David Attenborough i Jonnie Hughes „Życie na naszej planecie”

(Wydawnictwo Poznańskie, 2021)

Przypomnieć sobie, co i w jaki sposób zepsuliśmy. Wynotować pomysły na poprawę sytuacji i przykłady podjętych już działań ratunkowych (charakterystyczne, że najczęściej w krajach spoza tak zwanej światowej czołówki). Zmusić się do zabierania tylko tego, co jest potrzebne, a nie tego, co uda się zdobyć (strona 177). Zakodować: Jako pierwsi zrozumieliśmy, na czym polega problem, i jako ostatni mamy szansę się z nim zmierzyć (strona 161).

Życie na naszej planecie. Moja historia, wasza przyszłość. W telegraficznym skrócie: „katastrofa”, „musimy”, „szansa”. Należy przeczytać, bo niby wszyscy jesteśmy świadomi tego, że Świat przyrody znika. Dowody są wszędzie (strona 14), a jednak ciągle potrzebujemy kubła lodowatej wody na łeb.

Bunkry niedaleko Mogilna

Michał Woźniak (Moje odkrywanie historii, Wieści ze Strzelna, 2003, nr 68, strona 4): Jadąc szosą z Goryszewa w kierunku Mogilna, po przejechaniu mostu na rzece Pannie, uważny obserwator zauważy po lewej stronie drogi luźno rozstawione betonowe bunkry.

Być może nigdy bym nie zauważył, gdyby nie pojawiające się co jakiś czas artykuły na temat owych bunkrów.

Dominik Robakowski (Schrony bojowe pod Mogilnem, pojezierze24.pl, wynotowane 04.05.2021 roku): Na szczęście nikomu nie wpadło do głowy, aby obiekty usunąć – co więcej ich stan zachowania należy ocenić jako dobry. Szkoda jedynie, że odnalezienie obiektów nie jest najłatwiejsze, a w okolicy nie uświadczymy tablic informacyjnych.

Budowane latem 1939 roku w dolinie Panny jako część fortyfikacji Armii Poznań, niedokończone, w czasie działań wojennych nieprzydatne:

Michał Woźniak: Rozkaz dotyczący budowania bunkrów został wydany przez szefa Sztabu Generalnego dopiero 24 czerwca 1939 r. Trudno więc było w ciągu dwóch miesięcy wybudować pełne linie obrony. Dodatkową przeszkodą w szybkim budowaniu bunkrów było rozporządzenie, by przystępować do prac ziemnych dopiero po zebraniu plonów przez gospodarzy. W ten sposób chciano uniknąć konfliktu z właścicielami ziemskimi.

Dominik Robakowski: Jedyny pocisk spadł na mogileńskie bunkry już po zakończeniu działań zbrojnych. Niemcy, dokonując zapewne próby wytrzymałościowej, uszkodzili nieznacznie jeden z obiektów. Odsłonięto w ten sposób fragment żelaznego zbrojenia, które okazało się być wyjątkowo solidne.

Dzisiaj również ten odcinek Panny najlepiej odwiedzić w okresie między plonami.

Amfiteatr w Strzelnie

Co mi utkwiło w pamięci? Na scenie liczne grono wyróżnionych, a wśród nich mój ojciec – to mógł być pierwszy dzień maja, przed 1989 bardzo ważny fragment roku. Miejsce na tańce w kształcie koła, chyba asfaltowe. Oranżada w foliowych torebkach (zdaje się, że ze słomką w pakiecie), sprzedawana z samochodu dostawczego czy ciężarówki. Opowieści kolegów z tej części miasta, że dzień po każdej imprezie w parku nigdy nie brakowało butelek, które się zbierało i sprzedawało. Koncert zespołu rockowego One Way – zagrali po jakimś występie ludowym, a większość ludzi dosłownie w kilkadziesiąt sekund opuściła park (kilka lat temu dowiedziałem się, że byli z Trzemeszna, a jeden z zagranych wówczas utworów to Gondola).

Amfiteatr w Strzelnie. Przewija się w rozmowach ze strzelnianami (rozmowa na temat (2013-2018)). Wybudowany na początku lat osiemdziesiątych XX wieku był nieźle przygotowanym miejscem na uroczystości czy koncerty – scena, jakieś zaplecze, ławki dla publiczności, otoczony zielenią, z dala od centrum miasta, zatopiony w zieleni Parku 750-lecia.

Większość zdjęć została wykonana w 2013 i 2014 roku. Charakterystyczne, że z fotograficznego punktu widzenia wzbudził moje zainteresowanie dopiero w momencie, kiedy zaczęła się rozbiórka.

„Sebastian Stube. Cykle rozmazane”

Pierwsze podejście było wiosną. Dzisiaj się udało, choć jesienne uderzenie koronawirusa uśmierciło inny koncept zaprezentowania prac Sebastiana. Wyszło jednak, że Cykle rozmazane nie potrzebują żadnej szczególnie specjalnej oprawy, żadnego wzmocnienia klimatu. Na białej ścianie nie tracą ułamka tkwiącej w nich siły rażenia. I idealnie wpisują się w obraz świata potrzebującego dezynfekcji, maski i dystansu społecznego.

Sebastian o sobie tutaj. Wystawa jego prac malarskich – Dom Kultury w Strzelnie (fot. Rafał Budny).

AVE akustycznie, czyli MiastoGra na działce

Niespełna trzy kwadranse.

Teren Rodzinnego Ogrodu Działkowego im. 1000-lecia przy ulicy Inowrocławskiej w Strzelnie. Coraz bardziej pochmurny piętnasty wieczór lipca. Działanie w ramach realizowanego przez Dom Kultury w Strzelnie projektu MiastoGra (szczegóły na stronie dkstrzelno.pl). Na zaimprowizowanej scenie AVE z Inowrocławia: Maciej Zamczała – gitara, Krzysztof Kosiński – gitara, Mariusz Michałowski – wokal, Mateusz Senderowski – perkusja.

Mariusz Michałowski: Gramy dosyć alternatywnie, może tak niekomercyjnie, ale z serca, prawdziwie. Wszystkie kompozycje są nasze, i teksty, i muzyka. Głównie gramy elektrycznie, czyli mocno, ale mamy też sposobność grać akustycznie, co dzisiaj zaprezentujemy. I mam nadzieję, że państwo nie powiecie, że was zanudziliśmy i szkoda było czasu. Postaramy się, żeby tak nie było.

Od strony muzycznej brakowało mi jeszcze dwudziestu, trzydziestu minut grania – słucham elektrycznego AVE, cenię akustyczne brzmienia, w związku z czym niespełna trzy kwadranse to zdecydowanie za krótko. Od strony organizacyjnej natomiast bardziej późnego wieczoru z choćby symbolicznym oświetleniem scenicznym.

PS Działka – jestem fanem robienia „kultury” w różnych miejscach.

Czytaj, na zdrowie!

W domu, rzecz jasna!

Zgodnie z obowiązującymi standardami w dzisiejszym, rozpędzonym do niewiarygodnej prędkości świecie, należy napisać: ówcześni strzelneńscy NIE-SPOŁECZNICY książko-krążeniem próbowali zarazić innych już w odległej przeszłości. Udało się kilkanaście miesięcy temu, zaledwie kilka tygodni po pierwszej rozmowie z szefem miejscowego Domu Kultury.

Kronikarzem jestem coraz słabszym, więc przyjąć należy, że w zakorkowanym (z powodu braku obwodnicy) mieście, książki zaczęły krążyć w marcu 2019 roku. Półka zawisła przy wejściu głównym do okazałego budynku przy ulicy Gimnazjalnej 26, do współpracy udało się pozyskać bibliotekę Parafialną oraz Miejską, a podejście obywateli… od początku zdradzało zacięcie czytelnicze – książki krążą, a te nowe to nawet niezwykle rzadko wracają do obiegu.

Nowe, czyli pozyskane od wydawnictw za zupełną darmochę. W ciągu roku trafiło do nas ponad sto pięćdziesiąt egzemplarzy (Gdańskie Towarzystwo Psychologiczne, Instytut Pamięci Narodowej, Olesiejuk, Media Rodzina, Wydawnictwo Uniwersytetu Opolskiego, BIS, Adam Marszałek, Ossolineum, Tipi, Czarna Owca, Rebis), choć nie ma co ukrywać, że w ostatnich miesiącach źródło wyschło prawie zupełnie, wcale nie z powodu koronawirusa. Szukamy pomysłu na ciąg dalszy, ponieważ zasilanie półki książkami jeszcze nieczytanymi to rzecz ważna w tym całym koncepcie, realizowanym pod hasłem: Czytaj, na zdrowie!.

Za prezenty wykrojone ze swoich bibliotek domowych, znajomym i nieznajomym również dziękujemy. O to w tym chodzi. Przecież na sztandarze żeśmy sobie wypisali promowanie czytania słów wydrukowanych na papierze. W erze Internetu, smartfonów i e-booków… takie z nas dinozaury, ha, ha!

Na koniec to, co nie było zaplanowane. W związku z sytuacją na świecie, pierwszy rok strzelneńskiego książko-krążenia postanowiliśmy uczcić… zawieszeniem książko-krążenia na czas nieokreślony. Drodzy Czytelnicy, mamy nadzieję, że nie oddaliście nam wszystkich swoich książek i macie co czytać. W domu, rzecz jasna! 

Roczek z Helaine Vis

Kruszwica, niedziela wieczór. Ania: Wyjątkowych powodów mamy kilka. Zaczniemy od tego, że dzisiaj jest „house gig” dziesiąty, co nas bardzo cieszy. Drugi powód jest taki, że mamy 23 lutego. Dokładnie rok temu, w 2019, pierwszy „house gig” – był Henry No Hurry. I to się tak super ułożyło, z czego też się bardzo cieszymy. Ale najważniejszy powód, to jest artystka, która dzisiaj wystąpi, która…. Artur: …jest wróżką – potrafi zaczarować publiczność. Helaine Vis, śpiew. Stremowana i zawstydzona, czego nie próbowała ukrywać, nie zawsze w sposób śmiertelnie poważny: Jestem tym wszystkim przerażona. Wybaczcie, że jestem trochę dziwna. Grzegorz Skoczylas grał na gitarach z użyciem całej baterii efektów, ale występ można zaliczyć do tych z serii unplugged w wydaniu bardzo stonowanym. A z tym czarowaniem to nie do końca ściema była…

PS Na koniec torty, bo wspomniany roczek i… trochę więcej roczków u jednego z gospodarzy.

Większość palcami rozmazywana

Fragment pracy z serii „Miniatury” (wszystkie fot. Rafał Budny)
Sebastian Stube (Sebastos St), Strzelno na Kujawach:
„Od jakiegoś roku. Może trochę dłużej, ale od roku tak już się bawię na całego. Zawsze miałem potrzebę wyrażania siebie, ale przez długie lata nic nie robiłem. Za dzieciaka się komiksy tworzyło, a później to trochę tak uciekło.
Większość prac jest na papierze. Są to kredki, pastele olejne. Większość jest palcami rozmazywana. Częściowo. Jest też malowanie farbą olejną, z podkładem. Ogólnie mieszany system malowania.
Co ci powiedzieć o stylu? Nie lubię tego klasyfikować. Nie jestem za żadną szkołą, nie jestem z żadnej szkoły i tak dalej, ale gdybym miał coś wyodrębnić, to przede wszystkim ekspresjonizm. Też figuratywizm ekspresyjny, egzystencjalny. Chociaż już powoli od tego odchodzę i całkowicie chciałbym wejść w abstrakcję – elementy już zaczynają się pojawiać.
Kolory… To jest taki okres przejściowy dla mnie. W tej chwili chciałbym je wyeliminować i już takie bardziej monochromatyczne rzeczy robić.
To nie jest praca zawodowa – to jest pasja. Nie wiem, co będzie dalej, nie jestem w stanie ci powiedzieć. Chciałbym, żeby to się rozwijało”
Od góry: trzy prace pod wspólnym tytułem „Anatomia barw”, „Po koncercie”, praca bez tytułu
Fragment pracy z serii „Miniatury”