Rozmowa czternasta. Marcin Adamski: „Za szybko z nas gwiazdy chcieliśmy zrobić”

[czerwiec – lipiec 2015; nowyhoryzont.blog.pl, wpis z 12 lipca 2015 roku]

Złota era rocka w Strzelnie – część czternasta, czyli rozmowa z perkusistą Marcinem Adamskim.
Nie będę przypominał, o co chodzi w tej Złotej erze – zainteresowanych odsyłam do rozmowy z Jackiem Łuczakiem. Przypomnę tylko, że pojawiające się w rozmowie „Kino” to budynek byłego Kina Kujawianka przy ul. Gimnazjalnej w Strzelnie (dzisiaj siedziba Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i Rekreacji). […]

***

Zapamiętałem cię jako człowieka, który chyba nigdy nie rozstawał się z pałeczkami do perkusji. Kiedy zacząłeś się uczyć grać na tym instrumencie?
Nie pamiętam.

A dlaczego postanowiłeś grać właśnie na perkusji?
To się tak samo z siebie nie wzięło. Powiem tak: pochodzę z rodziny muzykalnej. :-) Wujowie moi grali na gitarach. Jeden mój wuja miał kapelę – dobrze grali jak na tamte czasy, ale tylko wesela i zabawy. Nawet mi też kupili gitarę. :-) Nie nauczyłem się na niej grać, ale próbowałem! Wuja Mariusz powiedział: Niech już gra na tych bębnach. I poszły konie!
Wtedy były trudne czasy, żeby coś kupić ze sprzętu.

W takim razie jak to było z twoją pierwszą perkusją – kupiłeś ją, dostałeś, czy może pożyczyłeś?
Wuja miał ten zespół, wiec zawsze chodziłem tam na próby. Pamiętam, że grał Jurek na bębnach. Pierwszy swój werbel kupiłem w Toruniu – za 140 zł. A perkusji jeszcze nie miałem, więc zapisałem się do Orkiestry Dętej OSP w Strzelnie :-) , bo tam mieli dwa zestawy – jak na tamte czasy to był, k….a, hit! Pozdrawiam OSP Strzelno i Piotra Barczaka.

Jak poszedłeś do Orkiestry OSP to już umiałeś coś zagrać na perkusji?
Ja nie grałem tam na perkusji – po prostu przeszkadzałem tylko. :-) A tak naprawdę, mogłem nawet ją wypożyczyć do domu. I wtedy się zaczęło.

Pewnie ćwiczyłeś dzień i noc?
Tak, jak babci nie było w domu. Ale babcia była wyrozumiała!

W 1991 roku w Strzelnie powstał zespół Pax lub Fax – nie potrafię ustalić, jak się ta grupa nazywała, w składzie którego byli uczniowie strzeleńskich „podstawówek” – między innymi ty na perkusji. Waszym opiekunem był Piotr Barczak. Pamiętasz tę grupę? 
Pewnie, to był mój pierwszy zespół. :-) Były występy, gdzieś się jechało – było dobrze. Ale przyszła taka chwila, że się zaczęło grać w innej grupie. W Kinie wtedy był dostęp do instrumentów.
Ale zanim przyszliśmy do Strzelna, to graliśmy w Inowrocławiu. To były Kretki Szamana. Chłopaki z Inowrocławia. W sumie jeden z nich był z Inowrocławia – „Wodzu”. Graliśmy u niego w domu – w pokoju malutkim, ale było super! Do tej kapeli mnie wciągnął „Promyk” (Andrzej Rosiński – przyp. RB) – basista. Oni już grali, ale nie mieli perkusisty. A później to już ja wciągnąłem „Sobola” (Sławomir Sobczak – przyp. RB). I to był cały skład.

Ty na perkusji, „Wodzu” na gitarze, „Promyk” na basie, „Sobol” na wokalu. A nie grał też z wami „Łapa” – Robert Łapiński?
Też grał. Na gitarze, prowadzącej – tak to się chyba mówi.

A jak to się stało, że do tej grupy wciągnąłeś „Sobola”?
No bo on chciał śpiewać. Wyć raczej – death metal i te sprawy. :-)

Ty też byłeś fanem metalu. A Kretki Szamana to był zespół raczej punkowy. Odnajdywałeś się w tej stylistyce punkowej?
Nie, ale chciałem to grać, a słuchać death metalu.

Wasze koncerty pamiętasz?
Dużo tego nie było.

MAJOWE DNI STRZELNA’96 (FRAGMENT ARTYKUŁU ZAMIESZCZONEGO W GAZECIE POMORSKIEJ, NUMER Z 24 MAJA)

O 18.00 [24 maja] rozpoczną się występy grup rockowych (Rynek lub – w razie niepogody – sala kina „Kujawianka’). Wystąpią m.in. zespoły „Wybryk Natury”, „Blues Walker” oraz „Rose’s Black”. O 21.00 rozpocznie się apel jasnogórski, po którym kontynuowany będzie koncert rockowy.

Graliście kowery czy komponowaliście własne utwory?
Kowery, na przykład KSU Psy wojny. Swoje też graliśmy, ale z tym komponowaniem to nie pamiętam jak było – oni już grali jak ja wkroczyłem.

W 1994 roku wysłaliście kasetę na konkurs organizowany w ramach Jarocina. Ale na Festiwalu nie zagraliście. Pamiętasz jak nagrywaliście tę kasetę?
Na magnetofon. Było ciężko. Ale nie to, że słabo graliśmy, tylko za późno wysłaliśmy kasetę. Później zagraliśmy koncert w Strzelnie i zgodzili się na próby w Kinie.

W Kretkach byłeś do końca istnienia zespołu?
Dopóki nas nie… Był taki koncert, po którym nas po prostu wygnali z Kina. Za szybko z nas gwiazdy chcieliśmy zrobić :-) – autografy nawet były. Było ostro na koncercie i się porobiło – za dużo się wypiło, wstyd dla kierownika i tak dalej… I zakaz wstępu do Kina.
Ale tak wyszło, że zagrałem tam z innym zespołem – King Lear. W składzie Tomek Pieszak był (gitara – przyp. RB), „Gzeniu” – Grzegorz Swędrowski (gitara – przyp. RB), świętej pamięci Bogdan Ornatek (bas – przyp. RB), ja na perkusji, a na wokalu „Żaba” – Jarek Andrzejewski. Metallicę graliśmy, Purpli, Satrianiego, Dżem. „Gzeniu” był naprawdę dobry na gitarze. Bogdan Ornatek też – starszy gość, ale na basie potrafił sporo.
A później poszedłem do wojska i się skończyło. I tyle z kariery mojej. Ale w wojsku też grałem w klubie żołnierskim. „Gzeniu” przyjechał do mnie w odwiedziny i działo się.

A powiedz mi jeszcze, jak zapamiętałeś koncerty w Kinie, bo na pewno byłeś na nich nie tylko jako muzyk, ale też jako widz.
Dobrze. Pamiętam, że w Parku 750-lecia przy dawnej Szkole nr 3 też grali. Pamiętam, że od czasu tych koncertów tak sobie wkręciłem, że… Po prostu muzyka i ten łomot… Wtedy grał Rysiu Nowak. Pamiętam też, że pierwszy koncert Kretek nawet opisali w gazecie.