„Stanisław Wyskota-Zakrzewski (1902-1986). «W drodze do domu»”

(Inowrocław 2017)

Paweł Politowski dziesięć lat temu postanowił przywrócić pamięć o pułkowniku Stanisławie Wyskota-Zakrzewskim. Stąd między innymi ta książka, napisana na podstawie obronionej w 2012 roku dysertacji doktorskiej.
Wojna szybko i łatwo wywraca świat do góry nogami, bez możliwości powrotu do tego co było. Właśnie o tym jest ta książka – biografia syna właścicieli majątku w Mirosławicach, który na Kujawach spędził krótką część życia, ale – zgodnie z ostatnią wolą – wrócił tutaj po śmierci (prochy spoczęły w Kościeszkach); uczestnika powstania wielkopolskiego, wojny polsko-bolszewickiej i kampanii wrześniowej 1939 roku; Ułana Karpackiego (Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie), który po zakończeniu wojny postanowił nie wracać do komunistycznej Polski; patrioty stawiającego dobro ojczyzny ponad rodzinę, który po ucieczce z kraju w 1940 roku już nigdy nie stanął na ojczystej ziemi, a jego małżeństwo stało się fikcją; zawodowego żołnierza, który w wieku 46 lat musiał poszukać innego sposobu zarabiania na życie; emigranta, który w wolnych chwilach zajmował się malarstwem i działalnością w polskich organizacjach kombatanckich w Wielkiej Brytanii.

Zdjęcie#1

Wolnego czasu z aparatem w ręku nie zarzuciłem.

Zmianie uległo traktowanie wykonanych prac – niedopuszczalne stało się przepuszczanie przez jakikolwiek program komputerowy do obróbki zdjęć, kombinuję tylko tym, w co został wyposażony mój tani BenQ.

Las
Psychodela
Autoportret
Efekt – niezamierzony
Zauważone przy drodze (Z serii: pierwsze skojarzenie)
[bez tytułu]
Kasztanowiec (Z serii: pierwsze skojarzenie)
[bez tytułu]

KakofoNIKT “BitNIKT ate Sauer Adler”

(2018, Axis Cactus Records)

Bębnienie – plemienne, transowe, „joydivisonowe”. Wokal (z pogranicza śpiewu i melorecytacji) – gdyby Tim Williams zajął miejsce w przedziale, w którym są już Lou Reed, Nick Cave czy Ian Curtis, byłby wśród swoich. Saksofon. Te wszystkie kosmiczne dźwięki (podobno członkowie kakofoNIKT lubią zagrać na różnych rzeczach, więc czy to sprawka tylko elektroniki?), dzięki którym BitNIKT… jest tak bardzo odjechaną płytą. Teksty piosenek wydrukowane na osobnych, fantazyjnie zdobionych kartach.
Za to polubiłem ten album. Zabrakło mi tylko jednego – informacji, że utwór Hippie (We’re Beautiful People, Aren’t We?) ma cokolwiek wspólnego z Atrocity Exhibition Joy Division. A – moim zdaniem – ma.

kakofoNIKT – zespół z dwunastoletnim stażem, z Poznania; na koncie kilka płyt; do tego roku nie wiedziałem o ich istnieniu – BitNIKT ate Sauer Adler podsunął mi (nieoceniony w wyszukiwaniu alternatywno-undergroundowych perełek) kolega Artur Łuczak.

Kapela Ze Wsi Warszawa “re:akcja mazowiecka”

(2018, Karrot Kommando)

Kapela Ze Wsi Warszawa – gwarancja ludowej jakości wpasowana w ramy twórczości rozrywkowej (czyli coś dla tych, którzy na dłuższą metę jednak nie mogą zdzierżyć muzyki ludowej w czystej postaci, a są zmęczeni miałkim folkiem okupującym listy przebojów).
re:akcja mazowieckaWiększość kompozycji została oparta na tradycyjnych tekstach i melodiach ludowych (informacja zamieszczona w dołączonej do płyty książeczce) plus udział muzyków ludowych z Mazowsza (czyli coś dla miłośników muzyki ludowej w czystej postaci, dla których twórczość rozrywkowa ma drugorzędne znaczenie).

Edwin Sweeney “Apacze. Cochise i lud Chiricahua”

(Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2017)

Indianie Ameryki Północnej – za sprawą przeczytanych powieści Karola Maya temat rozpalający wyobraźnię i wykuwający osąd, że Biały Człowiek bezpowrotnie zniszczył coś wyjątkowego. Chwilę później pytanie: jak było naprawdę?, a dzisiaj hasło: ZROZUMIEĆ INDIANINA.
Apacze – wojenne dzieje tytułowego plemienia za życia Cochise’a z zaledwie migającą gdzieś w tle indiańską codziennością w czasach pokoju. Co prawda, tej codzienności mi tu brakowało, ale w zamian poznałem – nie zawsze oczywisty – sposób wojowania ludu, na czele którego w połowie dziewiętnastego wieku stanął, w Apaczach obecny od początku, znamienity człowiek: Cochise, jeden z największych wodzów Apaczów dziewiętnastego wieku. Jedyny […], który, pobudzony zaciekłą nienawiścią do Meksykanów, zabójców jego ojca, i do Amerykanów, którzy powiesili mu brata i zamordowali teścia, stawił czoło armiom dwóch krajów i czterech stanów i nigdy nie został pokonany. Walczył z całą siłą i determinacją, aż w końcu zrozumiał, że jego lud musi się zgodzić na pokój bądź zniknąć z powierzchni ziemi. Dziwną ironią losu ów nieprzejednany wódz wojenny, który spędził życie prowadząc swych ludzi do walki, zmarł śmiercią naturalną w zaciszu rezerwatu (strona 324-325). Książka wypełniona przypisami, ale bez obaw – czyta się bardzo dobrze.

XYZ, czyli historia prawdziwa bez pomysłu na bardziej udany tytuł

W pierwszej dekadzie dwudziestego pierwszego wieku nakładem samorządowej instytucji kultury X (nie o nazwy, miejsca i tytuły tu chodzi) ukazała się książka Y. O jej istnieniu dowiedziałem się czytając niedawno książkę Z, której autor korzystał z dzieła Y, co miało swoje odzwierciedlenie zarówno w treści, jak i w przypisach.
Trochę matematycznie wyszło, ale nie o to chodzi – podjęty w książce Y temat bardzo mnie zainteresował, więc postanowiłem sięgnąć do źródła.
Konsultacja w pobliskiej bibliotece automatycznie przeniosła moje działania do Internetu. Na początek obiecujący kontakt za pośrednictwem portalu społecznościowego – nabycie książki jest możliwe, wystarczy się skontaktować ze wskazanym pracownikiem. Tak zrobiłem. Przeczytanie pierwszej emalii zwrotnej sprawiło, że ogarnął mnie stan błogiego przeświadczenia, iż niebawem zatonę w obiekcie mojego pożądania – wystarczyło, że podam swój adres, a publikację otrzymam za darmo! Nie oferują jej w wygórowanej cenie (koszt dużego bochenka razowego chleba to nie majątek), więc zdecydowanie bardziej ucieszył mnie fakt, że samorządowa instytucja kultury X jest żywo zainteresowana zainteresowaniem swoimi wydawnictwami każdego potencjalnego czytelnika, nawet tego z oddalonej kilkaset kilometrów prowincji. Proszę – pomyślałem – oto ludzie z misją!
Kolejna emalia zwrotna nieco zburzyła ów idylliczny obraz – pracownik chce nawiązać kontakt telefoniczny. Hmm…. Dzień czy dwa później zadzwonił i… klops! Wyjaśnienie, że część samorządowej instytucji kultury X, w której jest zatrudniony, nie zajmuje się sprzedażą książek (oni wymieniają się z innymi instytucjami, które też parają się działalnością wydawniczą) rzuciło światło wyjaśnienia na zaczynający kuleć proces pozyskiwania dzieła Y. Gwałtownie irytująco sprawa zaczęła się mienić chwilę później – wyjawił, że nie jest  w stanie mi pomóc, ponieważ sprzedażą zajmuje się inna część samorządowej instytucji kultury X i to z nimi muszę się skontaktować. Czy będą w stanie wysłać, bo jednak mam daleko… Raczej nie, ale najlepiej, żebym dopytał.
I tak sobie pomarnowaliśmy trochę czasu. Do teraz nie mogę rozgryźć, dlaczego ów człowiek od razu nie przekazał sprawy tym, którzy zajmują się sprzedają książek – analiza zawartości ich strony internetowej wskazuje, że nie mają do siebie daleko.

PS Finał? Jakże swojski, łatwy do przewidzenia – obrażony na cały świat książkę odpuściłem.

“Krzysiu, gdzie jesteś?”

Krzysiu, gdzie jesteś? (USA, 2018)

Problem, z którym zmagamy się od pradziejów: proza życia wypłukuje z człowieka świat dziecka, a dorosłość musi być zaplanowana, poukładana, nieskończenie pędząca, planująca lepszą przyszłość. Tytułowemu Krzysiowi się poszczęściło – przyjaciele z dzieciństwa wrócili, dokonała się zmiana i wszystko znowu nabrało kolorów.
BajkaTak się nie daPrzecież to nie takie proste… Znaczy: czas najwyższy na wizytę ekipy z twojego Stumilowego Lasu! Nie muszą być z piaskownicy. Wystarczy, że wrócą ci ciut starsi, nabuzowani pasją i ideami.

Xawery Stańczyk “Macie swoją kulturę. Kultura alternatywna w Polsce 1978-1996”

(Narodowe Centrum Kultury, Warszawa 2018)

Siedemset pięćdziesiąt stron z hakiem, ponad miesiąc czytania, kilka kryzysów, ponieważ treść zanurzona w ciężkostrawnym – jak dla mnie – socjologiczno-antropologicznym sosie. Ale było warto:

  1. Jeżeli też myślicie, że pod pojęciem „kultura alternatywna” kryją się tylko krasnoludki Pomarańczowej Alternatywy, wydawnictwa QQRYQ i program Lalamido, to czas na Macie swoją kulturę -Xawery Stańczyk prześwietlił ją chyba z każdej możliwej strony (Marek Krajewski, fragment tekstu zamieszczonego na okładce książki: Autorowi udało się połączyć to, co zazwyczaj rozdzielano, pisząc o kulturze alternatywnej, a więc różnorodne przejawy kultury młodzieżowej i subkultur, kontestacyjną muzykę, antysystemowe działania i ideologie, nowe idee polityczne, wysokoartystyczne sztuki wizualne i awangardowy teatr, wielopostaciową wspólnotowość i odmienne modusy samoorganizacji).
  2. Jeżeli też chodzicie własnym ścieżkami, to przeczytajcie tę książkę  – poczucie bycia wśród swoich będzie wam towarzyszyło przez cały czas (magia tytułu pewnie już zadziałała).

PS Część przedstawionych w Kulturze alternatywnej w Polsce 1978-1996 działań artystycznych zebrałbym w jednym miejscu pod jakże trafnym tytułem – Droga przez mękę.

Wierszoklet#3

IRONII, AUTOIRONII ORAZ INNYCH PRAWD ŻYCIOWYCH I WYNIKAJĄCEGO Z TEGO ABSURDALNEGO BÓLU GŁOWY ODSŁONA SZÓSTA [SIERPIEŃ 2018]: ZADZIAŁO SIĘ W TOALECIE
Tam dokąd król chadza piechotą,
siadasz
z telefonem w ręku:
oglądasz, piszesz, czytasz, rozmawiasz;
portale, opinie, mesendżery, esy
(ja – smartfonofob – nudnawe teksty
i na jedno kopyto wierszoklety).

Rzec by można:
postęp w toalecie,
bo na przełomie wieków
tylko gazeta, długopis, krzyżówka,
a jeszcze wcześniej dodatkowo radocha
gdy pod ręką była szara rolka,
rolka na wagę złota.