamtym okresie, jednak zamieszczone w kronice dane za lata 1927-1932 pokazują, że początek roku szkolnego 1932/1933 był rekordowy pod tym względem. W kronice uczniów podzielono na osiemnaście klas. W jednodniówce jest ich dwanaście (brakuje owych „nowicjuszy”): jedna VII i II, po dwie VI i V oraz trzy IV i III. W szkole było wówczas szesnaście etatów nauczycielskich: Siedzą od lewej strony: pp. Fiebiżanka, Haniszówna, Witczakówna, Kamińska, Zellmer i Uhlówna. Stoją od lewej strony: pp. Szczepański, Buchwald, Igliński, Kozłowski, Ruszkiewicz, Klemiński, Zawadzki, Sikorzyński, Grząbka, Osiński. W środku pan kierownik Dałkowski. Kserokopia zdjęcia zamieszczonego w jednodniówce jest marnej jakości. Zainteresowani niech zajrzą do albumu Ludzie Strzelna na starej fotografii (Kazimierz Chudziński, Strzelno 2008, strona 72). Nie należy się jednak sugerować podpisem: Zespół nauczycielski Szkoły Powszechnej nr 1 w Strzelnie w latach 1926-1939, ponieważ pod względem zmian kadrowych międzywojenne grono nauczycielskie strzelneńskiej „siedmioklasówki” można określić jako „dość dynamiczne”.

Grono nauczycielskie w roku szkolnym 1931/1932. Zdjęcie wykonano w „w kancelarii kierownika szkoły”*. Od lewej stoją: Wolsztyniakówna, Bylicka, Kamińska, Buchwald, Klemiński, Igliński, Osiński, Uhlówna, Kozłowski; siedzą: Fiebiżanka, kierownik szkoły Jan Dałkowski, Pietrzyńska, Zellmer, Haniszówna; brakuje Sikorzyńskiego (źródło: „Kronika szkolna…”)
„Na końcu marca [1933 roku] zaprowadzono jednolite fartuszki dla nauczycielek”* (źródło: „Kronika szkolna…”)

Podobnie rzecz się ma z zamieszczonym w jednodniówce zdjęciem klasy VII: od góry z lewej Prusak Stefan, Kuliński Kazimierz, Turek Józef, Wilczyński Walerjan, Białęcki Edmund, Świst Tadeusz, Leszczyńska Helena, Mrówczyńska Aleksandra, Słowińska Stanisław[a], Reinholzówna Helena, Łapczanka Kazimiera Małolepsza, Teresa, Świątkowska Łucja, Witkowski Wacław, Nowakówna Marja, Lewandowska Mar.a, Tarkowska Genowefa, Wiśniewska Kazimiera, Jasiński Kazimierz, Posłuszny. wśród dzieci siedzą: pan kierownik Dałkowski i pan nauczyciel Zawadzki. Być może (w znacznie lepszej jakości) zostało już wcześniej opublikowane albo ktoś posiada je w swoich zbiorach prywatnych.

Klasa VII w roku szkolnym 1932/1933 (źródło: „Z życia naszej szkoły”)

Minął czas kiedy szkoła odgraniczała się od domu rodzicielskiego, a rodzice z nieufnością odnosili się do niej. Staramy się o nawiązanie kontaktu z Wami, Szan Rodzice, przez konferencje rodzicielskie, wywiadowcze, lekcje pokazowe i różne imprezy. Nowym środkiem zapoznania mieszkańców naszego obwodu szkolnego z pracą nad młodzieżą szkolną jest niniejsza „Jednodniówka”. To już Jan Dałkowski w artykule Do Rodziców!. Ale czy to jedyny powód wydania Z życia naszej szkoły?

Część druga tutaj.

Kalendarium strzelneńskie#2

18.01.1960 Zespół jazzowy znanego saksofonisty Jana Ptaszyna-Wróblewskiego z Poznania wystąpił z koncertami w Mogilnie i Strzelnie, przyjętymi z dużym zainteresowaniem przez młodzież (Stanisław Kaszyński, Kronika 15 lat działalności Powiatowego Domu Kultury w Mogilnie (1954 – 1969), Mogilno 1969, strona 14).

12-13.12.1964 Popularny piosenkarz Mieczysław Fogg gościł na spotkaniach w Mogilnie, Strzelnie, Trzemesznie i Orchowie (Stanisław Kaszyński, Kronika…, strona 20).

02.07.1967 Na specjalnej imprezie w Przyjezierzu wystąpił Chór Chłopięcy i Męski „Poznańskie Słowiki” pod dyr. Stefana Stuligrosza (Stanisław Kaszyński, Kronika…, strona 25).

Kalendarium strzelneńskie.