Najlepsze z roku 2017

ALBUM:
Roger Waters Is This the Life We Really Want?
Trupa Trupa Jolly New Songs

KONCERT:
Ponad Chmurami, 9 lutego, Miejska Biblioteka Publiczna w Strzelnie

KSIĄŻKA:
Jarosław Sawic Budka Suflera. „Memu miastu na do widzenia”. Muzyka/miasto/ludzie

ODKRYCIE:
Trupa Trupa
SZA!

UTWÓR:
Ivo Partizan Sajgon (z repertuaru innej grupy z Mogilna – Bunkier)

ŻYCZENIE NA ROK 2018:
album z zapisem koncertu SBB w Filharmonii im. Mieczysława Karłowicza w Szczecinie

***

Zdarzyło się w roku 2016

SZA! – prawie wszystko w jednym

KARIERA
Wiosną 2016 roku gośćmi jednego z odcinków programu Tej! Poranek w TVP3 Poznań byli członkowie SZA!. Pierwsze pytanie dotyczyło kariery. Odpowiedział Tomasz YomaY Kapitańczyk: Kariera… […] Nie wiadomo, co to znaczy. Karierę można robić dla pieniędzy, chęci pokazania się. Nam chyba nie chodzi o to – nam chodzi o koncertowanie, żeby przekazać swoje emocje, swoją muzykę, swoje słowa szerszej publiczności. Jeśli koncertowanie porównać do kariery, to tak, chcielibyśmy ją zrobić. Później jeszcze dodał: Festiwale są takim naszym celem i tam gdzieś jesteśmy zauważani. Wiadomo, na niektórych bardziej, na niektórych – mniej. Czytaj dalej SZA! – prawie wszystko w jednym

Powidz Jam Festiwal 2017: piątek, 21 lipca

Co można zorganizować dla siebie, mieszkańców oraz przyjezdnych, którzy urlop letni zdecydowali się spędzić nad jeziorem? Na przykład Powidz Jam Festiwal. Bardzo dobry pomysł. I atrakcja przyciągająca kolejnych wczasowiczów.
Powidz Jam Festiwal 2017 (20-23 lipca): cztery dni wypełnione muzyką, pięć miejsc festiwalowych, w programie zdecydowana przewaga zespołów mniej lub zupełnie nieznanych, bezpłatna wejściówka (wyjątek: zaplanowany na ostatni dzień koncert Ani Dąbrowskiej), dodatkowe – niemuzyczne – atrakcje.
Dwadzieścia pięć minut. Tyle czasu potrzebowałem, żeby do Powidza dojechać. Aż wstyd, że w tym roku to był mój pierwszy raz. W tym miejscu prośba do organizatorów: Powidz to nie Warszawa, ale jakaś strzałeczka z napisem „PJF – scena główna” dla tych, którzy pierwszy raz, tylko na festiwal i z tradycyjnym telefonem wyposażonym w sporo przycisków (tak, tak, na świecie są jeszcze ludzie, którzy mają właśnie taki sprzęt), by się jednak przydała.
Wybrałem piątek, ponieważ tego dnia na scenie głównej wystąpili Fisz Emade. Ich twórczość znałem tylko z radia, czyli tak naprawdę nie znałem. Spora dawka wgniatających w ziemię dźwięków, na czele z wybornym utworem ze słowami słońce spali ziemię nam. Na uzupełnienie płytoteki albumami nagranymi przez synów Wojciecha Waglewskiego się nie zdecyduję, ale jeżeli będzie okazja, to na kolejny koncert się wybiorę.
Przed gwiazdą drugiego dnia festiwalu zagrali: Disco Pogo, SZA!, Naliah, Fleszar/Qlhead, Big Up.
Disco Pogo. Zdążyłem na ostatni utwór, napisany przez wokalistę zespołu, perkusistę grupy Strachy Na Lachy oraz Kamila Durskiego z Lilly Hates Roses. My name is Jeżyce – melodyjny, w klimacie nagrań obu wymienionych zespołów.
SZA!. Przed koncertem zapowiedź, że nie można ich zaszufladkować. Oj, nie można. Oni grali, ja między innymi zanotowałem: folk, zimna fala, industrial, space, flet, Lao Che, wciągająca, hipnotyzująca, Tilt, trans. Polecam! Niestety, potęgę ich grania osłabiło światło słoneczne.
Naliah. Skojarzenia – reggae i ska. Mnie do swojego grania nie przekonali.
Fleszar/Qlhead. To ten Gabriel Fleszar, który w końcu ubiegłego wieku zaśpiewał Kroplą deszczu? Jeżeli tak, to dzisiaj jest w zupełnie innym, zdecydowanie bardziej interesującym miejscu. Gitara i wokal (Fleszar) plus laptop i ta cała elektroniczna reszta (Qlhead). Ludzie tańczyli, bawili się.
Big Up. Do reggae nie mam serca, a i nagłośnienie chyba zaszwankowało.
Piątek 21 lipca na Powidz Jam Festiwal 2017: piwo festiwalowe i sporo przypadkowych ludzi (jak to na koncertach bezpłatnych), a przede wszystkim przegląd zespołów, do których zapewne nigdy bym nie dotarł i myśl, że może za rok… tak na kilka dni…

PS. Nie wiem, co kryje się pod nazwą Brodacze Live Act – Fisz Emade skończyli dziesięć minut po godzinie pierwszej w sobotę, nie zostałem.


SZA!

 

Fleszar/Qlhead