Zdjęcie#10

Luty 2019 roku. Wykonane w trybie ScenaMagiQ, czyli podpicowywanie zdjęcia nie za pomocą programu komputerowego, a już w aparacie fotograficznym. Różnica taka, że aparat podpicowuje po swojemu.

 

Magi-ku I


Magi-ku II


Magi-ku III (Wersja bliższa prawdy tutaj)

Zdjęcie#9

Szósty dzień lutego 2019 roku.

 

 

Lodowe przedpołudnie (Z serii: pierwsze skojarzenie)


Lodowe przedpołudnie II (Z serii: pierwsze skojarzenie)


Lodowe przedpołudnie III (Z serii: pierwsze skojarzenie)


Lodowe przedpołudnie IV (Z serii: pierwsze skojarzenie)


Lodowe przedpołudnie V (Z serii: pierwsze skojarzenie)

Jonathan Bree „Sleepwalking”

Po prostu „sleepwalking”.

(2018, Lil’ Chief Records)

Jonathan Bree? Artysta z Nowej Zelandii, ze sporym dorobkiem; w ubiegłym roku wystąpił w Gdańsku, w tym roku będzie w Warszawie. Szczegóły proszę sobie wyguglować.
Sleepwalking. Zachwyceni powinni być ci, którzy przejawiają skłonności do nurzania się w marzeniach lub popadania w melancholię. Tak zwany electropop, tu w bardziej nastrojowej odsłonie (pewnie jest na to osobna etykieta), miesza się z rozmytym, onirycznym obliczem post rocka. Do tego Jonathan Bree czaruje swoim głosem niczym Lee Hazlewood, jest równie oryginalny i… wokalnie może się kojarzyć właśnie z panem Lee.
Sleepwalking, czyli lunatyzm, somnambulizm (Wielki słownik angielsko-polski. English – Polish Dictionary, Warszawa 2014); lunatyzm – chodzenie lub wykonywanie różnych czynności w stanie głębokiego snu; somnambulizm – stan zbliżony do snu, w którym człowiek nieświadomie wykonuje różne czynności (Słownik języka polskiego PWN, Warszawa 2011). Lepiej tego albumu nie można było zatytułować.

Zdjęcie#8

Zrobione w końcu stycznia 2019 roku.

 

 

Krajobraz z wierzbą (?) przy drodze (Z serii: pierwsze skojarzenie)


Krajobraz z wierzbą (?) przy drodze II (Z serii: pierwsze skojarzenie)

Marian Przybylski „Strzelnianie odznaczeni Wielkopolskim Krzyżem Powstańczym 1918-1919”

Koncept dobry, nie budzący żadnych zastrzeżeń – w jednym miejscu zebrać strzelnian odznaczonych Wielkopolskim Krzyżem Powstańczym.

Marian Przybylski Strzelnianie odznaczeni Wielkopolskim Krzyżem Powstańczym 1918-1919 (Parafia Rzymsko-Katolicka pw. Świętej Trójcy w Strzelnie i Towarzystwo Miłośników Miasta Strzelna, Strzelno 2018)

Marian Przybylski: […] udało się dotrzeć do ogromnej bazy o powstańcach wielkopolskich i ich szlaku bojowym z lat 1914-1920. Tą bazą są dokumenty zawierające uzasadnienia do wniosków o odznaczenie strzelnian Wielkopolskim Krzyżem Powstańczym, znajdujące się w Archiwum Prezydenta RP. Ich opracowaniem zajął się zespół członków Wielkopolskiego Towarzystwa Genealogicznego „Gniazdo”. W gronie osób indeksujących powstańcze biogramy byłem również ja (strona 8).
[…] [Strzelnianie, czyli ci], którzy urodzili się i zamieszkiwali dwie gminy byłego powiatu strzeleńskiego, Strzelno-Północ i Strzelno-Południe oraz samo Strzelno […]. Warunkiem ich uwzględnienia było branie udziału w oswobodzeniu naszego miasta i najbliższej okolicy, ewentualnie uczestnictwo w strzeleńskim lub młyńskim oddziale powstańczym, a także w kompaniach strzeleńskich Batalionu Nadgoplańskiego i Szwadronu Nadgoplańskiego. Uwzględniłem także osoby, które urodziły się w Strzelnie i w miejscowościach naszej gminy, a zamieszkały i walczyły w powstaniu poza granicami byłego powiatu strzeleńskiego. Są tu również biogramy powstańców, którzy walczyli na obszarze Wielkopolski, a po powstaniu, czy po II wojnie światowej zamieszkali w Strzelnie lub na obszarze współczesnej gminy (strona 9).
Koncept dobry, nie budzący żadnych zastrzeżeń – w jednym miejscu zebrać strzelnian odznaczonych Wielkopolskim Krzyżem Powstańczym. Książka dostarcza materiału do strzelneńskiego słownika biograficznego i przybliża sylwetki uczestników zrywu 1918-1919 związanych z naszą (jak ja już nie lubię tego określenia!) małą ojczyzną. Szczególnie ważny jest ów wątek powstańczy – dotąd skupialiśmy się na wałkowaniu tego, co się wydarzyło w Strzelnie 2 stycznia 1919 roku (jeden z przykładów tutaj), nie przykładając wagi do imiennej listy uczestników powstania.
W książce znalazło się 258 biogramów. Cztery spośród nich przybliżają sylwetki osób, które WKP nie otrzymały – z niewiadomych przyczyn wnioski o nadanie odznaczenia zostały odrzucone. Według autora byli to bohaterowie tamtych dni, którym odmówiono przyznania tego prestiżowego odznaczenia (strona 31).
Należy pamiętać, że „odznaczeni WKP” nie oznacza – „wszyscy strzelnianie uczestniczący w powstaniu wielkopolskim”. Marian Przybylski: Władze ZBoWiD, jedynej dopuszczonej od 1949 r. organizacji kombatanckiej zrzeszającej m. in. Powstańców Wielkopolskich, przyjęły założenie występowania o odznaczenie Wielkopolskim Krzyżem Powstańczym wyłącznie dla swoich członków (strona 36; WKP był przyznawany w latach 1957-1999 – ostatni strzelnianie zostali uhonorowani tym odznaczeniem w 1980 roku). To jest ciągle do zrobienia. Tak jak planowany już kilkanaście lat temu strzelneński słownik biograficzny (nie wiadomo, czy w końcu ktoś zdecyduje się zrealizować ten pomysł).
Stanisław Pawłowski – żołnierz armii niemieckiej, ciężko ranny w czasie działań wojennych w drugiej połowie 1917 roku, Leczony był w szpitalu wojskowym w Inowrocławiu, gdzie zastała go wieść o wybuchu Powstania Wielkopolskiego. Dowiedziawszy się, że toczą się boje o Inowrocław, opuścił szpital na własną rękę i dołączył do kolegów z wójcińskiego oddziału powstańczego […]. Po oswobodzeniu miasta powrócił do szpitala na dalsze leczenie (strona 160). Franciszek Gręzicki – sześciokrotnie trafiony podczas próby rozstrzelania przez żołnierzy niemieckich, przeżył. Helena Michalak – łączniczka między Inowrocławiem a powstańcami w Mątwach i Kruszwicy, w walkach o Inowrocław zaopatrywała ich w żywność oraz pomagała rannym. Piętnastoletni Edmund Mierzwiński – 2 stycznia 1919 roku w Strzelnie rekwirował Niemcom broń. Szczepan Kowalski – po drugiej wojnie światowej kościelny i przewodnik po zabytkach na Wzgórzu św. Wojciecha w Strzelnie: był tym, który naprowadził naukowców na późniejsze odkrycia. To on wskazał pęknięcia ścian i filarów, pod którymi kryły się bezcenne kolumny romańskie, czy tympanon z portalem północnym (strona 125). Franciszek Ziółkowski – trzynastolatek, który „podczas Powstania Wielkopolskiego był woźnicą i łącznikiem pomiędzy oddziałami i sztabami powstańczymi pod Strzelnem i Inowrocławiem” (strona 211)…  Biogramy wychodzą poza udział w powstaniu oraz suche, skrótowe ramy cechujące słowniki, jednak czytane „od deski do deski” męczą powtarzanymi zdaniami (Uchwałą Rady Państwa nr: […] z dnia […] został odznaczony Wielkopolskim Krzyżem Powstańczym 1918-1919 za czynny udział z bronią w ręku w Powstaniu Wielkopolskim – 254 razy) i informacjami (na przykład, że walki o Inowrocław były krwawe oraz że Pułk Grenadierów Kujawskich został przekształcony w 5. Pułk Strzelców Wielkopolskich, a ten z kolei w 59. Pułk Piechoty Wielkopolskiej). Zgaduję, że zadziało się tak, ponieważ została przyjęta zasada, iż z tej publikacji należy korzystać właśnie jak ze słownika. Ale to i tak do końca nie tłumaczy owych powtórek. Nie potrafię też odgadnąć, dlaczego w kilku biogramach członków oddziału z Wójcina, jaki wyruszył do objętego walkami Strzelna, autor zdecydował się zacytować te same słowa ks. Feliksa Skrzypińskiego, w kilku innych tylko odnotował, że ks. Skrzypiński przemówił do powstańców, a w pozostałych w ogóle nie wspomniał o tym fakcie.
Życiorysy strzelnian poprzedzają rozdziały Strzelno w Powstaniu Wielkopolskim i Wielkopolski Krzyż Powstańczy. W pierwszym zostały przybliżone: działalność niepodległościowa mieszkańców powiatu strzeleńskiego począwszy od lata 1918 roku, przebieg walk w Strzelnie oraz związana z powstaniem aktywność na wspomnianym terenie po 2 stycznia 1919 roku. Drugi autor poświęcił odznaczeniom nadawanym za udział w powstaniu, ze szczególnym uwzględnieniem WKP. Całość okraszono częścią zatytułowaną Wkładka zdjęcia (w bardzo dobrej jakości).

PS Pan Marian jest też autorem książki Mogilnianie odznaczeni Wielkopolskim Krzyżem Powstańczym 1918-1919 (Mogileński Dom Kultury, Mogilno 2018).

„Jan Harasimowicz”

Chirurg nastawiający nadgarstek, skuteczność środków wymiotnych,
hipochondryk, amputacja kończyny, zielarka, drewniana balia…

Jan Harasimowicz (Wydawnictwo Farmapress, Warszawa 2018)

Czy to było w Aptece Romańskiej? A może w pomieszczeniu przy Rynku?
Pan Jan – od zawsze znany mi jako „Magister” – jeżeli uznał, że jest
bardziej efektywny lek, to chyba nigdy nie bał się prostować
przyniesionej recepty. Bywało tak, że nie szło się do lekarza (i to
nie była moja decyzja), a właśnie prosto do apteki. Nie przypominam
sobie, żebym kiedykolwiek się nie wykurował.
A sama apteka? Największe wrażenie robiły płaskorzeźby poukładane na
półkach z towarem, gdzieś wysoko, na styku ścian i sufitu. W lekkim
półmroku, bez kolorów (trzeba zaznaczyć, że w tamtych czasach
wnętrza aptek były bardziej w klimacie wieków minionych), niewyraźne
z perspektywy bardzo młodego klienta, co to lubił wyjadać Vibovit
prosto z saszetki. Trochę straszyły, bardziej jednak rozpalały
wyobraźnię.
Nie będzie przesady w stwierdzeniu, że jestem z pokolenia, któremu
„apteka” zawsze będzie się kojarzyć ze słowami „Magister” i
„płaskorzeźba”.
Dzisiaj zapakowanego w pudełko z nadrukowanym zdjęciem uśmiechniętej dziewczynki (a może to był chłopiec?) Vibovitu już bym nie chciał wyjadać. A urok tamtych aptek skończył się wraz z kolejną RP – atakują kolorowymi specyfikami na wszystko. Prace pana Jana? Ponad czterdzieści płaskorzeźb mam w domu. Na kredowym papierze, większość w rozmiarze pozwalającym się cieszyć detalami. Za sprawą Wydawnictwa Farmapress mogę do nich wracać, kiedy tylko mi się zachce.
Małgorzata Tafil-Klawe: Oto aptekarz zakonnik trzyma w dłoniach
słoik i w starej księdze szuka informacji o działaniu specyfiku,
który tam jest przechowywany. W drewnianej balii odbywają się
zabiegi higieniczne. Realizm działania środków wymiotnych nie
pozostawia wątpliwości co do ich skuteczności, a średniowieczny
chirurg nastawia uszkodzony nadgarstek z głębokim skupieniem na
twarzy. W tygielkach warzą się mikstury, pracują destylarki i
niemalże słychać uderzenia pistli w moździerzach. W kąciku
przycupnął kronikarz, w skupieniu wodząc dłonią po kartach księgi.
Znajdziemy też hipochondryka obstawionego medykamentami, dwóch
uśmiechniętych obżartuchów przy zastawionym stole, zielarki z
pełnymi koszami, pracujących przy żarnach, wychudzoną postać w
łóżku. Możemy także uczestniczyć w zabiegu amputacji kończyny przy
użyciu narzędzi ślusarskich. I smutno, i tragicznie, i czasem
zabawnie, na pewno pracowicie, jak w życiu… (strona 5). Najstarsza z zamieszczonych praz pochodzi z 1983 roku, są też pojedyncze z lat 1990, 2003, 2008 i 2009 oraz dwie z 2016 roku. Reszta to rok 2017. Album ukazał się w serii Galeria Farmapress. Malarstwo – grafika – rzeźba – fotografia.

R.E.M. „Automatic For The People”

Jeszcze zbiór piosenek do filmu „Dirty Dancing” i serię „Namiętnie słuchane za młodu – posłuchane po latach” będzie można uznać za skompletowaną. Trafiły się gorzkie piguły, większość jednak nie straciła absolutnie nic ze swej siły rażenia. Na przykład R.E.M. .

Pierwsza wkładka w moim pierwszym Tylko Rocku to właśnie R.E.M. . W tym samym czasie w radiu musiałem usłyszeć Drive, Man On The Moon lub Everybody Hurts, ponieważ wszystko działo się kilka miesięcy po wydaniu płyty, a wymienione utwory napędzały jej popularność. To chyba jednak Drive sprawił, że kasetę kupiłem. Niewesołość zawsze była u mnie w cenie, a w tym utworze i dzisiaj jest jej najwięcej.
„W tym czasie bardzo dużo myślałem o śmierci” – Michael Stipe tłumaczy dziś, dlaczego większość tekstów na albumie jest mroczna, introspekcyjna, często poświęcona zagadnieniom ostatecznym (Jordan Babula, Demontaż: R.E.M.: Automatic For The People, Teraz Rock, luty 2018). Do tego odpowiednia oprawa muzyczna – stonowana, refleksyjna; akustyczna, trochę surowa (jako wyjątki można potraktować The Sidewinder Sleeps Tonite, Man On The Moon oraz najbardziej zadziorny i głośny Ignoreland); z orkiestrowymi aranżacjami w Drive, Everybody Hurts, The Sidewinder Sleeps Tonite i Nightswimming (autor: John Paul Jones). Grzesiek Kszczotek: To bardzo spokojna, cicha i wciągająca płyta (R.E.M. płyty, Tylko Rock, styczeń 1993, strona 33). Zdecydowanie na wieczór.

Zdjęcie#7

Lampki na choince przed budynkiem użyteczności publicznej = szósty wieczór stycznia + wyłączona lampa błyskowa + odpowiednio dobrane szybkość migawki oraz wartość przesłony

 

Lampki na choince przed budynkiem użyteczności publicznej


Lampki na choince przed budynkiem użyteczności publicznej II


Lampki na choince przed budynkiem użyteczności publicznej III


Lampki na choince przed budynkiem użyteczności publicznej IV

Karolina Cicha & Elżbieta Rojek „Jeden – wiele”

Karolina Cicha & Elżbieta Rojek Jeden – wiele (2018, dystrybucja: Universal Music Polska)

karolinacicha.eu*: Jest to materiał bliski stylistycznie muzyce folkowej, z charakterystycznym brzmieniem instrumentów etnicznych […], z muzyką czasem ekstatyczną, czasem kontemplacyjną a nierzadko bliską rytuału czy obrzędu.
Obrzędowość znana z twórczości Dead Can Dance i muzyka Orientu. Siłę rażenia potęguje bogactwo języków: rosyjski, polski, staroniemiecki, cerkiewnosłowiański, farsi, arabski, greka, jidysz, esperanto, łacina, hebrajski. Na początku padły też nazwy Kapela Ze Wsi Warszawa i The Ukrainians (po lekturze Retromanii czuję potrzebę tłumaczenia się – od skojarzeń nie potrafię się uwolnić), ale nie wytrzymały próby czasu. Chociaż mógłbym się uprzeć i napisać, że te grupy z Jeden – wiele łączy miejsce.
karolinacicha.eu*: […] to zbiór najradośniejszych i najjaśniejszych pieśni, które można usłyszeć w świątyniach na Podlasiu, gdzie od wieków współegzystują obok siebie różne religijne tradycje. Karolina Cicha**: To moje Podlasie mnie niesamowicie inspiruje cały czas. […] Zawsze […] mnie korciło, żeby pójść jeszcze głębiej, w […] duchowość tego pogranicza naszego.
Piętnaście utworów, prawie pięćdziesiąt minut muzyki. Obok siebie między innymi: Strannikprawosławna pieśń pielgrzymkowa, O Tiebie radujetsiaMaryjna pieśń staroobrzędowców, Al-FatihaNajczęściej odmawiana modlitwa muzułmańska, Sznirele pereletradycyjna mesjańska pieśń żydowska i zaczerpnięte z BibliiExomologiste, Psalm 136 i Gloria.
Karolina Cicha**: […] muzyka jest takim językiem, który jest w stanie połączyć […] różnice doktrynalne, które my słyszymy w słowach, które znamy […] z kodeksów, […] niekiedy z różnic obyczajów […]. I to jest po prostu cudowność muzyki […].
Karolina Cicha (śpiew, akordeon, fortepian, looper, sampler perkusyjny), Elżbieta Rojek (śpiew, harmonium), Karolina Matuszkiewicz (śpiew, kemancze, idel płocka, suka biłgorajska, kobyz), Mateusz Szemraj (ud, rubab) i Patrycja Napierała (instrumenty perkusyjne) – stworzyli dzieło, które dla wielu z nas może być zaczątkiem ekumenicznego postrzegania świata.

* http://karolinacicha.eu/sklep/jeden-wiele-2018/ – tutaj też dostępne tłumaczenia tekstów (wynotowane 28.12.2018 roku)
** Audycja Folk Off z 26.12.2018 roku w radiowej Czwórce: https://www.polskieradio.pl/10/214/Artykul/2237731 (wynotowane 28.12.2018 roku)

Wierszoklet#4

EKOKLET [GRUDZIEŃ 2018]
Aura – figlarka,
dzisiaj furiatka (z naszej woli),
niszczona brakiem czynów
i potokiem mowy:
jesień latem zdobi,
zimę wiosną przystraja,
nadmiarem słońca słodzi.
A konsument,
głupi od zarania,
jej ciepłem sumienie gasi,
chwilami normalności czujność osłabia.

Zdjęcie#5

Zdjęcie nr 3 – wrzesień, pozostałe – grudzień 2018 roku.

 

 

Psychodela II



Fragment lasu (Z serii: pierwsze skojarzenie)



Fragment orzecha włoskiego (Z serii: pierwsze skojarzenie)



Fragment lasu II (Z serii: pierwsze skojarzenie)

Bardzo ważne popołudnie

Powstanie wielkopolskie to kawałek historii Polski, szczególnie ważny dla mieszkańców Wielkopolski i zachodniej części Kujaw. Nic więc dziwnego, że w przededniu setnej rocznicy wybuchu / wyzwolenia spod pruskiego zaboru / powrotu do Polski, o tym czynie zbrojnym się mówi i pisze.
Na temat tego, co działo się w Strzelnie (i na terenie powiatu strzelińskiego) na przełomie 1918 i 1919 roku powstało kilka prac mniej lub bardziej naukowych, a także niezliczona ilość artykułów prasowych. Na przykład praca Zdzisława Grota, który stwierdził między innymi: Jeśli niewątpliwie za zbyt przesadzoną należy uważać relację „Dziennika Kujawskiego” że powstańcy „rozpoczęli z brawurą zdobywać dom za domem”, to niemniej stwierdzić trzeba, że była to pierwsza w pełnym znaczeniu walka w tym rejonie i pierwsze orężne zwycięstwo nad wrogiem (Wyzwolenie z niewoli pruskiej (1918 – 1919), [w:] Studia z dziejów ziemi mogileńskiej, pod redakcją Czesława Łuczaka, Poznań 1978, strona 597); Strzelno w powstaniu wielkopolskim 1918 – 1919 (Kazimierz Chudziński, Strzelno 1986), część monografii Strzelno pod pruskimi rządami (1815 – 1918) (Jerzy Kozłowski, Strzelno 2005), artykuł o powstańcach z Gniezna – Czesławie Plewińskim i Stanisławie Pachowiaku – którzy w wyniku odniesionych w Strzelnie ran zmarli 2 i 3 stycznia 1919 roku w tutejszym szpitalu („Słowianin”, Epizod powstańczy, Wieści ze Strzelna, numer 114 z 2010 roku), czy przedstawiony przez Mariana Hanasza w monografii Rodzina ze Strzelna. Szkice i opowieści (Warszawa 2017) spór komendanta Strzelna Józefa Hanasza z dowódcą oddziałów powstańczych, podporucznikiem Pawłem Cymsem.
W cytowanej już pracy, Zdzisław Grot, pisząc o licznych oddziałach biorących udział w wyzwalaniu Strzelna, stwierdził: Razem wziąwszy był to zespół raczej luźno działających sił powstańczych niż kierowanej grupy, typowy dla działań powstańczych w owych dniach walk o charakterze improwizacyjnym (strona 596-597). A mianowany 6 stycznia 1919 roku komendantem sztabu Straży Ludowej na powiat strzeliński Zygmunt Zakrzewski po latach wspominał: Ileż to dzielnych chłopaków zgłaszało się do mnie, aby zaciągnąć się do szeregu naszego. Wszystkie warstwy społeczne były reprezentowane – dwory, zagrody, miasta, robotnicy. Serce się radowało [,] widać zapał ogólny, tą chęć stanowczą wywalczenia wolności Ojczyźnie (Paweł Politowski, Stanisław Wyskota-Zakrzewski (1902-1986). „W drodze do domu”, Inowrocław 2017, strona 38). Takie było powstanie w początkowej fazie. Dosłownie każdy Polak, który mieszkał na terenie ziem objętych powstaniem, był powstańcem! Oto źródło licznie zachowanych relacji i wspomnień. Swoje dołożyła też przypadłość niejednego zwycięstwa – z każdą rocznicą uczestników zrywu 1918 – 1919 przybywało.
W 2016 roku napisałem: Ułożyć z nich najbliższy prawdzie przebieg walk w Strzelnie jest jednak sprawą niezwykle trudną. Czytając tę próbę odtworzenia tego, co 2 stycznia 1919 roku działo się w Strzelnie (która – absolutnie! – nie rości sobie prawa do uznania jej za jedyną słuszną wersję przebiegu walk) nietrudno zauważyć, że niektóre elementy tej „układanki” nie pasują do siebie, wręcz się wykluczają. A to nie wszystkie zachowane materiały – wykorzystałem tylko te, do których miałem dostęp (Nowy Horyzont. Hałas niszczy zdrowie, jednodniówka trzecia / 16.06.2016, strona 67-68). Nic się nie zmieniło (dzisiaj mógłbym chyba dodać – udało się uchwycić klimat tamtych dni).
To już trzecia taka układanka. Artykuł Gdy nadchodziła upragniona wolność (Album regionalny, dodatek do Gazety Pomorskiej z 12.01.2012 roku) został poskładany ze wspomnień Cieślewicza [9] oraz relacji Zakrzewskiego i Wojciechowskiego [1]. Niniejszy tekst to zmieniona i rozszerzona wersja pracy Wydarzyło się w Strzelnie dnia 2 stycznia 1919 roku z cytowanej jednodniówki Nowy Horyzont. Hałas niszczy zdrowie. Będą kolejne? Parafrazując Kazika (12 groszy), niedługo przyjdzie pora… 2 Stycznia w Strzelnie kontra Hedora…

PS Dla lepszego oglądu sprawy, czytelnik cofnie się do wydarzeń z końca grudnia 1918 roku (przy czym należy pamiętać, że to nie był początek działalności wspomnianej w tekście organizacji tajnej strzelińskiej), a na terenie powiatu strzelińskiego zostanie do 04.01.1919 roku (nie zapominając, że część strzelnian i mieszkańców powiatu przyłączyła się do oddziałów powstańczych, a byli też powstańcy – na przykład Stanisław Wyskota-Zakrzewski – dla których 2 stycznia stał się wstępem do zawodowej służby wojskowej.  Czytaj dalej Bardzo ważne popołudnie

Simon Reynolds „Retromania. Jak popkultura żywi się własną przeszłością”

Simon Reynolds Retromania. Jak popkultura żywi się własną przeszłością (Kosmos Kosmos, Warszawa 2018)

Jeżeli macie lat 30+ i ciągle jesteście zadurzeni w muzyce popularnej, jest niemal pewne, że wcześniej czy później dopadnie was retromania. Bo z wiekiem każde pokolenie domaga się mitologizacji i archiwizacji muzyki własnej młodości (strona 77), a każdy gatunek muzyki osiąga kryzys wieku średniego, kiedy to dawne dni zaczynają pięknieć w porównaniu z teraźniejszością (strona 309).
Zdarzyło się wam, na przykład, kupić wypasione wydawnictwo wielopłytowe, z którego czwartej płyty nigdy nawet nie posłuchacie (strona 8) albo ściągnąć na dysk komputera tyle płyt, że już […] nie wystarcza nam czasu na ich rozpakowanie i odsłuchanie (strona 168)? Spokojnie, te wszystkie dziwactwa mieszczą się w normie. Znacznie gorzej z kondycją muzyki. Simon Reynolds nie pozostawia złudzeń: lata sześćdziesiąte – rytmiczny rock, folk rock, psychodelia, soul i początki ska; siedemdziesiąte – między innymi glam, heavy metal, funky i punk; osiemdziesiąte – rap, synth pop, gotyk i house; dziewięćdziesiąte – między innymi rave, grunge i rock alternatywny; pierwsze dziesięć lat XXI wieku* – Burzliwe dekady historii popu nacechowane były obfitością nowych subkultur i ogólnym wrażeniem pędu naprzód. Po roku 2000 zabrakło ruchów – i ruchu (strona 511).
Pitolenie wapniaka? W takim razie jak wytłumaczyć spektakularny sukces grupy Greta Van Fleet?

* Polskie wydanie Retromanii ukazało się siedem lat po premierze – ile z tego, co napisał Reynolds, szczególnie w części zatytułowanej „Teraz”, należałoby zaktualizować?

Zdjęcie#3

[…] niedopuszczalne stało się przepuszczanie przez jakikolwiek program komputerowy do obróbki zdjęć, kombinuję tylko tym, w co został wyposażony mój tani BenQ.

Październik i listopad roku 2018.

[bez tytułu]

Trzecia pora roku

[bez tytułu]

Deadcandance

Liść orzecha włoskiego zniszczony przez jesień (Z serii: pierwsze skojarzenie)

Zdjęcie#2

Koniec października 2018 roku.
Nie zapisywałem, prawdopodobnie było tak:
Jesień życia = słońce + Super makro + Auto flesz + +2.0EV + ISO 400

 

Jesień życia

The Vaselines „Enter The Vaselines”

The Vaselines Enter The Vaselines (2009, Sub Pop)

Glasgow, druga połowa lat osiemdziesiątych. Eugene Kelly (wokal, gitara) i Frances McKee (wokal, gitara), zainspirowani muzyką garażową z lat sześćdziesiątych, punk rockiem oraz twórczością takich wykonawców, jak The Jesus and Mary Chain, Pussy Galore, Sonic Youth, Nancy Sinatra i Lee Hazlewood, The Pastels oraz Soft Cell, zakładają The Vaselines. W marcu 1987 roku nagrywają EP-kę Son of a Gun, a kilka miesięcy później Dying for It. W międzyczasie do duetu dochodzą James Seenan (gitara basowa) oraz Charles Kelly (perkusja). W roku 1989 ukazuje się album Dum – Dum, na którym zespół wspiera (grający techniką slide) Jamie Watson, a w utworze The Day I was a Horse – Sophie Pragnell (altówka zawsze dodaje muzyce niebywałego uroku).
Gości nie brakuje również na EP-kach. W przeróbce utworu grupy Divine You Think  You’re a Man z roku 1987 grają Stephen Pastel (gitara) oraz Annabel Wright (klawisze). Rok 1988 to David Keegan w tytułowym Dying for It (jego gitara sprawiła, że ten utwór pasuje do The Vaselines jak wół do karety) oraz wspomniana Sophie Pragnell (Dying for It i Jesus Wants Me for Sunbeam).
Po wydaniu Dum – Dum Eugene i Frances przestają być parą, w wyniku czego zespół kończy swój żywot. W roku 1990 grupa reaktywuje się na jeden wspólny koncert z Nirvaną (na dłużej wracają w XXI wieku, ale to już mnie nie obchodzi). Wtedy Kurt Cobain poznaje swoich idoli. Bo lider Nirvany nigdy nie krył, że bardzo lubi The Vaselines. I to chyba tylko dzięki niemu Szkoci nie mają dzisiaj statusu zespołu kultowego, znanego niezbyt licznej grupie słuchaczy.
Dwie EP-ki, Dum – Dum, kilka nagrań demo oraz zapisy koncertów w Bristolu (rok 1986) i Londynie (rok 1988). Oto Enter The Vaselines – dwupłytowa piguła, po zaaplikowaniu której klasyczne The Vaselines nie będzie już tym tajemniczym zespołem, który tak zachwalał Cobain.
W jednym z dołączonych do wydawnictwa wywiadów Kelly powiedział, że najpierw byli bardziej jak Nancy Sinatra i Lee Hazlewood, a później zapragnęli rock and rolla. Enter The Vaselines to potwierdza. Zaczęli od piosenek, w których charakterystyczny pop rodem z ogarniętych hipisowską rewoltą Stanów Zjednoczonych (przy okazji szperania w historii The Vaselines odkryłem inną perełkę – album Nancy & Lee), miesza się z The Velvet Underground. Jest melodyjnie surowo, chropowato (momentami dochodzi wręcz do drażnienia narządu słuchu). Brzmi tak jak lubię – sucho.
Po rozszerzeniu składu zespół nie wyzionął ducha, jakiego udało się zamknąć w Son of a Gun, Molly’s Lips czy Jesus Wants Me for Sunbeam (czyli w większości nagrań zamieszczonych na płytach z 1987 i 1988 roku), podążył jednak w rejony cięższego, granego z punkową werwą rocka. Kojarzycie Bleach? Debiut Nirvany i wydany kilka miesięcy wcześniej Dum – Dum to ten sam pomysł na granie.
Ponoć kto stoi w miejscu, ten się cofa. W przypadku The Vaselines należy dodać – zmiana miejsca nie oznacza zmiany na lepsze.

Zaduszki w Strzelnie

Koncert zaduszkowy w wykonaniu dzieci i młodzieży sekcji muzycznych MGOKiR w Strzelnie oraz zespołu Lux Vera, 06.11.2018, sala Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury i Rekreacji w Strzelnie

Chłopaki, na oko tak ze środka podstawówki – Rockers Kids. Pewnie tylko trochę starsze od nich klarnecistki, dziewczyna z trąbką oraz keyboardzistka. Wokalnie mocni członkowie zespołu Gaja. Odziana w czerń nastolatka z gitarą. Sami lub wspólnie z instruktorem i innymi muzykami związanymi z Domem Kultury. Część wyraźnie stremowana.
Zgodnie z konceptem zaduszek: Kiedy byłem małym chłopcem, Wyspa, Polska Madonna, Sen o Warszawie, List do M., Tyle słońca w całym mieście i inne. Swoje dograła i dośpiewała, jakże uroczo zapowiedziana, he, he, he (nie zanotowałem – najstarsi wykonawcy lub najstarsi uczestnicy) Lux Vera: Krakowski spleen, Rzuć to wszystko co złe i (You Make Me Feel Like) A Natural Woman.
Koncert zaduszkowy w wykonaniu dzieci i młodzieży sekcji muzycznych MGOKiR w Strzelnie oraz zespołu Lux Vera, czyli młodzi ludzie dostali możliwość zaprezentowania się przed publicznością, ich rodzice – kolejny powód do dumy ze swoich pociech, my – przegląd tego, co się dzieje w tytułowych sekcjach muzycznych (życiem tętni już nie tylko ta wokalna), a wszyscy – grupę Lux Vera w świeckiej odsłonie oraz porcję kowerów. Bardzo fajny koncert.

„Stanisław Wyskota-Zakrzewski (1902-1986). «W drodze do domu»”

Paweł Politowski Stanisław Wyskota-Zakrzewski (1902-1986). „W drodze do domu” (Inowrocław 2017)

Paweł Politowski dziesięć lat temu postanowił przywrócić pamięć o pułkowniku Stanisławie Wyskota-Zakrzewskim. Stąd między innymi ta książka, napisana na podstawie obronionej w 2012 roku dysertacji doktorskiej.
Wojna szybko i łatwo wywraca świat do góry nogami, bez możliwości powrotu do tego co było. Właśnie o tym jest ta książka – biografia syna właścicieli majątku w Mirosławicach, który na Kujawach spędził krótką część życia, ale – zgodnie z ostatnią wolą – wrócił tutaj po śmierci (prochy spoczęły w Kościeszkach); uczestnika powstania wielkopolskiego, wojny polsko-bolszewickiej i kampanii wrześniowej 1939 roku; Ułana Karpackiego (Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie), który po zakończeniu wojny postanowił nie wracać do komunistycznej Polski; patrioty stawiającego dobro ojczyzny ponad rodzinę, który po ucieczce z kraju w 1940 roku już nigdy nie stanął na ojczystej ziemi, a jego małżeństwo stało się fikcją; zawodowego żołnierza, który w wieku 46 lat musiał poszukać innego sposobu zarabiania na życie; emigranta, który w wolnych chwilach zajmował się malarstwem i działalnością w polskich organizacjach kombatanckich w Wielkiej Brytanii.