„Sebastian Stube. Cykle rozmazane”

Pierwsze podejście było wiosną. Dzisiaj się udało, choć jesienne uderzenie koronawirusa uśmierciło inny koncept zaprezentowania prac Sebastiana. Wyszło jednak, że Cykle rozmazane nie potrzebują żadnej szczególnie specjalnej oprawy, żadnego wzmocnienia klimatu. Na białej ścianie nie tracą ułamka tkwiącej w nich siły rażenia. I idealnie wpisują się w obraz świata potrzebującego dezynfekcji, maski i dystansu społecznego.

Sebastian o sobie tutaj. Wystawa jego prac malarskich – Dom Kultury w Strzelnie (fot. Rafał Budny).

Trupa Trupa „Of the Sun”

Trupa Trupa to jedna z ulubionych kapel, wiec musi mieć swój tag.

(2019, Glitterbeat Records)

Pragnienie pochylenia się nad palącym trzewia tematem nie zawsze idzie w parze z pomysłem na tekst. I nie są to wyjątki od reguły. Na nic zdaje się wówczas inteligencja, elokwencja, nieprzeciętność, niewątpliwy urok osobisty oraz inne przymioty, których wynotowanie w tym miejscu blokuje wrodzona skromność.

Jednym z takich tematów jest ubiegłoroczny album grupy Trupa Trupa. Choć dzisiaj nie wszystko z poniższego cytatu bym powtórzył, nie ukrywam, że z Jolly New Songs jakoś poszło:

Od kilku dni też jestem po stronie mocy Trupa Trupa. Nie może być inaczej, skoro na wydanej niedawno Jolly New Songs odnalazłem klimat muzycznych dokonań Pink Floyd z okresu ich debiutu płytowego, psychodeliczno-dojrzałych The Beatles, nieobliczalnych Gong, surowych The Velvet Underground oraz post rockową melancholię. A całość nie zalatuje tak zwaną sceną vintage.

Of the Sun nawet „jakoś” pójść nie chce. Jednak to jedna z ulubionych kapel, wiec musi mieć swój tag. A żeby ów tag wypełnić treścią, opiszę pewne zdarzenie. Bez zbędnego rozpisywania się, ponieważ z jednej strony, może ono wywołać podejrzenie, iż autor wymyśla, żeby napisać cokolwiek, a z drugiej zaś zostać posądzonym o chwalenie się swoim wyczuciem czy znajomością tematu. Ale to nie ściema.

Fakt powszechnie nieznany – od jakiegoś czasu nie sięgam po opakowanie płyty kompaktowej w celu zapoznania się z treścią broszury. Trudno orzec dlaczego. Być może lenistwo wspięło się na niebezpieczne wyżyny. W pewnym momencie zawartość Of the Sun zaczęła mi się kojarzyć z utrzymanymi w szarościach, niegrzeszącymi jakością zdjęciami. Już zacząłem składać pierwsze zdania na ten temat, ale coś mnie tknęło, zajrzałem do broszury i co widzę? Zestaw zdjęć, zatopionych w szarościach, amatorskich, w większości przypadków przedstawiających obiekty, przy których pewnie zawodowy fotograf by się nawet nie zatrzymał, żeby załatwić potrzebę fizjologiczną. Zdjęć, jakich sam lubię być autorem.

Nie, jestem trzeźwy. Nie potrzeba alkoholu, żeby się dobrze bawić. Wystarczy odpowiednie nastawienie, wzmocnione na przykład garścią wybornej muzyki w wykonaniu trupy Trupa Trupa.

Większość palcami rozmazywana

Fragment pracy z serii „Miniatury” (wszystkie fot. Rafał Budny)
Sebastian Stube (Sebastos St), Strzelno na Kujawach:
„Od jakiegoś roku. Może trochę dłużej, ale od roku tak już się bawię na całego. Zawsze miałem potrzebę wyrażania siebie, ale przez długie lata nic nie robiłem. Za dzieciaka się komiksy tworzyło, a później to trochę tak uciekło.
Większość prac jest na papierze. Są to kredki, pastele olejne. Większość jest palcami rozmazywana. Częściowo. Jest też malowanie farbą olejną, z podkładem. Ogólnie mieszany system malowania.
Co ci powiedzieć o stylu? Nie lubię tego klasyfikować. Nie jestem za żadną szkołą, nie jestem z żadnej szkoły i tak dalej, ale gdybym miał coś wyodrębnić, to przede wszystkim ekspresjonizm. Też figuratywizm ekspresyjny, egzystencjalny. Chociaż już powoli od tego odchodzę i całkowicie chciałbym wejść w abstrakcję – elementy już zaczynają się pojawiać.
Kolory… To jest taki okres przejściowy dla mnie. W tej chwili chciałbym je wyeliminować i już takie bardziej monochromatyczne rzeczy robić.
To nie jest praca zawodowa – to jest pasja. Nie wiem, co będzie dalej, nie jestem w stanie ci powiedzieć. Chciałbym, żeby to się rozwijało”
Od góry: trzy prace pod wspólnym tytułem „Anatomia barw”, „Po koncercie”, praca bez tytułu
Fragment pracy z serii „Miniatury”

Bajka do słuchania z Czerwonym Kapturkiem i zresocjalizowanym Wilkiem w roli głównej

Wydawnictwo jest dostępne w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Strzelnie. Warto, warto.

Szesnasty listopada, Dom Kultury w Strzelnie – Bajkowy zachwyt. Spotkanie z Jackiem Fedorowiczem. Dzieci są, bo przecież lubią bajki, a do tego mają robotę do zrobienia – zaprezentują wykonane przez siebie prace (uczniowie Niepublicznej Szkoły Podstawowej w Bielsku), uruchomią teatr cieni, porozmawiają z wynotowanym na afiszu gościem, poczytają, pośpiewają (strzelneńskie Szkoła Podstawowa im. A. A. Michelsona oraz Szkoła Podstawowa z Oddziałami Dwujęzycznymi im. Jana Dałkowskiego). Dorośli, bo opiekują się dziećmi, są sprawcami całego tego zamieszania, członkami występującego przed publiką zespołu Poturba, chcą się spotkać ze znanym polskim aktorem i satyrykiem, zobaczyć swoją pociechę na scenie albo po prostu mile spędzić czas w świecie bajek. A właściwie jednej bajki.
Jak Czerwony Kapturek Zresocjalizowała Wilka, czyli jak naprawiła mu serce i uratowała na papierze po raz pierwszy ukazała się jakieś dwa lata temu. Druga była wersja z innymi ilustracjami i w kilku językach. Obie do czytania zachęcają dużym formatem, twardą oprawą i wspomnianymi ilustracjami (Marcin Kowalski, a później Adrianna Necel).
Bajkowy zachwyt kręcił się właśnie wokół tego Czerwonego Kapturka. I był okazją do ogłoszenia światu, że bajka została wydana w formie audiobooka.
Czerwony Kapturek – Karolina Bacia, Mama – Joanna Jeżewska, Wilk – Andrzej Mastalerz, Narrator – Jacek Fedorowicz. Nagrania dokonano w Teatrze Polskiego Radia w Warszawie. Muzykę przygotowała Dominika Czajkowska.
Wydawnictwo jest dostępne w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Strzelnie. Warto, warto – profesjonalizm w każdym szczególe, za sprawą którego bajki Grzegorza Stręka lepiej mi się słucha niż czyta (bo wyrobionego po lekturze zdania nie zmieniłem – Jak Czerwony Kapturek Zresocjalizowała Wilka jest o rzeczach niezwykle istotnych, ale brak jej finezji).
Jacek Fedorowicz: Dlaczego się zgodziłem? Gdybym powiedział: „Bo kocham Strzelno”, to byście nie uwierzyli. Natomiast – i tu powiem całkowicie serio – bardzo lubię najprzeróżniejsze przygody artystyczne.
Kiedy wiosną tego roku Grzegorz powiedział mi, że jedzie do Mogilna na Ogólnopolski Festiwal Filmów Satyrycznych Pyszadło, żeby porozmawiać z Jackiem Fedorowiczem, pomyślałem że pomysł z audiobookiem z jego udziałem należy włożyć między bajki. A tu proszę – wczoraj wieczorem bajkę o Czerwonym Kapturku i zresocjalizowanym Wilku czytał mi między innymi… Jacek Fedorowicz.

XV kwesta cmentarna

Satysfakcja. A może nawet duma.

Dawno temu odciąłem się od Towarzystwa Miłośników Miasta Strzelna (organizator). Od kilku lat przychodzę tylko jako opiekun dzieci i młodzieży z istniejących bądź nie placówek – moich miejsc pracy. Kręciłem nosem na nauczycieli, którzy wyrażali gotowość udziału w akcji tylko w czasie trwania zajęć szkolnych. Nie podobało mi się finansowanie pomysłów oddalonych od cmentarza (zdaje się, że było więcej, ale zapamiętałem tylko tablicę upamiętniającą lazaret z okresu powstania styczniowego funkcjonujący w budynku poklasztornym na Wzgórzu św. Wojciecha). Z puszką stałem także na cmentarzu przy ul. Sportowej. Pamiętam niechęć strzelneńskiej parafii do kwesty. Nie wkurzam się na uszczypliwości towarzyszące prośbie, żeby w relacjach nie podawać mojego imienia i nazwiska.
Inne skojarzenia?
Terminarz ustalany drogą telefoniczno-mailową. Ta sama pucha – samoróbka z odstającą kłódką. Krzysztof Rymaszewski śmigający przez cmentarz na rowerze. Pan Heliodor Ruciński z nieodłącznym aparatem fotograficznym. Grupa stałych, oddanych wolontariuszy. Młodzi kwestujący, których w 2005 roku jeszcze nie było na tym świecie. Odnowione miejsca spoczynku – namacalne dowody, że warto to robić.
Satysfakcja. A może nawet duma. Bo XV KWESTA CMENTARNA [W STRZELNIE] NA RZECZ RATOWANIA ARCHITEKTURY CMENTARNEJ była zarazem piętnastą z moim udziałem (jeżeli się pomyliłem – proszę prostować).

Hasło: jeden

JEDEN «w Polsce używane w celu ukrycia tożsamości źródła informacji albo w sytuacji, kiedy używający tego określenia chce uzyskać informacje od innych lub wprowadzić do obiegu mniej lub bardziej zgodnego z prawdą „niusa” (na przykład: „Jeden mi mówił…”, „Słyszałem od jednego…”, „Widziałem, jak jeden…”); znane także w wersji „jedyn”; popularność – porównywalna ze sformułowaniem „statystyczny Kowalski”»

XYZ, czyli historia prawdziwa bez pomysłu na bardziej udany tytuł

W pierwszej dekadzie dwudziestego pierwszego wieku nakładem samorządowej instytucji kultury X (nie o nazwy, miejsca i tytuły tu chodzi) ukazała się książka Y. O jej istnieniu dowiedziałem się czytając niedawno książkę Z, której autor korzystał z dzieła Y, co miało swoje odzwierciedlenie zarówno w treści, jak i w przypisach.
Trochę matematycznie wyszło, ale nie o to chodzi – podjęty w książce Y temat bardzo mnie zainteresował, więc postanowiłem sięgnąć do źródła.
Konsultacja w pobliskiej bibliotece automatycznie przeniosła moje działania do Internetu. Na początek obiecujący kontakt za pośrednictwem portalu społecznościowego – nabycie książki jest możliwe, wystarczy się skontaktować ze wskazanym pracownikiem. Tak zrobiłem. Przeczytanie pierwszej emalii zwrotnej sprawiło, że ogarnął mnie stan błogiego przeświadczenia, iż niebawem zatonę w obiekcie mojego pożądania – wystarczyło, że podam swój adres, a publikację otrzymam za darmo! Nie oferują jej w wygórowanej cenie (koszt dużego bochenka razowego chleba to nie majątek), więc zdecydowanie bardziej ucieszył mnie fakt, że samorządowa instytucja kultury X jest żywo zainteresowana zainteresowaniem swoimi wydawnictwami każdego potencjalnego czytelnika, nawet tego z oddalonej kilkaset kilometrów prowincji. Proszę – pomyślałem – oto ludzie z misją!
Kolejna emalia zwrotna nieco zburzyła ów idylliczny obraz – pracownik chce nawiązać kontakt telefoniczny. Hmm…. Dzień czy dwa później zadzwonił i… klops! Wyjaśnienie, że część samorządowej instytucji kultury X, w której jest zatrudniony, nie zajmuje się sprzedażą książek (oni wymieniają się z innymi instytucjami, które też parają się działalnością wydawniczą) rzuciło światło wyjaśnienia na zaczynający kuleć proces pozyskiwania dzieła Y. Gwałtownie irytująco sprawa zaczęła się mienić chwilę później – wyjawił, że nie jest  w stanie mi pomóc, ponieważ sprzedażą zajmuje się inna część samorządowej instytucji kultury X i to z nimi muszę się skontaktować. Czy będą w stanie wysłać, bo jednak mam daleko… Raczej nie, ale najlepiej, żebym dopytał.
I tak sobie pomarnowaliśmy trochę czasu. Do teraz nie mogę rozgryźć, dlaczego ów człowiek od razu nie przekazał sprawy tym, którzy zajmują się sprzedają książek – analiza zawartości ich strony internetowej wskazuje, że nie mają do siebie daleko.

PS Finał? Jakże swojski, łatwy do przewidzenia – obrażony na cały świat książkę odpuściłem.

„Krzysiu, gdzie jesteś?”

Krzysiu, gdzie jesteś? (USA, 2018)

Problem, z którym zmagamy się od pradziejów: proza życia wypłukuje z człowieka świat dziecka, a dorosłość musi być zaplanowana, poukładana, nieskończenie pędząca, planująca lepszą przyszłość. Tytułowemu Krzysiowi się poszczęściło – przyjaciele z dzieciństwa wrócili, dokonała się zmiana i wszystko znowu nabrało kolorów.
BajkaTak się nie daPrzecież to nie takie proste… Znaczy: czas najwyższy na wizytę ekipy z twojego Stumilowego Lasu! Nie muszą być z piaskownicy. Wystarczy, że wrócą ci ciut starsi, nabuzowani pasją i ideami.