SZA! – prawie wszystko w jednym

KARIERA
Wiosną 2016 roku gośćmi jednego z odcinków programu Tej! Poranek w TVP3 Poznań byli członkowie SZA!. Pierwsze pytanie dotyczyło kariery. Odpowiedział Tomasz YomaY Kapitańczyk: Kariera… […] Nie wiadomo, co to znaczy. Karierę można robić dla pieniędzy, chęci pokazania się. Nam chyba nie chodzi o to – nam chodzi o koncertowanie, żeby przekazać swoje emocje, swoją muzykę, swoje słowa szerszej publiczności. Jeśli koncertowanie porównać do kariery, to tak, chcielibyśmy ją zrobić. Później jeszcze dodał: Festiwale są takim naszym celem i tam gdzieś jesteśmy zauważani. Wiadomo, na niektórych bardziej, na niektórych – mniej.
Wśród tych „bardziej” należy wymienić XVI Ogólnopolski Przegląd Piosenki Poetyckiej (Olesno 2015), XXXVI Ogólnopolskie Spotkania Młodych Artystów i Kompozytorów Piosenki SMAK im. Jonasza Kofty (Myślibórz 2015), Nowe Nurty 2015 (Poznań) i VII Wielkopolski Przegląd Kapel Gitarowych (Mosina 2016), z których wrócili z nagrodami lub wyróżnieniami. Tomasz Wandel: Najważniejsze jest Grand Prix Nowe Nurty. Dlatego, że to był nasz pierwszy konkurs po tym symbolicznym zamknięciu się w piwnicy na dwa lata. Pierwszy konkurs i od razu Grand Prix. Czego trzeba więcej? Dostaliśmy wspaniałego kopa. Druga ważna nagroda to konkurs Kapel Gitarowych w Mosinie. Do tego czasu braliśmy udział w festiwalach poetyckich, gdzie z naszym rockowo-syntezatorowym brzmieniem występowaliśmy jako pewna ciekawostka. Mosina (oprócz Nowych Nurtów) to był pierwszy konkurs, gdzie stanęliśmy w szranki z innymi rockowymi kapelami. Dostaliśmy tam wyróżnienie – czyli de facto drugie miejsce (jeszcze raz gratulacje dla zawodników z Eleonore Gray). No i tytuł najlepszego gitarzysty festiwalu dla Marka też miał znaczenie, tym bardziej, że był nadany przez Partyzanta. Generalnie muzyka to nie są zawody, to nie są konkursy i nagrody. W muzyce liczą się emocje, przekaz. To oczywiste. Niemniej jednak kilka nagród nie zaszkodzi :-) .

MUZYKA
Muzykę zespołu poznałem na tegorocznym Powidz Jam Festiwal. Bardzo mi się spodobała: Oni grali, ja między innymi zanotowałem:folk”, „zimna fala”, „industrial”, „space”, „flet”, „Lao Che”, „wciągająca”, „hipnotyzująca”, „Tilt”, „trans”. Sami o sobie napisali (www.sza.v4.pl, wynotowane 21 września 2017 roku): […] W SZA! łączymy jazzowy feeling z ciężkim brzmieniem gitar. Nastrojowe ballady przechodzą w psychodeliczne, długie sola na flecie utopionym w pogłosach i delayach. Krótkie, ostre, syntezatorowe piosenki ubarwiamy atonalnymi, chromatycznymi eksperymentami. […] Gramy jak nikt. Ale lubimy Voo Voo, Lao Che, Portishead, Sepulturę oraz Antoninę Krzysztoń. SZA! – prawie wszystko w jednym. Tomasz YomaY Kapitańczyk: Granie i śpiewanie z muzykami z różnych muzycznych bajek zmieniło moje podejście do muzyki, no bo jak tu połączyć poezję śpiewaną z metalem, jazz z reggae, ska z psychodelią? Ano można, i to na różne sposoby, różnymi ścieżkami, różnymi muzycznymi i słownymi zabiegami. Zresztą muzyka dzieli się jedynie na dobrą i złą, my zdecydowanie chcemy grać tę pierwszą. Kto choć raz miał okazję nas słuchać, wie co mam na myśli. Szufladkowanie muzyki tylko jeszcze bardziej ją upowszednia, co absolutnie nie jest dla niej dobre. Marek Baczyński: Na pewno gramy to, co każdy z nas nosi w sobie. Pasują nam emocje, które YomaY przekazuje w tekstach. YomaY pisze o radości, o smutku, o zabawie, o strachu, o bólu i o seksie. To cała paleta emocji. Trzeba je oddać za pomocą różnych środków muzycznych – czasami ballada, czasami psychodelia, czasami zwykła syntezatorowa piosenka, a czasami kompletnie pozaskalowe dysonanse. Zawsze staramy się jednak, żeby w całej tej różnorodności był pierwiastek, który jest tylko nasz. Żeby dało się poznać, że nawet jak zagramy country, to jest to country w interpretacji zespołu SZA!. Mamy nadzieję, że nam się to udaje.
Uwagę – nie tylko dlatego, że to jedyna kobieta w zespole – przykuwa Joanna Zielecka. Marek Baczyński: Asia w sposób jednoznaczny tworzy brzmienie naszego zespołu. Sposób w jaki gra, jakie instrumenty wykorzystuje, definiuje nasz sound. Konstrukcja aranżacyjna naszych piosenek często jest taka, że sekcja tworzy groove, gitara lub syntezatory zapełniają przestrzeń i na tym osadzony jest wokal albo solo fletu. To wymusza na Asi mocne zróżnicowanie solówek, po to, żeby nie były powtarzalne i nudne. To zróżnicowanie osiągane jest za pomocą techniki gry, jak i rozbudowanego instrumentarium. Świetnym przykładem jest solo w „Aleksandrii”, gdzie rozpoczynając na spokojnym podkładzie ciepłym niskim brzmieniem fletu Susato, przez użycie dwóch fletów naraz (!) na części pośredniej, kończąc bardzo dynamiczną frazą na flażolecie.


 

AKUSTYCZNIE
Żałuję, że nie mogłem zobaczyć ich kolejnego koncertu w ramach wspomnianego Powidz Jam Festiwal – akustycznego. Marek Baczyński: To był pierwszy nasz set całkowicie akustyczny. Wcześniej graliśmy pojedyncze piosenki akustycznie w trakcie normalnego koncertu. Jesteśmy bardzo zadowoleni z koncertu akustycznego w Powidzu. Przy takim graniu pojawia się inna przestrzeń, piosenki są bardziej intymne i inaczej kreują się relacje pomiędzy instrumentami a głosem YomaYa. Na pewno będziemy grali więcej takich koncertów, na przykład już 20 października w Poznaniu. Pomysł na set akustyczny rodził się w naszych głowach już jakiś czas. YomaY wywodzi się z kręgu piosenki poetyckiej, w której bardzo istotną rolę pełni tekst. Czasami było tak, że YomaY przynosił nową piosenkę i grał ją nam na gitarze. Po przearanżowaniu na rockowe brzmienie zespołu, piosenka traciła swoją siłę wyrazu, a przekaz tekstu się gubił. Zaczęło do nas docierać, że pewne piosenki wymagają grania akustycznego. Po prostu. W innej formie nie brzmią. To jest też idea naszego grania seta akustycznego: nie gramy tych samych numerów, co na zwykłym koncercie, zmieniając tylko instrumenty. Na koncercie akustycznym gramy zupełnie inne piosenki napisane specjalnie na takie instrumentarium. Jest jednak kilka naszych piosenek, które brzmią dobrze zarówno na rockowo, jak i akustycznie.

POZNAŃ
Dwudziesty dzień października, koncert w Poznaniu. Jeżeli dobrze policzyłem, to będzie ich czwarty koncert w tym roku, a trzeci w stolicy Wielkopolski. Tomasz YomaY Kapitańczyk: Na pewno chcielibyśmy częściej, ale nie zawsze jest to takie proste, jak by się mogło wydawać osobom spoza „branży”. Składa się na to wiele przyczyn, ale przyrzekłem sobie jakiś czas temu, że nie będę narzekać. Tak więc robimy swoje, dopieszczamy aranże, powiększamy repertuar, niedługo wchodzimy do studia. A co dalej? Czas pokaże. Granie w Poznaniu ma zapewne związek z tym, że to ich miasto. Tomasz Wandel: Część z nas tutaj się urodziła. Część z nas tu przyjechała. Część z nas właśnie z niego wyjechała… i dojeżdża na próby 200 km, jak chociażby nasz basista :-) .

STUDIO
Wróćmy do wątku studyjnego, bo dorobek płytowy to ważna część aktywności każdego zespołu, a w przypadku SZA!… wszystko jeszcze przed nimi. Materiał mają, o czym można się przekonać śledząc ich poczynania w Internecie, ale żadne z nagrań nie zostało wydane na tak zwanym nośniku fizycznym. Dziwi to tym bardziej, że w różnych studiach nagraniowych spędzili już trochę czasu, a za chwilę w jednym z nich zespół zamknie się ponownie. Marek Baczyński: Do tej pory udało nam się zdefiniować swoje brzmienie koncertowe. Dzielimy się z publicznością ogromną ilością energii. Teraz staramy się nauczyć, jak przenieść chociaż część tej energii na nagrania. Mieliśmy kilka różnych sesji nagraniowych (Radio Afera, Karlin Studio, Berlin), ale żadna nas w pełni nie usatysfakcjonowała. Oczywiście więcej mamy uwag do siebie, niż do realizatorów nagrań. Po tych kilku doświadczeniach wiemy już czego chcemy. Wiemy jak się chcemy pokazać szerszej publiczności. Na październik mamy umówioną sesję nagraniową w C2 Studio. Mamy nadzieję, że do końca roku uda nam się domknąć temat naszej pierwszej epki.


 

LUDZIE
Zespół SZA! powstał w 2009 roku. Skład krystalizował się przez pięć kolejnych lat. Tomasz YomaY Kapitańczyk: Aż trudno wymienić wszystkich, którzy przewinęli się przez SZA! Był Sławek – perkusista, który wyemigrował za chlebem do Anglii, był inny Sławek – gitarzysta, który poszedł do Miss Furia, był basista, który chciał grać tylko punka, była Kasia – pianistka i Michał – bębniarz, z którymi się rozstaliśmy, był Norbert, świetny perkusjonalista, który praktycznie był od początku, czyli od 2009 roku, ale urodziło mu się dziecko… i tak dalej, i tak dalej… Każdy zespół z pewnością to przechodził, nic nadzwyczajnego, choć z drugiej strony czasami moja determinacja, żeby grać i śpiewać w zespole wystawiona była na ciężka próbę :-) . Od roku 2014 SZA! tworzą: Joanna Zielecka (flet poprzeczny, elektronika), Marek Baczyński (gitara, elektronika), Tomasz Wandel (perkusja), Maciej Sztorc (bas) i Tomasz YomaY Kapitańczyk (wokal, autor muzyki i słów). Każdy z muzyczną przeszłością.
Nie utrzymują się z grania. Marek Baczyński: Realnie rzecz biorąc, w dzisiejszych czasach nie jest możliwe, żeby zespół grający taką muzykę jak nasza utrzymał się tylko z grania. Dlatego każdy pracuje. Inna rzecz, że praca może być również doskonałym motorem do działań muzycznych. Dla nas próba czy koncert to wspaniały sposób odreagowania stresów codzienności. Mamy w naszym składzie prezesa firmy, logistyka, leśnika, funkcjonariusza celno-skarbowego i studentkę Uniwersytetu Artystycznego. Jest też Agnieszka Gajzlerowicz, przez muzyków SZA! nazywana szóstym członkiem zespołu. Tomasz Wandel: Agnieszka jest odpowiedzialna za stronę graficzną i nasz wizerunek. Wymyśliła nasze logo. Jest z nami wszędzie tam, gdzie się pojawiamy. Jeśli nie ciałem – to zawsze duchem.

PIWNICA
Jak już zostało powiedziane, w pewnym momencie zespół zamknął się na dwa lata w „piwnicy”. Marek Baczyński: To była jedna z naszych najlepszych decyzji. Zespół przechodził wtedy duże zmiany personalne. Każda nowa osoba w zespole wnosiła nową wartość. Trzeba było spokoju i pracy, żeby zobaczyć jakie tego będą efekty. Daliśmy sobie czas na poszukiwania, daliśmy sobie czas na zabawę muzyką. Dołączyliśmy do naszego instrumentarium syntezatory analogowe kaossa, kalimbę, gitarę akustyczną, dzwonki chromatyczne, tamburyn, a nawet megafon. Trzeba było wykonać dużo pracy, żeby to wszystko poukładać i zaprezentować jako spójny materiał. Te dwa lata to był właśnie ten czas.

TWÓRCY
Poukładali, tworzą i grają. Marek Baczyński: SZA! to zespół YomaYa. On odpowiada za teksty i muzykę. Zawsze ostatnie zdanie należy do niego. Przynosi piosenkę i gra nam na gitarze. W jego sposobie zagrania jest już jakaś informacja na temat rytmu, pulsu tego numeru. Rozwijamy to, badamy, szukamy. Nagrywamy próby. Potem każdy odsłuchuje te nagrania w domu. Na kolejną próbę przychodzimy z uwagami. Praca nad jedną piosenką to kilka prób. Potem prezentujemy ją na koncercie. Obserwujemy jak przyjęła ją nasza publiczność. Zdarza się tak, że luźna uwaga rzucona przez słuchacza powoduje jakąś zmianę. Tak mieliśmy na przykład z piosenką „Więzień”, którą zaprezentowaliśmy na konkursie w Myśliborzu. Wtedy była ona spokojną balladą. Artur Orzech, który był w jury powiedział nam potem, że brakowało w tej piosence rozwinięcia, że czuło się potrzebę rozładowania napięcia, a to nie następowało. Na próbę dodaliśmy solo fletu na ostinatowym riffie gitary i basu. Wyszło genialnie i od tej pory tak gramy ten numer. W całym procesie staramy się, żeby nie powtarzać już wcześniej wykorzystanych rozwiązań. Chcemy, żeby każda piosenka była jedyną w swoim rodzaju, miała swoją przestrzeń, swoje życie. Przede wszystkim jednak pilnujemy, żeby nasze bogate instrumentarium nie przyćmiło wokalu i tekstu. Tomasz YomaY Kapitańczyk: Jestem czystej krwi muzycznym amatorem, co w mojej definicji i w moim przypadku oznacza kogoś, kto nie zna nut, nigdy nie brał lekcji nauki gry na gitarze i nigdy nie uczył się śpiewać. Brzmi trochę słabo, jak na zespół z jakimiś tam aspiracjami, ale takie są fakty. Prowadzi mnie trochę intuicja i miłość do muzyki. Najważniejsza jednak kwestia jest zupełnie inna – otóż, gdyby nie Asia, Marek, Tomek i Maciej, moje piosenki byłyby jak miliony innych, sztampowych utworów, które co najwyżej mógłbym grać i śpiewać przy ognisku. To oni, dzięki swej wrażliwości, talentowi, czy w końcu wykształceniu muzycznemu, nadają im całkowicie nowe życie, nowy kształt i w końcu cały aranż. Jak już mówiłem, uciekamy od sztampy. Zamiast w nieskończoność powtarzającego się refrenu, wolimy skupić się na nadaniu piosence nastroju, klimatu, rytmu, i tego, czego żadne słowo nie odda. Te momenty podczas prób lubię najbardziej. Jak przechodzą nas dreszcze po plecach podczas grania piosenki, mimo że gramy ją 155 raz z rzędu, to znaczy, że aranż jest gotowy. Piszę o sobie – autor muzyki, ale tak naprawdę ja nadaję swojemu tekstowi jedynie linię melodyczną. To oni są w rzeczywistości twórcami muzycznymi naszych utworów. Trochę czasami jest mi niezręcznie tak się mianować, ale według niepisanych zasad tak ponoć jest.


 

LIDER
Lider SZA! grać i śpiewać postanowił pod wpływem grupy Stare Dobre Małżeństwo. Tomasz YomaY Kapitańczyk: To było gdzieś około 1986 roku. W moim muzycznym świecie królowały wtedy AC/DC, Iron Maiden, Led Zeppelin, Deep Purple i tego typu kapele. I nagle w moje ręce wpadła pierwsza kaseta (o CD jeszcze nikt wtedy nie słyszał) zespołu Stare Dobre Małżeństwo ze słowami Edwarda Stachury. Miałem wtedy lat 16 i narodziłem się po raz drugi. To było prawdziwe olśnienie i objawienie, połączenie magii, kosmosu, metafizyki i cholera wie czego jeszcze. Słuchałem tego po kilka razy dziennie i nigdy nie miałem dosyć! Dotarło wtedy do mnie, że i ja muszę grać i śpiewać, że będę tworzyć. O graniu na gitarze oczywiście nie miałem wówczas zielonego pojęcia. Gitara zresztą była wtedy towarem deficytowym. Posiadali ją naprawdę nieliczni wybrańcy. Z reguły były to polskie Defile, które po kilku piosenkach po prostu się rozstrajały, nie mówiąc o kiepskim brzmieniu, zresztą tak naprawdę nikt się wtedy tym nie przejmował. Moją pierwszą gitarą była radziecka akustyczna gitara siedmiostrunowa. Była tak twarda, że po kilku graniach krwawiły mi palce. Do dziś opuszki palców lewej ręki mam twarde jak u drwala. Tak, początki nauki gry na gitarze i śpiewu były trudne, to chyba oczywiste, ale nigdy przedtem, i nigdy potem, nie byłem do czegoś tak przekonany. A potem to już poszło. Pierwsze piosenki autorskie, pierwsze składy, pierwsze konkursy, pierwsze nagrody i wyróżnienia. Trochę tego było. W ubiegłym roku aktywność muzyczną wokalisty przystopowała choroba. Tomasz YomaY Kapitańczyk: Zdiagnozowano u mnie chorobę nowotworową. Trochę mi zajęło, żeby ją pokonać. Pod koniec 2016 roku przeszedłem dwie operacje i powoli zacząłem wychodzić na prostą. Potem kilka miesięcy rekonwalescencji i wydaję się, że wszystko jest teraz OK.

PRZYSZŁOŚĆ
Marek Baczyński: Nasze plany dzielimy dwutorowo. Chcemy grać coraz więcej koncertów oraz brać udział w konkursach i festiwalach. Do tego potrzebujemy dobrych nagrań, które oddadzą to, w jaki sposób czujemy muzykę. Zaraz po tym jak nagramy epkę nakręcimy do niej teledysk. Niezależnie od tego cały czas pracujemy nad kolejnymi piosenkami. Z utęsknieniem czekamy też na sezon klubowo-jesienny, bo takie intymne koncerty klubowe, gdzie można nawiązać bezpośredni kontakt z publicznością lubimy najbardziej. Zapraszamy na koncerty, szczegóły na naszej facebookowej stronie oraz na www.sza.v4.pl :-) .