AVE w “Bunkrze”

Najmniejszy koncert świata #3: AVE
28.04.2018, Studio Bunkier w Gniewkowie
Organizator: Miejsko-Gminny Ośrodek Kultury Sportu i Rekreacji Gniewkowo

To, co umknęło w domowym zaciszu, wyszło w Gniewkowie – AVE na hardrockowo-metalowym fundamencie stoi. Słowo „alternatywa” zostaje, choć przyznać trzeba, że kiedy muzyka gitarowa wymyka się jednoznacznym porównaniom, pakuje się ją do tego właśnie przedziału.
Spodobało mi się teatralne „zacięcie” wokalisty. Nie sposób też (kolejny raz) nie zwrócić uwagi na punktujące ludzką głupotę teksty.
Żeby nie tworzyć zestawu przymiotników, napiszę tak: było dobrze, a po tym koncercie (był to mój pierwszy raz z AVE na żywo) z płyty słucham ich z jeszcze większą przyjemnością.
Studio Bunkier, czyli część Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury Sportu i Rekreacji w Gniewkowie – pomieszczenie wielkości pokoju gościnnego, przystosowane do nagrywania muzyki, pewnie też miejsce prób.
Tomasz Gremplewski (MGOKSiR Gniewkowo): Jest dosyć głośno, ale nie jest bardzo hałaśliwie, więc oddziaływanie muzyki na uszy, duszę, ciało jest bardzo specyficzne. Zmieściło się kilkanaście osób. Seria Najmniejszy koncert świata jest super pomysłem, jednak Bunkier – zapewne większość się ze mną nie zgodzi – to nie miejsce przyjazne takiemu gitarowemu „grzaniu” z udziałem publiczności.
AVE: Mariusz Michałowski (wokal), Robert Sadowski (gitara), Maciej Zamczała (gitara), Krzysztof Kosiński (bas), Mateusz Senderowski (perkusja).


 

 

eMCees Live Festival

eMCees Live Festival odbędzie się 30 maja w inowrocławskim Kropa Pub.
Idea festiwalu? emceesfest.pl*: Całe wydarzenie polegać będzie na zderzeniu i konfrontacji skrajnych stylistyk na jednej scenie w jednym czasie. Pomysłodawca? Dominik Rogalski z grupy Yet Another: Mój serdeczny kolega Adam Kachel (graliśmy razem w zespole Crash Test) w zeszłym roku zaprosił ludzi ze Składu Samara Studio (rap) do projektu bluesrockowego i nadspodziewanie to się sprawdziło. Od tamtego czasu zaczął mi kiełkować w głowie pomysł, tylko w troszkę większym wymiarze.
Wraz z członkiem Yet Another, eMCees przygotowują Maciej Koźmiński (nO Oxygen), Leszek Kachel (Crash Test) i Marcin Cybulski (Rejestracja Myśli – MRTNZ). Dominik Rogalski: Trzeba też wspomnieć o Kropa Pub. Bez nich to wszystko nie miałoby miejsca.
Skrajne stylistyki jednego dnia, na tej samej scenie? Sprawdzi się? Dominik Rogalski: Zdecydowanie tak. W naszym zamyśle – szerokie grono odbiorców, od fanów ciężkich brzmień do chillout-owego pulsu, wszystko ubarwione świetnie napisanymi i zinterpretowanymi autorskimi tekstami wokalistów. Z naszej perspektywy jest to na tyle ciekawy splot stylistyk, że jedynie brak środków finansowych nie pozwala całego przedsięwzięcia profesjonalnie zarejestrować. Festiwal można wesprzeć finansowo, więc może jednak tak się stanie.
Poza wymienionymi zespołami, na eMCees Live Festival wystąpią też Trup, Samara Band, P.A.L i BluntKilla. Organizatorzy czekają na zgłoszenia kolejnych wykonawców. Perkusistę Yet Another zapytałem o jedną z wypunktowanych w formularzu zgłoszeniowym zasad. emceesfest.pl*: Otrzymujesz instrumentalną wersję utworu jednego z zespołów. Dominik Rogalski: MC/wokalista dostaje utwór kompletny, bez linii melodycznej, wokalu (same instrumenty), w zamkniętej, określonej strukturze i z nim pracuje, by zaprezentować go wraz z zespołem na żywo. To, co stanowi jakieś wyzwanie to fakt, że nie są to struktury pod klasyczne raperskie 16stki. Tutaj MC musi tak rozwijać myśl i budować swoją opowieść, by zamykać się czasem w 8,10 wersach.

* Wynotowane 26.04.2018 roku.

Ciszy nie było

Koncert z okazji Dnia Kobiet: Cisza Jak Ta
9 marca 2018 roku, Dom Kultury w Strzelnie
Organizatorzy: Burmistrz Strzelna, Miejsko Gminny Ośrodek Kultury oraz Komitety Osiedlowe Nr 2, 3 i 4 w Strzelnie

Istnieją piętnaście lat, wydali jedenaście płyt, zagrali dziewięćset koncertów. Dziewiątego marca zawitali do Strzelna. Cisza Jak Ta.
Lubię te koncerty z okazji Dnia Kobiet – są na poetycką nutę (w ubiegłym roku wystąpił zespół Nie-Toperz), dobrze wpasowują się w akustyczne możliwości sali strzelneńskiego Domu Kultury, mogą zainteresować zarówno miłośnika rocka, jak i disco, bo przecież każdemu z nas potrzebna jest w życiu choćby odrobina poezji.
Skrzypce (altówka?), flet poprzeczny, perkusja elektroniczna, gitary elektroakustyczne, bas. Sześć osób (imiona i nazwiska wszystkich członków grupy na stronie ciszajakta.art.pl). Wokalnie udzielał się każdy, nie zaśpiewał tylko basista. Szczególnie spodobał mi głos Ilony Ejsmont (skrzypce / altówka) oraz Mateusza Wyzińskiego – perkusisty, który w jednym utworze zagrał też na gitarze. Mów do mnie jeszcze Kazimierza Przerwy – Tetmajera w jego wykonaniu nie chce mi wyjść z głowy. Podobnie Dziewczyna z portretu do słów Jonasza Kofty, z mocnym śpiewem Ilony Ejsmont – tak mógłby wyglądać efekt współpracy Renaty Przemyk z Kapelą Ze Wsi Warszawa.
Koncert zacząłem z przekonaniem, że czeka mnie wędrówka po „krainie łagodności”. Na to wskazywało te kilka utworów, których posłuchałem wcześniej oraz słowa Michała Łangowskiego (gitara): Chcielibyśmy państwa zabrać w podróż w krainę wrażliwości poetyckiej. Motyw przewodni: miłość. Zaczęli od Byle nie o miłości Agnieszki Osieckiej, Wieczorem Krzysztofa Kamila Baczyńskiego i skocznego Pożegnalnego wieczoru Jonasza Kofty. Później dominował repertuar autorski, między innymi z wydanego w ubiegłym roku albumu Nieobecność. Już wspomnianym Pożegnalnym wieczorem udowodnili, że ich „kraina wrażliwości poetyckiej” to jednak nie tylko ballady. W dwóch piosenkach zespołowi towarzyszył nawet gitarzysta elektryczny (niestety, nie zanotowałem nazwiska), który nie tylko wyglądem, ale i miejscem zamieszkania jest związany z Jarocinem – w utworze Żółte tulipany przyłoił niczym muzyk jakiejś kapeli metalowej.
Super koncert, ponad dziewięćdziesiąt minut grania, bardzo dobra frekwencja, bis po wykrzyczanym przez publiczność: Cisza! Cisza! Cisza!. I pech, ponieważ nie miałem przy sobie portfela…


Jarocin punkowo zmotywowany

Punk to postawa. Punk to nie muzyka, natapirowane włosy, irokez czy skórzana kurtka. To są klisze. Chcesz być punkiem, nie naśladuj tego, co wymyślono 20, 30 lat temu. Nie dawaj sobie wmówić, co masz robić i jak masz wyglądać. Bądź niezależny, szczery, oryginalny, a nie podrabiaj tego, co zrobili inni. Nie kopiuj wzorców, bo równie punkowa jak garażowy zespół może być orkiestra symfoniczna. Jeśli jesteś punkiem, bierzesz sprawy w swoje ręce i nie wciskasz kitu innym. Jesteś niezależny. Punk to dusza, serce, szczerość, oryginalność.

To John Lydon (Public Image Ltd./Sex Pistols. Jak meteoryt, Teraz Rock, 2013, nr 10, strona 65; rozmawiał Jacek Nizinkiewicz), człowiek, który został uhonorowany MOTYWEM tegorocznego Jarocin Festiwal (Rottenowi i jego twórczości będzie poświęcony każdy festiwalowy element – od kina, przez wystawy i spotkania, aż po książki i wystrój miasta. Wszystko to ma przybliżyć i uhonorować sylwetkę Johna Lydona na festiwalu, który w latach 80-tych XX wieku dał rodowód polskiemu punk rockowi). „Johnny Rotten” jest też AMBASADOREM, a jego grupa PiL zagra w Jarocinie.


Drugi AMBASADOR to Wojtek Mazolewski (Rola Ambasadora to także współkreacja festiwalowych projektów specjalnych, spotkania i panele tematyczne oraz aktywności pozamuzyczne). Na festiwalu nie tylko z projektem PunkFreud Army.
JF’18 odbędzie się w dniach 13-15 lipca, wzorem ubiegłego roku – w mieście. Do 20 lutego, do godziny 23:59 można zgłosić zespół do Jarocińskich Rytmów Młodych. Na stronie konkursu, w zakładce zespoły, można znaleźć między innymi AVE z Inowrocławia. O ich płycie, zatytułowanej Ave, Wiesław Weiss napisał: […] alternatywnie, chwilami jazzująco. Oryginalnie, intrygująco, niepokojąco (Teraz słucham, Teraz Rock, 2018, nr 2, strona 6).
Więcej informacji:
jarocinfestiwal.pl
rytmy.jarocinfestiwal.pl

***

Cytaty w nawiasach oraz logo MOTYW: ROTTEN – jarocinfestiwal.pl/media/materialy-prasowe

pARTyzant w Mogilnie

pARTyzant
10 lutego 2018 roku, Sala Widowiskowa Mogileńskiego Domu Kultury

Przemysław Iwo Gronkowski – ukulele, bodajże w dwóch utworach. Waldemar Krystkowiak (bas) i Maciej Krystkowiak (gitara) – goście na finał koncertu. Krzysztof „Partyzant” Toczko (gitary, wokal) i Mikołaj Toczko (perkusja, ołówki) – pARTyzant. Fragment ulotki, jaką otrzymałem po koncercie: Duet porusza się płynnie pomiędzy różnymi stylistykami, nie brakuje mocnych rockowych riffów, bluesowych smaczków, humoru i zabawy przeplatanej zadumą. Ważnym, nieodzownym elementem koncertów jest interakcja z publicznością oraz nieskrępowana improwizacja. Dokładnie tak było w Sali Widowiskowej Mogileńskiego Domu Kultury. 
Utwory z wydanej w ubiegłym roku płyty Kenopsja wymieszali z klasyką muzyki popularnej. Mikołaj Toczko, na przemian, pieścił perkusję, by po chwili walić w zestaw jak oszalały. A znany mi do wczoraj jedynie ze współpracy z grupą Dżem Krzysztof Toczko wywijał na gitarze, popisując się umiejętnością gry techniką tappingu.
Zaprezentowany repertuar autorski to granie z pogranicza rocka i bluesa, w którym nie brakowało charakterystycznego dla reggae bujania i punkowej zadziory; często w klimacie dokonań Voo Voo. Wypadło cholernie interesująco – własną Kenopsję już mam.
Z klasyki na pierwszy ogień – Smells Like Teen Spirit, później Layla, Always Look on the Bright Side of Life i jeszcze kilka innych kilerów. Wszystkie w wersjach instrumentalnych. Na ile było to tylko wykonanie cudzych kompozycji, a na ile potraktowanie ich jako punktu wyjścia do zrealizowania własnego pomysłu na muzykę? Brawo!
Inny fragment tej samej ulotki: Gitarzysta do perfekcji opanował trudną i widowiskową technikę tappingu oburęcznego, która umożliwia mu niezależne granie na dwóch gitarach jednocześnie. One z repertuaru grupy Metallica zagrane na gitarze dwugryfowej – niech żałują ci, którzy jeszcze tego nie widzieli.
A co z tymi ołówkami? Utwór Medad ha (z Kenopsji) panowie Toczko zagrali siedząc na krzesłach, z gitarą na kolanach – ojciec śmigał palcami po gryfie, a syn potraktował struny ołówkami. Kolejny przykład potwierdzający muzyczną kreatywność pARTyzanta.

PS Podziękowania dla Wiktora Mazurkiewicza – gdyby nie on, pewnie bym się nie dowiedział, że duet zagra w Mogilnie.
partyzant.eu (na dzisiaj: Witryna w przebudowie).

Lux Vera – kolędy i pastorałki w Wilczynie

Lux Vera
Koncert kolęd i pastorałek
28 stycznia 2018 roku, Gminny Ośrodek Kultury w Wilczynie

Iwona Jasińska (śpiew), Piotr Barczak (puzon, śpiew), Andrzej Kortas (klarnet, śpiew), Adam Szymański (klawisze), Leszek Iwiński (gitara basowa), Arkadiusz Kubiak (perkusja), Maciej Nowak (gitara akustyczna). Lux Vera. Konsekwentnie pielęgnują swoje pastorałkowe poletko, a robią to w sposób – jak dla mnie – trudny do zaszeregowania. Być może powinienem jeszcze sporo muzyki w życiu posłuchać, może jednak jest tak, że ich granie skutecznie wymknie się każdej próbie umieszczenia w tak zwanej muzycznej szufladce. Proponuję nie przegapić następnej okazji i wybrać się na koncert Lux Very, bo warto. Przedwczoraj w Wilczynie było niewiele ponad trzydzieści osób. Nie uważam, że to mało, ale nie można nie zwrócić uwagi na fakt, że zespół nie promował tego wydarzenia w Strzelnie (zakładam, że GOK skupił się na mieszkańcach Wilczyna i okolic).
Prawie sześćdziesiąt minut. Zaprezentowali utwory z wydanych w 2015 roku Pastorałek, w tym klimatyczny, najlepszy na płycie i zarazem chyba najbardziej mroczny fragment w twórczości grupy – Ach biada Herodowi. Piotr Barczak: Teraz doszliśmy do apogeum naszego koncertu, czyli nie będzie to ani pastorałka, ani kolęda. Tak prawdę mówiąc, nie wiadomo, co to będzie, bo będzie się krew tu lała. Ale – niestety – taka historia Bożego Narodzenia też jest, że mamy tego Heroda złego i on wysyła te wojska […].

Nowy Horyzont. Hałas niszczy zdrowie, jednodniówka pierwsza / 16.01.2016, strona 18:

Lux Vera Pastorałki
2015 (wydawnictwo własne)

Chciałoby się rzec: nareszcie! Po  trzech latach od dokonania  pierwszych nagrań u Zbyszka Florka w Inowrocławiu, opublikowania w Internecie i grania na koncertach, pastorałki strzelneńskiej Lux Very są dostępne na cd.
Dzięki Pastorałkom ten przedświąteczny czas (za trzy dni Boże Narodzenie 2015), upływa mi szczególnie sympatycznie. Po pierwsze dlatego, że muzykują tu moi znajomi (Iwona Jasińska – śpiew, Andrzej Kortas – klarnet i śpiew, Piotr Barczak – puzon i śpiew, Maciej Nowak – gitara, Leszek Iwiński – bas, Arkadiusz Kubiak – perkusja, gościnnie: Michał Witkowski – gitara), a w Strzelnie nieczęsto wydaje się płyty z dokonaniami rodzimych artystów. Po drugie dlatego, że nie muszę się silić, żeby przetrwać te siedem utworów, zaczerpniętych z wydanego krótko po drugiej wojnie światowej śpiewnika, ale – zarówno w warstwie tekstowej, jak i muzycznej – znacznie poprzerabianych. Bo propozycja Lux Very to muzyka świątecznie niesztampowa, dobra alternatywa do znanych, a często już ogranych piosenek bożonarodzeniowych (nie mam tu na myśli kolęd). Ze względów finansowych CD z prawie (tylko) półgodzinną zawartością (W Betlejem przy drodze, A to co ziemianie, Nuż my bracia pastuszkowie, Wszystek świat, Ach biada Herodowi, Cieszmy się, Pasterze paśli), zostało zapakowane w kopertę z równie niesztampową, co muzyka okładką – bez lampek, stroików, czy wnętrza świątecznie wystrojonego kościoła.

Były też pastorałki, których próżno szukać na albumie. Żywiołowe Kaczka pstra oraz ta z wplecionym fragmentem z Igora Strawińskiego i innych kompozytorów (Piotr Barczak: Przeróbka przeróbki i przeróbki jeszcze),  nastrojowe Jezu, śliczny kwiecie i Śliczna panienka, trochę zepsuta przez – buczący przez cały koncert – bas (urok naszych sal koncertowych). Wypadły świetnie. Czas na Pastorałki II.
Grane przez Lux Verę utwory zostały zaczerpnięte z pewnego śpiewnika, o czym zespół przypomina przy każdej nadarzającej się okazji. Ale dopiero w Wilczynie dowiedziałem się, że… nieuczciwość Piotra uratowała tę książkę przed unicestwieniem. Piotr Barczak (cała konferansjerka – jak zawsze – pełna charakterystycznych „zacięć” i humoru): Ten zbiór jest bardzo stary, bo z 1946 roku. Pikanterii dodaje fakt, że on został uzyskany ze spalonej biblioteki. Proszę sobie wyobrazić, jak biblioteka płonie, płomienie sięgają już trzeciego piętra, a ja tam wchodzę i ten zbiór zabieram… Tylko że to wszystko jest nieprawda. Po prostu ja z tej biblioteki pożyczyłem tę książkę i trzy lata nie oddawałem. W drugim roku nieoddawania mojego, spłonęła ta biblioteka. A u mnie się szczęśliwie ta książka zachowała.
W programie koncertu były też kolędy. Trzy: Dzisiaj w Betlejem, Cicha noc, święta noc oraz zagrane w duchu dixielandowym Przybieżeli do Betlejem pasterze.

PS soundcloud.com/luxvera

AlterBiba 2017

AlterBiba 2017 w inowrocławskim Kropa Pub za nami. Może łokciami w tłumie nie trzeba było się rozpychać, a start ileśtamminut po godz. 18:00, kazał spoglądać na zegarek i liczyć, o której się to wszystko skończy, bo w poniedziałek do pracy, ale organizatorzy włosów z głowy rwać nie muszą – wczorajsze spotkanie z muzyką alternatywną z kujawsko-pomorskiego kawałka Polski należy uznać za udane:
MegaraŻ (Grudziądz). Transowy rock z odpowiednią ilością chłodu i monotonii. Interesujące i wciągające, jednak na dłuższą metę – nużące.
Corr (Inowrocław), pomysłodawcy AlterBiby. Mają rękę do melodyjnego grania. I potrafią nieźle przyłoić – odniosłem wrażenie, że coraz bardziej się „metalizują”.
Ivo Partizan (Mogilno). Obecny od jakiegoś czasu saksofon w składzie, nie zatarł różnic pomiędzy gitarowym Ivo Partizan z Leszkiem Duszyńskim jako wokalistą, a klimatycznym, zimnofalowym Ivo Partizan, najczęściej z Maciejem Adamskim przy mikrofonie. Nigdy nie ukrywałem, że – przyparty do muru – wybrałbym to drugie oblicze Partizana.
AlterBiba 2018?

“AlterBiba”. Pierwiastek alternatywny

Jakieś plany na pierwszy niedzielny wieczór listopada? Proszę zanotować: aleja Niepodległości w Inowrocławiu (budynek Hali widowiskowo-sportowej), Kropa Pub, godz. 18:00 – Ivo Partizan, Corr i MegaraŻ.
AlterBiba to inicjatywa członków grupy Corr. Za całość odpowiada basista, Wojciech „Pająk” Krzyżanowski:
Od dłuższego czasu kołatała się w mojej głowie myśl, aby organizować w naszym mieście cykl koncertów, podczas których mogłyby się zaprezentować również młode zespoły z naszego regionu. Koncertów, na które zapraszane byłyby kapele grające muzykę inną niż ta, którą usłyszeć można na co dzień w radio czy w telewizji. Stąd pomysł, aby w nazwie był pierwiastek alternatywny.
Bardzo dobra współpraca z inowrocławskim klubem Kropa Pub, w którym odbędzie się koncert, zapowiada bardzo interesujące wydarzenie.
Póki co, obyło się bez sponsorów i wsparcia ze strony różnych instytucji. Kiedy spotka się na skrzyżowaniu dróg kilku zapaleńców, pozytywnie zakręconych szaleńców, to może się zdarzyć, że zrobią wszystko, aby znowu coś wykombinować [śmiech]. A tak poważnie, to dzięki osobom, które poświęcają swój czas oraz fundusze, istnieje możliwość, aby organizować tego typu imprezy. Zawsze w takim momencie ktoś jest pominięty, ale chciałbym podziękować w szczególności Oskarowi oraz Brynolowi.
Na koniec to, co najważniejsze – zespoły. Kapele, które wystąpią podczas tego koncertu, reprezentują bardzo podobne nurty. Gatunki, w których się obracają bardzo dobrze się uzupełniają. MegaraŻ to ogromna dawka energii, potężna sekcja, ostre, gitarowe riffy, vintage’owy bas. Corr – psychodeliczna gitara połączona z ciężkim brzmieniem oraz delikatny, kobiecy wokal, mieszanka wybuchowa. No i gwiazda wieczoru – Ivo Partizan, legenda alternatywnej sceny, laureat jarocińskiego festiwalu w 1985 roku. Pojawią się znane utwory, jak „Mengele” czy „Zabij ten czas” oraz te współczesne, na przykład „Kobieta żul”, czy „Ezoteryczna”. Klimat jaki stworzą na pewno zostanie w naszych głowach przez długi czas.


Z dziennika pewnego zgreda: Quebonafide i inni w Mogilnie

W.O.E.K., Rockin’ Style Crew, Musiel / Emce, Huku + LiveBand, Quebonafide
Amfiteatr w Mogilnie, 24 sierpnia
Organizatorzy: Mogileński Dom Kultury, Mogileńskie Porozumienie Społeczne, Młodzi Demokraci
Patronat honorowy: Burmistrz Mogilna Leszek Duszyński

Zróbcie hałas!, Zróbcie dla nas hałas!, Zróbcie ogromny hałas! i tym podobne. Albo: Od lewej, do prawej, od lewej do prawej, od lewej do prawej. Rzadziej: Zróbcie światło (tego się już nie robi zapalniczkami). I jeszcze – to już bardziej uniwersalne: Łapy w góreeee!!!!.
Nie ma sensu wskakiwać w buty Statlera i Waldorfa z The Muppet Show – każda muza ma swoje rytuały, a każde pokolenie swoją muzę. W.O.E.K., czyli mogilnianin Krystian Wołek już na samym początku wykrzyczał: Pieprzę twoje hejty, jeśli miałbym być szczery. Wyłącz to jak chceszdroga wolna, bardzo proszę. Koniec, kropka.
Zgadza się, pchany ciekawością nie czułem się dobrze w kilkutysięcznym tłumie nastolatków. Ale prawdą jest też to, że nie wszystko z tego, co zobaczyłem i usłyszałem mi się nie podobało: W.O.E.K. w utworze ze słowem „szepty” w tekście. Musiel / Emce z towarzyszeniem rockowego Free Road. Huku + LiveBand z Wiktorem Mazurkiewiczem w składzie – gra na perkusji gościa zespołu, Mikołaja Toczko (syn Krzysztofa „pARTyzanta” Toczko) i wręcz blacksabbathowy kawałek na zakończenie.


Teraz już wiem, co odpowiedzieć, gdy przy okazji jakiegoś spotkania czy uroczystości ktoś spyta – “Gdzie jest młodzież?”: Na koncercie Quebonafide i tych, którzy grają przed nim

Muszla Fest 2017

Jeden dzień na Muszla Fest 2017 (18-19 sierpnia, Bydgoszcz, Myślęcinek). Wybór niełatwy, bo w programie kilka zespołów, które chciałoby się na festiwalowej scenie zobaczyć. Przesądziło zaplanowane na sobotę spotkanie z perkusistą Dezertera, Krzysztofem Grabowskim. Było o SS-20, Dezerterze, napisanych przez Grabowskiego dla tego zespołu tekstach, wolności, polityce, anarchii, no future: Od początku to było źle odbierane przez młodzież. Nie chodziło o to, żeby się z powodu tego, że nie ma przyszłości, położyć pod topór i zakończyć. Dla mnie „no future” to hasło, taki zapalnik do działania: jest przesrane i nie ma przed nami nic, to zróbmy coś, nie siedźmy, nie poddawajmy się. Więcej takich atrakcji na Muszla Fest! 
Spotkanie z Krzysztofem Grabowskim zostało zorganizowane w Wake Park Bydgoszcz, a zakończył je występ artysty, który ukrył się pod pseudonimem Marszałek Pizduski One Man Band.


Muszla Fest 2017 to między innymi też “XXX lat na fali czyli benefis Dariusza Paczkowskiego”

Koncerty. Niemożliwe, żeby przez około dziesięć godzin – z uwzględnieniem kilkunastominutowych przerw pomiędzy kolejnymi koncertami – być niedaleko sceny festiwalowej. (Czy na festiwalach zawsze musi być tak, że przebywanie w części gastronomicznej nie gwarantuje odpoczynku od muzyki?). W związku z powyższym:
O koncertach zespołów Unbeaten, Lowtide, Schizma i Leniwiec nie napiszę.
El Banda. W pierwszym utworze skojarzyli mi się z The Doors. Później było już tak, jak w zapowiedzi, czyli bardziej punkowo. Świetny koncert, choć wokalistka, która częściej była wśród publiczności niż na scenie, trochę przesadziła z eksponowaniem swojej niechęci (to chyba odpowiednie słowo) do męskiej części widowni. Dostało się też organizatorom: Mimo, że bardzo dużym szacunkiem darzę organizatorów, to nie jest to super fajne, żeby na punkowych festiwalach grać przez eliminacje.


El Banda. Wokalistka zespołu zaczęła od ułożenia na ziemi mandali, w centrum której pojawiło się hasło nawiązujące do tego, co się teraz wyrabia w Puszczy Białowieskiej (w sobotę nie tylko ona o tym mówiła). Jak widać na zdjęciu – w trakcie koncertu mandala uległa zniszczeniu

Uliczny Opryszek. Głównie zagrali utwory z repertuaru mniej znanych polskich kapel punkowych z lat osiemdziesiątych. Sytuacji nie zmienił zaprezentowany na koniec Burdel Dezertera – do grona miłośników Ulicznego Opryszka zaliczyć mnie nie można.
Kat & Roman Kostrzewski. Odpowiednia dawka metalu na wysokim poziomie.
Ignite. Sunday Bloody Sunday na melodyjno-zadziorno-punkową nutę rodem z Kalifornii? Jasne! Cały koncert był taki – lubię kalifornijskiego punk rocka.
Muszla Fest 2017. Za rok też tam będę. Może będzie mniej wykonawców i nie będzie dylematu, kogo wybrać? Może organizatorzy zaproponują coś miłośnikom nie tylko punk rocka, hardcore i metalu? Może ktoś wpadnie na to, żeby jednak jakoś oświetlić drogę z parkingu na pole festiwalowe?

Reflection w Przyjezierzu

Wczoraj w Przyjezierzu zagrał zespół działający pod egidą strzelneńskiego Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i Rekreacji. Koncert został zorganizowany na terenie Zakładu Aktywności Zawodowej.
Arkadiusz Kubiak – gitara, Adam Szymański – wokal, Krzysztof Wrzesiński – perkusja, Bartłomiej Kubiak – bas. Od tegorocznych Dni Strzelna funkcjonują pod nazwą Reflection (o zespole więcej tutaj i tutaj).


Reflection w Przyjezierzu (fot. Magdalena Lachowicz)

Powidz Jam Festiwal 2017: piątek, 21 lipca

Co można zorganizować dla siebie, mieszkańców oraz przyjezdnych, którzy urlop letni zdecydowali się spędzić nad jeziorem? Na przykład Powidz Jam Festiwal. Bardzo dobry pomysł. I atrakcja przyciągająca kolejnych wczasowiczów.
Powidz Jam Festiwal 2017 (20-23 lipca): cztery dni wypełnione muzyką, pięć miejsc festiwalowych, w programie zdecydowana przewaga zespołów mniej lub zupełnie nieznanych, bezpłatna wejściówka (wyjątek: zaplanowany na ostatni dzień koncert Ani Dąbrowskiej), dodatkowe – niemuzyczne – atrakcje.
Dwadzieścia pięć minut. Tyle czasu potrzebowałem, żeby do Powidza dojechać. Aż wstyd, że w tym roku to był mój pierwszy raz. W tym miejscu prośba do organizatorów: Powidz to nie Warszawa, ale jakaś strzałeczka z napisem „PJF – scena główna” dla tych, którzy pierwszy raz, tylko na festiwal i z tradycyjnym telefonem wyposażonym w sporo przycisków (tak, tak, na świecie są jeszcze ludzie, którzy mają właśnie taki sprzęt), by się jednak przydała.
Wybrałem piątek, ponieważ tego dnia na scenie głównej wystąpili Fisz Emade. Ich twórczość znałem tylko z radia, czyli tak naprawdę nie znałem. Spora dawka wgniatających w ziemię dźwięków, na czele z wybornym utworem ze słowami słońce spali ziemię nam. Na uzupełnienie płytoteki albumami nagranymi przez synów Wojciecha Waglewskiego się nie zdecyduję, ale jeżeli będzie okazja, to na kolejny koncert się wybiorę.
Przed gwiazdą drugiego dnia festiwalu zagrali: Disco Pogo, SZA!, Naliah, Fleszar/Qlhead, Big Up.
Disco Pogo. Zdążyłem na ostatni utwór, napisany przez wokalistę zespołu, perkusistę grupy Strachy Na Lachy oraz Kamila Durskiego z Lilly Hates Roses. My name is Jeżyce – melodyjny, w klimacie nagrań obu wymienionych zespołów.
SZA!. Przed koncertem zapowiedź, że nie można ich zaszufladkować. Oj, nie można. Oni grali, ja między innymi zanotowałem: folk, zimna fala, industrial, space, flet, Lao Che, wciągająca, hipnotyzująca, Tilt, trans. Polecam! Niestety, potęgę ich grania osłabiło światło słoneczne.
Naliah. Skojarzenia – reggae i ska. Mnie do swojego grania nie przekonali.
Fleszar/Qlhead. To ten Gabriel Fleszar, który w końcu ubiegłego wieku zaśpiewał Kroplą deszczu? Jeżeli tak, to dzisiaj jest w zupełnie innym, zdecydowanie bardziej interesującym miejscu. Gitara i wokal (Fleszar) plus laptop i ta cała elektroniczna reszta (Qlhead). Ludzie tańczyli, bawili się.
Big Up. Do reggae nie mam serca, a i nagłośnienie chyba zaszwankowało.
Piątek 21 lipca na Powidz Jam Festiwal 2017: piwo festiwalowe i sporo przypadkowych ludzi (jak to na koncertach bezpłatnych), a przede wszystkim przegląd zespołów, do których zapewne nigdy bym nie dotarł i myśl, że może za rok… tak na kilka dni…

PS. Nie wiem, co kryje się pod nazwą Brodacze Live Act – Fisz Emade skończyli dziesięć minut po godzinie pierwszej w sobotę, nie zostałem.


SZA!

 

Fleszar/Qlhead

Mogilno: Gorczyca i Przyjaciele / Wiktor Mazurkiewicz

Łukasz Gorczyca: Zapraszamy na kilka chwil z muzyką ilustracyjną z płyty „Gorczyca i przyjaciele”. Kuba Szturm (gitara), Tomek Dominik (perkusja) i wspomniany Łukasz Gorczyca (bas) zaprezentowali między innymi utwory Utor utor i Luxury Hotel. Jazz, funk, trochę bluesa, gitara i bas – na zmianę – pełniły rolę instrumentów prowadzących. Warto poznać ten wydany w ubiegłym roku album.
Druga część koncertu to Szturm – Dominik – Gorczyca z gośćmi. W pewnym momencie wokalista Arek Kłusowski powiedział: Ma nadzieję, że co niektórzy to znają, a jeśli nie, to my dzisiaj jesteśmy takim wehikułem czasu. Ma facet poczucie humoru. Gary Moore i jego Still Got The Blues, Oh Pretty Woman, Parisienne Walkways – ktoś nie zna? Zdaje się, że Jack Moore zagrał na gitarze odziedziczonej po swoim ojcu.
Na koniec utwór projektu stworzonego przez wymienionych muzyków (nie wiem, czy dobrze zapisuję nazwę) – EMG. Zmiana klimatu, ale nie potrafię znaleźć żadnego skojarzenia. Arek Kłusowski: Niedługo na Spotify, YouTube i tych różnych wszystkich dziwnych rzeczach, platformach online będzie można posłuchać utworu. Nie pozostało nic innego, jak poczekać.
Był też bis. I kolejny klasyk – No Woman No Cry.
Przed Gorzycą i jego Przyjaciółmi wystąpił Wiktor Mazurkiewicz. Między innymi utwory z dorobku jego ulubionych artystów: Scene Two: I. Overture 1928 Dream Theater oraz coś z dorobku gitarzysty zespołu, Johna Petrucciego. A także kilka kompozycji z przygotowywanego przez gitarzystę z Mogilna trzeciego albumu solowego – i tu już usłyszeliśmy nie tylko prog metal, z którym jest on kojarzony (więcej na ten temat – na Zapiskach Muzycznych już niebawem).
Koncert w Amfiteatrze Letnim w Parku Miejskim w Mogilnie został zorganizowany przez Mogileński Dom Kultury (sponsor strategiczny – Gas Storage Poland). Sympatyczny 19 wieczór lipca roku 2017. Kiedy kolejne?


Od lewej: Jack Moore, Kuba Szturm, Łukasz Gorczyca

 

Wiktor Mazurkiewicz

Jarocin Festiwal 2017

To już staje się tradycją – kolejny koncert w tym roku, na który miałem się wybrać, ale tak się nie stało. Właściwie koncerty, dużo fajnych koncertów, o czym w tekście Artura Łuczaka, który wyjazd na Jarocin zaplanował i plan ów zrealizował:

Dobiegł końca tegoroczny Jarocin Festiwal. W nowej formie i świeżym spojrzeniu na muzykę pozyskał zwolenników jak i zdecydowanych przeciwników. Jedni starali się mówić o festiwalu, którym żył cały Jarocin (kilka scen usytuowanych w różnych częściach miasta), inni zarzucali tej formule festiwalu zbyt wielką „festynowość” i zatracenie legendy Jarocina sprzed lat. To co pewne i o czym chciałbym mówić to to, co dla Jarocińskiego festiwalu powinno być najważniejsze – czyli MUZYKA.
Motywem przewodnim tegorocznego festiwalu była osoba Czesława Niemena, który przed 30 laty zagrał swój koncert, który przeszedł do historii tegoż festiwalu. Stąd też Pan Czesław uwieczniony na wielkich fotografiach spoglądał na festiwalowiczów z okien kamienicy na rynku, po stawie pływały czarne kapelusze, a koncertem finałowym kończącym tegoroczny „Jarocin” był „projekt: Zalewski / Niemen”.
Zacznijmy jednak od początku.  Czytaj dalej Jarocin Festiwal 2017

Corr i Cela Nr 3 “Na soli”

Corr z Inowrocławia i bardziej znana Cela Nr 3 z Grudziądza na zakończenie pierwsze dnia 13. Zlotu Motocyklowego Na soli (Inowrocław, 30 czerwca). Tam warto było być – niech żałują ci, którzy przestraszyli się ołowianych chmur i zimna.
Różne podejście do grania. Gwiazda wieczoru – jednorodna stylistycznie, klasycznie punk rockowa z zestawem utworów, których nie mogło zabraknąć i kilkoma bisami. Corr – gar, w którym przegryzają się style. Yoga – gitara, Pająk – bas, Kasia – wokal, Ignatz – perkusja, Kuba – gitara. W pierwszej części zagrali szybko i ciężko, w drugiej natomiast bardziej klimatycznie, zimno-falowo i… bardzo przebojowo – utwór, w którym pojawił się taki oto fragment tekstu: Czy kochasz swój kraj (Kasia Osuch zażartowała: Mamy hicior). Na bis niespodzianka – Wild Thing.


3/5 grupy Corr. Od lewej: Pająk, Ignatz, Kasia (rozmowa z Kasią – tutaj, a z Pająkiem – tutaj)

 

1/2 grupy Cela Nr 3

Dni Strzelna 2017: Reflection

W lutym napisałem o zespole rockowym, który działa pod egidą Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i Rekreacji w Strzelnie (więcej tutaj). Wówczas nie mieli nazwy. Dzisiaj nadal jej nie mają – na występ w ramach tegorocznych Dni Strzelna nazwali się Reflection.
Jak w przypadku Michelsona w wieży wodociągowej – nie było mi dane tam być. Był Sławomir Tarczewski:

Reflection to: Bartłomiej Kubiak – gitara basowa; Arkadiusz Kubiak – gitara; Adam Szymański – śpiew i gościnnie Mateusz Senderowski – bębny. W tym składzie 17 czerwca na placu targowym podczas Dni Strzelna 2017 lekko spięci, ale po przełamaniu czkawki drobnych pomyłek, zagrali kilka podstawowych kawałków śląskiego zespołu Dżem i ponadczasowe Dorosłe dzieci z plejlisty poznańskiej grupy Turbo. Celowo przysłuchiwałem się Adamowi Szamańskiemu, gdyż kilka dni wcześniej Bartek Kubiak opowiadał mi, jak to decyzja o włączeniu tego chłopaka do zespołu zapadła, po odsłuchaniu jego możliwości na konkursie piosenek dla dzieci, zdaje się. Na scenie pokazał się jako potencjalny dobry śpiewak, oby rockowy, choć musiałby też trochę wejść w życie rockowe, aby nie tylko czuć szacunek do tej muzyki, ale być tą muzyką. No i ćwiczyć nieustająco. Gitara i sekcja dały słuchaczom dobrze poczuć bluesa na karku. Wprawdzie na widowni było nas kilkoro razem z dziećmi, bo i pora zbyt wczesna, do niedawna jeszcze występujące ulewy zniechęciły strzelanin, zagroda piwna też ściągnęła swoich amatorów, a i prawie wszyscy szykowali się na wieczorny występ CLEO. W drugiej części występu Reflection, zamiast Adama, gościnnie przy mikrofonie wystąpił Łukasz Ślesiński, który w dość brawurowy sposób wyśpiewał m. in. Warszawę T.Love i Peggy Brown Myslovitz. Było dobrze!!! Dodać trzeba, że stałym pałkerem w Reflection jest grający równocześnie w legendarnym zimnofalowym Ivo Partizan, nasz strażak Krzysztof Wrzesiński.